Kartka z kalendarza Dobry Zasiew


26

listopada

ŚRODA
Delfiny, Konrada, Justyny

Kto jest dobroczynny, będzie wzbogacony, a kto innych pokrzepia, sam będzie pokrzepiony. Przypowieści Salomona 11,25


Dołącz do listy wysyłkowej "Dobry Zasiew" - Subskrybuj


Czytaj więcej...
Czytelnia - Zawartość
  Pokaż/Ukryj wprowadzenia Ukryj wszystkie wprowadzenia
Artykuły góra
# Tytuł artykułu
1 Kobieta na czele niemieckiego Kościoła

Niemieckim protestantom po raz pierwszy przewodzić będzie kobieta. Kościelny parlament wybrał panią biskup Hanoweru Margot Kaessmann na przewodniczącą Rady Kościoła Ewangelickiego w Niemczech. Kościół Ewangelicki w Niemczech jest wspólnotą 22 krajowych kościołów luterańskich, reformowanych i zjednoczonych, zrzeszających ponad 25 milionów wiernych

Pani Kaessmann to rozwiedziona matka czworga dzieci.

Co mówi Biblia o kobietach i ich roli w Kościele ? O ich przywódczej roli ?

Nie ma najmniejszej wątpliwości, że z punktu widzenia dostępu do zbawienia kobiety mają taką samą wartość i pozycję w oczach Bożych, co mężczyźni. Bo wszyscy, którzy zostaliście w Chrystusie ochrzczeni, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie [Ga 3,27–28].

Chociaż nauka apostolska określa kobietę, jako współdziedziczącą w łasce życia, to jednak głosi: nie pozwalam zaś kobiecie nauczać ani wynosić się nad męża; natomiast powinna zachowywać się spokojnie. Bo najpierw został stworzony Adam, potem Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy została zwiedziona, popadła w grzech [1Tm 2,12–14]. Ta przestroga może wydawać się mało znacząca, ale nabiera kapitalnego znaczenia, gdy w kościele pojawia się bardzo uzdolniona kobieta i niemal rwie się do przywództwa i posługi nauczania.

Jak powszechnie wiadomo, kobiety w wielu wypadkach są bardziej inteligentne, duchowe i oddane sprawie, niż niejeden mężczyzna. To fakt. Jeżeli więc gdzieś króluje pragmatyzm, a nie posłuszeństwo Słowu Bożemu, to chętnie udostępnia się owej kobiecie kazalnicę, a ona w niedługim czasie zyskuje sobie poparcie i staje się dla wielu ludzi w kościele znaczącym autorytetem.

Dalszy scenariusz? Gdy przez dobrą i rzeczową posługę zostanie już uwierzytelniona w środowisku kościelnym, wówczas tylko krok do problemu, jaki zaistniał w Tiatyrze: Lecz mam ci za złe, że pozwalasz niewieście Izebel, która się podaje za prorokinię, i naucza, i zwodzi moje sługi, uprawiać wszeteczeństwo i spożywać rzeczy ofiarowane bałwanom [Obj 2,20]. Jej pozycja stała się tak silna, że nikt w tamtej wspólnocie nie był już w stanie zabronić jej tego, co robiła i mówiła.

Słowo Boże się nie myli. Przypadek pani Kaessmann jest tego dowodem. Zyskała sobie tak wielki autorytet, że wybrano ją niezależnie od jej fiaska ( grzechu ?) w życiu małżeńskim. Teraz deklaruje wolę pozyskania więcej ludzi dla wiary dzięki Kościołowi idącemu z duchem czasu. Oby tylko się nie okazało, że to duch świata.

Za www.ewangelista.pl

2 7 miliardów

1 planeta i 7 miliardów ludzi

Bóg jest Stwórca wszystkiego

„Pan spogląda z nieba, Widzi wszystkich ludzi z miejsca, gdzie przebywa, Patrzy na wszystkich mieszkańców ziemi, On, który ukształtował serce każdego z nich, On, który uważa na wszystkie czyny ich.” Psalm 33,13-15

Niewyobrażalne, a jednak prawdziwe: Bóg w swojej wszechmocy stworzył wszystkich ludzi.

Teraz nas obserwuje. On widzi wszystko, co czynimy. On słyszy nasze słowo, On zna nawet nasze myśli. Za wszystko będziemy kiedyś przed nim odpowiadać! Któż ujdzie przed Jego przenikliwym wzrokiem?

Bóg jest sędzią wszystkiego

Abraham znał kiedyś Boga, jako „Najwyższego”. Dlatego modlił się do Niego za swoim bratankiem Lotem, który był w grzesznej Sodomie:

„Nie dopuść, byś miał uczynić coś podobnego, by uśmiercić sprawiedliwego wespół z bezbożnym, by sprawiedliwego spotkało to samo, co bezbożnego. Nie dopuść do tego! Czyż ten, który jest sędzią całej ziemi, nie ma stosować prawa?” (1 Księga Mojżesza 18,25)

Bóg jednak będzie kiedyś sądził. Z całą pewnością będzie to sąd sprawiedliwy. Sędzią ustanowił On swojego Syna, Jezusa Chrystusa. Na ten temat czytamy dobitne słowa:

„Bo i Ojciec nikogo nie sądzi, lecz wszelki sąd przekazał Synowi, aby wszyscy czcili Syna, jak czczą Ojca. Kto nie czci Syna, ten nie czci Ojca, który go posłał.” (Ewangelia Jana 5,22-23)

„ A jak postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd,…” (List do Hebrajczyków 9,27)

„Kto wierzy w Niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.” (Ewangelia Jana 3,18)

Jak można uniknąć sądu?

Jest rzeczą niesamowicie straszną być sądzonym przez Boga! Wszyscy odczuwają, że nie można się przed Nim ukryć czy usprawiedliwić. Czy nie ma więc możliwości ujść przed tym sądem? Jest!

Pan Jezus powiedział:

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy Temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł z śmierci do żywota.”

(Ewangelia Jana 5,24)

Czasami słyszymy szczególne wyznanie: Wiara w Pana Jezusa Chrystusa mojego osobistego Zbawiciela uratowała mnie przed sądem! Teraz przed moimi oczami nie ma już wiecznej śmierci, lecz wieczne życie!

Dlaczego Bóg może nam przebaczyć?

Ponieważ Jezus Chrystus umarł na krzyżu. On złożył tam swoje życie w ofierze, aby mógł On przebaczyć każdemu żałującymi za winy grzesznikowi. Bóg położył na swoim Synu całą nasza winę i sądził Go według swojej świętości. Tak więc okup został zapłacony. Święty Bóg został zaspokojony, Jego roszczenia spełnione. On jest prawy, kiedy teraz okazuje łaskę tym wszystkim, którzy są gotowi z niej skorzystać.

Kto chce skorzystać z takiej łaski? Ja chciałem i jestem uratowany. Nie pójdę na potępienie. Moje grzechy zostały mi przebaczone. Życie wieczne zostało mi podarowane. Moje sumienie i serce zostało uspokojone. Cóż więcej potrzebuje do życia czy śmierci? Nic! Jestem bardzo wdzięczny i szczęśliwy!

Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy,nie zginął, ale miał żywot wieczny.”

(Ewangelia Jana 3,16)

3 Albert Einstein

- Pozwólcie, że wyjaśnię wam problem jaki nauka ma z religią.
Niewierzący profesor filozofii stojąc w audytorium wypełnionym
studentami zadaje pytanie jednemu z nich:
- Jesteś chrześcijaninem synu, prawda?
- Tak, panie profesorze.
- Czyli wierzysz w Boga.
- Oczywiście.
- Czy Bóg jest dobry?
- Naturalnie, że jest dobry.
- A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko?
- Tak.
- A Ty - jesteś dobry czy zły?
- Wedlug Biblii jestem zły.
Na twarzy profesora pojawił się uśmiech wyższości - Ach tak, Biblia!
- A po chwili zastanowienia dodaje:

- Mam dla Ciebie pewien przykład. Powiedzmy, że znasz chorą i cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności. Pomógłbyś tej osobie? Albo czy spróbowałbyś przynajmniej?
- Oczywiście, panie profesorze.
- Wiec jesteś dobry...!
- Myślę, że nie można tego tak ująć.
- Ale dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie osobie, jeśli byś tylko miał taką możliwość. Większość z nas by tak zrobiła. Ale Bóg nie.
Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej - Nie pomaga, prawda? Mój brat był chrześcijaninem i zmarł na raka, pomimo że modlił się do Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz mi odpowiedzieć na to pytanie?
Student nadal milczy, wiec profesor dodaje

- Nie potrafisz udzielić odpowiedzi, prawda? - aby dać studentowi chwile zastanowienia profesor sięga po szklankę ze swojego biurka i popija łyk wody.
- Zacznijmy od początku chłopcze. Czy Bóg jest dobry?
- No tak... jest dobry.
- A czy szatan jest dobry?
Bez chwili wahania student odpowiada - Nie.
- A od kogo pochodzi szatan?
Student aż drgnął:
- Od Boga.
- No właśnie. Zatem to Bóg stworzył szatana. A teraz powiedz mi jeszcze synu - czy na świecie istnieje zło?
- Istnieje panie profesorze ...
- Czyli zło obecne jest we Wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył Wszechświat, prawda?
- Prawda.
- Wiec kto stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg stworzył również i zło. A skoro zło istnieje, więc zgodnie z regułami logiki także i Bóg jest zły.
Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi..
- A czy istnieją choroby, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas świece?
Student drżącym głosem odpowiada - Występują.
- A kto je stworzył?
W sali zaległa cisza, więc profesor ponawia pytanie - Kto je stworzył? - wobec braku odpowiedzi profesor wstrzymuje krok i zaczyna się rozglądać po audytorium. Wszyscy studenci zamarli.
- Powiedz mi - wykładowca zwraca się do kolejnej osoby - Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa synu?
Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora:
- Tak panie profesorze, wierzę.
Starszy człowiek zwraca się do studenta:
- W świetle nauki posiadasz pięć zmysłów, które używasz do oceny otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?
- Nie panie profesorze. Nigdy Go nie widziałem.
- Powiedz nam zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?
- Nie panie profesorze.
- A czy kiedykolwiek dotykałeś swojego Jezusa, smakowałeś Go, czy może wąchałeś? Czy kiedykolwiek miałeś jakiś fizyczny kontakt z Jezusem Chrystusem, czy też Bogiem w jakiejkolwiek postaci?
- Nie panie profesorze. Niestety nie miałem takiego kontaktu.
- I nadal w Niego wierzysz?
- Tak.
- Przecież zgodnie z wszelkimi zasadami przeprowadzania doświadczenia, nauka twierdzi ze Twój Bóg nie istnieje... Co Ty na to synu?
- Nic - pada w odpowiedzi - mam tylko swoja wiarę.
- Tak, wiarę... - powtarza profesor - i właśnie w tym miejscu nauka
napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara.
Student milczy przez chwile, po czym sam zadaje pytanie:
- Panie profesorze - czy istnieje coś takiego jak ciepło?
- Tak.
- A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?
- Tak, synu, zimno również istnieje.
- Nie, panie profesorze, zimno nie istnieje.
Wyraźnie zainteresowany profesor odwrócił się w kierunku studenta.
Wszyscy w sali zamarli. Student zaczyna wyjaśniać:
- Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, super-ciepło, mega ciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lub też brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać zimnem.
Może pan schłodzić substancje do temperatury minus 273,15 stopni Celsjusza (zera absolutnego), co właśnie oznacza brak ciepła – nie potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do temperatur poniżej 273,15stC. Każda substancja lub rzecz poddają się badaniu, kiedy posiadają energie lub są jej źródłem. Zero absolutne jest całkowitym brakiem ciepła. Jak pan widzi profesorze, zimno jest jedynie słowem, które służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło jest energią. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego brakiem.
W sali wykładowej zaległa głęboka cisza. W odległym kacie ktoś upuścił pióro, wydając tym odgłos przypominający uderzenie młota.
- A co z ciemnością panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak ciemność?
- Tak - profesor odpowiada bez wahania - czymże jest noc jeśli nie ciemnością?
- Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie jest czymś, ciemność jest brakiem czegoś. Może pan mieć niewiele światła, normalne światło, jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, nie ma wtedy nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie? Właśnie takie znaczenie ma słowo ciemność. W rzeczywistości ciemność nie istnieje. Jeśli istniałaby, potrafiłby pan uczynić ją jeszcze ciemniejszą, czyż nie?
Profesor uśmiecha się nieznacznie patrząc na studenta. Zapowiada się dobry semestr.
- Co mi chcesz przez to powiedzieć młody człowieku?
- Zmierzam do tego panie profesorze, że założenia pańskiego
rozumowania są fałszywe już od samego początku, zatem wyciągnięty wniosek jest również fałszywy.
Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie:
- Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz mi to wytłumaczyć?
- Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie – wyjaśnia student - twierdzi pan, że jest życie i jest śmierć, że jest dobry Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych zjawisk. Twierdzenie, że śmierć jest przeciwieństwem życia świadczy o ignorowaniu faktu, że śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko. Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz panie profesorze proszę mi odpowiedzieć - czy naucza pan studentów, którzy pochodzą od małp?
- Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak właśnie jest.
- A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy?
Profesor potrząsa głową wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie sprawę w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry semestr, naprawdę.
- Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych i nie jest w stanie ich prześledzić wykonując jakiekolwiek doświadczenie, to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoją poprzednią argumentacja, nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w takim razie bardziej kaznodzieja niż naukowcem?
W sali zaszemrało. Student czeka aż opadnie napięcie.
- Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim
poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład - student rozgląda się po sali - Czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana profesora?
Audytorium wybucha śmiechem.
- Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to, że nikt. A zatem zgodnie z naukową metodą badawczą, jaką przytoczył pan wcześniej, można powiedzieć, z całym szacunkiem dla pana, że pan nie ma mózgu, panie profesorze. Skoro nauka mówi, że pan nie ma mózgu, jak możemy ufać pańskim wykładom, profesorze?
W sali zapada martwa cisza. Profesor patrzy na studenta oczyma
szerokimi z niedowierzania. Po chwili milczenia, która wszystkim zdaje się trwać wieczność profesor wydusza z siebie:
- Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.
- A zatem przyznaje pan, że wiara istnieje, a co więcej -  stanowi niezbędny element naszej codzienności. A teraz panie profesorze, proszę mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło? Niezbyt pewny odpowiedzi profesor mówi - Oczywiście że istnieje. Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy obecnym na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie zło.
Na to student odpowiada:
- Zło nie istnieje panie profesorze, albo też raczej nie występuje jako zjawisko samo w sobie. Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla określenia braku Boga. Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się w momencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu. Zło jest jak zimno, które jest skutkiem braku ciepła i jak ciemność, która jest wynikiem braku światła.
Profesor osunął się bezwładnie na krzesło...


Fragment książki Alberta Einstein'a zatytułowaną "Bóg a nauka" z roku 1921.

4 Autobus

Prawdziwa to mowa i w całej pełni przyjęcia godna, że Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników, z których ja jestem pierwszy.
1. List do Tymoteusza 1,15

Prawie rok temu, jadąc autobusem, zostałem zapytany przez pewnego nieznajomego, czy jestem na tyle dobrym człowiekiem, by po śmierci pójść do nieba. Kiedy odpowiedziałem, że tak, nieznajomy zapytał, czy jestem tego pewien. Im więcej o tym myślałem, dochodziłem do wniosku, że nie jestem tak naprawdę całkowicie o tym przekonany. Nie byłem aż tak zły, ale też nie na tyle dobry, by z całą pewnością pójść do nieba.
Jakiś czas później otrzymałem broszurkę od kogoś, kto również siedział obok mnie w autobusie. Człowiek ten poprosił mnie, abym przeczytał ją całą, a szczególnie artykuł pt. "Zaproszenie do raju". Nie zdążyłem nic mu odpowiedzieć, b o zaraz wysiadł. Czy Bóg chce mi coś powiedzieć poprzez pasażerów autobusu? - zastanawiałem się. Przeczytałem wskazany artykuł o ukrzyżowaniu i odkryłem dwie rzeczy, które dotyczyły mojej osoby. Pierwszą z nich była ta, że utożsamiałem się z dwoma złoczyńcami, wiszącymi po obu stronach krzyża Jezusa. Nie zrozumcie mnie źle - nie byłem przestępcą, ale doszedłem do wniosku, że nie jestem na tyle dobry, by znaleźć się w niebie bez niczyjej pomocy. Drugą rzeczą do jakiej doszedłem, było to, iż nie chciałem być jak ten "gorszy" złoczyńca, który urągał Panu. Chciałem być tym, który prosił o zmiłowanie, mówiąc: "Panie, wspomnij na mnie, kiedy wejdziesz do Królestwa swego". Słowa Jezusa bardzo mnie poruszyły: "Zaprawdę, powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju" (Ew. Łukasza 23,42-43). Pomyślałem sobie: czy to również może być moim udziałem?
Artykuł, jaki przeczytałem, stawiał dwa pytania: czy poznałem już Pan Jezusa, który zmarł na krzyżu i czy przyjąłem Jego dar zbawienia? Chciałem Go przyjąć, ale nie wiedziałem, jak to uczynić. Jednak czytając broszurkę do końca, dowiedziałem się więcej o Tym, który przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników. Jestem żywym przykładem tego, czego może dokonać Pan Jezus.
Biblia mówi: "Każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańskiego, zbawiony będzie" (Rzym. 10,13). Ja już to uczyniłem, a TY?

(C) Copyright "Dobry Zasiew" 2012

5 Awaria zasilania

A Jezus znowu przemówił do nich tymi słowy: Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota.
Ewangelia Jana 8,12

BEZ ŚWIATŁA

Duże awarie zasilania elektrycznego są na szczęście rzadkością. Ale gdy pojawią się w katastrofalnych rozmiarach i całe dzielnice zostają naraz pozbawione prądu, wprowadza to wielkie zamieszanie. Wyobraźmy sobie dom towarowy, w którym nagle zabrakło oświetlenia! Wybuchłaby panika, pojawiłyby się kradzieże i różne inne nieoczekiwane nadużycia.
Gdy przyglądamy się bliżej światu, w którym obecnie żyjemy, wygląda on prawie tak, jakby właśnie nagle nastąpiła taka "awaria zasilania". Pomyślmy tylko o spustoszeniach wojennych, nędzy uchodźców, o przybierających na sile aktach przemocy i przestępczoś ci kryminalnej, o nędzy związanej z narkotykami i upadku wartości moralnych. Zabrakło w tym świecie zasilania elementarną mocą, tak jak w naszym codziennym życiu jest nią moc prądu elektrycznego. Tak, rzeczywiście tak jest, to trafne podobieństwo. Ale co szczególnie zdumiewa, to fakt, że moc ta została wyłączona przez samych ludzi - i to zupełnie umyślnie. Przez to nie tylko życie całych narodów stało się bardzo ciężkie, ale również osobiste życie każdego pojedynczego człowieka.
Jakie to zatem źródło światła i mocy zostało odcięte? Biblia mówi, że Jezus Chrystus przyszedł na tę ziemię jako światłość świata, ale świat ten odrzucił Go. Jeszcze i w dzisiejszym czasie utrzymuje się ten sam stan. Nawet w obrębie chrześcijaństwa większość ludzi prowadzi życie bez Chrystusa.
Jednakże mimo to, każdy człowiek posiada jeszcze możliwość, aby nawrócić się do Jezusa Chrystusa, do światła, aby znaleźć u nie go to, czego jego serce już od dawna przecież poszukuje: trwały pokój i czystą radość. Wszystko, co musi uczynić, to przyjść ze swymi grzechami do Boga i uwierzyć w Pana Jezusa oraz Jego dzieło zbawienia wykonane na krzyżu Golgoty.

(C) Copyright "Dobry Zasiew" 2012

6 Biblia

Wiedząc, iż nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem zostaliście wykupieni z marnego postępowania waszego, przez ojców wam przekazanego, lecz drogą krwią Chrystusa [...]
1. List Piotra 1,18-19

Drogocenna Biblia

W Waltham Abbey, w małym miasteczku na północ od Londynu, od XII wieku aż do 1540 roku przechowywano Biblię w języku łacińskim. Kiedy zniesiono tam opactwo, sprzedano ją dekretem króla Henryka VIII. Jakiś czas temu rada tego miasteczka chcąc z powrotem mieć tę piękną, oprawioną w jelenią skórę Biblię, odkupiła ją od Muzeum Brytyjskiego za 25 tys. funtów! Dzisiaj możemy kupić sobie Biblię za niewielką sumę pieniędzy i jest ona tak samo cenna jak tamta z Waltham Abbey. Nie jest bowiem ważne, z którego wieku pochodzi, czy w co jest oprawiona, ale co zawiera.
Zwróćmy uwagę na to, co mó wi apostoł Piotr w rozważanym wierszu: "Nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem (...), lecz drogą krwią Chrystusa". Wszyscy potrzebujemy odkupienia i uwolnienia, ponieważ wszyscy jesteśmy zgubionymi grzesznikami i nie możemy podobać się Bogu. Apostoł Paweł jasno to wyraził, mówiąc: "Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej" (Rzymian 3,23). Nie możemy wykupić siebie samych naszymi uczynkami, ale może to sprawić Syn Boży, Pan Jezus, który cierpiał i umarł na Golgocie. Apostoł Piotr nazwał to, co otrzymaliśmy, "drogimi i największymi obietnicami" (2. Piotra 1,4), a apostoł Jan napisał o innej obietnicy Bożej: "Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny" (Jana 3,36). Możemy otrzymać wieczne Boże błogosławieństwo jedynie dzięki drogocennej wierze (zob. 2. Piotra 1,1-11) oraz śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa. Nasza wiara jest drogocenna, ponieważ opiera się na wartości Jego drogocennej krwi.
Kup więc Biblię, jeśli jeszcze je j nie posiadasz i po prostu weź ją wreszcie do ręki. Nie zachwycaj się jej piękną oprawą, ale zajrzyj do środka, aby odkryć jej prawdziwą wartość - to, że jest ona Słowem Bożym. Czytając ją, możesz posiąść bezcenny skarb życia wiecznego!

7 Biblia - Słowo Boga do ludzi

Bóg skierował do ludzi swoje Słowo zawarte w Piśmie Świętym, w Biblii. Zawartość Bożego objawienia jest dzisiaj pełna, kompletna i dostępna praktycznie dla każdego człowieka. W naszym chrześcijańskim kraju Biblia jest obecna w zdecydowanej większości w każdym domu. Jednak tak niewielu po nią regularnie sięga, tak niewielu chce poznawać Boże myśli, plany, miłość, łaskę... Co jest powodem takiego stanu rzeczy? Czy Słowo Boże jest zbyt zawiłe i skomplikowane? Czy jest za trudne do zrozumienia dla „przeciętnego” czytelnika? A może przez swoją niezmienność jest dzisiaj niezbyt atrakcyjne? Lub czy odbiera nam swobodę myślenia i postępowania?

Zadajmy pytanie: do kogo jest adresowane Pismo Święte?

„...Jezus i rzekł: Wysławiam cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Mat. 11:25)

Jezus nie oceniał ludzi i nie wybierał uczniów ze względu na ich pozycję społeczną, majątek czy wykształcenie. Prostym ludziom tłumaczył zamiary Boga i wykładał prawdę ewangelii. To On i jedynie On jest źródłem mocy do zrozumienia Słowa Bożego. Nie potrzebne jest tutaj żadne teologiczne wykształcenie, posługiwanie się skomplikowanym słownictwem, ani przynależność do jakiejś wybranej, specjalnej grupy ludzi. Zrozumieć Biblię może każdy, kto uzna swoją niemoc i zwróci się do „źródła wszelkiej mądrości” z prośbą o udzielenie mądrości Bożej ten otrzyma poznanie myśli Bożych. Oczywiście nie wszystko od razu! My często chcielibyśmy już, teraz wiedzieć wszystko. Bóg ma swój czas dla każdej sprawy. Również zrozumienie Biblii następuje powoli, etapami, ale stale, o ile tylko dokładamy starań, aby je posiąść w coraz większym zakresie.

Co w takim razie ze zmieniającymi się realiami otaczającego nas świata?

Biblia nie ewoluuje! Słowo Boże nie zmienia się, gdyż Bóg jest niezmienny i nie może zmieniać zdania!

„...wiarę, która raz na zawsze została przekazaną świętym” (Judy 1:3)

Wszystko co widzimy wokół nas Bóg przewidział. Nie ma nic o czym by Słowo Boże nie mówiło dzisiejszemu czytelnikowi. Jednak zauważy to jedynie ten, który jednoznacznie zaakceptuje absolutny autorytet Pisma i szuka z modlitwą odpowiedzi na wszystkie pojawiające się w jego życiu wątpliwości i pytania. Nie starajmy się „poprawiać” Słowa Bożego tylko dlatego, że coś nam nie odpowiada, lub mamy w jakiejś kwestii inne zdanie. Bóg pozostawił swoje spojrzenie na wszystko, a nam pozostaje to przyjąć i zaakceptować. Bóg nie miał na celu uprzykrzenia nam życia, ale chciał objawić nam swoją naturę i nieskończoną łaskę okazaną w życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa Chrystusa. Jeżeli ktoś myśli, że to czy inne miejsce dzisiaj nie zostałoby zawarte w Biblii, lub zostałoby zapisane inaczej, to zdecydowanie nie ma racji. W Księdze Objawienia 22:18-19 Bóg zajmuje wyraźne stanowisko w kwestii poprawiania Słowa Bożego. Nigdy nie starajmy się poprawiać najwyższego autorytetu Biblii ani przez dodawanie, ani przez ujmowanie czegokolwiek!

Przez Słowo Boże sam Bóg przemawia do człowieka. Przekonuje go najpierw o „grzechu, sprawiedliwości i sądzie”, a później swoim dzieciom pokazuje Tego, który jest centralną postacią Pisma Świętego: Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Celem Bożych myśli jest:

„Żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych, a wy, wkorzenieni i ugruntowani w miłości, zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość, i mogli poznać miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie, abyście zostali wypełnieni całkowicie pełnią Bożą” (Efez. 3:17-19)

Słowo Boże jest żywe i aktualne dzisiaj tak samo jak prawie dwa tysiące lat temu kiedy powstawał Nowy Testament. Każdy może je czytać i rozumieć. Warunkiem jest jednak regularne czytanie Pisma Świętego z modlitwą i później rzeczywiste wprowadzanie w życie zaleceń Biblii. Jeżeli czegoś nie rozumiemy dzisiaj musimy uznać fakt, że Bóg lepiej wie, co kiedy można każdemu objawić.

„Słowo twoje jest pochodnią nogom moim i światłością ścieżkom moim” (Ps. 119:105)

Oby te słowa były realną codziennością dla każdego z nas!

Za http://www.ted24.pl/

8 Bicie piany o biciu

Odnoszę wrażenie, że seria ujawnionych ostatnio przypadków maltretowania dzieci, wzbudza emocje, które mogą zaprowadzić Polaków na manowce. Od zapowiadanej przez premiera nowej ustawy, która ma całkowicie zakazywać rodzicom wymierzania dziecku kar cielesnych, poprzez opinie telewizyjnej super-niani aż po histeryczne wypowiedzi niektórych urzędniczek z ośrodków pomocy rodzinie, społeczeństwo – znajdujące się aktualnie pod silnym wrażeniem nagłośnionych tragedii – nabiera przekonania, że przyczyną całego nieszczęścia jest to, że rodzice w procesie wychowywania swoich dzieci stosują kary cielesne. Gdy się zakaże dawania dzieciom klapsa, rzekomo wyrosną nam mężczyźni i kobiety, którzy nie będą już stosować przemocy. Po prostu nie nauczą się jej od rodziców, a więc nie będą jej znać i tak przemoc zniknie z naszych ulic.Niejedna już taka utopia gościła nad Wisłą...

9 Bóg i człowiek w jednej Osobie

Bóg i człowiek w jednej Osobie

W liście do Efezjan 1,15-23 znajduje się piękna modlitwa skierowana do „Boga Pana naszego Jezusa Chrystusa”, modlitwa, która kładzie nacisk na człowieczeństwo Pana Jezusa. W Ef. 3,14-21 jest następna modlitwa Pawła skierowana do „Ojca naszego Pana Jezusa”, ponieważ w ten sposób patrzy na Pana Jezusa z punktu widzenia jego Boskości, jako błogosławionego Syna Ojca. Lecz w Liście do Kol. 1,3 Paweł kieruje swą modlitwę do „Boga i Ojca Pana Jezusa Chrystusa”, ponieważ w tym liście widzimy drogocenne odkrycie tajemnicy chwały Pana Jezusa jednoczącego człowieczeństwo z Boskością w jednej Osobie. „Gdyż w Nim mieszka cieleśnie cała pełnia Boskości” (Kol. 2,9). Cóż za wspaniała, niezrównana pełnia! Nie można pojąć tego naszym, ograniczonym przecież, rozumem.

 


 

 

10 Bóg ma poczucie humoru ?

Nie od dziś mamy w szeregach chrześcijańskich ludzi, którzy z miną eksperta opisują Boga. Zdają się wiedzieć jak Bóg myśli i co lubi. Wkładają w usta Boże dziwne słowa i przypisują Mu – niczym w starożytnej mitologii – ludzkie cechy. Na przykład, w ostatnich latach modne stało się powiedzonko, że Bóg ma poczucie humoru. Mówią tak i piszą o Bogu, a może raczej powtarzają po innych - najróżniejsi chrześcijanie chyba nie bardzo rozumiejąc, co mają na ustach. Niedawno jeden z chrześcijańskich liderów młodzieżowych po zakończeniu ogólnopolskiego zgrupowania gimnazjalistów napisał na Facebook’u: Wbijmy sobie to wszyscy do głów BÓG NIE JEST NUDNY! MA POCZUCIE HUMORU i LUBI MOCNY BIT! (z zachowaniem pisowni i interpunkcji).


Pominę to, czy wypada o Bogu pisać, że nie jest nudny i lubi mocny bit. Chcę skupić się dziś na stwierdzeniu, że Bóg ma poczucie humoru. Humor wg słownika języka polskiego to (1) zdolność dostrzegania zabawnych stron życia lub (2) chwilowy stan usposobienia, albo (3) przedstawienie czegoś w zabawny sposób.  Poczucie humoru natomiast, to umiejętność patrzenia na życie w sposób optymistyczny, z dystansem, z humorem. Czy można tego rodzaju ludzkie cechy przypisywać Bogu? 

Biblia naucza, że Bóg jest Duchem [Jn 4,24]. Jest Bogiem odwiecznym [Iz 9,5] i po trzykroć świętym [Obj 4,8]. Bóg jest miłością [1Jn 4,8]. Nie zmienia się [Ml 3,6] i nie ulega nastrojom [Jk 1,17]. Jest sprawiedliwy [Iz 45,21].  U kresu tych dni, przemówił do nas przez Syna, którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, przez którego także wszechświat stworzył. On, który jest odblaskiem chwały i odbiciem jego istoty i podtrzymuje wszystko słowem swojej mocy, dokonawszy oczyszczenia z grzechów, zasiadł po prawicy majestatu na wysokościach [Hbr 1,2-3]. Jaką podstawę ma stwierdzenie, że Bóg ma poczucie humoru? Biblijną?

Boga nikt nigdy nie widział, lecz jednorodzony Bóg, który jest na łonie Ojca, objawił go [Jn 1,18]. W życiu i służbie Jezusa nie chodziło o to, żeby było zabawnie. Bo ja nie z siebie samego mówiłem, ale Ojciec, który mnie posłał, On mi rozkazał, co mam powiedzieć i co mam mówić. I wiem, że przykazanie jego jest żywotem wiecznym. Przeto, co Ja wam mówię, mówię tak, jak mi powiedział Ojciec [Jn 12,49-50]. Czy komuś może przyjść do głowy coś takiego, że Syna idącego na śmierć Ojciec instruował, aby swą misję wykonywał z poczuciem humoru? On przecież doskonale pełnił wolę Ojca. Niczego innego poza tym, co Mu nakazał Ojciec, nie mówił i nie robił.

Pismo Święte ostrzega nas przed dodawaniem lub ujmowaniem czegokolwiek w stosunku do tego, co Bóg sam o sobie powiedział i objawił. Jest wiele wspaniałych myśli i stwierdzeń o Bogu autoryzowanych przez Niego samego!  Nie ma potrzeby silić się na jakąś dodatkową charakterystykę Najwyższego, zwłaszcza że możemy przy tym bardzo pobłądzić. Wymyślili też synowie izraelscy rzeczy niewłaściwe o Panu, Bogu swoim [2Kr 17,9] - czytamy o Izraelitach. Drży mi serce, bo dzisiejsi wyznawcy Pana czynią podobnie. Z dziwną lekkością gotowi są stwierdzać o Bogu prawie wszystko, byle tylko zachwycić oryginalnością i spodobać się swoim słuchaczom.

Marian Biernacki

11 Bóg przemawia

Gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie modły, wysłucham was. A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem, objawię się wam - mówi Pan.
Księga Jeremiasza 29,12-14

Biblia jest Słowem Bożym. Wiara w Bożą inspirację Pisma Świętego nie wymaga w żadnym razie skoku "w ciemno" czy w obszary irracjonalne. Tam, gdzie doniesienia Biblii mogą być porównane z faktami, wypowiedzi Pisma Świętego okazują się być w pełni godnymi zaufania. Naturalnie istnieją też i takie rzeczy, których my ludzie, ze względu na to, że jesteśmy drobnymi, ograniczonymi istotami, nie jesteśmy w stanie wyśledzić. Nie przedstawia to jednakże żadnej rzeczywistej trudności. Osobie, która wielokrotnie okazała się rzetelna i godna zaufania, daje się wiarę i tam, gdzie chodzi o wypowiedzi, których nie można sprawdzić. Tak samo mogę uczynić względem Boga, którego przedstawia Biblia: wszystko to w Biblii, co mogłem zbadać, okazało się poprawne. Dlatego posiadam pełne podstawy, aby Mu zaufać i we wszystkich innych Jego wypowiedziach. Wiem dlaczego wierzę!

Chciałbym zachęcić Cię Czytelniku i dodać odwagi, by wziąć Biblię do ręki - aby słyszeć w niej głos Wszechmocnego. Jeżeli Bóg jest dla Ciebie "nieznanym Bogiem", po prostu zwróć się do Niego w zaufaniu ze szczerą prośbą, aby zechciał przez Biblię przemówić do Ciebie w sposób osobisty. Ważne jest, aby podejść do Biblii z otwartością, powagą i szczerością. Biblia jest w stanie dosięgnąć sumienia swych czytelników, a przy tym zadziałać na najdelikatniejsze obszary ludzkiego wnętrza - to jest konieczne dla postawienia prawdziwej diagnozy naszego osobistego stanu przed Bogiem. Lecz Bóg "chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy.

Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus" (1. List do Tymoteusza 2,4-5).


(C) Copyright "Dobry Zasiew" 2012

12 Bóg słyszy

W dniu mej niedoli wzywam cię, bo mię wysłuchujesz.
Psalm 86,7

Podczas lekcji religii w jednej z angielskich szkół polecono uczniom napisać na kartce, co byłoby dla nich najstraszniejszym wydarzeniem, jakie potrafiliby sobie wyobrazić. Znaczny odsetek uczniów kojarzył to od razu z wojną atomową, inni z kolei wymieniali nieuleczalne choroby. Wśród tych wielu tuzinkowych, powtarzających się odpowiedzi uwagę zwracała jedna, doprawdy niepospolita: "Gdyby wszystkie modlitwy były tylko rozmowami z samym sobą".
I rzeczywiście! Cóż za trafne spostrzeżenie! Puste niebo byłoby największą katastrofą! Zostalibyśmy zupełnie sami z wszystkimi naszymi pytaniami i problemami. Zaś u kresu tej samotnej drogi znajdowałaby się rozpacz.


Jednakże chrześcijanin świadom jest realności Bożej: wie, że istnieje Bóg, który wysłuchuje modlitwy. Sam ten fakt nie oszczędza mu wcale różnorakich utrapień. Na pewno nie! Ale w każdej potrzebie i zmartwieniu - niezależnie od tego jak wielkie i ciężkie mogłyby one być - nie zostanie pozostawiony przez Boga na pastwę ślepego losu. On słyszy wołanie swych dzieci; pociesza je, dodaje im odwagi, nosi je w swych ramionach i kieruje ich spojrzenia na wspaniałą przyszłość w wieczności, która stanie się ich udziałem.
To nie jest jedynie pięknym snem. To rzeczywistość. Tysiące nawróconych ludzi przeżywają to każdego dnia, a jakże niezliczone rzesze mogły już doświadczyć tego osobiście. Należy do nich choćby i Dawid, autor poniżej zacytowanego psalmu, w którym pisze:

"Nie ma równego tobie, Panie [...] Boś Ty wielki i czynisz cuda: Ty jedynie jesteś Bogiem [...] Wielka jest łaska twoja dla mnie: Wybawiłeś duszę moją z głębin krainy umarłych [...] Ty zaś, Panie, jesteś Bogiem miłosiernym i łaskawym, nierychłym d o gniewu, wielce łaskawym i wiernym [...] Daj znak, że jesteś mi przychylny, aby ci, którzy mnie nienawidzą, ujrzeli ze wstydem, żeś Ty, Panie, wspomógł i pocieszył mnie!" (Psalm 86 - fragmenty)


Dobry Zasiew 2012

13 Bóg Was kocha

BÓG WAS KOCHA

http://www.flickr.com/photos/samiksha/5782319154/POTRZEBA MIŁOŚCI

Istota ludzka została tak stworzona, że odczuwa ustawiczną potrzebę miłości, podobnie jak roślina, która potrzebuje wody i słońca, aby się rozwijać. Problem polega na tym, że nie zawsze potrzeba ta jest zaspakajana. Dlaczego? Przyczyną tego jest natura ludzkiej miłości. Jesteśmy skłonni kochać tych, którzy nas kochają, oczekując, że to oni uczynią pierwszy krok. W świecie, w którym żyjemy, panuje egoizm, co dodatkowo utrudnia okazywanie miłości. Być może narzekamy na brak przyjaźni czy przychylności ze strony innych ludzi, lecz czy sami je okazujemy? Czy my także nie żyjemy skoncentrowani na sobie?

Ludzka logika domaga się, aby miłować to, co sprawia nam przyjemność. Dlatego tak długo mamy dobre relacje z innymi, jak długo ukrywamy złe strony naszego charakteru. Lecz gdy się one ujawnią, pojawia się niezgoda, kłótnie, rozwody. Jesteśmy wówczas rozczarowani postawą innych, a inni – naszą.

Niezależnie od ilości pozytywnych cech naszej ludzkiej natury, Biblia nie mówi nam, że jesteśmy godni miłości, albo że możemy sobie na nią zasłużyć. Wręcz przeciwnie, oświadcza nam, że w oczach Boga jesteśmy: „znienawidzeni i nienawidzący siebie nawzajem” (List do Tytusa, rozdział 3, wiersz 3). Znienawidzeni, a mimo to odczuwający potrzebę bycia miłowanymi. Oto sprzeczność tkwiąca w naszej naturze, której skutki możemy oglądać zarówno w sferze moralnej, jak i psychicznej.

BOŻA MIŁOŚĆ

Jedynie sam Bóg mógł rozwiązać ten problem. W jaki sposób? Umiłowawszy nas takimi, jakimi jesteśmy.

„On nas przedtem umiłował” (I List Jana, rozdział 4, wiersz 19.)

„Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł. Jeśli bowiem będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Syna jego...” (List do Rzymian, rozdział 5, wiersze 8 i 10).

„Po tym poznaliście miłość, że On za nas oddał życie swoje...” (I List Jana, rozdział 3, wiersz 16).

...JEJ MOTYW

Jedynie w swoim sercu, i tylko w nim, Bóg znalazł powód swej wielkiej miłości ku nam. On nas miłuje nie dlatego, że jesteśmy istotami dającymi się miłować, lecz dlatego, że On jest miłością i miłowanie wypływa z jego natury.

„Bóg jest miłością” to stwierdzenie dwukrotnie zawarte w cytowanym już I Liście Jana, rozdział 4, wiersze 8 i 16.

...JEJ OBIEKT

Obiektem Bożej miłości są wszyscy ludzie, ty i ja. Wszyscy bez wyjątku, nawet najwięksi grzesznicy! Chociaż Bóg, który jest święty, nienawidzi grzechu, to jest On jednocześnie miłością, dlatego miłuje grzesznika.

...JEJ WIELKOŚĆ

„Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Ewangelia Jana, rozdział 3,wiersz 16).

„W tym objawiła się miłość Boga do nas, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy przezeń żyli. Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze” (I  List Jana, rozdział 4, wiersze 9 i 10).

Tak, Bóg miłuje wszystkich ludzi. On jest tym, który to oświadcza i daje tego dowód. Jednak nieraz spotyka się z pełnym bezczelności ludzkim pytaniem: „W czym okazałeś nam miłość?” (Księga Malachiasza, rozdział 1, wiersz 2). My także czasem słyszymy oskarżenia typu: „Gdyby Bóg miłował swe stworzenie, czy pozwoliłby na tyle cierpień i niesprawiedliwości?”.

Należy pamiętać, iż na Bożą miłość (która na tej ziemi daje człowiekowi wolność wyboru, a więc także czynienia zła) trzeba patrzeć z perspektywy wieczności, a nie z perspektywy naszego krótkiego, ziemskiego życia. Jeśli chcecie się nieco dowiedzieć o tej Bożej miłości, absolutnej i nieskończonej, okazanej wszystkim ludziom, pomyślcie o krzyżu, o Bogu dającym swego umiłowanego Syna, aby zbawić swoich wrogów - tych, którzy Go ukrzyżowali. Wówczas zrozumiecie, iż ten zły stan moralny człowieka pokazuje właśnie wielkość łaski, jakiej dostąpiliśmy na tej ziemi, aby w przyszłości zostać wyniesionymi ku wspaniałości nieba.

Łaska ta sprawia, że człowiek staje się nie tylko ułaskawionym grzesznikiem, lecz dzieckiem samego Boga miłości!

„Patrzcie, jaką miłość okazał nam Ojciec, że jesteśmy nazwani dziećmi Bożymi i nimi jesteśmy...” (I List Jana, rozdział 3, wiersz 1).

Wy, którzy być może jesteście zawiedzeni ludzką miłością, począwszy od jej najszlachetniejszej formy, a skończywszy na najgorszej, nie czujcie się tym zaskoczeni. Ludzka miłość zawsze będzie niedoskonała i nie jest w stanie nawet w części wypełnić wielkiej pustki w Waszym sercu.

Miłość Boża jest pełnią, jest oceanem niewyczerpanej czułości. Lecz aby z niego pić, trzeba mieć pragnienie. Trzeba odpowiedzieć na zaproszenie, z jakim zwraca się do Was Pan Jezus: „Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije” (Ewangelia Jana, rozdział 7, wiersz 37).

„...kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie” (Ewangelia Jana, rozdział 6, wiersz 35).

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Czy chcecie więcej dowiedzieć się o Biblii i jej wspaniałym poselstwie? Piszcie! Odpowiemy na każdego maila.

14 Bóg wszystkich?

Ty jesteś Bogiem odpuszczenia, miłosiernym i litościwym, cierpliwym i wielce łaskawym.
Księga Nehemiasza 9,17

Pewien młody mężczyzna zarzucił od dawna nawróconemu chrześcijaninowi: "Jak możesz wierzyć, że jedynie chrześcijaństwo jest prawdą? Ja wierzę, że Bóg nie przejmuje się tym czy ktoś jest muzułmaninem, buddystą czy chrześcijaninem''. Starszy mężczyzna słuchał cierpliwie po czym odpowiedział: ''Prorok Micheasz odpowiedział na twoje pytanie już 3000 lat temu mówiąc: "Któż jest, Boże, jak Ty, który przebaczasz winę?[...] Zmyje nasze winy, wrzuci do głębin morskich wszystkie nasze grzechy." Wybaczenie grzechów jest znane tylko w Biblii. Tam jest napisane o Jezusie Chrystusie: "Który miłuje nas i który wyzwolił nas z grzechów naszych przez krew swoją". Jeśli nie potrzebujesz wybaczenia grzechów nie ma powodu, dla któreg o nie mógłbyś być muzułmaninem. W przeciwnym wypadku doradzałbym Ci..." Nie mógł dokończyć zdania. Młody mężczyzna obrócił sie na pięcie i nie usłyszał już porady chrześcijanina, która mogłaby go poprowadzić we właściwym kierunku.

Nikt z nas nie powinien unikać podjęcia właściwej decyzji. Słuchaj uważnie! Zacznij mówić do Pana Jezusa Chrystusa w modlitwie. On żyje! Słyszy cię i wysłucha. Opowiedz mu o wszystkim i wyznaj mu swoje grzechy. Wtedy On wybaczy ci wszystkie winy i obdarzy cię życiem wiecznym. Każdy, kto może powiedzieć "Bóg ma dla mnie łaskę" jest prawdziwie szczęśliwy. Słowo Boże, mówi nam, że "Chrystus musiał cierpieć i trzeciego dnia zmartwychwstać, i że w imię Jego ma być głoszone wszystkim narodom upamiętanie dla odpuszczenia grzechów" (Ewangelia Łukasza 24,46-47).

15 Boże przesłanie do wszystkich ludzi

BOŻE POSELSTWO DO WSZYSTKICH LUDZI

Creative Common - http://www.flickr.com/photos/jmwk/3517372902/sizes/l/in/photostream/Niżej przytoczone cytaty pochodzą z Pisma Świętego, które jest Słowem Bożym.

Nie wydaliśmy niniejszej publikacji po to, aby przekonać Was do jakiejś nowej religii, lecz abyście uświadomili sobie wasz rzeczywisty stan przed Bogiem i przyjęli przez wiarę przebaczenie waszych grzechów.

Jest ono możliwe dzięki niezmierzonej miłości Boga, który odpuszcza grzechy wszystkim tym, którzy wyrażą skruchę za swoje dawne występki i wyznają Jezusa Chrystusa jako swego osobistego Zbawiciela.

POTRZEBUJECIE ZBAWIENIA

„...postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (List do Hebrajczyków, rozdział 9, wiersz 27).

„Nie ma ani jednego sprawiedliwego” (List do Rzymian, rozdział 3, wiersz 10).

„Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej” (List do Rzymian, rozdział 3, wiersz 23).

NIE MOŻECIE SIĘ SAMI ZBAWIĆ

„Przecież brata żadnym sposobem nie wykupi człowiek, ani też nie da Bogu za niego okupu, bo okup za duszę jest zbyt drogi i nie wystarczy nigdy” (Psalm 49, wiersze 8 i 9).

„Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę i to nie z was: Boży to dar. Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił” (List do Efezjan, rozdział 2, wiersze 8 i 9).

BÓG ZATROSZCZYŁ SIĘ O WASZE ZBAWIENIE

„Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych” (List do Rzymian, rozdział 5, wiersz 6).

„Lecz on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie. A my mniemaliśmy, że jest zraniony, przez Boga zbity i umęczony. Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni. Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pana jego dotknął karą za winę nas wszystkich” (Księga Izajasza, rozdział 53, wiersze 4-6).

JAK MOŻECIE DOSTĄPIĆ ZBAWIENIA?

„..upamiętajcie się i wierzcie ewangelii” (Ewangelia Marka, rozdział 1, wiersz 15).

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł ze śmierci do żywota”

(Ewangelia Jana, rozdział 5, wiersz 24).

„Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz” (List do Rzymian, rozdział 10, wiersz 9).

JUŻ DZIŚ MOŻECIE MIEĆ PEWNOŚĆ ZBAWIENIA

„To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny”(I List Jana, rozdział 5, wiersz 13).

„...pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa” (List do Rzymian, rozdział 5, wiersz 1).

„Tym zaś, który go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego” (Ewangelia Jana, rozdział 1, wiersz 12).

A JEŚLI NIE UWIERZYCIE?

„...kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Ewangelia Marka, rozdział 16, wiersz 16).

„...kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego” (Ewangelia Jana, rozdział 3, wiersz 18).

„...kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim” (Ewangelia Jana, rozdział 3, wiersz 36).

 

 

16 Brytyjska noblistka : Internet robi z nas matołów

Doris Lessing, tegoroczna laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (będąca zarazem najstarszą osobą uhonorowaną takim wyróżnieniem), twierdzi, że "Internet uwiódł całe pokolenie swoją bezideowością, miałkością i pustką...".

17 Całkiem Nowy

Albowiem ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy, lecz nowe stworzenie. A pokój i miłosierdzie nad tymi wszystkimi, którzy tej zasady trzymać się będą...
List do Galacjan 6,15-16

W matematyce oraz innych kierunkach nauki istnieje wiele twierdzeń, definicji i zasad, np. twierdzenie Pitagorasa, czy 1. zasada termodynamiki. W Słowie Bożym także znajdujemy pewne zasady, które wyrażają głębokie prawdy duchowe.
Pierwsza z nich, to wspomniana w dzisiejszym fragmencie Biblii zasada nowego stworzenia. Mówi ona o tym, że żadne ziemskie rzeczy nie mogą nas usprawiedliwić przed Bogiem, ani zbliżyć do niego, a więc jedzenie czy powstrzymywanie się od jedzenia, obrzezanie czy nieobrzezanie, dobre uczynki czy ich brak. Do Nikodema, który był pobożnym nauczycielem Prawa Mojżeszowego w Izraelu, Pan Jezus powiedział, że mus i się na nowo narodzić. Nie wystarczy znajomość Pisma, ani staranie o wypełnianie go. U Boga liczy się tylko nowe stworzenie. Apostoł Paweł napisał do Koryntian: "Jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem, stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe" (2. Kor. 5,17). Oznacza to rozpoczęcie życia dla Boga w oparciu o zaufanie do Chrystusa i do tego, czego On dokonał przez swą śmierć i zmartwychwstanie. Nie wystarczy zatem, że stanę się lepszy; muszę stać się całkiem NOWY!
Druga zasada, to zasada miłości (2. List Jana 6). Każdy człowiek, który narodził się na nowo dla Boga, ma Jego życie w sobie i pragnie żyć dla Niego. Bóg jest miłością, a kto jest w Bogu, ten także miłuje. Bóg wyszedł naprzeciw nam ze swoją miłością, dlatego też my mamy się wzajemnie miłować i być gotowi, jak Chrystus, oddawać drugim swoje życie, tzn. czas, siły i środki, a jeśli zajdzie potrzeba, także umrzeć. Miłość Boża r ozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który jest nam dany, dlatego w istocie nie możemy miłować Bożą miłością bez Niego samego i bez dostosowania się w praktyce do nauki Słowa Bożego. Dlatego zasada miłości wzywa nas, abyśmy wyrażali naszą miłość ku Bogu przez przestrzeganie jego przykazań, z którymi stykamy się na każdej stronie Pisma Świętego.

18 Cały czas..

„ Życie nasze trwa lat siedemdziesiąt, A gdy sił stanie, lat osiemdziesiąt; A to, co się ich chlubą wydaje, to tylko trud i znój, Gdyż chyżo mijają, a my odlatujemy”  [Ps. 90,10]. Czas płynie, a wraz z nim upływa nasze życie. „Wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika” [Jak. 4:14].

Powyższy psalm przypomina nam o tym jak „szybko przemijamy.” W Biblii wystarczy stworzyć łańcuch z ludzi wziętych z około stu pokoleń, aby połączyć nas z pierwszymi rodzicami.

Okres wydający się w naszych oczach długim jest w rzeczywistości bardzo krótki, choćby w porównaniu z okresem sięgającym początku stworzenia, „początku“ - czasu, o którym mówi nam pierwszy wiersz Biblii. A co było wcześniej?  Jan pisze, że „na początku było Słowo.“ «Jak daleko jesteśmy w stanie sięgnąć wstecz pamięcią, słowo zawsze egzystowało, przed stworzeniem, przed czasem. A o Nim czytamy: „Lecz Ty pozostajesz …, Ty jesteś ten sam“ - wiecznie niezmienny. A później objawił się ludziom jako Ten, który w działa w czasie, który wszystkim kieruje. Ciągle pozostaje jednak niezmienny, chociaż ma tak wiele do czynienia ze swoim stworzeniem.

 

Kiedy skierujemy nasze spojrzenia w przyszłość i myślimy o przyjściu Pana, Jego Królestwie, o sądzie ostatecznym, to znów w końcu czasów znajdujemy tę samą Osobę, która rządzi wszystkim, gdyż„Bóg jest wszystkim we wszystkim” [1 Kor. 15,28].

Tak, czymże są nasze dni w porównaniu z tym wszystkim? „Są szybsze niż goniec, ….przemknęły jak łódki z trzciny” [Hiob 9,25.26]. Dlatego psalmista dodaje: „Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy posiedli mądre serce!”

Czym wypełniasz ten krótki czas, który podarował ci Bóg na ziemi? Czy znalazłeś odpowiedniego przewodnika,  przywódcę na drogę swojego życia? A może marnujesz czas na zajmowanie się bezwartościowymi rzeczami? „Nasyć nas o świcie łaską swoją, abyśmy się weselili i radowali przez wszystkie dni nasze! „O świcie”, albo „wcześnie” – jaka wielka zmiana nastąpi w naszym życiu, jaka radość będzie naszym udziałem, jeśli znajdziemy Zbawiciela we wczesnej młodości i Jemu oddamy pierwszeństwo. Zamiast wypełniać swoją młodość ziemskimi sprawami, zamiast poddać się gorączce studiowania, nadmiernej pracy lub korzystania z doczesnych uciech, zamiast tracić czas na szukanie złudnego szczęścia, lepiej jest dać się nasycić tym, co ma wieczną trwałość.

Jeśli w młodości życia oddamy Panu Jezusowi pierwsze miejsce, wtedy zostanie On przez nas uwielbiony, a ponad to będzie to podstawą do owocnego życia. Wielu dobrze rozpoczęło, lecz później zboczyło z drogi, a niekiedy nawet źle skończyło. Przez całe życie potrzebna jest trzeźwość, lecz o ile łatwiej jest żyć w łasce Pana, kiedy od razu weszło sie na właściwą ścieżkę, niż gdy się w latach wczesnej młodości trwoniło czas lub było się całkowicie obojętnym! Kiedy stary Jakub [miał wtedy 130 lat] stanął przed faraonem, musiał wyznać: „…krótkie i złe były dni mojego życia” [1 Moj. 47,9].Jego życie było co prawda długie, wypełnione różnorodnymi zdarzeniami: podróżami i walką, pozyskiwaniem bogactwa i nadmiarem pracy. Dla Boga liczą się tylko te lata, które przeżywamy z Nim, a tych jest zawsze o wiele mniej. Pozostałe zmarnowaliśmy nieodwracalnie.

Każdy nasz dzień wypełniony jest następującymi czynnościami: sen, posiłki, praca, czas wolny. Wszystko możemy przeżywać z Bogiem i dla Niego. On jest tym, który „zsyła swoim umiłowanym sen“ [Ps. 127,2].” „A więc: Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą.”[1 Kor. 10,31]. Jeśli chodzi o naszą pracę napisane jest: „I wszystko, cokolwiek czynicie w słowie lub w uczynku, wszystko czyńcie w imieniu Pana Jezusa, dziękując przez niego Bogu Ojcu” [Kol. 3:17].A co czynimy z wolnym czasem? Tego zawsze mamy za mało! Powinien on służyć temu, aby zregenerować fizyczne i psychiczne siły dla wykonania naszych codziennych obowiązków, które Pan powierzył nam na ziemi. Poranek, przypomina nam o mannie, którą musiał zbierać każdy Izraelita na pustyni przed wschodem słońca. Codzienne karmienie duszy Słowem Bożym „z poranku”, jest nieodzowne. Trzeba sobie zarezerwować na to czas. Często musimy się mobilizować, niekiedy nawet bardzo wysilać, lecz wiedzmy, że trud ten bardzo się opłaca. Chodzi przecież o nasze duchowe zdrowie. Jeśli w ciągu dnia znajdziemy dla siebie trochę wolnego czasu, to czy nie powinniśmy go wykorzystać dla  „.„przebywania u Jego stóp“?  A później: „..od rana będę zanosił Panu swoje prośby [Ps. 5,4].

Również w południe - w „upalnej porze dnia” powinniśmy być gotowi do zbierania manny i modlitwy. Będzie to również dla nas bardzo pokrzepiające. Daniel modlił się trzykrotnie w ciągu dnia. „Bądź trzeźwy, kiedy zgiełk dnia stara cię odwrócić od myślenia o tym, co jest w górze…“

W sobotę i w niedzielę większość z nas ma do dyspozycji więcej wolnego czasu. Jak bardzo jest więc ważne spędzić go z Panem, nie zaniedbywać wspólnych zgromadzeń, poświęcić ten czas rodzinie, innym wierzącym i służbie, którą powierzył nam Pan. Niekiedy potrzebujemy także samotności tak, jak czynił to Pan Jezus przebywając na górze.

Dla tego, który żyje z Panem, dzień nie może się zakończyć bez lektury Słowa Bożego i modlitwy. Jeśli czas wolny wykorzystamy na pokrzepienie swojej duszy, to nie powinniśmy zapominać o odpoczynku ciała [1 Tes. 5,23]. Nie możemy przy tym zapominać, że niedziela jest dniem Pańskim, dniem uwielbienia, służby i odpoczynku. Ktoś kiedyś powiedział: „Spełnione życie to takie, które jest wypełnione wieloma zajęciami.“ Lata biegną naprzód i co z nich pozostanie? Pewnego dnia całe nasze życie będzie musiało zostać objawione w świetle Bożej obecności. Będziemy musieli zdać rachunek z całego naszego życia. Wtedy stanie się nam jasne, że wszystko, co nie pochodziło od Niego i co nie było uczynione dla Niego jest stratą – stratą na całą wieczność!

Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy posiedli mądre serce! [Ps. 90,12]

za rlch.pl

19 Chrześcijański Ubiór

CHRZEŚCIJAŃSKI UBIÓR

Clown dollW kwestii strojenia się i noszenia złota podane nam są ogólne wskazówki, które mają zastosowanie dla wszystkich wierzących, zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Pierwsza zasada obejmuje wydatki. Ile wydajemy na odzież? Czy wszystkich tych rzeczy potrzebujemy? Czy można te pieniądze wykorzystać w lepszy sposób?

1 Tymoteusz 2,9 zabrania kupowania drogiej odzieży: „nie stroić się w (...) kosztowne szaty". To nie jest tylko sprawa tego, czy nas na nie stać, czy nie. Grzechem jest, gdy chrześcijanin kupuje kosztowną odzież, ponieważ Słowo Boże tego zabrania. Współczucie i wzgląd na innych również tego zakazują. Ciężkie położenie naszych bliźnich w innych krajach, ich wielkie duchowe i fizyczne potrzeby pokazują, jak bezduszne jest niepotrzebne wydawanie pieniędzy na odzież.

Dotyczy to nie tylko jakości rzeczy, które kupujemy, ale również ich ilości. Garderoby niektórych chrześcijan przypominają czasami sklep odzieżowy. Często, gdy wyjeżdżają na wakacje, ich samochód jest wypełniony najmodniejszą odzieżą; przypominają wędrownych sprzedawców ubrań.

Dlaczego to robimy? Czy nie jest to tylko kwestią dumy? Lubimy, gdy ludzie chwalą nasz gust. Branie pod uwagę kosztów odzieży to tylko jedna z zasad, którą powinniśmy się kierować przy jej wyborze.

Drugą zasadą jest skromność. Paweł napisał: „skromnie i powściągliwie". Jedną z funkcji ubioru jest przykrycie nagości. Przynajmniej tak było na początku. W dzisiejszych czasach wydaje się, że odzież, którą się projektuje, zakrywa niewiele ludzkiej anatomii. Rezultat jest taki, że człowiek chwali się czymś', czego powinien się wstydzić. Nie powinno nas dziwić, że tak się ubierają bezbożni ludzie, ale szokujące jest, gdy chrześcijanie imitują ich styl.

Powściągliwy ubiór może być również atrakcyjny. To sugeruje nam, że chrześcijanin powinien ubierać się schludnie. Niechlujstwo i brud nigdy nie były cnotami. Oswald Chambers powiedział: „Niechlujstwo jest obrazą dla Ducha Świętego". Ubiór wierzącego powinien być czysty, uprasowany, w dobrym stanie i odpowiednio dopasowany.

Ogólnie ujmując, chrześcijanin musi unikać takiego ubioru, który miałby zwracać uwagę innych na niego samego. Musi pamiętać, że nie na tym polega jego rola w życiu. Jego rolą nie jest bycie ozdobą w świecie, ale bycie przynoszącą owoc winoroślą. Możemy zwracać na siebie uwagę w różny sposób. Ubieranie się w staroświecki sposób przyniesie taki sam niepożądany efekt. Chrześcijanin powinien unikać ubierania się w rzeczy dziwaczne i powszechnie niespotykane.

Ostatnia wskazówka, chrześcijanin - szczególnie może być to problemem dla młodych wiekiem - powinien unikać ubierania się w wyzywający i prowokacyjny sposób. Już odnieśliśmy się do nieskromnego sposobu ubierania się. Musimy zaznaczyć, że ubranie noszone przez nas może zakryć całe ciało, a i tak może wzbudzić u innych nieczyste myśli. Współczesna moda nie jest projektowana w celu zachęcania do życia w głębszej duchowości. Wręcz przeciwnie, odzwierciedla obsesję naszych czasów na punkcie seksu. Wierzący nigdy nie powinien ubierać się w taki sposób, aby pobudzać namiętności u innych i utrudniać im chrześcijańskie życie.

Oczywiście wielkim problemem jest niesamowita presja społeczna, aby się dostosować do panującej mody. To zawsze było i pozostanie prawdą. Chrześcijanie potrzebują mocnego kręgosłupa, aby przeciwstawić się skrajnościom mody i ubierać się według norm ewangelii nawet wtedy, gdy jest to wbrew opinii publicznej.

Jeżeli zdecydujemy się uczynić Chrystusa Panem naszej garderoby, wszystko będzie dobrze.

William MacDonald

20 Chrześcijańskie wychowanie

 „Wychowuj chłopca odpowiednio do drogi, którą ma iść, a nie zejdzie z niej nawet w starości.“ (Przyp. 22,6)

Wszelką  mądrość chrześcijańskiego wychowania można streścić w dwóch krótkich zdaniach:
1.”Ufaj Bogu jeśli chodzi o twoje dzieci” i
2.”Wychowuj twoje dzieci dla Boga”.

Wychowanie


To pierwsze bez drugiego jest bezbożnością, a drugie bez pierwszego jest zakonem. Zastosowanie obydwóch zasad jest zdrowe, jest praktycznym chrześcijaństwem.


21 Ciesz się tym co masz

Baczcie na siebie, aby serca wasze nie były ociężałe wskutek obżarstwa i opilstwa oraz troski o byt.
Ewangelia Łukasza 21,34

Ociężali i osłabieni

Większość z nas doświadczyła tego, co to znaczy być objedzonym, albo wypić zbyt wiele. Byliśmy wtedy ociężali i ospali. Wiemy też, co to znaczy być głodnym, gdy byliśmy słabi i nie potrafiliśmy nawet skupić myśli na niczym innym. Pan Jezus nawiązał do tego doświadczenia, mówiąc o oczekiwaniu na Jego powtórne przyjście.
Obżarstwo i opilstwo obrazują nadmiar i zbytek. Jeśli z dóbr tego świata używamy zbyt wiele, wtedy nasze serca stają się ociężałe dla spraw Bożych. Pomimo faktu, że jesteśmy w ciele i żyjemy w świecie materialnym, zachodzi głęboka potrzeba, abyśmy świadomie ograniczali ilość i ja kość rzeczy, z których korzystamy, po to, by w naszych sercach zrobić miejsce dla Pana.
Troska o byt wskazuje na brak i niedostatek. Jeśli dopuścimy do naszych serc żal i niezadowolenie z powodu niedostatku, to stanie się to przyczyną duchowej słabości. Pisząc do Filipian, Paweł wyznał, że nauczył się przestawać na tym, co ma. Także w Liście do Tymoteusza dał to samo zalecenie: "Jeżeli mamy wyżywienie i odzież, poprzestawajmy na tym" (1. Tym. 6,8).
Oto i jedna z tajemnic radosnego i owocnego życia dla Pana: cieszyć się tym, co mamy i nie zamartwiać się tym, czego nie mamy.

22 Co przynosi nam kryzys ?

Co przynosi nam kryzys ?

Kryzys gospodarczy na świecie, dotyka nas wszystkich. W mniejszym lub większym stopniu. Nasze życie codzienne, codzienne troski i zamartwienia niestety się nasiliły. Niektórzy z nas są zagrożeni utratą pracy, stopa życiowa zmniejsza się, a wiadomo, że trudno jest znieść taką zmianę. Lepiej w drugą stronę. Czy powoduje to w nas frustracje, zniechęcenie? Jeśli chcemy być szczerzy wobec siebie i Pana Jezusa, musimy przyznać, że w jakimś stopniu na pewno. I jest to normalne, dopóki nie popatrzymy na te rzeczy jak prawdziwi chrześcijanie. Jak dzieci Boże, które wiedzą dlaczego tak się dzieje, i co najważniejsze co ich czeka w przyszłości. I o tej właściwej perspektywie będzie to krótkie rozważanie. Bo jakże zmienia się nasze życie, kiedy widzimy właściwie naszą przyszłość. Jak bardzo determinuje, określa kierunek naszego życia, nasza przyszłość. Martwimy się, jako rodzice o przyszłość naszych dzieci i robimy wszystko żeby im zapewnić utrzymanie, pieniądze na naukę, doradzamy i prowadzimy. Ich przyszłość kieruje i zajmuje nasze życie teraźniejsze. Tym bardziej więc nasza wieczna przyszłość powinna określać cel, kierunek naszego życia. I to życia nie tylko duchowego, ale i ziemskiego, cielesnego tu i teraz. Przyjście naszego Pana Jezusa Chrystusa jest naszą wspaniałą przyszłością. Chciejmy popatrzeć na naszą przyszłość, zobaczmy w skrócie co o tym mówi nam Słowo Boże.

23 Czas

Baczcie więc pilnie, jak macie postępować, nie jako niemądrzy, lecz jako mądrzy, wykorzystując czas, gdyż dni są złe.
List do Efezjan 5,15.16
Szukajcie Pana, dopóki można go znaleźć, wzywajcie go, dopóki jest blisko!
Księga Izajasza 55,6
W czasie łaski wysłuchałem cię, a w dniu zbawienia pomogłem ci; oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia.
2. List do Koryntian 6,2

CZAS

Moim imieniem jest Czas. Nie byłem zawsze i nie będę zawsze. Teraz jeszcze jestem i mam wpływ na całe życie.
Ludzie czekają na mnie i poddają mi się, ogarnięci lękiem przede mną. Nikt nie jest w stanie mnie powstrzymać, jedynie Bóg. Jestem pod jego kontrolą. On mówi, że mój koniec się zbliża.
A potem? - potem będzie za późno... za późno, żeby się na wrócić, za późno, by się pojednać z Bogiem przez Pana Jezusa Chrystusa, jego Syna. Za późno, żeby uwierzyć, nie tylko w Boga, ale w Jego Słowo, a więc uwierzyć Bogu. Łzy, strach i niewypowiedziany żal będą nieprzerwanie wypełniać całą wieczność.
Moim imieniem jest Czas i kroczę naprzód bez ustanku ku końcowi, zabieram także i Ciebie do wieczności, czy chcesz, czy nie. Przemijam nieubłaganie.



A Bóg mówi: „Oto teraz czas przyjemny; oto teraz dzień zbawienia" (2. Kor. 6,2).

Czytaj Biblię - ona jest Słowem Bożym.
Słuchaj głosu Bożego, który zaprasza i Ciebie!
Zwróć się w wierze do Pana Jezusa Chrystusa!

Kalendarz Dobry Zasiew

24 Cztery prawdy, o których powinieneś wiedzieć
25 Cztery wyrzeczenia Arahama - Część I

Dwight L. Moody - CZTERY Wyrzeczenia Abrahama - część I

Preacher, evangelist and publisher

Bardzo wielu ludzi boi się wypełniania woli Bożej. Wierzę jednak, że jedną z najsłodszych lekcji, jakiej możemy nauczyć się w szkole Chrystusa, jest jak poddać naszą wolę Bogu, aby mógł planować i kierować naszym życiem.

Gdyby anioł przybył do mnie sprzed tronu Boga i pozwolił mi wybrać, czy chcę, aby moja wola wypełniła się w moim życiu i wszystko, o czym marzyłem, zostałoby mi dane lub chcę wybrać, aby Boża wola dokonała się we mnie, myślę, że w jednej chwili powiedziałbym:

"Niech wola Boża się spełni".

Nie potrafię przewidzieć przyszłości. Nie wiem, co wydarzy się jutro. Tak naprawdę nie wiem, co wydarzy się dziś wieczorem, więc nie mogę dokonać tak dobrych wyborów, jak może dla mnie uczynić to Bóg. Znacznie lepiej będzie, gdy poddam moją wolę Jego woli. Abraham zrozumiał to bardzo dobrze i chciałbym zwrócić Twoją uwagę na cztery wyrzeczenia, do których został wezwany. Myślę, że rozważania te pozwolą nam znaleźć właściwy klucz do jego życia.

CZĘŚĆ I

W pierwszej kolejności, Abraham został wezwany do porzucenia swoich krewnych i ojczyzny, a potem do wyjścia do nieznanego kraju.

Podczas gdy ludzie byli zajęci budowaniem Babilonu, Bóg wywołał go z narodu Chaldejczyków. Gdy Abraham został powołany, żył w pobliżu ujścia Eufratu, prawdopodobnie trzysta mil na południe od Babilonu. Bóg nakazał mu pójść do kraju, o którym być może nigdy nie słyszał, by wziął go w posiadanie.

W dwunastym rozdziale Księgi Rodzaju, w pierwszych czterech wersetach czytamy:

I rzekł Pan do Abrama: Wyjdź z ziemi swojej i od rodziny swojej, i z domu ojca swego do ziemi, którą ci wskażę. A uczynię z ciebie naród wielki i będę ci błogosławił, i uczynię sławnym imię twoje, tak że staniesz się błogosławieństwem. I będę błogosławił błogosławiącym tobie, a przeklinających cię przeklinać będę; i będą w tobie błogosławione wszystkie plemiona ziemi. Abram wybrał się w drogę, jak mu rozkazał Pan, i poszedł z nim Lot. Abram miał siedemdziesiąt pięć lat, gdy wyszedł z Charanu.

Abrahams journey - Jozsef MolnarKilka lat wcześniej, Bóg kazał mu opuścić Ur chaldejskie. Abraham przyszedł do Charanu, który znajduje się mniej więcej w połowie drogi między doliną Eufratu, a doliną Jordanu. Bóg powołał go, aby dotarł do ziemi Kananejczyków, a on

PRZEBYŁ POŁOWĘ DROGI

i zatrzymał się - nie wiemy na jak długo, prawdopodobnie około pięciu lat.

Wierzę, że istnieje bardzo wielu chrześcijan, których można nazwać chrześcijanami z Charanu. Idą do Charanu i tam się zatrzymują. Są tylko w połowie posłuszni. Nie są całkowicie oddani. W jaki sposób Bóg wyprowadził Abrama z Charanu? Poprzez śmierć ojca. Pierwsze wezwanie dotyczyło opuszczenia Ur chaldejskiego i przeniesienia do ziemi Kanaan. Zamiast przejść całą drogę, zatrzymał się w połowie i dopiero nieszczęście wyprowadziło Abrama z Charanu. Wielu z nas sprowadza na siebie cierpienia tylko dlatego, że nie jest całkowicie oddanych Panu, nie jest w pełni Mu posłusznych. Bóg miał plany, które chciał wykonać przez Abrama, a których nie mógł wykonać tak długo, jak był w Charanie. Cierpienie sprawiło, że Abram opuścił Charan i ruszył w drogę do Ziemi Obiecanej.

Czytamy tylko jedno zdanie na temat Lota – "i poszedł z nim Lot". Można powiedzieć, że to jest klucz do życia Lota, który posiadał słabszy charakter niż Abram i po prostu podążał za swoim wujem.

Gdy dotarł do ziemi, którą Bóg obiecał mu dać, Abram zastał ją zamieszkaną przez narody wielkie i wojownicze - nie przez jeden naród, ale przez wiele narodów. Co mógł zrobić samotny człowiek w takim kraju? Jego wiara została poddana próbie nie tylko przez znalezienie się w ziemi zamieszkanej przez silne i wrogie narody, ale także przez głód, który nadszedł na kraj wkrótce po jego przybyciu.

Bez wątpienia, w jego sercu pojawił się wielki konflikt i mógł powiedzieć do siebie:

"Co to wszystko oznacza? Jestem tysiąc trzysta mil z dala od własnej ziemi, otoczony przez wrogich ludzi. I jeszcze przyszedł głód. Muszę uciec z tego kraju".

Nie wierzę w to, że to Bóg wysłał Abrama do Egiptu. Myślę raczej, że poddał go próbie, aby w swoim zaślepieniu i w trudnościach mógł

ZBLIŻYĆ SIĘ DO BOGA.

Wierzę, że wiele kłopotów i nieszczęść spotyka nas po to, abyśmy mogli zwrócić naszą uwagę na Boga, całkowicie przed Nim zamilknąć i w pełni Mu zaufać. Niestety Abram udał się do Egiptu i wpadł tam w tarapaty, wypierając się swojej żony. Była to najbrudniejsza plama na charakterze Abrama. Zawsze, gdy znajdziemy się w Egipcie, spotykają nas kłopoty.

c.d.n.

26 Cztery wyrzeczenia Arahama - Część II

Dwight L. Moody - CZTERY Wyrzeczenia Abrahama - część II

Preacher, evangelist and publisher

Bardzo wielu ludzi boi się wypełniania woli Bożej. Wierzę jednak, że jedną z najsłodszych lekcji, jakiej możemy nauczyć się w szkole Chrystusa, jest jak poddać naszą wolę Bogu, aby mógł planować i kierować naszym życiem.

Gdyby anioł przybył do mnie sprzed tronu Boga i pozwolił mi wybrać, czy chcę, aby moja wola wypełniła się w moim życiu i wszystko, o czym marzyłem, zostałoby mi dane lub chcę wybrać, aby Boża wola dokonała się we mnie, myślę, że w jednej chwili powiedziałbym:

"Niech wola Boża się spełni".

Nie potrafię przewidzieć przyszłości. Nie wiem, co wydarzy się jutro. Tak naprawdę nie wiem, co wydarzy się dziś wieczorem, więc nie mogę dokonać tak dobrych wyborów, jak może dla mnie uczynić to Bóg. Znacznie lepiej będzie, gdy poddam moją wolę Jego woli. Abraham zrozumiał to bardzo dobrze i chciałbym zwrócić Twoją uwagę na cztery wyrzeczenia, do których został wezwany. Myślę, że rozważania te pozwolą nam znaleźć właściwy klucz do jego życia.

CZĘŚĆ II

Abram stał się bogaty, ale nie czytamy nic o budowie ołtarza - w rzeczywistości nie czytamy o ołtarzu w Charanie, i nie słyszymy o żadnym ołtarzu w Egipcie.

Po wyjściu z Egiptu, Abraham z Lotem byli zamożni i bogaci, a posiadane przez nich stada tak się rozmnożyły, że aż nastąpiła walka między ich pasterzami.

 

abraham_and_lot_part_waysW tym momencie charakter Abrama znowu zajaśniał. Mógł powiedzieć, że miał prawo do wszystkiego co najlepsze, ponieważ był starszy. Lot prawdopodobnie nie posiadałby nic bez pomocy Abrama. Zamiast walczyć o swoje prawa, aby wybrać najlepszą część ziemi, zrzekł się wszystkiego i powiedział do bratanka:

„Jeśli chcesz pójść w lewo, ja pójdę w prawo, a jeśli chcesz pójść w prawo, ja pójdę w lewo."

W tym momencie Lot popełnił błąd. Jeśli na ziemi znajdował się człowiek, który potrzebował porad Abrama i jego modlitwy oraz wpływów, i musiał być stale otoczony przez przyjaciół Abrama, to właśnie był nim Lot. Był jednym z tych ludzi, którzy posiadają słaby charakter, który

WYMAGA WZMOCNIENIA.

Jego chciwe oczy zobaczyły dobrze nawodnione pola w dolinie Jordanu, które sięgały aż po Sodomę i wybrał je. Był pod wpływem tego, co widział, szedł według tego, co widzą jego oczy, a nie jego wiara. Myślę, że bardzo wielu chrześcijan popełnia ten sam błąd – żyją według tego, co widzą oczami, a nie wiarą. Gdyby Lot zatrzymał się na chwilę i pomyślał, zauważyłby, jak katastrofalne skutki dla niego i jego rodziny, może przynieść zamieszkanie w pobliżu Sodomy. Abram i Lot musieli wiedzieć o niegodziwości ludzi mieszkających w miastach na równinach. Choć miasta były bogate i była tam spora szansa na zarobienie pieniędzy, to lepiej dla Lota było utrzymać swoją rodzinę z dala od tego złego miasta. Jego wzrok padł jednak na dobrze nawodnione pola i rozbijał swe namioty aż do Sodomy. W ten sposób oddzielił się od Abrama.

Zauważ, że po tym, jak Abram pozwolił Lotowi dokonać wyboru, a Lot udał się na równiny, Bóg po raz pierwszy miał Abrama dla siebie. W
Charanie stracił ojca i zostawił brata. Teraz opuścił go bratanek, a on przeniósł się do Hebronu i tam zbudował ołtarz. "Hebron" oznacza społeczność. Tam przyszedł do niego Bóg i powiedział:

„Podnieś oczy swoje i spojrzyj z miejsca, na którym jesteś, na północ i na południe, na wschód i na zachód, bo całą tę ziemię, którą widzisz, dam tobie i potomstwu twemu na wieki, i rozmnożę potomstwo twoje jak proch ziemi, tak że jeśli kto zdoła policzyć proch ziemi, również potomstwo twoje będzie mogło być policzone. Wstań i przejdź ten kraj wzdłuż i wszerz, bo tobie go dam.”

„Wtedy Abram zwinął namioty i przybył, by zamieszkać w dąbrowie Mamre pod Hebronem. Tam zbudował Panu ołtarz.”
Zadziwiające, jak daleko sięga wzrok w tym kraju. Bóg zabrał Mojżesza na szczyt góry Pizga i pokazał mu Ziemię Obiecaną. Będąc w Palestynie, kilka lat temu odkryłem, że na Górze Oliwnej mogłem zobaczyć Morze Śródziemne. Mogłem spojrzeć w dolinę Jordanu i zobaczyć Morze Martwe. Na równinach Sharonu mogłem zobaczyć góry Libanu, aż do góry Hermon, daleko poza Nazaret. Gołym okiem widać prawie całą długość i szerokość kraju. Kiedy Bóg rzekł do Abrama, żeby spojrzał na północ i wszystko co widział, posiadł, a potem spojrzał na południe, na dobrze nawodnione równiny, tak pożądane przez Lota, na wschód i na zachód, od morza do Eufratu - Bóg dał wtedy swemu przyjacielowi Abramowi jasny i bezwarunkowy „akt własności” mówiąc:

"Tobie go dam."

Lot wybrał jedynie to, co zobaczył, a nie było tego dużo. Abram pozwolił Bogu wybrać za niego i otrzymał całą tę ziemię. Lot nie miał żadnego zabezpieczenia swojej decyzji i wkrótce stracił wszystko. Prawo własności Abrama zostało w sposób niekwestionowany potwierdzone przez Boga, darczyńcę.

Czy wiesz, że Izraelici nigdy nie mieli dosyć wiary, by wziąć w posiadanie całą ziemię aż po Eufrat? Gdyby to uczynili, prawdopodobnie Nabuchodonozor nigdy by nie przyszedł i nie wziął ich w niewolę. Taka była oferta Boga, który powiedział do Abrama: "Potomstwu twemu daję tę ziemię, od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”. Od tego czasu Bóg powiększał namioty Abrama, wzbogacił swoje obietnice i dał mu dużo więcej, niż obiecał w dolinie Eufratu, skąd po raz pierwszy powołał go do wyjścia. Bardzo interesujące jest, gdy zobaczymy, jak Bóg

POSZERZA SWOJE OBIETNICE

dla dobra Swego przyjaciela Abrama.

Wróćmy na chwilę do Lota i zobaczmy, co Lot osiągnął poprzez swój wybór. Wierzę, że współcześnie można znaleźć pięć tysięcy Lotów na jednego Abrama. Ludzie stale prowadzą swoje życie według tego co widzą, zwabieni przez ludzkie i światowe pokusy. Wielu bardzo pragnie uzyskać dla swoich synów lukratywne stanowiska, choć może to być katastrofalne dla ich charakteru, może zrujnować ich moralnie, religijnie i pod każdym innym względem. Blask tego świata wydaje się ich przyciągać. Ktoś powiedział, że Abram był dalekowzrocznym człowiekiem, a Lot krótkowzrocznym, jego wzrok skupiał się tylko na tym, co było wokół niego. Jednego jesteśmy całkowicie pewni - był tak krótkowzroczny, że wkrótce stracił cały swój majątek. Na pewno zauważysz, że ludzie, którzy budują w pośpiechu, będą rozczarowani.

Nie mam wątpliwości, że mężczyźni z Sodomy powiedzieliby, że Lot był

BARDZIEJ PRZEBIEGŁY

niż jego wuj Abram, a prawdopodobnie za dwadzieścia pięć lat byłby bogatszy od niego. Lot przychodząc do Sodomy mógł sprzedać swoje bydło, owce, kozy i co jeszcze miał, za duże sumy pieniędzy, mógł o wiele więcej zyskać w Sodomie, niż Abram w dąbrowie Mamre.

Przez chwilę Lot zarabiał bardzo szybko i stał się człowiekiem, któremu dobrze się powodzi. Gdybyś pojawił się w Sodomie na krótką chwilę przed jej zniszczeniem, zobaczyłbyś, że do Lota należą jedne z najlepszych narożnych domów w mieście, a pani Lot stała się członkinią najmodniejszego towarzystwa w mieście, odwiedzając teatr dwa, trzy razy w tygodniu. Małżeństwo potrafiło grać w brydża tak dobrze, jak inni mieszkańcy miasta, a ich córki tańczyły równie dobrze, jak inne Sodomitki. Widzimy Lota siadającego w bramie miasta. Najwyraźniej wiodło mu się wyjątkowo dobrze. Mógł być jednym z najważniejszych ludzi w mieście, może nazywano go Sędzią Lotem lub Szlachetnym Lotem z Sodomy. Gdyby rozpisano wybory do Rady Miasta, Lot z pewnością stałby się radnym, a nawet mógłby zostać

BURMISTRZEM Sodomy.

Wiodło mu się zadziwiająco dobrze, bogato i pomyślnie.

Wkrótce jednak nadeszła wojna. Jeśli przybyłeś do Sodomy, musisz przyjąć na siebie jej sąd, bo jest pewne, że nadejdzie. Rozgorzała bitwa przeciwko pięciu miastom na równinach i wrogowie wzięli Lota, jego żonę i wszystko co mieli do niewoli. Jeden mężczyzna uciekł, dotarł do Hebronu i opowiedział Abramowi co się stało. Abram uzbroił swoich trzystu osiemnastu ludzi, ścigał zwycięskich królów i wkrótce bezpiecznie powrócił z całą zdobyczą oraz wszystkimi więźniami.

c.d.n.

27 Cztery wyrzeczenia Arahama - Część III

Dwight L. Moody - CZTERY Wyrzeczenia Abrahama - część III

Preacher, evangelist and publisher

Bardzo wielu ludzi boi się wypełniania woli Bożej. Wierzę jednak, że jedną z najsłodszych lekcji, jakiej możemy nauczyć się w szkole Chrystusa, jest jak poddać naszą wolę Bogu, aby mógł planować i kierować naszym życiem.

Gdyby anioł przybył do mnie sprzed tronu Boga i pozwolił mi wybrać, czy chcę, aby moja wola wypełniła się w moim życiu i wszystko, o czym marzyłem, zostałoby mi dane lub chcę wybrać, aby Boża wola dokonała się we mnie, myślę, że w jednej chwili powiedziałbym:

"Niech wola Boża się spełni".

Nie potrafię przewidzieć przyszłości. Nie wiem, co wydarzy się jutro. Tak naprawdę nie wiem, co wydarzy się dziś wieczorem, więc nie mogę dokonać tak dobrych wyborów, jak może dla mnie uczynić to Bóg. Znacznie lepiej będzie, gdy poddam moją wolę Jego woli. Abraham zrozumiał to bardzo dobrze i chciałbym zwrócić Twoją uwagę na cztery wyrzeczenia, do których został wezwany. Myślę, że rozważania te pozwolą nam znaleźć właściwy klucz do jego życia.

CZĘŚĆ III

Melchizedek błogosławi AbramaW drodze powrotnej, gdy Abram wracał z łupami, wydarzyła się jedna z najdziwniejszych scen tej historii. Czy mógł się domyślać, że spotka Melchizedeka, niosącego chleb i wino? Kapłan i król pobłogosławił Ojca wiernych. Po tym wydarzeniu, Abram spotkał króla Sodomy i król Sodomy rzekł: "Daj mi ludzi, a zabierz sobie dobytek!”. Abram odpowiedział:

„Nie wezmę ani nitki, ani rzemyka sandałów, ani niczego z tego wszystkiego, co należy do ciebie, abyś nie mógł powiedzieć: To ja wzbogaciłem Abrama.”

Oto kolejne wyrzeczenie Abrama. Było nim odrzucenie pokusy uzyskania bogactwa z rąk króla Sodomy. Król Salemu pobłogosławił go wcześniej i ten świat nie mógł go już niczym skusić. Na pewno skusiłby Lota i bez wątpienia Lot myślałby, że Abram popełnił wielki błąd nie przyjmując bogactwa. Abram mimo to nie dotknął niczego co oferował król Sodomy, odrzucił i odwrócił się od jego propozycji. Miał świat pod swoimi stopami i żył już dla innego świata. Nie chciał być wzbogacony z takiego źródła.

Każdy z nas spotyka w życiu księcia tego świata i Księcia Pokoju. Pierwszy kusi bogactwem, przyjemnościami i podsyca nasze ambicje. Drugi, nasz Książę i Kapłan, jest gotowy zawsze przyjść z pomocą, by wzmocnić nas w godzinie pokusy.

Mój przyjaciel powiedział mi kilka lat temu, że jego żona bardzo lubiła malować, ale przez długi czas nie widział żadnego piękna w jej obrazach. Wszystkie wyglądały mu na bohomazy. Pewnego dnia oczy zaczęły mu szczególnie dokuczać i poszedł do okulisty, który spojrzał na niego ze zdziwieniem i powiedział:

"Ma Pan jednocześnie krótkowzroczność i dalekowzroczność, co sprawia, że wszystko jest rozmazane".

Przepisał mu okulary, dzięki którym zaczął widzieć wyraźnie. Dopiero wtedy zrozumiał, dlaczego żona była tak pociągana przez sztukę. Zbudował więc galerię sztuki i wypełnił ją pięknymi eksponatami, bo odkąd widział wyraźnie, wszystko wydawało mu się takie piękne.

Obecnie istnieje wiele osób, które mają

KRÓTKOWZROCZNOŚĆ I DALEKOWZROCZNOŚĆ JEDNOCZEŚNIE
,

i w swoim chrześcijańskim życiu wykonują żałosną pracę. Jednym okiem patrzą w stronę Wiecznego Miasta, a drugim na dobrze nawodniane równiny Sodomy. Tak samo było z Lotem.

Trudno byłoby uwierzyć, że Lot został zbawiony, gdyby nie Nowy Testament. Czytamy, że Lot "trapił się tym dzień w dzień w prawej duszy swojej" - tak więc miał sprawiedliwą duszę, ale przechodził trudny czas. Nie posiadł pokoju, radości i zwycięstwa jak Abram.

Gdy Abram odrzucił oferowane mu bogactwa Sodomy, przybył do niego Bóg i ponownie powiększył jego granice – rozszerzył obietnicę. Bóg powiedział:

„Nie bój się, Abramie, Jam tarczą twoją; zapłata twoja będzie sowita!”

Abram mógł pomyśleć, że królowie, których pokonał, mogli sprowadzić innych władców z ich armiami. Mógł pomyśleć, że jest samotnym człowiekiem z zaledwie trzystu osiemnastu mężczyznami i obawiać się tego, że zostanie zmieciony z powierzchni ziemi. Ale Pan przyszedł i powiedział:

"Nie bój się, Abramie".

W tym miejscu Biblii możemy pierwszy raz przeczytać te często powtarzane słowa: "Nie bój się".

„Nie bój się, Abramie, Jam tarczą twoją; zapłata twoja będzie sowita!”

Wolę mieć tę obietnicę niż wszystkie armie i floty świata razem wzięte - mieć Boga niebios jako swojego obrońcę! Bóg uczył Abrama, że będzie jego przyjacielem i tarczą, jeśli Abram podda mu się całkowicie, ufając Jego opiece i dobroci. Tego również pragnijmy - poddać się Bogu, w pełni i całkowicie.

Pewien kierownik z Colorado opowiedział mi o górniku, który miał otrzymać awans. Przyszedł do niego i powiedział:

„Kolega ma siedmioro dzieci, a ja mam tylko trzy. Przeżywa bardzo trudne chwile. Proszę dać mu awans zamiast mnie."

Nie znam niczego, co mocniej przemawia za Chrystusem i chrześcijaństwem, niż widok mężczyzny lub kobiety rezygnujących ze swoich praw dla innych, „wyprzedzając się wzajemnie w okazywaniu szacunku”.

Dowiadujemy się stale, że Abram porzucał swoje egoistyczne sprawy i ufał Bogu. Jaki był tego wynik? Ze wszystkich ludzi, jacy kiedykolwiek żyli, jest najbardziej znanym człowiekiem w historii. Nigdy nie zrobił niczego, co świat nazwałby wielkim. Największa armia, jaką kiedykolwiek zebrał to trzysta osiemnaście mężczyzn. Jak bardzo Aleksander zadrwiłby z takiej armii! Jak bardzo Cezar mógłby nią pogardzać! Jak Napoleon musiałby się krzywić na myśl o tak małej armii!

Abram nie był wielkim astronomem, naukowcem, mężem stanu. Nie zrobił niczego, co świat uznaje za wielkie. Abram wiódł bezinteresowne życie, z szacunku do innych zrzekał się swych praw i w ten sposób stał się przyjacielem Boga, stał się nieśmiertelny. Nie ma

INNEGO IMIENIA W HISTORII LUDZKOŚCI

tak dobrze znanego, jak imię Abrama. Nawet Chrystus nie jest lepiej znany, Abram jest bardzo szanowany przez Mahometan, Persów i Egipcjan. Jego imię było od wielu wieków cenione w Damaszku. Bóg obiecał mu, że wielcy ludzie, wojownicy, królowie i cesarze, będą wywodzić się z jego lędźwi. Czy którykolwiek naród wydał na świat takiego człowieka? Pomyśl o Mojżeszu, Józefie, Jozuem, Kalebie, Samuelu, Dawidzie, Salomonie, Elizeuszu. Pomyśl o Eliaszu, Danielu, Izajaszu i wszystkich innych wspaniałych bohaterach biblijnych, pochodzących od tego człowieka! Następnie pomyśl o Piotrze, Jakubie, Janie, Pawle i Janie Chrzcicielu, a zobaczysz potężną armię. Żaden człowiek nie może zliczyć mnóstwa wspaniałych ludzi, którzy pochodzą z tego jednego człowieka. Kiedy został powołany z ziemi chaldejskiej, był nikomu nieznanym człowiekiem. Bóg powołał go, kiedy prawdopodobnie był jeszcze bałwochwalcą. Jak dosłownie Bóg wypełnił obietnicę, że przez Niego będzie błogosławić wszystkie narody ziemi. Wszystko dlatego, że oddał się w pełni i całkowicie Bogu, który mógł go pobłogosławić.

c.d.n.

28 Cztery wyrzeczenia Arahama - Część IV

Dwight L. Moody - CZTERY Wyrzeczenia Abrahama - część IV

Preacher, evangelist and publisher

Bardzo wielu ludzi boi się wypełniania woli Bożej. Wierzę jednak, że jedną z najsłodszych lekcji, jakiej możemy nauczyć się w szkole Chrystusa, jest jak poddać naszą wolę Bogu, aby mógł planować i kierować naszym życiem.

Gdyby anioł przybył do mnie sprzed tronu Boga i pozwolił mi wybrać, czy chcę, aby moja wola wypełniła się w moim życiu i wszystko, o czym marzyłem, zostałoby mi dane lub chcę wybrać, aby Boża wola dokonała się we mnie, myślę, że w jednej chwili powiedziałbym:

"Niech wola Boża się spełni".

Nie potrafię przewidzieć przyszłości. Nie wiem, co wydarzy się jutro. Tak naprawdę nie wiem, co wydarzy się dziś wieczorem, więc nie mogę dokonać tak dobrych wyborów, jak może dla mnie uczynić to Bóg. Znacznie lepiej będzie, gdy poddam moją wolę Jego woli. Abraham zrozumiał to bardzo dobrze i chciałbym zwrócić Twoją uwagę na cztery wyrzeczenia, do których został wezwany. Myślę, że rozważania te pozwolą nam znaleźć właściwy klucz do jego życia.

CZĘŚĆ IV

 

Ostatnie wyrzeczenie jest chyba najbardziej wzruszające i najtrudniejsze do zrozumienia. Być może Abraham nie mógł go wykonać, aż dopiero w późnej starości. Bóg prowadził go ze sobą, krok po kroku, aż do momentu, w którym nauczył się pełnego posłuszeństwa, niezależnie od tego, co Bóg kazał mu zrobić. Oprócz Syna Bożego, Abraham był prawdopodobnie jedynym człowiekiem, który zbliżył się tak bardzo do tego standardu.

PRZEZ DWADZIEŚCIA PIĘĆ LAT

Abraham żył w Ziemi Obiecanej bez obiecanego potomka. Bóg obiecał, że będzie błogosławił wszystkie narody ziemi przez niego, a jednak nie dał mu syna. Wiara Abrahama prawie upadła kilka razy. Pomimo, że urodził się Ismael, Bóg odsunął na bok syna niewolnicy, gdyż nie mógł być przodkiem Syna Bożego. Bóg oddzielił Abrahama po prostu po to, aby mógł przygotować drogę dla własnego Syna.

Abraham i wysłannicy niebaW końcu posłaniec z nieba zstąpił do Hebronu i powiedział sędziwemu Abrahamowi, że będzie miał syna. Wydawało się to zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Bardzo trudno było mu w to uwierzyć, ale w wyznaczonym czasie urodził się Izaak. Nie wierzę, że kiedykolwiek urodziło się dziecko, którego narodziny spowodowałyby tak wiele radości, jak w domu i w sercu Abrahama. Jak bardzo Abraham i sędziwa matka, Sara, musieli gorąco kochać to dziecko! Jak szczęśliwi byli patrząc na ich synka.

W trakcie, gdy chłopiec dorastał do wieku męskiego, Abraham otrzymał kolejne, bardzo trudne polecenie, kolejne wyrzeczenie – wyrzeczenie własnego syna. Być może uczynił z niego bożka, myśląc o nim częściej niż o Bogu, od którego go otrzymał. Jeśli chcemy pełnić wolę Boga na ziemi, w naszym sercu nie może być żadnego bożka.

Potrafię sobie wyobrazić pewną noc. Stary patriarcha kładzie się wyczerpany i zmęczony. Chłopiec dawno już zasnął, gdy nagle pojawia się posłaniec z nieba i mówi mu, że ma zabrać chłopca w podróż na górę, którą Bóg wskaże i złożyć go w ofierze. Koniec snu tej nocy!

Myślę, że gdybyś rano zajrzał do tego namiotu, zobaczyłbyś biegających wkoło służących, przygotowujących długą podróż swego pana. Prawdopodobnie zatrzymał nocną rozmowę w tajemnicy, nie mówiąc nic Sarze i Izaakowi. Nawet jego wierny sługa, Eliezer, nie dowiedział się o niej. Około dziewiątej godziny, zobaczyłbyś czterech mężczyzn – Abrahama, Izaaka i dwóch młodzieńców, wyruszających w długą drogę.
Raz na jakiś czas Abraham odwraca głowę i ociera łzy. Nie chce, by Izaak zobaczył, że stacza wewnętrznie ciężką walkę. Poddać swoją wolę Bogu i oddać Mu chłopca, bożka swego życia, było naprawdę wielką bitwą. Jak bardzo go kochał!

Mogę sobie wyobrazić pierwszą noc. Chłopiec szybko zasypia, zmęczony i znużony gorącym dniem podróży, ale starzec nie śpi. Widzę, jak patrzy w twarz niewinnego chłopca, i mówi:

"Wkrótce mój chłopiec zginie, a ja wrócę bez niego."

Być może przez większość nocy można było usłyszeć jak się modli i woła do Boga, by mu pomógł. Bóg z pewnością pomógł mu tej nocy, jak pomagał do tej pory.

Następnego dnia kontynuowali podróż, a straszny konflikt toczył się dalej. Znowu wycierał łzy. Być może Izaak to zauważył i pomyślał:

„Ojciec idzie na spotkanie z Bogiem. Może pojawią się aniołowie, by rozmawiać z nim tak, jak w Hebronie. Dlatego jest tak wzruszony."

Błyskawicznie przyszła noc. Starzec wpatruje się przez całą noc w tę twarz. Śpi niewiele, a następnego dnia, załamuje się podczas wspólnej modlitwy. Nie może jej dokończyć.

Cały, długi dzień podróżują dalej, a sędziwy patriarcha myśli: „Dzisiaj przeżywam ostatni dzień z moim synem. Jutro muszę go ofiarować. Od jutra będę żył bez własnego syna.”

Nadeszła trzecia noc. Wyobraź sobie, jak ciężko było Abrahamowi. Myślę sobie, że nie jadł i nie spał tej nocy. Zmęczenie nie mogło go powalić i każdej godziny podchodził do syna, patrzył w jego twarz, raz na jakiś czas pochylał się i całował go, mówiąc:

"Izaaku, jak mogę Cię oddać?"

Nastał poranek. Jakie ojcowskie uczucia targały nim tego poranka? Nie jadł, nie pił, próbował się modlić, lecz łamał mu się głos. Po śniadaniu wyruszyli ponownie. Nie uszli daleko, gdy zobaczyli górę Moria. Serce zaczęło mu szybciej bić. Zwrócił się do dwóch młodych mężczyzn:

Zostańcie tutaj, a ja i chłopiec pójdziemy tam”.

Abraham idzie z Izaakiem na gore MoriaW trakcie podróży, gdy ojciec i syn podążali na szczyt góry Moria, niosąc drewno, ogień i nóż, chłopiec nagle odwrócił się do ojca i powiedział:

„Oto ogień i drwa, a gdzie jest jagnię na całopalenie?”

Dla Izaaka, widok ojca składającego ofiarę, był czymś zupełnie normalnym, lecz tym razem nie było z nimi jagnięcia.

Czy kiedykolwiek zauważyłeś,

JAK PROROCZA BYŁA ODPOWIEDŹ

Abrahama, gdy odwrócił się i rzekł do syna: "Bóg upatrzy sobie ofiarę?". Nie wiem, czy Abraham w pełni rozumiał znaczenie swoich słów, ale kilkaset lat później Bóg przyprowadził ofiarę właśnie w to miejsce. Góra Moria i Góra Kalwaria są blisko siebie. Syn Boży został przyprowadzony jako ofiara za grzech świata.

Ojciec wraz z synem zaczynają toczyć kamienie i razem budować ołtarz na górze Moria. Potem kładą drewno i wszystko jest gotowe na przyjęcie ofiary. Izaak rozgląda się, aby zobaczyć, gdzie jest baranek. W tym momencie ojciec nie potrafi już dłużej ukrywać tajemnicy przed synem i mówi:

„Synku, usiądź blisko ołtarza i posłuchaj, co mam Ci do powiedzenia.”

Być może stary, siwowłosy patriarcha objął ręką chłopca i zaczął mu opowiadać, jak Bóg przyszedł do niego w ziemi chaldejskiej, potem historię jego życia, i jak Bóg powiększał obiecane mu błogosławieństwa przez składanie kolejnych obietnic. Mówił, że Bóg będzie przez niego błogosławić wszystkie narody ziemi. Izaak miał być jego spadkobiercą. Kończy jednak słowami:

„Mój synu, ostatniej nocy przed naszym wyjściem z domu, Bóg przybył do mnie i powiedział mi, abym przyprowadził Cię tutaj i złożył w ofierze. Nie rozumiem dlaczego. Wiem jedno, jest mi o wiele ciężej ofiarować Ciebie, niż Tobie, gdybyś sam się miał ofiarować.”

Był taki okres w moim życiu, kiedy częściej myślałem o miłości Jezusa Chrystusa, niż o miłości Boga Ojca. Traktowałem Boga jako surowego sędziego na tronie, od którego gniewu Jezus Chrystus mnie uratował. Wiem, że nie mogłem mieć bardziej

FAŁSZYWEGO WYOBRAŻENIA BOGA.

Abraham ofiaruje IzaakaOdkąd stałem się ojcem, zrozumiałem, że więcej miłości i poświęcenia jest potrzebne dla ojca, by poświęcił swojego własnego syna, niż dla samego syna, by umrzeć. Czy każdy prawdziwy ojciec, nie wolałby cierpień samemu, zamiast pozwolić cierpieć synowi? Wydaje Ci się, że odkupienie świata nic Boga nie kosztowało? Bóg poświęcił to, co posiadał najcenniejszego. Poświęcając własnego Syna, Bóg dla Ciebie i dla mnie, z własnej woli, poświęcił wszystko.

Potrafię sobie wyobrazić rozmowę Abrahama z Izaakiem, w której mówi mu, jak ciężko jest mu go ofiarować. „Bóg wydał taki rozkaz”, kończy, „a ja poddaję się Jego woli. Nie rozumiem jej, lecz wierzę, że Bóg potrafi wzbudzić Cię z martwych i może właśnie to uczyni”.

Potem obaj upadli na twarze i wspólnie się modlili. Po zakończeniu modlitwy, ojciec po raz ostatni przytula do piersi swego syna. Nie przestaje go całować. Ostatecznie ujmuje ręce, które są tak niewinne, wiąże je, potem nogi, kładzie go na ołtarzu i daje mu ostatni pocałunek. Potem bierze nóż i podnosi rękę. Zaledwie podniósł rękę, gdy usłyszał głos z nieba:

„Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic”


Pamiętacie, że Chrystus poAbraham odzyskuje Izaakawiedział: „Abraham, ojciec wasz, cieszył się, że miał oglądać dzień mój, i oglądał, i radował się.”. Myślę, że właśnie w tym momencie Bóg

PODNIÓSŁ ZASŁONĘ CZASU

przed Abrahamem, który spojrzał w przyszłość i zobaczył Syna Bożego idącego na górze Kalwarii, niosącego jego własne grzechy oraz grzechy wszystkich pokoleń. Bóg objawił mu tajemnicę, w jaki sposób Boży Syn ma przyjść na świat i zabrać jego grzechy.

Przyjaciele, chcę Wam przekazać, że za każdym razem, gdy Bóg wzywał mnie do ważniejszej służby, pojawiał się konflikt pomiędzy moją wolą, a Jego. Walczyłem z Jego wolą, lecz ostatecznie, Jego wola zwyciężała. Zanim przyszedłem do Jezusa Chrystusa, musiałem stoczyć straszną wewnętrzną walkę, by poddać Mu swoją wolę i przyjąć wolę Bożą. Zanim zrezygnowałem z prowadzenia własnej firmy, walczyłem przez trzy miesiące, by nie wypełnić Jego woli. Była to straszna bitwa. Teraz wiem, ile razy dziękowałem Bogu, że ostatecznie poddałem się i przyjąłem Jego wolę. Potem, Bóg powołał mnie do głoszenia Ewangelii w całym kraju, porzucając Chicago. Sprzeciwiałem się wiele miesięcy, lecz poddanie się Bogu i wypełnienie Jego woli, było najlepszą decyzją w moim życiu. Abraham był posłuszny Bogu i nie powstrzymał się nawet przed ofiarowaniem swego jedynego syna. Dlatego Bóg ponownie poszerzył swoją obietnicę:

„Potem zawołał anioł Pański powtórnie z nieba na Abrahama, mówiąc: Przysiągłem na siebie samego, mówi Pan: Ponieważ to uczyniłeś i nie wzbraniałeś się ofiarować mi jedynego syna swego, będę ci błogosławił obficie i rozmnożę tak licznie potomstwo twoje jak gwiazdy na niebie i jak piasek na brzegu morza, a potomkowie twoi zdobędą grody nieprzyjaciół swoich, i w potomstwie twoim błogosławione będą wszystkie narody ziemi za to, że usłuchałeś głosu mego.”

Przyjmij moją radę. Niech Twoja wola nie będzie sprzeczna z wolą Bożą. Poddaj Mu się, całkowicie i zupełnie, a otrzymasz słodkie przesłanie z nieba. Bóg będzie szeptać Twojej duszy

SEKRETY NIEBA.

Po tym, jak Abraham spełnił to, co Bóg mu rozkazał, Bóg objawił mu wszystko o Swoim Synu. Gdy poddamy się całkowicie Bogu, On przekaże nam coś wspanialszego, niż kiedykolwiek wcześniej mogliśmy poznać. Otrzymamy nowe poznanie Jezusa Chrystusa i będziemy za to Bogu dziękować w tym życiu i w przyszłym.

Niech Bóg dopomoże każdemu z nas poddać Mu się całkowicie, w pełni i bezwarunkowo, teraz i na wieki.

29 Czy jesteś prawdziwym chrześcijaninem?

Czy jesteś prawdziwym chrześcijaninem?

 

Drzewo

 

Możesz być członkiem dobrego kościoła, jednakże musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy jestem prawdziwym chrześcijaninem? Napisałem ten artykuł dla ciebie. Poproś Boga, aby pozwolił ci go zrozumieć. Ma on na celu pomóc ci uzyskać pewność przebaczenia grzechów i świadomość poznania Boga jako twojego Niebiańskiego Ojca. Ludzie mają dziwne opinie na temat tego, na jakiej podstawie można zostać chrześcijaninem. Oto jakie jest moje zdanie:

Wiara w Boga, nie czyni cię chrześcijaninem

Istnieją tysiące ludzi, którzy wierzą w Boga, a nie są chrześcijanami. Zdecydowana większość Polaków mówi, iż wierzy w istnienie Boga, lecz większość z nich nie ma pojęcia, kim On jest. Wielu ludzi wierzy w skuteczność ćwiczeń fizycznych, ale nigdy ich nie stosuje. są bardzo otyli, mają nadwagę. Znam rzesze chłopców, którzy wierzą w konieczność używania mydła, a mimo to nie są oni odrobinę czyściejsi. Samo wierzenie niewiele znaczy, nikt zatem nie staje się chrześcijaninem dlatego tylko, że wierzy.

Chodzenie do kościoła nie czyni cię chrześcijaninem

Mnóstwo ludzi chodzi do kościoła - z wielu różnych powodów. Jednakże to wcale nie czyni ich chrześcijanami. Złodzieje także chodzą do kościoła. Niektórzy uczęszczają do kościoła z przyzwyczajenia. Inni ze względu na rodzinę. To prawda, że chrześcijanie chodzą do kościoła/zboru, ale nie to czyni ich chrześcijanami.


Modlitwa nie czyni cię chrześcijaninem

To prawda, że chrześcijanie się modlą. Ale modlitwa nie sprawia, że jesteś chrześcijaninem. Hindusi wznoszą modły. Muzułmanie czynią to pięć razy w ciągu dnia. Nie dzięki modłom zostaje się chrześcijaninem.


Porządne życie nie czyni cię chrześcijaninem

Również czyste, moralne życie nie sprawi, że zostaniesz chrześcijaninem. Wielu ateistów prowadzi uczci-we, dobre życie. Porównując się z jakimś bandytą, poczujesz się kandydatem na świętego. Nawet w konfrontacji ze znajomymi możesz wypaść nie najgorzej. Jednak Boży wzorzec dobroci jest zupełnie inny. On przyrównuje cię do swego Syna Jezusa, który był w pełni doskonały. W porównaniu z taką doskonałością twoja dobroć wygląda dość miernie. Pamiętaj, na świecie zawsze żyło tysiące dobrych ludzi. Jeśli dobroć wystarczałaby, Bóg nie musiałby posyłać Jezusa.

30 Czy jesteśmy odporni na wstrząsy?

Czy jesteśmy odporni na wstrząsy?

W okresie od stycznia do końca czerwca 2010 doszło aż do 440 katastrof naturalnych. - Jak na pierwsze półrocze to bardzo dużo - mówi Torsten Jeworrek, prezes Munich Re, jednej z największych firm ubezpieczających świata. Tak dużego nagromadzenia katastrof w jednym półroczu nie było od dekady. Łączne straty sięgają 70 mld dol. Największe zniszczenia (ponad 30 mld dol.) spowodowało w lutym trzęsienie ziemi w Chile. 8 mld kosztowały styczniowe wstrząsy na Haiti, przez które zginęło 223 tys. osób. Wiejący z prędkością 240 km/godz. sztorm "Xynthia", który przeszedł przez Wyspy Kanaryjskie i część Europy w lutym, spowodował olbrzymie spustoszenia. Na liście znalazł się też wybuch islandzkiego wulkanu Eyjafjallajökull, który sparaliżował ruch lotniczy na europejskim niebie. Biorąc jeszcze pod uwagę zamachy terrorystyczne, światowy kryzys gospodarczy i ekonomiczny, niepewną przyszłość Zjednoczonej (już nie tak bardzo) Europy i jej waluty, wielu ludzi zastanawia się, dokąd to wszystko prowadzi. Sceptycy pytają: gdzie jest Bóg? Dlaczego nie reaguje na to całe zamieszanie na świecie? Dlaczego dopuszcza do tych wszystkich nieszczęść? Niestety konkludując stwierdzają: pewnie Go w ogóle nie ma.

Ktoś mądry napisał: „Gdyby nie było Boga, byłaby to najstraszniejsza rzecz, jaka mogłaby się wydarzyć ludzkości”. Stare przysłowie, które mówi, że zwracamy się do Boga tylko w trwodze, jest tu jak najbardziej na miejscu. Nie widząc już wyjścia i z obawy o jutro, człowiek zaczyna oskarżać Boga.

Pomyśl jednak o tym że:

  • Wyrzuca się Boga z społeczeństwa w imię politycznej poprawności
  • Cały świat zwraca się do sekularyzmu i materializmu
  • Kościół staje sie bardziej świecki niż sam świat
  • Wzrasta przemocy i apatia
  • Wychowuje się dzieci bez żadnych wartości (nie mówiąc o Bożych)
  • Nie akceptuje się już Biblii, jako Słowa Bożego.

Kiedy ludzkość prowadzi swoje sprawy, nie myśląc o Bogu, zapomina o tym, że Bóg się nie da z Siebie naśmiewać, a co człowiek sieje będzie i żął. [Gal. 6,7]

Bóg stworzył piękny świat, w równowadze i stabilności. Przekazał go człowiekowi do używania. Obecny stan rzeczy jest wynikiem tego „używania”.

Jak na opisane powyżej wiadomości powinien reagować człowiek, który wierzy w Boga i Bogu?

Czy jesteśmy już odporni na „wstrząsy”? Czy nie poruszają nas wieści o tragedii innych? O bezdomnych bezradnych, opuszczonych? Czy już tak dalece otępieliśmy duchowo, że nic nie słyszymy?

Jeżeli takie manifestacje mocy nie sprowadzają nas na kolana – jeżeli nie potrafimy się ukorzyć widząc te straszne nieszczęścia – to co jest konieczne, aby uciszyć tych, którzy szydzą z Boga?

Czy jesteśmy odporni na „wstrząsy”?
Bóg jest miłosierny, łaskawy i gotów przebaczyć. Oby nasze współczucie i miłość były odzwierciedleniem współczucia i miłości Pana Jezusa.

Jesteśmy posłańcami Dobrej Nowiny. Nie zapominajmy o tym.

Grzegorz Staier

31 Czy ktoś Cię kocha?

Panie, zbadałeś mnie i znasz [...] Ukształtowałeś mnie w łonie matki mojej. Wysławiam cię za to, że cudownie mnie stworzyłeś.
Psalm 139,1.13.14

Każdy człowiek, który nieco głębiej zastanawia się nad sensem swojego życia, szybko dochodzi do następującego stwierdzenia: żyję tu, w tym czasie i tych okolicznościach, a nikt mnie o to nie pytał, czy mi to odpowiada, czy nie!
Zatem przebywamy na tej ziemi nie dobrowolnie. Szczególnie ciężkie do zniesienia wydaje się jednak to wtedy, gdy ktoś do powyższego stwierdzenia musi jeszcze dodać: moje istnienie to pomyłka, jestem niechcianym dzieckiem. Jak wielu ludzi przez całe lata jest dręczonych tą gorzką świadomością!
Na szczęście z Bożego punktu widzenia nasze istnienie wygląda jednak zupełnie inaczej. Bo to, że egzystujemy nie jest ostatecznie sprawą działania naszych rodziców, lecz wolą naszego Stwórcy. Bóg wie, co czyni i nigdy nie przytrafia mu się jakiekolwiek niedopatrzenie. Nie jesteśmy produktem jakiegoś przypadkowego zbiegu okoliczności. Nie, Bóg, nasz Stwórca, chciał nas i to takimi, jakimi właśnie jesteśmy. Czyż nie jest to niezwykle kojące wiedzieć, że Bóg pragnął, by każdy z nas ludzi żył posiadając swą własną niepowtarzalną osobowość?
A teraz posłuchaj i podziwiaj Boga! On zapragnął tego, a chce jeszcze więcej. On nie chce "aby ktokolwiek zginął, lecz aby wszyscy doszli do opamiętania". Pragnie każdego człowieka ratować - i to pomimo faktu, że podnieśliśmy każdy z nas osobisty bunt przeciwko Niemu - to znaczy wybaczyć grzechy i uczynić swoim umiłowanym dzieckiem, darować stałe miejsce w Swym ojcowskim sercu i w niebie. Ażeby mogło to stać się rzeczywistością, każdy musi wyrazić swoje osobiste "tak" do tej Bożej oferty, uznać się za zgubionego grzesznika i uwierzyć w Pana Jezusa jako swego Zbawiciela. Pamiętaj: Bóg Cię kocha!

32 Czy można być chrześcijaninem i równocześnie człowiekiem bogatym?

Czy można być chrześcijaninem i równocześnie człowiekiem bogatym?

W dzisiejszym świecie, w którym tak bardzo liczy się sukces zawodowy, status materialny i w którym tak wiele towarów jest nam oferowanych, powyższe pytanie jest bardzo istotne, szczególnie dla chrześcijanina, chcącego na poważnie żyć według Bożej Ewangelii. Wszyscy chcemy żyć lepiej, wygodniej, przyjemniej, mieć tyle wspaniałych rzeczy, ale to oznaczy, że potrzebujemy więcej pieniędzy, żeby móc je kupować. Czy w świetle Biblii, pragnienie bogacenia się, jest dobre i właściwe?

Zacznijmy od kilku podstawowych kwestii: Ubóstwo jest zalecane wszystkim, każdy chrześcijanin powinien być ubogi, ponieważ Chrystus był ubogi, a każdy z nas ma obowiązek naśladować Jezusa, jesteśmy w końcu Jego uczniami.

Odpowiedzmy sobie jednak na pytanie:, kim jest bogacz w rozumieniu bibijnym? To chciwiec, który gromadzi skarby dla siebie. Pamiętaj, chciwość to bałwochwalstwo (Kol. 3, 5). To ktoś, kto pokłada całą ufność w majątku i któremu się wydaje, że obejdzie się bez Boga, bo ma pieniądze, bo ma wpływy i układy. Jeżeli Bóg mówi dziś do bogacza: "głupcze" (Łk. 12,20), to dlatego, że bogaczowi wydaje się, iż jest bezpieczny i że to on sam może decydować o swoim losie, a przecież wiemy dobrze, że tylko Bóg może decydować o naszym życiu. Jakub mów „Wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika.” (4,14)

 

33 Czy nadal wierzysz?

CZY NADAL WIERZYSZ?

Zastanówmy się wszyscy, co byśmy odpowiedzieli gdyby Bóg zapytał, cichym spokojnym głosem: „Czy ty nadal wierzysz?”

„Czy wierzysz, że nadal ciebie kocham bezwarunkowo, – że teraz prowadzi Cię Duch Święty, – że zebrałem każdą wylaną przez ciebie łzę, – że jesteś teraz w tym miejscu, w tym czasie, ponieważ taka jest doskonała wola Boża?

„Czy wierzysz, że nadal wszystko współpracuje ku dobremu dla tych, którzy Mnie miłują, – że słyszę twoje modlitwy, nawet wtedy, gdy nie masz słów, aby je wypowiedzieć, kiedy wszystko wydaje się ciemne i jesteś przybity, – kiedy strach ogarnia twój umysł i duszę, – kiedy wydaje się, że zamknąłem przed tobą niebo?

„Dawidzie, czy nadal wierzysz, że Ja karmię wszystko, co żyje: ryby w morzu, bydło, ptaki, wszystkie najmniejsze stworzenia? Czy nadal wierzysz, że Ja liczę każdy włos na Twojej głowie, – że wiem o każdym ptaszku, który upadnie na ziemię? Czy naprawdę w to wierzysz?

„Czy nadal wierzysz, że kocham Cię – przebaczyłem wszystkie grzechy twojej przeszłości, obecne – i że przebaczę wszystkie grzechy w przyszłości, jeżeli odpoczniesz i zaufasz Mi? Czy wierzysz, że Ja rozumiem, kiedy szatan wysyła przeciwko Tobie swoich posłańców, żeby zaszczepić kłamstwo, wątpliwości, bluźnierstwo, zwątpienie, strach, rozpacz?

„Czy nadal wierzysz, że jesteś na Mojej dłoni, – że jesteś cenniejszy niż złoto dla Twojego Zbawiciela, – że życie wieczne jest twoją przyszłością, – że nie ma takiej siły, która by mogła ciebie wyrwać z Mojej ręki, – że Ja nadal odczuwam każdą niemoc i ucisk, jakie ty znosisz?
Czy nadal wierzysz, że te rzeczy są prawdą?”

Zapytaj sam siebie: czy nadal w to wierze? Jeśli zapomniałeś o tym, odśwież sobie te prawdy, żyj w pokoju, godnie swojego powołania i powiedz jak Dawid:

Błogosław, duszo moja, Panu i wszystko, co we mnie, imieniu jego świętemu!

Błogosław, duszo moja, Panu I nie zapominaj wszystkich dobrodziejstw jego!

Psalm 103,1-2

34 Czy nie jesteś zawstydzony?

Czy nie jesteś zawstydzony?

Może ty też padłeś kiedyś na kolana przed obliczem Syna Bożego i wyznałeś mu swoje grzechy. Ty wiesz , co to znaczy opłakiwać zły i podły stan własnego serca. Teraz należysz do Pana Jezusa...i nie wstydzisz się wyznać Go przed ludźmi. Pozwól mi zatem zadać ci kilka pytań. Jest zimna noc. Podejdź bliżej do ognia, żeby ogrzać swoje ręce. Podejdź bliżej do światła, abyśmy mogli zobaczyć wyraz twojej twarzy. Kiedy ostatni raz podzieliłeś się z innymi swoją wiarą? Nie pytam o to, czy masz naklejkę na aucie "Bóg jest dobry" albo nosisz na koszulce naszywkę z "rybką". Nie pytam, czy wstydzisz się powiedzieć, że należysz do Jezusa. Oczywiście, wiem, że się nie wstydzisz. Pytam, kiedy ostatni raz podzieliłeś się nowiną o krzyżu. Kiedy ostatnio głosiłeś ukrzyżowanego Chrystusa? Kiedy ostatni raz błagałeś grzesznika, aby uciekł przed sądem Bożego gniewu i schronił się pod krzyżem?

Możliwe, że podążasz za Jezusem, ale trochę zostałeś w tyle…  właśnie z powodu krzyża.  Każde wspomnienie poplamionego krwią ołtarza na Golgocie oznacza dla Ciebie, że świat przestaje cię tolerować. Zamiast tego wyrzuca z siebie swoją nienawiść. Boisz się tego, co apostoł Paweł nazwał „hańbą krzyża”. A Ty, tak jak Piotr obawiasz się osobistego bólu, jaki mogłoby ci to przynieść. Może dlatego, że zamiast modlić się cały czas  -  spałeś. Nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie -najwyraźniej przegapiłeś doświadczenie w Getsemane. Twój lęk przed krzyżem sprawił, że  podążasz za Jezusem z dystansu. Czy jesteś winny zapierania się Pana? Czy słyszysz głos swojego sumienia? Czy ten głos cię już przebudził? Może potrzebujesz gdzieś pójść i gorzko zapłakać … ?

Wiemy, że to Duch Święty był tym, który w dniu Zielonych Świąt dodał Piotrowi śmiałości. Być może to gorzki płacz uczynił go tamtego dnia o wiele mocniejszym niż innych. Inni uczniowie zostali wypełnieni tym samym Duchem i również słyszeli gwałtowny wiatr. Wszyscy mieli nad swoimi głowami języki ognia. Ale to Piotr był jedynym, który  z całą odwagą zwrócił się do słuchaczy.

Potrzebujemy więcej takich chrześcijan jak Piotr – takich, którzy powstaną i bez zawstydzenia będą głosić krew krzyża. Potrzebujemy więcej takich, którzy każdego dnia wezmą swój krzyż i podążą za Jezusem. Takich, którzy dobrowolnie i chętnie oddadzą swoje ręce i stopy na bolesne i przenikliwe gwoździe prześladowania. A ich doświadczenie w Getsemane da im poznanie realnej prawdy, że ich krew musi paść na rolę tego świata z powodu krzyża.

Potrzebujemy takich, których jedyną troską jest staranie się o zadania z nieba, a nie ich własna wola – takich, których zainteresowanie skupia się jedynie na wypełnionym złem świecie – świecie, dla którego karą nie będzie tylko i wyłącznie rzymski krzyż.

Oswald J. Smith powiedział kiedyś: „Musimy uświadomić sobie, że te cenne , nieśmiertelne dusze, ginące wokół nas, zmierzają do ciemności i rozpaczy , ginąc na wieki.”

Niech Bóg daruje nam łaski do zrozumienia , że ci, którzy giną w swoich grzechach wpadną w ręce Żywego Boga, a Biblia mówi, że: „… straszna to rzecz wpaść w ręce Boga Żywego.” Oni nie będą mieć okazji, aby powitać objęcia śmierci w nadziei, że ona przyniesie im ulgę i uchroni ich od strasznych mąk.

35 Czy znacie Jezusa ?

CZY ZNACIE JEZUSA?

Czy osobiście znacie Jezusa – Syna Bożego? Czy znacie Tego, który przyszedł na tą ziemię, by okazać ludziom niezmierzoną dobroć, a w zamian spotkał się ze zniewagą, nienawiścią i w końcu ze śmiercią krzyżową? Lecz On zmartwychwstał i żyje i chce mieć z Wami kontakt!

Współczesny człowiek odwraca się od Niego, podobnie jak czynił to wtedy, gdy Jezus Chrystus żył na ziemi. Odrzucenie Zbawcy jest powodem beznadziejnego stanu świata. Wiedza, technika, osiągnięcia w sferze socjalnej, wszelkie wysiłki nie dającego się podważyć ludzkiego geniuszu okazują się bezradne wobec ogromu moralnego zła, które z każdym dniem prowadzi ludzkość ku niechybnej zgubie.

Ludzie kierują się egoizmem, gwałtem, niemoralnością i nie zdają sobie sprawy, że taki sposób życia zaprowadzi ich na sąd, jak mówi nam Słowo Boże w Liście do Hebrajczyków, rozdział 9, wiersz 27. Ale oznajmia nam również, że: „Nie posłał Bóg Syn na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony” (Ewangelia Jana, rozdział 3, wiersze 17 i 18).

 

IMIĘ JEZUS

 

Imię „Jezus” znaczy „Bóg Zbawiciel”. Wszyscy ludzie bez wyjątku potrzebują zbawienia, a to dlatego, że wszyscy są grzesznikami zasługującymi na wieczną śmierć. Jednak Bóg posłał na świat Zbawiciela, aby przez Niego każdy mógł dostąpić przebaczenia i być szczęśliwym - i to przez całą wieczność.

Wielu założycieli różnych religii mówiło o dobru, dawało mądre wskazówki i rady, lecz żaden z nich nie był w stanie pomóc ludziom, uwalniając ich od ciężaru grzechu i z mocy grzechu. Nigdy też nie zdołał tego uczynić którykolwiek z moralistów, filozofów czy mistyków. Jezus nie naucza, w jaki sposób można wyzwolić się spod jarzma grzechu, lecz jest Tym, który dokonuje tego osobiście. Uwalnia ze szponów grzechu, od sądu i potępienia wszystkich tych, którzy się upamiętają i w Niego uwierzą. „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus, który siebie samego złożył jako okup za wszystkich...” (I List do Tymoteusza, rozdział 2, wiersze  5 i 6).

„Każdy, kto w niego wierzy, dostąpi odpuszczenia grzechów przez imię jego” (Dzieje Apostolskie, rozdział 10, wiersz 43).

 

DZIEŁO JEZUSA

 

Jezus przyszedł na ziemię z miłości do swojego stworzenia, a będąc święty i czysty, ustawicznie musiał zmagać się ze skutkami grzechu. Był mężem boleści. Jednak nawet Jego wielka miłość do człowieka nie mogła w żadnej mierze polepszyć ludzkiej upadłej natury, unicestwić przyczyny wszelkich nieszczęść i zgładzić grzechu. Dlatego Jezus był zmuszony ponieść nie tylko konsekwencje grzechu, ale i sam grzech: „...a Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich” (Księga Izajasza, rozdział 53, wiersz 6).

Na krzyżu oddał swe święte życie za nasze grzeszne! Wziął na siebie nasze grzechy, jak gdyby były popełnione przez Niego. Za nas został uczyniony grzechem (II List do Koryntian, rozdział 5, wiersz 21).

„On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo...” (I List Piotra, rozdział 2, wiersz 24). To dzięki temu wspaniałemu dziełu Pan Jezus oferuje Wam teraz całkowite uwolnienie. Wywalczył je za cenę swojej ofiary na krzyżu. Czy możecie je odrzucić?

OFERTA JEZUSA

ŚWIAT PODĄŻA SWOJĄ DROGĄ, JAK GDYBY JEZUS NIE ISTNIAŁ, JAK GDYBY JEGO ŻYCIE NA TEJ ZIEMI, ZMARTWYCHWSTANIE I JEGO RYCHŁY POWRÓT BYŁY JEDYNIE WYTWOREM LUDZKIEJ WYOBRAŹNI.

 

Wielu ludzi jest dzisiaj obojętnych wobec Jezusa Chrystusa, lecz zmieni się to z chwilą, gdy odejdą z tego świata. A ponieważ życie ludzkie jest krótkie, dlatego teraz zwracamy się do Was:

Nie możecie być wiecznymi niedowiarkami! Zastanówcie się nad tym, póki jeszcze jest czas!

Dla tych, którzy dziś odrzucą Bożą ofertę, jutro może być za późno, gdy przyjdzie im odpowiedzieć przed Bogiem za swoje postępowanie.

Nie będzie niedowiarków, gdy Jezus Chrystus powstanie jako najwyższy Sędzia. Nie będzie niedowiarków, gdy ujrzy Go wszelkie oko, gdy świat będzie musiał ponieść odpowiedzialnolść za swą pogardę wobec świętego Boga. Nie będzie niedowiarków, gdy umarli zmartwychwstaną na sąd i stawią się przed wielkim tronem (Apokalipsa, rozdział 20).

Nie będzie niedowiarków w piekle, lecz będzie w tym straszliwym miejscu wieczne ubolewanie i żal z powodu odrzucenia Bożej łaski – tej właśnie, która jest Wam dzisiaj oferowana. „…Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia” (II List do Koryntian, rozdział 6, wiersz 2).

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

 

36 Darkońskie prawo

Drakon, prawodawca ateński, żyjący w VII wieku przed Chrystusem, był znany ze swojego niezwykle surowego prawa. Stąd wzięło się powiedzenie "drakońskie prawo". Wszystkie przestępstwa bez wyjątku, czy to kradzież, czy morderstwo, karane były śmiercią. Na pytanie, dlaczego nawet małe przewinienia są tak surowo karane, odpowiadał: "Już najmniejsze przestępstwo zasługuje na śmierć, tym bardziej te większe, dlatego kara jest taka sama".

Wypowiedź ta przypomina nam słowa z Pisma Świętego: "Człowiek, który grzeszy, umrze (...)" (Ezechiela 18,20). Nie powiedziano: "Człowiek, który grzeszy rzadko lub często, dopuszcza się tych lub innych grzechów, umrze", lecz: "Człowiek, który grzeszy, umrze". Mimo że dla nas jakieś przestępstwo jest tylko drobnym przewinieniem, dla Boga jest grzechem. Przykładem może być upadek Adama i Ewy. Oni tylko w jednym byli nieposłuszni Bogu, ale następstwem tego była ich duchowa i cielesna śmierć. 
Bóg jest święty i sprawiedliwy. On musi osądzić grzech. W Biblii czytamy: "Twoje oczy są zbyt czyste, aby mogły patrzeć na zło, nie możesz spoglądać na bezprawie (...)" (Habakuk 1,13). Bóg nienawidzi grzechu, ale miłuje grzeszników, dlatego posłał Pana Jezusa, swego jednorodzonego Syna, aby On poniósł nasz sąd za grzech, abyśmy dzięki Jego zastępczej śmierci mogli zostać ułaskawieni.

37 Debora i Barak

Księga Sędziów pokazuje okres w dziejach Izraela, po śmierci Jozuego, kiedy Izraelici nie wytępili całkowicie narodów zamieszkujących ziemię obiecaną, a co gorsza pomieszali się z nimi przyjmując ich zwyczaje a nawet ich bożki. Stali się bałwochwalcami. Z tego powodu Bóg wydawał ich w ręce pogan. Jednak Bóg jest Bogiem łaskawym i pełnym miłosierdzia i kiedy znękani Żydzi wołali o pomoc dawał im Sędziów, ludzi którzy przez swoje heroiczne czyny, wykonywali Bożą wole.

 

Nazwa sędziowie pochodzi z przetłumaczenia w Septuagincie hebrajskiego słowa „Szofet” co bardziej oznacza księcia, Władce. Sędziów jak pamiętamy było 12. Ich zadaniem było przekazywanie Bożych sądów nad Izraelem i wyzwalanie ich z pod jarzma pogan. Należy pamiętać że księga ta nie jest chronologiczna.

38 Dialog - Stół Pański

SPOŁECZNOŚĆ PRZY STOLE PAŃSKIM

(dialog)

F.  Miejsce z 1 listu do Koryntian 10,14 - 22 sprawia mi pewną trudność, proszę mi pomóc w zrozumieniu myśli zawartej w tym fragmencie. Apostoł mówi o kielichu i o chlebie; chodzi przecież o to samo co w rozdziale 11,22 -34, gdzie mówi się również o chlebie i kielichu?

  1. Urywki te rozważają wprawdzie ten sam temat, jednak z dwóch stron. Jest to widoczne w argumentacji apostola, który w obu miejscach wypowiada się w różny sposób. W 1 liście do Koryntian 11 (wieczerza) mamy aspekt przypominania cierpień i śmierci Pana: „To jest ciało moje, które jest dla was; to czyńcie na pamiątkę moją".

W rozdziale 10, 14 - 22 (Stół Pański) oglądamy natomiast aspekt społeczności.

  1. A więc wierzący maja społeczność miedzy sobą, kiedy siedzą przy Stole Pańskim?
  2. Tak, mają cząstkę w tym samym chlebie i w tym samym kielichu, to znaczy społeczność. Lecz pouczenie, które tu otrzymujemy sięga głębiej. Nasza społeczność jest społecznością „krwi i ciała Chrystusowego" (w. 16) a my dajemy temu faktowi wyraz jedząc chleb i pijąc z kielicha.

F.  To miejsce jest dla mnie jasne. Dlaczego w tym samym fragmencie apostoł mówi o społeczności z ołtarzem a nawet z demonami? Co to ma wspólnego ze Stołem Pańskim?

G.  Rozważania Pawła pokazują nam dalszy aspekt tej społeczności i to taki, na który niestety wśród wierzących mało zwraca się uwagi

  1. Ale my jednak nie mamy nic wspólnego z izraelskim ołtarzem czy ze stołem demonów. Wobec tego możemy przyjąć, że to pouczenie było aktualne tylko w czasach apostoła.
  2. Oczywiście, pouczenie to dotyczyło w pierwszym rzędzie Koryntian, ale służy i nam. Dzięki temu przykładowi widzimy, jak daleki zasięg ma ta społeczność. Apostoł wskazując na ówczesne obyczaje, ustanawia równocześnie nową zasadę

F Muszę przyznać, że dotychczas nie było to dla mnie całkowicie jasne.

G. Spróbujmy, więc iść za myślami Apostoła. Ze słów: „Czyż ci, którzy spożywają ofiary, nie są uczestnikami ołtarza? " Wnioskujemy, że przez spożywanie mięsa, które ofiarowano bałwanom, człowiek miał społeczność nie tylko z ołtarzem, ale i z bożkiem a nawet z demonem stojącym za tym bożkiem(w.20). Musimy zwrócić szczególna uwagę na pouczenia wynikające z tego wiersza.

  1. Czy są one aktualne w naszych czasach? Przecież nie ma już stołu demonów!
  2. Jeszcze raz powtarzam, że chodzi tutaj o przykład, o pewien obraz, którego apostoł często używa, aby zilustrować swoje pouczenia.
  3. Tej strony społeczności nie brałem dotychczas pod uwagę i obawiam się, że wiele dzieci Bożych me zwraca na to uwagi.
  4. I ja się tego obawiam. Lekceważenie tych pouczeń doprowadziło wierzących do różnorodnych złych kontaktów.
  5. Może myślą, że skoro jest tu mowa o stole demonów to można to miejsce pominąć, ponieważ nie ma zastosowania w naszych czasach
  6. I ja tak sądzę. -Stąd to wielkie pomieszanie; dlatego obecnie tak wiele stołów. A przecież może być tylko jeden Stół Pański, tak jak w Izraelu był jeden ołtarz.

F. Wydaje mi się, że sięga to za daleko. Chyba nie chcesz powiedzieć, że tylko my mamy Stół Pański!

G. Proszę mnie dobrze zrozumieć. Ani jednym słowem nie wspomniałem o nas. Po prostu pozostaję przy tym, co mówi Pismo Święte. Ono mówi o jednym ciele, o jednym chlebie oraz o Stole Pańskim, jako o jednym stole.

F.  Ale jest wiele grup dzieci Bożych, wśród których obchodzona jest Wieczerza Pańska!

G.  Oczywiście! Wierzę nawet, że wielu z tych wierzących czyni to z większą miłością do Pana od niektórych z nas. Ale apostoł w rozważanym przez nas miejscu wypowiada się wyraźnie o Stole Pańskim i o społeczności; musimy więc pozostać przy tym temacie, bo inaczej znajdziemy się w niebezpieczeństwie błędnego pojmowania pouczeń dawanych nam przez Pismo.

F.  Ale przecież przy tym samym Stole nie mogą siedzieć wszystkie dzieci Boże.

G.  Oczywiście, a przynajmniej nie w tym sensie, o którym myślisz. Nie chodzi tu o jakiś mebel, lecz o pojęcie albo zasadę. Spróbuję te myśl wyjaśnić i posłużę się pojęciem: Ciało Chrystusa. To ciało składa się ze wszystkich prawdziwie wierzących, którzy znajdują się na tej ziemi, w jakimkolwiek miejscu. W 12 rozdziale 1 listu do Koryntian apostoł mówi właśnie o tym ciele i o jego jedności. Następnie, kierując się wprost do Koryntian, stwierdza w 27 wierszu: „Wy zaś jesteście ciałem Chrystusowym, a z osobna członkami". Tym samym zgromadzenie dzieci Bożych w Koryncie było wyrażeniem jednego ciała Chrystusowego na ziemi. W pierwszym rozdziale rozpoznajemy tę samą prawdę: „Zborowi Bożemu, który jest w Koryncie" (2 wiersz).

W odniesieniu do naszych czasów możemy powiedzieć, że wierzący danej miejscowości stanowią ciało Chrystusa

„Wy jesteście ciałem Chrystusa"; a - kontynuując tę myśl - wszyscy wierzący tej miejscowości powinni mieć tylko jeden stół: Stół Pański Przy tym jednym stole jednym chlebem dają wyraz jedności ciała Chrystusowego Może zaistnieć taka sytuacja, iż w jakimś dużym mieście ze względu na znaczne odległości wierzący zgromadzają się w kilku miejscach. Jeśli zgromadzają się na zasadzie lub gruncie jedności ciała Chrystusowego i jednym chlebem wyrażają te jedność, to tym samym zgromadzają się wokół jednego stołu Pana. Słowo Boże uznaje tylko jeden stół dla wszystkich prawdziwie wierzących .

Muszę przyznać, że argumentacja apostoła jest wyraźna i jasna, tak, że inne poglądy nie są właściwe. Przez wiele lat byłem jednak innego zdania. Także i teraz mam jeszcze pewne problemy z pozbyciem się dawnych myśli. Na przykład w naszym mieście jest wiele dzieci Bożych, które czytają Biblię i tak samo chcą się zgromadzać wokół osoby Pana Jezusa.

Nie zaprzeczam, że tak jest. Wszędzie są wierzący i mamy każdego z nich kochać. Możemy się też cieszyć z tego, że w wielu miejscach głosi się Słowo Boże i modli się o to, aby Pan błogosławił pracę dla Niego. Natomiast w miejscach, które sprawiają ci trudność (1 list do Koryntian 10, 14-22) chodzi o coś zupełnie innego. Musimy przy tym pozostać i nie zajmować się innymi sprawami, ponieważ inaczej nie zrozumiemy pouczenia apostoła. Mamy tu do czynienia ze stołem Pańskim i ze społecznością przy tym stole; a więc nie z faktem, że wszędzie znajdują się dzieci Boże. Skoro już wspomniałeś o wierzących w różnych miejscowościach to zauważ, że większość z nich należy do określonych grup i kościołów, których są członkami

F.  Jeśli jednak pełni tam obowiązki wierzący pastor lub kaznodzieja wówczas wierni słyszą Słowo Boże

  1. Cieszę się z tego, że wielu wierzących pastorów stara się głosić Ewangelię. Nie zmienia to jednak faktu, że istnienie tych grup świadczy o podziale Ciała Chrystusowego. Kiedy Koryntianie mówili : Ja jestem Pawłowy, ja Apollosowy, a ja Kefasowy, a ja Chrystusowy"? Słowo poucza prawdziwie wierzących, że są wszyscy członkami ciała Chrystusowego (1 kor. 12,12).

F. Teraz rozumiem jak ważne jest, kiedy właściwie czyta się Słowo Boże, kiedy nie przyjmuje się żadnych ludzkich poglądów. Wiem, że wielu chrześcijan popierając liczne grupy chrześcijan lub je usprawiedliwiając mówi, że są one konieczne. Bóg ze względu na różnorodność powierzył każdej z nich szczególny aspekt prawdy. Twierdzi się również, że wszystkie kościoły i społeczności są jakby pojedynczymi kwiatami, które razem tworzą piękny bukiet ku czci Pana! Spotkałem się z takimi lub podobnymi poglądami. Lecz teraz muszę przyznać, że rozważanie Słowa Bożego wyklucza podobne interpretacje pouczeń Bożych. Rozważaliśmy zagadnienie stołu Pańskiego oraz społeczności. Widzieliśmy, że jak istnieje tylko jedno ciało Chrystusowe tak jest tylko jeden chleb oraz jeden stół Pański, którego uczestnikami mają być wszystkie dzieci Boże.

G. Rozważmy teraz inną prawdę związaną z omawianym zagadnieniem. Ten stół jest święty, gdyż jest stołem Pańskim. Wszelkie zło, dotyczące nauki jak i moralności nie może mieć do niego dostępu. Dlatego uczestniczyć w Wieczerzy Pańskiej mogą tylko dzieci Boże, a więc ci, którzy mają dobre świadectwo i trzymają się nauki Pisma

a szczególnie, jeśli chodzi o Pana Jezusa i o Jego dzieło na krzyżu Golgoty.

F.  Co chcesz przez to powiedzieć? Myślę, że wszystkie dzieci Boże, gdziekolwiek są mają prawo być uczestnikami stołu Pańskiego Decydujący o tym fakt to to, że są właśnie dziećmi Bożymi.

  1. Tak, w pewnej mierze. Jeśli jednak ci wierzący identyfikują się z religijnymi ugrupowaniami, które reprezentują błędne poglądy, co do osoby Pana Jezusa i tam biorą udział w wieczerzy, wtedy mają z nimi społeczność. Miejsce z 1 listu do Koryntian 10 wyraźnie wyjaśnia tę sprawę. Jeśli ci wierzący przystępują do stołu Pańskiego, wówczas doprowadzają tych, którzy są jego uczestnikami do łączności z błędnymi naukami. Rozważany fragment Pisma nie pozostawia żadnych wątpliwości

F.  Czy naprawdę tak sądzisz? Czy nie posuwasz się za daleko?

G.  Proszę przeczytaj uważnie to miejsce Pisma. Kiedy dany człowiek jadł mięso zabijanych ofiar, był wprowadzany w społeczność z ołtarzem (wiersz 18 ), Koryntianie, którzy jedli mięso ofiarowane bałwanom stawali się wspólnikami demonów. Nie było to zamiarem ówczesnych wierzących; przecież nie chcieli mieć nic wspólnego z demonami, a tym bardziej być ich wspólnikami. Pouczenie apostoła jest jasne i zawsze aktualne. Jak już wspomniano, chociaż dzisiaj nie mamy do czynienia z demonami, jednak Słowo Boże ustala tutaj pewną zasadę, posługując się ilustracją. W oparciu o to pouczenie przytoczymy przykład. Przychodzi pewien wierzący i bierze udział w Wieczerzy Pańskiej. Należy do grupy, w której uczy się, że Jezus nie jest Synem Bożym, który przyszedł w ciele. Ten człowiek odwiedza przy jakiejś okazji wierzących, z którymi zasiada do stołu Pańskiego. Tym samym wprowadza ich w społeczność z tym odłamem, do którego należy. Tak w szczególny sposób wygląda pouczenie z 1 listu do Koryntian 10,14-22.

F.  Muszę przyznać, że nigdy nie myślałem o tej stronie społeczności Jest wielu wierzących, którzy nie mają łączności z żadną błędną nauką. Jak postępować z nimi?

  1. Wiem, że jest wiele dzieci Bożych, które w prostocie wierzą w Pana Jezusa, miłują Go i żyją w bojaźni Bożej. Należą na przykład do grupy starającej się trzymać zdrowej nauki, nauki według Słowa Bożego, gdzie jednak inni wierzący - na ich własną odpowiedzialność - są dopuszczani do Wieczerzy, chociaż wyznają błędną naukę.

W ten sposób zostaje przerzucony jak gdyby most do tej nauki, tak, że odłączenie od zła, które te wierne dzieci Boże chciałyby urzeczywistniać staje się pozorne. My nie odważylibyśmy się ustalać takiej zasady, ale 1 list do Koryntian 10, 14 - 22 wyraźnie o tym mówi. Poddajmy się autorytetowi Słowa Bożego, bez próby wprowadzenia jakiegokolwiek, „ale" lub „a jeżeli".

F.  Dziękuję. Teraz rozumiem sens tych wierszy, które tak długo stanowiły dla mnie problem. Podczas naszej rozmowy ważna stała się dla mnie dalsza kwestia: odłączenie nie tylko od złą moralnego, ale także od złego nauczania, a więc od błędnych i fałszywych nauk.

  1. Masz rację. Odłączenie przebiega jak linia przez całe Słowo Boże. Moralne zło jest groźne i wierzący muszą nad tym czuwać, aby stół Pański pozostawał czysty. Ale zło w nauczaniu jest gorsze, ponieważ w tej czy w innej formie - może tylko skrycie - atakuje cześć i godność jedynie Panu Jezusowi, albo obniża wartość Jego dzieła. Niech, jako przykład posłuży list do Galacjan - przeciw złej nauce a 1 list do Koryntian - przeciw moralnemu złu. Galacjanie byli pouczani przez fałszywych nauczycieli, że muszą wypełniać zakon, co sugeruje jakoby dzieło Chrystusa nie było w stanie zbawić zupełnie Jak zniesławia to Pana i jak obniża wartość Jego doskonałego dzieła!

Stąd tak ostra mowa Apostoła : ..O nierozumni Galacjanie1 Któż was omamił, was, przed których oczami został wymalowany obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego7 " Ten przykład pokazuje jak okropne w oczach Bożych jest zło w nauczaniu.

To jest główny powód, dla którego wierzący nie mogą bez sprawdzania być dopuszczeni do stołu Pańskiego Sami muszą być czyści w nauce i w postępowaniu nie pozostawać w łączności z takimi grupami, które nie przestrzegają ściśle pouczeń Pisma odnośnie sprawy dopuszczania do Wieczerzy

 

P. Groberty

39 Dobry humor

 

11 sierpnia 1984 roku prezydent Stanów Zjednoczonych, Ronald Reagan w ramach próby głosu przed rozpoczęciem audycji radiowej wypowiedział następujące słowa: Rodacy, miło mi oznajmić, iż podpisałem ustawę na zawsze delegalizującą Związek Radziecki. Za pięć minut rozpoczynamy bombardowanie. To był oczywiście żart, ale czy coś takiego miało prawo pojawić się na ustach tak ważnego człowieka?
Ogólnie rzecz biorąc, lubimy ludzi z poczuciem humoru. W ich towarzystwie robi się nam raźniej. Są kontaktowi, optymistyczni i potrafią w porę rozładować niejedno napięcie emocjonalne. Wcale nie muszą przy tym opowiadać dowcipów i anegdot. Zwyczajnie, są chodzącą wesołością i jeśli tryskają tym humorem umiejętnie, świat wokół nich jest dla nas piękniejszy.

Podstawowym nośnikiem humoru są gesty i słowa. Pismo Święte udziela wielu wskazówek dla mówiących. Mowa wasza niech będzie zawsze uprzejma, zaprawiona solą, abyście wiedzieli, jak macie odpowiadać każdemu [Kol 4,6]. A rozpusta i wszelka nieczystość lub chciwość niech nawet nie będą wymieniane wśród was, jak przystoi świętym, także bezwstyd i błazeńska mowa lub nieprzyzwoite żarty, które nie przystoją, lecz raczej dziękczynienie [Ef 5,3–4]. Jak widać, Biblia nie ma nic przeciwko dobrym żartom. Piętnuje to, co nieprzyzwoite.

 

Chrześcijanin nie musi być ciągle śmiertelnie poważny. Chodzi o to, żeby był czysty.
Jakie są granice dobrego poczucia humoru? Z pewnością są one uzależnione od osobowości i nastroju towarzyszących nam ludzi. To, co w jednym przypadku wywoła zdrowy uśmiech, w innej sytuacji może zadziałać zupełnie odwrotnie i zranić lub wkurzyć naszego towarzysza. Trzeba uważać, żeby nasze żarty nie przerodziły się w kpienie i wyśmiewanie bliźniego. Już zupełnie nie można doprowadzać do sytuacji, gdy ktoś z powodu naszych żartów czuje się oszukany. Do obłąkanego, który rzuca płonące głownie i śmiertelne strzały, podobny jest człowiek, który oszukał swojego bliźniego, a potem mówi: Ja tylko żartowałem [Prz 26,18–19].
Są ludzie, którzy nie znają się na żartach. Oni zawsze skrytykują nasze poczucie humoru. Miejmy to na uwadze, ale nie rezygnujmy. Dobre poczucie humoru jest wielki darem. Jeżeli Bóg nas nim obdarzył, to nie żartujmy sobie, tylko go używajmy .

 

Marian Biernacki

40 Dopalacze

Sejm przyjął ustawę w sprawie tzw „dopalaczy”. Na terenie Polski nie można będzie produkować i wprowadzać do obrotu produktów, które mogą być używane, jako odurzające środki psychotropowe. Cała Polska fascynuje się walką między sprzedawcami dopalaczy a politykami. Pytanie, które się nasuwa, to czy to naprawdę ma sens?

Zakazy i nakazy działają na młodych ludzi, i nie tylko, wręcz pobudzająco. Bóg w swojej wielkiej miłości pozostawił człowiekowi wolny wybór. Sami decydujemy, co będziemy robić, co będziemy zażywać czy używać. Położyłem dziś przed tobą życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierz, przeto życie, abyś żył, ty i twoje potomstwo, miłując Pana, Boga twego, słuchając jego głosu i lgnąc do niego, gdyż w tym jest twoje życie i przedłużenie twoich dni [5Mo 30,19–20].

Pokazowe zwycięstwo rządu jest pozorne. Nikt i nic nie jest w stanie zmienić człowieka – tylko Pan Jezus przez wzbudzenie do nowego życia. Nie żadne przemiany, zmiany czy poprawienia. Pan Jezus powiedział: Musicie się na nowo narodzić. [Jana 3,7] Przed tym, kogo Bóg naprawdę zmienił, przed prawdziwym chrześcijaninem, nie trzeba zamykać sklepów z dopalaczami. Dlaczego? Bo nawet do nich nie wejdzie. Ma po prostu odrodzone serca i chce podobać się Bogu, a Bóg nie toleruje przecież żadnego grzechu.  Czy zakazami można doprowadzić do tego, żeby ustał handel dopalaczami? Obawiam się, że nie. Co najwyżej handel zejdzie do „podziemia”

Paweł pisze Wszystko mi wolno, lecz ja nie dam się niczym zniewolić [1Ko 6,12]

Powtarzam: tylko narodzenie na nowo daje siłę w Panu Jezusie na odrzucenie grzechu i jego pokus. Zachęcam więc jeszcze dziś: Pojednaj się z Bogiem, a wtedy na pewno nie będziesz miał problemu z dopalaczami.

GS

41 Doświadczenia Joba

"..o wytrwałości Joba i oglądaliście zakończenie, które zgotował Pan, bo wielce litościwy i miłosierny jest Pan.” Jak. 5,11

Tymi słowami Jakub wskazuje na Joba (Jak. 5,11). Job znosił swoje cierpienia z nadzwyczajną cierpliwością. Przez to stał się szczególnym przykładem dla wszystkich odkupionych, którzy po nim będą przechodzić podobne doświadczenia. Księga ta oznajmia nam o siedmiu różnych doświadczeniach, które przeżył Job:

  1. Strata bydła i oślic i prawie wszystkich sług ( 1, 14 15 ).
  2. Strata drobnego bydła i prawie wszystkich sług, którzy je paśli (1, 16).
  3. Strata wielbłądów i prawie wszystkich sług, którzy je pilnowali 1,17).
  4. Strata wszystkich dziesięciorga dzieci ( 1, 18 19 ).
  5. Ciężka choroba ( 2, 7. 8 ).
  6. Wezwanie ze strony żony do odstępstwa od Boga ( 2,910).
  7. Milczenie trzech przyjaciół, a następnie ich błędne myśli (2, 11 - 13).

Siedem doświadczeń możemy podzielić na dwie grupy: Pierwsze cztery doświadczenia przyszły na Joba po tym, gdy szatan, oskarżając go, stawił się po raz pierwszy przed Bogiem,. Reakcje Joba na zesłane próby i doświadczenia nie były jednakowe: Po czterech pierwszych "uderzeniach", Job wysławiał Boga i nie zgrzeszył, ani nie czynił Bogu zarzutów. Również czwarte i piąte doświadczenie zniósł w sposób godny podziwu.

Inspirowane przez Boga słowa nie mówią o tym, tak jak wcześniej w rozdziale 1,22, że Job przeżywając te kolejne doświadczenia nie popełnił grzechu.

Kiedy w liście Jakuba czytamy: "...O doświadczeniach Joba słyszeliście?", to musimy pomyśleć szczególnie o cierpliwości Hioba w połączeniu z tymi sześcioma pierwszymi doświadczeniami. W ostatnim doświadczeniu bowiem Hiob nie wytrwał.

Podczas kiedy pierwsze cierpienia Hioba przyczyniły się do oddania chwały Bogu, to w ostatnie cierpienie posłużyło ku jego wychowaniu. Jest czymś szczególnym, że sześć pierwszych doświadczeń przyniosło mu niesłychaną nędzę, lecz mimo tego pozostał zwycięzcą. Również i ostatnie doświadczenie powinien był przyjąć tak, jak poprzednie. Tu jednak zawiódł! Przeklął swoje narodziny i zaczął czynić Bogu ciężkie i liczne zarzuty.

Jaki jest powód tego, że starzy przyjaciele milczą? Job wyczuwał, że oni postawili jego sprawiedliwe życie pod znakiem zapytania, rozważając, czy aby się na nim nie zawiedli. "Czy Job mógł być wiernym, skoro teraz tak ciężko cierpi?" - tak myśleli o swoim dawnym przyjacielu.

Ich późniejsze słowa, wyrażone w złośliwym tonie, bez miłości, potwierdziły słuszność jego odczuć. Choć trudno w to uwierzyć, ostatnie doświadczenie było dla Joba najtrudniejsze, gdyż trafiło go w miejsce, które w każdym z nas jest najbardziej czułe - myśli o sobie samym.

Bóg zesłał to doświadczenie, aby otworzyć serce Joba, w którym widzimy upodobanie w samym sobie, w swojej wierności, sprawiedliwości i oddaniu się Bogu. Podczas, kiedy napomnienia owych trzech "mędrców" (przyjaciół Joba) pchały go w błędnym kierunku, to wyważone słowa Elihu i słowa Boga kierowane z burzy trafiały do celu.

W rozdziale 42,16 czytamy, jak Job rozpoznaje swoją duchową pychę i wyznaje ją jako grzech. To, co powiedział Elifas powodowany złymi pobudkami, stało się w końcu rzeczywistością "W sześciu uciskach będzie cię ratował a w siódmym nie dotknie cię zło” (Hioba 5,19).

Pan wyprowadził Hioba z tych cierpień i błogosławił mu bardziej niż poprzednio. Każde doświadczenie jest ograniczone czasowo, a Pan, na końcu przygotowuje nowe błogosławieństwo. O tym powinniśmy myśleć, gdy w liście Jakuba czytamy: „Słyszeliście o wytrwałości Joba i oglądaliście zakończenie, które zgotował Pan, bo wielce litościwy i miłosierny jest Pan.”

42 Droga chrześcijanian do i w małżeństwie

Droga chrześcijanina do i w małżeństwie

2 Mojżeszowa 2 rozdział od 1 do 10 wiersza.

Cieszymy się, że na tej konferencji jest wielu młodych ludzi. Jest też wielu młodych, którzy są już małżeństwami. Chciałbym, na podstawie przeczytanych wierszy, powiedzieć coś o drodze do małżeństwa i o drodze w małżeństwie. Dla tego tematu moglibyśmy dać też inny tytuł w formie pytania: jak w ciężkich czasach, możemy żyć w małżeństwie według Bożych zasad. Często się mówi, że nigdy nie było tak ciężkich czasów jak dzisiaj. Rzeczywiści, są to ciężkie czasy. Ale, czy poprzednie czasy nie były tak ciężkie, tego nie wiem. Chcę pokazać, że kiedyś okoliczności życia tez były skrajnie ciężkie. Aby zobaczyć te okoliczności musimy otworzyć 1 rozdział 1 Mojżeszowej, gdzie od 20 wiersza czytamy o rozkazie Faraona, który mówił, że położne muszą wszystkich chłopców, którzy się urodzą w domach izraelskich, topić w Nilu. Drogie matki, możecie sobie to wyobrazić ? Takich czasów jeszcze nie przeżyliśmy. Jeśli chodzi o religijne okoliczności, chciałbym przeczytać jedno miejsce z Ezechiela 20 rozdziału. Tam od 5 wiersza, jest opisany stan Izraela w Egipcie. W 7 wierszu Ezechiel pisze o stanie Żydów, których Pan chciał wyprowadzić z Egiptu : Niech każdy z was odrzuci obrzydliwości miłe dla jego oczu, a nie kalajcie się bałwanami egipskimi. I w tych ciężkich czasach była jedna małżeńska para, która żyła według Bożych zasad. To jest bardzo pocieszające i dla nas dzisiaj. Dzisiaj mamy ciężkie czasy, inaczej ciężkie niż wówczas, ale też ciężkie. Pomimo to, możemy być pocieszeni, i żyć w naszych małżeństwach, według Bożych zasad. Dla wiary zawsze znajdzie się droga. Był więc mąż z plemienia Lewi, który poszedł i wziął sobie za żonę, córkę z rodu Lewiego (2r1w). W 6 rozdziale w 20 wierszu czytamy kto to był. Amram pojął za żonę Jochebed, ciotkę swoją, ta zaś urodziła mu Aarona i Mojżesza. Amram to ojciec, Jochabed to matka Mojżesza. Oboje pochodzili z domu Lewiego. Chciałbym powiedzieć coś na temat określenia: mąż. Czytamy, że poszedł mąż, nie młodzieniec czy chłopak. Amram był mężem który poszedł i pojął żonę. Człowiek składa się z ducha, duszy i ciała. On był duchowo dojrzały, dojrzały w swojej duszy i dojrzały cieleśnie. Dojrzałość ducha mówi o samo wystarczalności tego, który chce zawrzeć małżeństwo. To znaczy, Amram nie był już zależnych od swoich rodziców. Był też dojrzały żeby kochać, o tym mówi dojrzałość duszy, uczuć. Często myśli o małżeństwie są rozważane tylko w duchu. Może są one logiczne i myśli się, że wszystko pójdzie dobrze i będzie pasować do siebie, ale jeśli nie ma w tym duszy,uczuć, to małżeństwo jest w niebezpieczeństwie. Żeby tworzyć prawdziwą parę małżeńską, potrzebna jest miłość do współmałżonka. Nasi szwajcarscy bracia mówią że potrzeba skłonności do drugiej osoby. I po trzecie jest konieczne aby i cieleśnie być dojrzałym, aby zawrzeć małżeństwo. Także niezależność finansowa należy do tej dojrzałości. Dalej czytamy, że ten mąż tam poszedł. To znaczy, że wcześniej tam nie był. To mówi o pewnym dystansie, odległości. Zawsze się ciesze kiedy w przykładach starego testamentu można odkrywać prawdy nowego testamentu. Pismo pokazuje jasno, że intymne kontakty przed małżeństwem, nie są zgodne z myślą Bożą. Jakub był w domu Labana 7 lat, gdy służył za Rachelę. A w tych 7 latach zachował siebie w czystości. A gdy potem Laban dał mu inna żonę, dopiero później się z nią złączył. Wcześniej nie. Kiedy Józef i Maria byli zaręczeni, i Maria zaszła w ciąże przez Ducha Świętego, Józef chciał ją opuścić, dlatego, że był dla niego niemożliwe, aby Maria był w ciąży z nim. Pismo jasno pokazuje tą Bożą zasadę. Poza tym, to on szedł do niej, a nie ona do niego. To znaczy inicjatywa pochodziła od Amrama. I możesz w każdym miejscu Biblii znaleźć, że inicjatywa zawsze pochodzi on mężczyzny . Dzisiaj słyszymy, i jest codzienna rzecz w świecie, że to dziewczyny zapraszają chłopców na spotkania. I dziewczyny namawiają, zachęcają chłopców do małżeństwa. To jest przeciw Pismu. To mąż wychodzi. Mąż z domu Lewiego wziął sobie córkę z domu Lewiego. I teraz mili braterstwo chciałbym prosić o trochę ostrożności. Często słyszałem i czytałem, że do tego mówiono tak: młody mąż który idzie z nami jedną droga w społeczności i łamaniu chleba, idzie i weźmie sobie siostrę która też jest z nami w społeczności i łamie z nami chleb i zawierają małżeństwo. Nie mam nic przeciwko temu, ale zwracam uwagę, że tej nauki nie znajdujemy w tym fragmencie. Albo kto mógłby powiedzieć, kto dziś z chrześcijan jest z pokolenia Lewiego? Wie to ktoś dzisiaj ? Ja nie. Dlatego konieczna jest ostrożność, abyśmy nie wyciągali pochopnej nauki z tego miejsca. To, czego na pewno możemy się nauczyć z tego miejsca, to jest to: wierzący bierze sobie wierzącego do małżeństwa. W Nowym Testamencie jest to nazywane: małżeństwo w Panu (1 Kor 7). Co to jest więc małżeństwo w Panu ? Małżeństwo w Panu oznacza, że oboje małżonkowie, osobo i razem, chcą iść drogą Pana według jego woli. To jest małżeństwo w Panu. I to chcemy dzisiaj wszystkim młodym ludziom zalecić. Doświadczenie jednak pokazuje, że jeśli małżonkowie są wierzący, ale idą po rożnych kościelnych drogach, że często jest to droga cierpienia i bólu ?

Jeśli chodzi o związki z niewierzącym człowiekiem, tu Pismo mówi całkiem jasno, że nie ma żadnej społeczności między światłem i ciemnością i wierzący nie ma żadnego działu z niewierzącym. Kiedy tobie młody przyjacielu podoba się jakaś niewierząca osoba, to nie możesz się modlić, pytając czy ta czy ten jest tym właściwym. On nim nie jest. Każda taka modlitwa jest zbyteczna. Pan, Duch Święty, nie będzie cię prowadził do partnera, który nie jest na nowo zrodzony. Chciałbym postawić pytanie w związku z 1 wierszem: skąd Amram wiedział, że ma iść właśnie do tego miejsca ? Czy to jest takie proste ? Żeby odpowiedzieć na to pytanie przeczytajmy z 1 księgi mojżeszowej 24 rozdziału. Sługa, który miał przyprowadzić oblubienicę dla Izaaka, modlił się w 14 wierszu i mówi do Pana : dziewczyna która … będzie tą, którą przeznaczyłeś dla sługi swego, dla Izaaka,.. To jest bardzo dobra modlitwa. I gdy tak czynisz w uniżeniu przed Panem, to możesz zaufać Panu, że On ci pokaże właściwego partnera do małżeństwa. Nawet, jeśli to nie odpowiada twojemu wyobrażeniu kiedy ma się to stać. A jeśli Pan nie pokaże ci żadnego partnera ? Może sobie pomyślisz: ty możesz lekko o tym mówić, ty już masz żonę. Jednak według Pisma śmiem ci powiedzieć, o czym uczy 1 Korynt 7 rozdział, że dla niektórych istnieje wyższa droga. I jeśli chcesz się w tym poddać Panu, On da ci łaskę, i pokaże ci pole na którym możesz dla Pana być bardziej użyteczny. A kiedy stali się małżeństwem ? Widzimy w słowie „pojął”. To znaczy, że był jakiś oficjalny moment, po którym ci dwoje zostali małżeństwem. Oczywiście, dziś idzie się do Urzędu stanu cywilnego. W 1 mojżeszowej 29, Laban wyprawił wielką gościnę, która była oficjalną proklamacją wesela. A kiedy pomyślimy o Rut, kiedy Boza wziął sobie Rut za żonę, to był to oficjalny akt, tak że każdy z tego miasta wiedział to jest małżeństwo. A kiedy już byli małżeństwem, żona zaszła w ciąże. I to mnie na wciąż nowo zadziwia. Czy rodzice Mojżesza, nie wiedzieli o prawie faraona ? Oczywiście wiedzieli. Mieli już przecież dwoje dzieci. Aron był 3 lata starszy od Mojżesza, to jest opisane w 7 rozdziale w 7 wierszu. I mieli już przecież córkę Miriam.

Jeśli ktoś już zawarł związek małżeńskie i nadal żyje jak gdyby był samotny, to to też nie jest według Bożych myśli.

Matka Jechobed widziała, że jej dziecko jest piękne. Każda matka powie tak o swym małym dziecku, ale tutaj wyrażenie piękny, ma jeszcze inne znaczenie. Chcemy do tego przeczytać 2 miejsca Pisma. Dzieje Apostolskie 7 rozdział, gdzie w 20 wierszu czytamy: W tym czasie narodził się Mojżesz, który był miły Bogu (w niem. piękny). I jeszcze Hebrajczyków 11 rozdział gdzie w 21 wierszu czytamy : Przez wiarę był Mojżesz po narodzeniu ukrywany przez rodziców swoich w ciągu trzech miesięcy, ponieważ widzieli, iż dziecię było śliczne, i nie ulękli się rozkazu królewskiego. Czytaliśmy więc trzykrotnie, że Mojżesz był piękny. W 2 Mojż. 2 jest to osąd matki, w Dziejach Apostolskich 7 osąd Ducha Świętego, a w Hebrajczyków 11, jest to wspólny osąd rodziców. To dziecko było piękne dla Boga. Czy jest to również nasze cel, jaki mamy patrząc na nasze dzieci ? Dla kogo albo po co, mają być piękne, czy wielkie. Dla świata ? Albo dla Pana. W 1 M 22 czytamy o Abrahamie, jak szedł wspólnie z Izakiem, a w 5 wierszu: ...że pójdziemy tam i pomodlimy się i wrócimy się do was. To był cel Abrahama względem jego syna Izaka. Wiem, że nie możemy swych dzieci nawrócić ani uczynić z nich chwalców Boga. Ale czy jest to naszym życzeniem dla naszych dzieci ? Albo mają robić kariery w tym świecie. Lub chcemy widzieć w naszych dzieciach realizacje celów, których my nie mogliśmy dosięgnąć ?

Piękny dla Boga.

Teraz chciałbym postawić trzy pytania, dotyczące słowa ukryty. Przez kogo był ukryty, przed kim był Mojżesz ukryty i dla kogo był ukryty.

Przez kogo, to już trochę mieliśmy przed sobą. Przez matkę, przez rodziców. W liście do Hebrajczyków 11 i A.Dz w 7 jest opisany ojciec który go ukrywał. To chciałbym jeszcze przeczytać. Wiersz 20. .. przez trzy miesiące chowano go w domu ojca,... Obie części małżeństwa są atestowane, to znaczy małżeństwo miało jedno zdanie, było jednomyślne w tej sprawie. Razem szli w tym samym kierunku w sprawie małego Mojżesza. Jest tak samo u nas ? W naszym małżeństwach. Nie tak, że ojciec zakazuje a matka pozwala, albo odwrotnie. Dzieci bardzo szybko nas przejrzą. Są bardzo bystre i chętnie postawią jednego rodzica przeciw drugiemu. Oczywiście, jako różne osoby nie mamy zawsze tego samego punktu widzenia. Ja nie chciałbym mieć takiej żony, która mówiłaby tak tak, jeśli tak ty mówisz, albo nie nie, jeśli jak ty mówisz. Ona może mieć swój własny pogląd, swoje myśli, ale mamy przez Ducha według Jego Słowa, występować przed dziećmi wspólnie tak jak się to Bogu podoba.

A teraz słowo dla dzieci. Mili mali przyjaciele. Możliwe, że kiedyś uda ci się nastawić rodziców przeciwko sobie. I myślisz, że prowadzisz 1:0. Kiedy jednak zostaniesz w takim nastawieniu, na końcu, poniesiesz ogromną porażkę. Bądź posłuszny swoim rodzicom jak mówi 6 rozdział listu do Efezjan. Nawet wtedy, kiedy tego nie rozumiesz. W tym jest błogosławieństwo.

Przed kim był Mojżesz ukryty ? Przed faraonem. Faraon jest obrazem nieprzyjaciela. Diabeł wyciąga ręce po nasze dzieci. Tak było wtedy za czasów faraona, tak było później za czasów Nabuchodonozora, kiedy młodzi ludzie zostali uprowadzeni do Babilonu, tak było w Niemczech, przed ostatnią wojną światową, i nadal tak jest. Zacytuje teraz dwie wypowiedzi współczesnych psychologów. Pewna kobieta w Niemczech powiedziała: musimy małe dzieci, tak wcześnie jak tylko jest to możliwe, zabrać z chrześcijańskich domów, aby przysposobić ich do naszej ideologii, i aby ich uwolnić, do wolnego życia seksualnego. Pewien amerykański psycholog powiedział: dajcie mi dzieci do wychowania do wieku 6 lat, a je je tak na magnetyzuje, że już nikt ich nie od magnetyzuje. Bogu dzięki, że jednak ktoś to potrafi zrobić. To nasz Pan. Są tak zwane studia Pizza, gdzie jest testowana inteligencja uczni w całej Europie. Jak to działa nie wiem. I nie wiem jak to wypada w Czachach. Ale Niemcy wypadli źle. I z tego wyciągnięto wniosek, musimy dzieci uczyć jak najwcześniej, jeszcze, jeśli można, przed przedszkolem. Wiecie co za tym stoi? Diabeł. On chce nam zabrać nasze małe dzieci. W końcu to nie jest tylko problem szkoły, za tym stoi też inna taktyka. Kobiety mają być wolne od dzieci, aby móc pracować zawodowo, a dzieci w tym przeszkadzają. A my braterstwo, mamy przecież żyć według Słowa Bożego. Chciałbym abyśmy byli bardzo ostrożni, komu dajemy, sprzedajmy nasze dzieci. 3 miesiące był Mojżesz ukrywany. Nie mówię tutaj o literalnych trzech miesiącach, mówię, że Pan daje nam czas dla naszych dzieci, kiedy jeszcze nie musimy wystawiać je na działanie świata. Wcześniej niż jest to konieczne nie chciejmy tego czynić. Jest obowiązek szkolny, tego nie możemy uniknąć, ale nie ma obowiązku dawać dzieci do przedszkoli. Rozważcie przed Panem, co robicie. Jeden przykład do tego. Ja pochodzę z małej wioski gdzie mieszka 1400 ludzi. Przed kilkoma laty, w przedszkolu nastąpiło wydarzenie, które wstrząsnęło całą wioską. Przedszkolanka zachorowała. Przyszła inna w zastępstwie, która nie prowadziła zajęć tak jak poprzednia. Dzieci mówiły: ty nie chcesz na nas wkładać rąk ? I podobne praktyki. I okazała się że ta chora przedszkolanka była osobą praktykującą okultyzm. A my im dajemy nasze dzieci. Chciejmy być wrażliwi w tej sprawie.

Dla kogo był Mojżesz ukryty, już sobie wytłumaczyliśmy. Naturalnie dla Pana. I teraz dla rodziców Mojżesza powstaje pytanie: możemy go w ogóle ukrywać ? Faraon tego przecież zabronił. Powiedział, że męscy potomkowie mają być topieni w Nilu, a w 13 rozdziale Rzymian mamy napisane, że mamy być podani zwierzchnością. Jak myślicie ? Zrobili rodzice Mojżesza dobrze czy źle ? Jest jedno miejsce w Dz. Ap. 5;29 Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi. Tu była sytuacja, gdzie można ten wiersz zastosować. Teraz przyszła chwila gdy już nie mogli go ukrywać. Musiał wyjść z domu. Taki moment nadejdzie i dla naszych dzieci. Najpóźniej wtedy, gdy będą musiały pójść do szkoły. I musimy na to pozwolić, aby miały styczność ze światem. Kontakt. Ale przed tym jest dla nas możliwość, przygotować je do tego. Max, powiedziałeś kiedyś, a ja to dobrze pamiętam, że dla rodziców Mojżesza były dwie możliwości, mogli wyczerpać, opróżnić wody Nilu, albo przygotować kosz. Opróżnić Nil ? Nie da się. Zło jest w świecie, wody Nilu ciągle płyną dalej, i my nie możemy tego zmienić. Nie jest więc naszym zadaniem, robić sobie wielkie transparenty i demonstrować przed rządowymi budynkami, jak również nie biegamy, przy każdej okazji do nauczycieli by zmienili program nauczani. Nie możemy zmienić szkolnych książek ani programu nauczania. Cały świat tkwi w złem. Ale możemy zrobić kosz dla naszych dzieci. Interesujące jest, że słowo kosz tutaj, jest tym samy słowem w oryginale, co Arka z 1 Mojżeszowej 7 rozdział. Dokładnie to samo słowo. O czym mówi arka - wiemy. Arka jest obrazem na Chrystusa. Możemy więc nasze dzieci otoczyć, ukryć w Chrystusie i potem możemy je puścić po Nilu. Ponieważ koszyk był powleczony smołą, Nil, zło, nie mogło się wlać do środka. Ja wiem, że przy tym robimy błędy i potrzebujemy łaski naszego Pana, aby On je potem chronił.

I tak matka, w zaufaniu Bogu, położyła małego Mojżesza do Nilu. Świadomi własnej słabości, możemy nasze dzieci puścić w świat. Teraz przychodzi siostra Mojżesza, staje z daleka, aby zobaczyć co się stanie z małym Mojżeszem. Ja, wielokrotnie pytałem sam siebie, jak to jest, że matka położyła dziecko w Nil i poszła do domu ? Dlaczego nie została aby widzieć co będzie dalej ? Jak to, nie miała żadnych matczynych uczuć ? Ależ oczywiści miała. Ale ona zaufała Bogu. Miriam patrzy co będzie dalej. Możliwe, że miała 12-13 lat, nie wiem tego. Obie są na swoim miejscu, każda zajmuje właściwe miejsce, służbę w rodzinie. I teraz nadchodzi córka faraona, dokładnie w to miejsce gdzie Mojżesz leży w Nilu. Nil jest jedną z najdłuższych rzek na świecie. A córka faraona przychodzi prosto na to miejsce. Przypadek ? Nie, to nie przypadek. To Boże prowadzenie. On prowadzi jej kroki. To są ciekawe momenty w Biblii. W księdze Estery, król nie mógł spać, to się zdarza codziennie. Ale dlatego, że on nie mógł spać, czytał księgi, gdzie znalazł miejsce opisujące, że Mordochaj uratował mu życie. I ten przypadek, że nie mógł spać, zmienia, rzutuje na całą historie Izraela. Tak Bóg składa poszczególne puzzle do siebie.

Co chciała robić córka faraona w Nilu ? Kąpać się. I teraz musimy pomyśleć o tym, czego Nil jest obrazem. Nil nie jest rzeką śmierci, jest nią Jordan. Żeby poznać czego Nil jest obrazem, musimy sięgnąć do 5 Mojżeszowej 11 rozdział. Tam czytamy, od 10 wiersza, że ziemia egipska nie była jak izraelska, ale że była nawadniana nogami, w przypisach mamy napisane, że się deptało po kole które czerpało wodę. Ziemia Judzka była nawadniana rosą lub deszczem z nieba. To oznacza, że w Egipcie plon był w wyniku wysiłków człowieka. Ludzie wysiłki czyniły ziemie egipską urodzajną. Ale ziemia judzka, była zależna od błogosławieństwa z góry. Egipt jest obrazem świata, gdzie ludzkie wysiłki odnoszą triumf. I w tym to świecie, córka Farona czuła się dobrze. Możemy to zrozumieć. Ona nie miała nic innego. I przyszła tam, chcąc się zabawić. A w tym samym Nilu płakał Mojżesz. Tak jest napisane w 6 wierszu. Jaki kontrast ! Mojżesz płacze, córka Faraona bawi się, kąpie się. Jak my zachowujemy się w świecie ? Idziemy za jego zabawami ? Albo płaczemy. Czy świat jest dla nas pustynią ? Jesteśmy tam obcymi ? Chciałbym zacytować dwóch braci. Brat Darby kiedyś powiedział: kiedy świat zauważy: oni mnie potrzebują, aby być szczęśliwi, to straciliśmy całą silę naszego świadectwa. Kiedy ludzie ze świata widzą, że potrzebujemy ich zabawa aby być szczęśliwi, nasze świadectwo nie mam mocy. Mojżesz płakał. Zacytuje jeszcze brata Kelly. On powiedział: są rzeczy naturalne we świecie, które same w sobie nie są złe. Jednak wszystkie te rzeczy mają jedną wadę. Jaką ? Nie ma w nich Chrystusa. Będzie dobrze, jeśli jak Mojżesz będziemy płakać w tym świecie zamiast czuć się w nim dobrze.

I tak córka Farona zobaczyła Mojżesza, poznała, że to dziecko Hebrajskie, nie wiem dokładnie po czym, być może po obrzezaniu, i potem widzimy siostrę w akcji. To nam pokazuje, że ta dziewczyna była użyteczna w swojej rodzinie. Mówi teraz do córki faraona, że zna kobietę, która może wykarmić Mojżesza. Córka Farona się zgadza, i tak mały Mojżesz wraca z powrotem do swoich rodziców. I w tym czasie kiedy jest w domu, matka karmi swoje dziecko. Po wielu dniach, dziecko urosło i zostało przyprowadzone do córki faraona. O tym czasie chciałbym coś powiedzieć. Jest czas, kiedy nasze dzieci mają już kontakt ze światem, ale jeszcze są w domu. To jest czas szkoły. Do momentu, kiedy jako dorosły opuści domu lub zawrze małżeństwo, jest w domu. W tym okresie, jest dla nas czas wychowania. Ten czas w którym Mojżesz był zw domu, chciałbym powiązać z czasem w którym my możemy wychowywać nasze dzieci. Taki okres kiedyś się skończy, i dzieci opuszczą dom rodziców. Opuszczą także zasadę posłuszeństwa rodzicom. To znaczy, nie będą już dziećmi, którym możemy zakazywać i przykazywać. Możemy im dawać dobre rady, możemy dla nich być ostoją, gdy maja pytania, ale są oni już samodzielni. Być może mają zamiary małżeńskie i w końcu opuszczą matkę i ojca. Ale wcześniej zanim się to stanie, mam czas na wychowanie, które spoczywa na trzech filarach. Pierwszy filar to przykład. Drugi filar to wychowanie w karności i napominaniu Pańskim. Trzeci filar to modlitwa. Świadomie podałem przykład jako pierwszy filar. I chciałbym właśnie z życia Mojżesza pokazać, jaki wpływ miał przykład rodziców. O tym czytamy w 11 rozdziale Hebrajczyków, gdzie w 23 wierszu jest napisane, że rodzice Mojżesz na bali się rozkazu królewskiego. A kilka wiersz dalej czytamy, że także on, Mojżesz, nie bał się gniewu królewskiego. Dokładnie tak jak jego rodzice. Czy to nie jest piękne ? Chciałbym wymienić drugi przykład. Z Przypowieści Salomona 31. Tam jest mowa o Lemuelu, który wypowiadał słowa, których nauczyła go jego matka. W pierwszym wierszu, Lemuel, który był królem, który wspomina słowa swojej matki. Czy nie dodaje to matkom siły ? Następnie jest powiedzeniane w 4 wierszu, aby się wystrzegał wina i mocnego trunku. To jest przykład. Wiem, że jest niebezpiecznie dawać praktyczne przykłady, dlatego że można pominą wiele innych rzeczy, jednak dwa lub trzy wymienię. Dla ojców i matek . Dla nas jako mężów, gdy jesteśmy dla naszych żon despotyczni, przywódczy, jesteśmy dyktatorami, jak paszowie bezwzględni władcy, a nasi synowie widzą to, tydzień za tygodniem, to możemy być pewni że tak będzie i w ich małżeństwach. Jeśli w ojcu widać tylko gonitwę za pieniędzmi, to czyż nie wychowujemy nasze dzieci w duchu materializmu ? Miłe matki. Gdy wasze córki widzą że stale sprzeciwiacie się ojcu, że nie zajmujecie swojego stanowiska uległości względem męża, że przeprowadzacie swoją wolę jako szyja, która chce kręcić głową. Chcecie żeby głowa mówiła jak wy chcecie, co po pierwsze jest biologicznie niemożliwe, bo szyja nie ruszy się ani o milimetr, jeśli nie otrzyma rozkazu od głowy, a po drugi jest to przeciw Bożemu Słowu. Jeśli taki jest wasz przykład, to czy wasze córki będą inne ? Jest wiele innych przykładów. Jeśli nagminnie zaniedbujemy spotkania zgromadzenia, i mówimy dzieciom, żeby tak nie robiły, to byłoby lepiej gdybyśmy milczeli. Przykład. Musimy się wstydzić, że nasz przykład jest tak słaby. Ale sławimy łaskę, która pomimo to właściwie prowadzi nasz dzieci.

Drugim filarem jest karność i napominanie. Karność to naprawa, korygowanie. Napominanie, jest ostrzeżeniem, napomnieniem przed popełnieniem błędu. Karność może się odbywać ustnie, i niekiedy karcenie ustne przynosi lepszy efekt, niż cielesna kara. Doświadczyłem, że wspólna modlitwa z dzieckiem wywołuje głębsze wrażenie, niż pośpieszne cielesne karcenie. Chociaż karcenie cielesne, ma podstawę w Bożym Słowie. I tu musimy być dziś bardzo ostrożni. Nasz rząd w Niemczech zabrania karać dzieci. Nie chcemy przecież z naszymi dziećmi odchodzić się źle, ale niekiedy gdy uważamy, że jest to właściwe i konieczne, karćmy je fizycznie.

Napominanie jest zwracaniem uwagi na coś zanim coś się stanie. Mamy przykład Boga naszego Ojca, w takim postępowaniu. Tak postępuje z nami nasz Ojciec w niebie. Postępowaliśmy tak z naszymi dziećmi ? Zabezpieczyliśmy je przed niebezpieczeństwami, które im groziły ? Alkohol, narkotyki, niemoralność w świecie, zajmowanie się niewłaściwymi duchowymi prądami w obecnych czasach ? Mieliśmy czas dla nich ? Miła matko, czy jesteś w domu kiedy twoja córka przychodzi ze szkoły ? Kiedy w wieku szesnastu lat, chce rozmawiać z tobą o swoich problemach ? Albo jesteś poza domem ? Czy my ojcowie mamy czas dla swych synów ? Dla swych dzieci ? Kiedy dziecko przychodzi i mówi: tato dzisiaj w szkole to mieliśmy... mówimy: zostaw mnie w spokoju, nie mam czasu, ja mam dość swoich problemów. Zrobimy tak dwa, trzy razy i dziecko już więcej nie przyjdzie. Będzie szukać mądrości na ulicy. Mamy czas dla naszych dzieci ? Takie wychowanie odbywa się w dwóch zakresach: w duchowym życiu i naturalnym życiu. W duchowym życiu, możemy od dzieci za dużo albo za mało wymagać. Nie można wymagać od 12 letniego syna, aby czytał z uwagą brata Darbiego. Jest dobrze, kiedy kupimy mu literaturę dostosowaną do jego wieku. Musimy wyjaśniać mu wszystko stosownie do jego wieku. Nie myślcie, że ja zawsze robiłem to dobrze. Uczyniłem tysiące błędów. Chciejmy nawzajem sobie pomagać. Chciejmy nasze dzieci prowadzić do celu. Abraham położył drzewo na Izaku. On go obciążył. Ale ogień i miecz był w jego ręku. On nie przeciążył Izaaka. Znam rodziców, którzy mówili synom, którzy byli na wojnie, musisz w każdy wieczór, przed swoimi kolegami, klękać i się modlić. Czy tak robił jego ojciec ? Nie wiem. Nie chciejmy nasze dzieci przeciążać.

I jeszcze mówiliśmy o naturalnym wychowaniu. Nie możemy od rana do wieczora śpiewać pieśni. Nasze dzieci potrzebując też pouczeń zgodnych z naturą . Nie jest żadnym błędem, jeśli będziesz grał z dzieckiem. Jeśli zagrasz z dzieckiem w piłkę nożną to nie jest to złe. One potrzebując także zmiany. Kiedy nie będziemy mieli czasu dla dzieci w tym zakresie, to będą się zabawiać w swoim wolnym czasie inaczej, z kim innym. Zajmujemy się również tym co robią na swoim komputerze czy laptopie ? Zwracamy uwagę w co grają ? Dzieci mogą cię zaprosić do gry, tato zagrasz ze mną ? Nie ja nie. Ja nie umiem. Są gry, gdzie jest propagowana walka, abo coś podobnego. Ciąży na nas olbrzymia odpowiedzialność.

Trzecim filarem jest modlitwa. Jest to bardzo niebezpieczne, gdy pomyślimy, że modlitwą nadrobimy to, co zaniedbujemy przy dwóch pierwszych filarach, przykład i wychowanie. To się nie uda. Oczywiście, chciejmy się modlić, ale nie zapominajmy o dwóch pozostałych filarach.

Na koniec chciałbym powiedzieć coś pocieszającego. W stosunku do wychowania naszych dzieci mamy 100 % odpowiedzialność. Z tego nie możemy nic odjąć. Ale jest też 100% łaski. Gdyby Pan prowadził nasze dzieci, według jakości naszego wychowani, gdzie one by były ? My chronimy, uciekamy się do łaski. W Izraelu byli bogobojni królowie, którzy mieli tych najgorszych bezbożnych synów. W Izraelu byli bezbożni królowie, którzy mieli dzieci które były wiernymi mężami Bożymi. Ja bardzo się ciesze z ostatniego wiersza w Biblii. Łaska Pana Jezusa niech będzie z wszystkimi świętymi. Wierze, że nie ma żadnej dziedziny naszego praktycznego chrześcijańskiego życia, w której potrzebowalibyśmy więcej łaski, jak w wychowaniu naszych dzieci. My którzy mamy już dorosłe dzieci, nie możemy już wrócić wielu rzeczy. Możemy z pokorą przeprosić je za niektóre rzeczy, to jest jeszcze możliwe. Ale chciejmy się modlić, dalej modlić. Drodzy rodzice, miłość wszystkiemu wierzy, we wszystko, co leży w zakresie Bożej mocy. Także względem naszych dzieci.

KH Weber Pardubice 24-10-2009

43 Duch Święty

Dzisiejsze czasy często nazywane są czasem Ducha Świętego. Dlaczego? Ponieważ Duch święty działa przez wszystkich, którzy uwierzyli w Syna Bożego Pana Jezusa Chrystusa jak również działa aby przekonać do nawrócenia ludzi niewierzących w Niego. To dwa główne kierunki działania Ducha dzisiaj i dlatego możemy dzisiejszy okres albo eon nazywać czasem łaski lub czasem Ducha Świętego. Jak już kiedyś mówiłem bardzo mało mówimy o Duchu Bożym. Dzisiejsze ruchy charyzmatyczne doprowadziły do tego, że z jednej strony oglądamy przesadne zainteresowanie dziełami Ducha a z drugiej strony ogólny brak zainteresowania Jego osobą. Chciejmy, więc z pomocą Pana zobaczyć, co ON sam niejako mówi o sobie w Słowie, które sam natchnął.

Duch święty jest trzecią boską osobą wiekuistnego Boga. Współrówną, współwieczną i współistniejąca wraz z Ojcem i Synem.

Jest Osobą

Ma cechy właściwe dla osoby

  • Uczucia                  Ef 4,30
  • Wola                       1 Kor 12,11
  • Kierownictwo         Dz 16,6-11
  • Emocje                    Rz 8,26

Jest traktowany, jako osoba

Należy być Mu posłusznym                (Dz 10,19-21).

Można usiłować Go okłamać  (Dz 5,3).

Można się Mu sprzeciwić     (Dz 7,51).

Można Go zasmucić             (Ef 4,30).

Można przeciwko Niemu bluźnić (Mt 12,31).

Można Go znieważyć            (Hbr 10,29).

Gramatyka

Autorzy Nowego Testamentu, wielokrotnie używają w odniesieniu do słowa duch — które w grece jest rzeczownikiem rodzaju nijakiego — zaimka rodzaju męskiego. Najwyraźniejszym tego przykładem jest J 16,13-14, gdzie dwukrotnie w odniesieniu do Ducha występuje zaimek wskazujący rodzaju męskiego. Inne fragmenty nie są tak jasne, gdyż zaimek rodzaju męskiego może być odniesiony do słowa Parakletos (które posiada rodzaj męski: 15,26; 16,7-8) lub do słowa rękojmia (który również posiada w grece rodzaj męski: Ef 1,14-15). Jednakże, wyraźne odejście od normalnej reguły gramatycznej w J 16, 13-14, przemawia na rzecz istnienia Ducha Świętego jako prawdziwej osoby.

Każda z powyższych grup dowodów tekstowych prowadzi do wniosku, że Duch Święty, choć jest istotą duchową, jest też realną Osobą, tak samo jak Ojciec, Syn Boży, czy każdy z nas.

Jest Bogiem

Imiona

W Piśmie Świętym znajdujemy wiele imion Ducha Świętego. Wskazują one na różne aspekty charakteru, funkcji i Jego służby. Większość imion odnosi się do jakiejś szczególnej pracy lub działania, które Duch pragnie wykonać w sercach i życiu ludu Bożego.

Imiona boskie – ta grupa imion przedstawia boskość Ducha Świętego i ukazuje Jego odrębność jak i powiązanie z Ojcem i Synem.

Duch Boży; Duch Pański; Duch żyjącego Boga; Duch Ojca; Boży Duch Święty; Duch, który jest z Boga; Duch Chrystusa.

Imiona odnoszące się do Jego przymiotów i służby – do grupy tej należą imiona szczegółowo przedstawiające osobowość i działalność Ducha Świętego.

Duch – mądrości, miłości, prawdy, synostwa, wiary, łaski, mocy, chwały, rady, sądu, uświęcenia.

Boskie atrybuty

Jak już zauważyliśmy, Duch Święty posiada atrybuty przekonujące, że jest On prawdziwą Osobą. Jednakże posiada On też atrybuty, które posiada jedynie Bóg, zatem wskazują One na Jego Boskość. Atrybutami tymi są wszechwiedza (Iz 40,13; 1 Kor 2,12), wszechobecność (Ps 139,7) i wszech­moc — wnioskowana na podstawie Jego udziału w stworzeniu (Job 33,4; Ps 104,30).

Duch Święty jest również prawdą, miłością, dawcą życia, choć rzeczy te w relatywny sposób również mogą odnosić się do człowieka.

Duch Święty jest autorem dzieł, których spełnienie możliwe jest jedynie dla Boga.

  • Duch był sprawcą narodzin z dziewicy (Łk 1,35).
  • Duch był autorem natchnienia Pisma Świętego (2 Ptr 1,21).
  • Duch był zaangażowany w stworzenie świata: 1 Mjż 1,2.

Związek Ducha Świętego z Ojcem i Synem, jako dowód Jego Boskości

1.    Duch Jahwe. Nowy Testament utożsamia Ducha Jahwe ze Starego Testamentu z Duchem Świętym szczególnie wtedy, kiedy cytuje fragmenty wypowiedziane przez Boga w Starym Testamencie i przypisuje je Duchowi (Dz 28,25 i Iz 6,1-13; Hbr 10,15-17 i Jr 31,31-34). Jest to mocny dowód na to, że autorzy Nowego Testamentu uważali Ducha Świętego za Boga.

2.    Duch Boży. Bluźnierstwo i okłamywanie Ducha jest traktowane jako grzech przeciwko samemu Bogu (Mt 12,31-32; Dz 5,3-4).

3. Równość. Duch powiązany jest z Ojcem i Synem na zasadach równości (Mt 28,19; 2 Kor 13,13). We wskazanym fragmencie Ewangelii Mateusza, użycie liczby pojedynczej słowa imię wzmacnia ten dowód.

Duch Święty jest Osobą i jest Bogiem.

Symbole Duch Świętego

Woda

Jan 7:38-39  Symbol ten mówi o strumieniu dającym życie, który odświeża i przynosi zadowolenie. Oznacza także obmywanie, oczyszczenie i owocowanie.

Ogień

Mat.  3:11;  Dz.Ap.  2:3  Symbolizuje świętość Boga, który zesłał Ducha by wypalał, oczyszczał i ożywiał zapał.

Wiatr lub tchnienie

Dz.Ap. 2:2; Jan 3: 8; Symbolizują one dające życie tchnienie odradzającej mocy Boga. Podkreślają fakt, że Duch Święty jest niewidzialny, jako osoba, lecz widzialne są Jego działania.

Oliwa

(Łuk. 4:18; Dz.Ap. 10:38; I Jan 2:20 i 27; Psalm 23:5) Wiąże się ona z namaszczeniem proroków, kapłanów i królów do służby. Wskazuje na poświęcenie i ponadnaturalne uzdolnienie namaszczającej łaski Ducha. Kojący i uzdrawiający balsam Jego obecności, który daje Kościołowi namaszczenie do ich kapłańskich obowiązków.

Gołębica

(Mat. 3:16; Łuk. 3:22) Ukazuje ona czystość, piękno, łagodność i pokój – naturę i charakter Ducha Świętego.

Pieczęć

(Ef. 1:13; 4:30; II Kor. 1:22; II Tym. 2:19) Jest to znak własności, autentyczności i zabezpieczenia. Podkreśla działanie Ducha potwierdzające nam, że jesteśmy własnością Boga, Jego władzę nad nami i nasze bezpieczeństwo w Nim

Działanie Ducha w ST

Stary Testament zawiera około 100 miejsc mówiących o Duchu Boga. Stanowi to dobitny dowód Jego działania w tamtej epoce. Na podstawie Nowego Testamentu wiemy, że Tym, który działał w czasach Starego Testamentu, był Duch Święty (Dz 7,51; 2 Ptr 1,21).

W stworzeniu

O różnych aspektach działania Ducha w czasie stworzenia mówi siedem wierszy Pisma Świętego: 1 Mjż 1,2; Job 26,13(7); 27,3; 33,4; Ps 33,6; 104,30; Iz 40,13.

  • Duch Święty był zaangażowany w ogólne planowanie wszechświata, (Iz 40,12-14).
  • Brał On udział w tworzeniu gwiazd i nieba (Ps 33,6).
  • Duch Boży uczestniczył w tworzeniu ziemi (1 Mjż 1,2). Zwrot poruszał się — występujący jeszcze w 5 Mjż 32,11 (przełożony przez: unosi się albo: rozpościerać) i Jr 23,9 (przełożony na: drżeć) oznacza, że Duch — powodowany troską — unosił się nad nieukształtowaną i niezamieszkałą jeszcze ziemią.
  • Duch był aktywny przy tworzeniu zwierząt (Ps 104,30) i człowieka (Job 27,3; 33,4). Tak więc zakres Jego aktywności obejmował wszystkie pod­stawowe aspekty stworzenia.

W życiu ludzi

Dzieło Ducha Świętego w życiu ludzkim w epoce Starego Testamentu róż­niło się od jego dzieła w życiu ludzkim po dniu Pięćdziesiątnicy. Pan Jezus bardzo wyraźnie zapowiedział, że posługa Ducha Świętego po Pięćdziesiąt­nicy będzie odmienna. Zwróćmy uwagę, jak często Pan Jezus mówił o przyjściu Ducha (który już był obecny) w czasie swej rozmowy z uczniami w Wieczerniku (J 15,26; 16,7-8,13). Dowodzi to zarówno tego, że Duch już wówczas działał, jak i tego, że po Pięćdziesiątnicy Jego posługa miała nabrać innego charakteru. Pan Jezus wyraził ten kontrast w słowach: Duch „przebywa (czas teraźniejszy) wśród (gr. para) was i w (gr. en) was będzie (czas przyszły)'' (J 14,17). Choć istnieje możliwość czytania drugiej części zdania w czasie teraźniejszym, tj. „jest w was", większość komentatorów skłania się ku interpretacji w czasie przyszłym. Kreśli to oczywisty kontrast pomiędzy posługą Ducha w czasie, gdy Jezus wypowiadał te słowa, a Jego przyszłą służbą po Pięćdziesiątnicy,

Służbą Ducha w ludziach Starego Testamentu zdają się wyjaśniać trzy stwierdzenia.

1. Duch był obecny w niektórych ludziach. Faraon rozpoznał, że Duch Boży był w Józefie (1 Mjż 41,38). Najprawdopodobniej faraon nie rozumiał, że był to Duch Święty, jednakże późniejsze objawienia wydają się to wyjaśniać. Duch był w Jozuem, co wyjaśnia, dlaczego Bóg go wybrał (4 Mjż 27,18). Duch był w Danielu Dn 4,5;  We wszystkich tych przypadkach użyty jest przyimek bet, czyli w.

2. Duch zstępował na niektórych ludzi. Dla wyrażenia tej myśli skorzystano z przyimka al. Wielu ludzi doświadczyło Ducha Świętego w tym właśnie sensie 4 Mjż 24,2; Sdz 3,10; Obejmuje to sędziów, Saula oraz proroków Bileama i Azariasza.

3. Duch wypełnił Besalela (2 Mjż 31,3; 35,31). W tym kontekście wyrażenie oznacza szczególne uzdolnienie Besalela do wykonania i nadzorowania prac związanych z budową Namiotu Zgromadzenia.

Zakres działania w ST

Ograniczony do określonych ludzi

Gdy Bóg wybrał Izraela, jako swój lud, dzieło Ducha Świętego skupiało się przede wszystkim, — jeśli nie wyłącznie— na tym ludzie. Izrael, jako lud był oczywiście mieszaniną wierzących i niewierzących. Lecz Duch Święty posługiwał narodowi jako całości poprzez swoją obecność i poprzez kierowanie ludźmi (Neh 9,20; Iz 63,10- 11.14). Tak w ogólności można by opisać więź Ducha Świętego z narodem, w obrębie, którego niektórzy pozostawali z Nim w bliższym związku (zob.powyżej oraz 4 Mjż 11,29).

Nie mamy jasnego obrazu posługi Ducha Świętego poza obrębem Izraela. 1 Mjż 6,3 może być wyjątkiem, jeśli wiersz ten oznacza, że to Duch osądził nieprawość ludzkości za dni Noego. Jednakże wiersz ten może być również ostrzeżeniem, że duch ludzki, którego Bóg wszczepił w istotę człowieka, nie będzie w nim na zawsze, lecz że człowiek zostanie zmieciony przez potop. Z pewnością nie znajdujemy żadnej wskazówki, która sugerowałaby, że Duch Święty przekonywał świat o grzechu w epoce Starego Testamentu (jak to ma miejsce teraz; J 16,8) i żaden naród nie cieszył się taką obecnością Ducha pośród siebie jak Izrael. W oparciu o świadectwa pisane możemy powiedzieć, że posługa Ducha Świętego koncentrowała się przede wszystkim na Izraelu i na jednostkach spośród tego narodu.

Ograniczony, co do rodzajów posługi

Jak wspomnieliśmy powyżej, do Pięćdziesiątnicy nie znajdujemy wzmianek o tym, aby Duch Święty przekonywał, zamieszkiwał, wyposażał (J 7,37-39), pieczętował, jak również chrzcił ludzi tak powszechnie jak po wydarzeniu Zielonych Świąt (zauważmy, że w Dz 1,5 szeroki zakres działania Ducha należy ciągle do przyszłości). Stary Testament nie mówi o narodzinach z Ducha Świętego, chociaż niektórzy przypuszczają, że Duch odradzał ludzi również w tamtej epoce, o czym świadczyć mogą wewnętrzne zmagania wierzących wynikające z obecności w nich jednocześnie starej i nowej natury.

Ograniczony, co do czasu.

Duch był mocą Samsona, lecz później Pan go opuścił (Sdz 13,25; 16,20). Duch zstąpił na Saula, lecz później go opuścił (1 Sm 10,10; 16,14). Na podstawie powyższych przykładów możemy wnioskować, że w Starym Testamencie nic nie gwarantowało stałej obecności Ducha.

Można — moim zdaniem — dostrzec w Starym Testamencie pewną analogię pomiędzy służbą Ducha a łaską. Zarówno Duch, jak i łaska dadzą się zauważyć w tamtym okresie czasu. Lecz jak Duch, który działał w Starym Testamencie miał przyjść po Pięćdziesiątnicy, tak przejawy łaski w Starym Testamencie były tylko mglistym odbiciem łaski, która zalała świat dzięki przyjściu Chrystusa (J 1,.17; Tt 2,11).

Działanie Ducha w NT

Dwa zakresy: w nienawróconych J 16,8-11 i w nawróconych J 16,13

Mieszkanie Ducha Świętego w człowieku Rzym 8,9-11

Świątynia Ducha 1 Kor 6,19

Pieczęć Ducha Świętego 2 Kor 1,22

Pieczęć Ducha Świętego ma spoczywać na nas do dnia odkupienia (Ef 4,30). Dotyczy to tego dnia w przyszłości, kiedy dopełni się nasze odkupienie, z odkupieniem ciała włącznie (Rz 8,23). Tak więc pieczęć Ducha jest gwarancją całkowitego wypełnienia się Bożych obietnic względem nas. W drodze do nieba nikt z wierzących nie utraci swojej pieczęci. Koncepcja zapieczętowania obejmuje również takie idee, jak przynależność, władanie, odpowiedzialność, a przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Pieczęć daje nam pewność spełnienia się Bożych obietnic, szczególnie zaś tej, która dotyczy naszego zbawienia. Możemy być pewni, że (a) należymy do Niego, (b) mamy zapewnione zbawienie dokonane przez Ducha i w Du­chu, (c) Bóg ma zamiar strzec nas aż do dnia naszego zupełnego odkupienia.

Dobrą ilustracją tego przedmiotu jest list polecony. List taki musi być nie tylko starannie opakowany przez nadawcę, również poczta traktuje go z większą uwagą szczególnie troszcząc się o to, aby zawartość w stanie nienaruszonym dotarła do adresata. — I tylko dwie osoby mają prawo do zerwania pieczęci: adresat i nadawca (jeśli przesyłka zostałaby mu zwróco­na). W przypadku wierzących, Bóg jest Adresatem, Bóg jest Nadawcą i Bóg jest Tym, który pieczętuje. Zatem jedynie Bóg może zerwać pieczęcie. On zaś nie uczyni tego przed dniem odkupienia.

Zarówno 2 Kor 1,22, jak i Ef 1,13-14 łączą z pieczęcią myśl o rękojmi. Połączenie to jest zupełnie logiczne. Pieczęć, bowiem gwarantuje otrzymanie wszystkiego, co stanowi przedmiot obietnic Bożych. Na niektóre rzeczy musimy poczekać aż odkupienie osiągnie swoją pełnię. Obecność Ducha w naszym życiu służy, jako zadatek, jako rękojmia tego, że reszta spełni się na pewno. Podobnie jest w stosunkach międzyludzkich. Kiedy kupujący uiścił zadatek, a sprzedający go przyjął, to zarówno jeden, jak i drugi są zdecydowani dokończyć transakcje. Duch Święty jest Bożym zadatkiem. Upewnia nas on, że Bóg nie wycofa się z żadnej ze złożonych obietnic.

Nadzieja na pełnię odkupienia i na doskonałość, powinna motywować nas do czystości życia już teraz. Więź z Duchem Świętym, którego zasmucają nasze grzechy, powinna nas zachęcać do życia zgodnego z wolą Boga.

Które grzechy zasmucają Ducha? Wszystkie. Jednak w bezpośrednim kontekście wiersza z Ef 4,30, na pierwszym miejscu znajdują się grzechy języka. To, co wypływa z naszych ust, wskazuje oczywiście na to, co jest w naszych sercach. Świadomość tego, że jesteśmy zapieczętowani w Duchu, powinna strzec naszych warg.

Działanie Ducha w życiu Pana Jezusa Chrystusa

Narodziny

Za sprawą Ducha Świętego nasz Pan począł się w łonie dziewicy Marii. Owocem tego było Jego wcielenie (Łk 1,35).

Napełnienie

Chrystus był napełniony Duchem (Łk 4,1). Użyte tutaj greckie słowo wskazuje, że było to cechą charakterystyczną Jego życia (jak w Dz 6,3.5). Nie była to chwilowa sprawa, ale relacja trwająca przez całe Jego życie.

Namaszczenie

Chrystus był namaszczony Duchem (Łk 4,18; Dz 4,27; 10,38; Hbr 1,9). Wskazywało to na Niego jako na Mesjasza (Namaszczonego) i dawało Mu moc do Jego służby prorockiej.

Wyposażenie

Chrystus był wyposażany przez Ducha przez całe swoje życie. Przepowie­dział to Izajasz (Iz 42,1-4; 61,1-2) a wypełnił Jezus z Nazaretu poprzez zwiastowanie (Łk 4,18) i czynienie cudów (Mt 12,28).

Do czasów Reformacji uwaga kościoła skupiała się na Osobie Ducha Świętego. W czasie Reformacji zwrócono uwagę również na Jego dzieło. Jeśli chodzi o Osobę Ducha i jej związek z pozostałymi Osobami Trójcy, Wszystkie reformacyjne wyznania stoją na gruncie tego, co określiliśmy, jako pogląd prawowierny, albo ortodoksyjny. Jeśli chodzi o dzieło Ducha Święte­go, nacisk ponownie spoczął na konieczności Jego działania w odrodzeniu człowieka — wrócono, bowiem do augustyńskiego przekonania o całkowitej deprawacji człowieka.

Inną ważną zasługą reformatorów był ich nacisk na potrzebę oświecenia przez Ducha. Kościół rzymski nauczał, że tylko kapłani mogą interpretować Słowo Boże, natomiast reformatorzy wypowiadali się otwarcie za studiowa­niem Biblii stwierdzając, że każdy wierzący może poznać jej prawdy pouczony przez Ducha Świętego.

Powstałe na gruncie Reformacji artykuły i wyznania wiary są we wszyst­kich przypadkach ortodoksyjnie. Konfesja Augsburska, Artykuły Kościoła Anglikańskiego, Formuła Zgody, Wyznanie Szwajcarskie i Wyznanie West-minsterskie potwierdzają boskość Ducha idąc za przykładem Soboru w Chalcedonie. Włączają one w swoje stwierdzenia klauzulę „filioąue" jak również akcenty, które doszły do głosu dzięki Reformacji. Można by nawet powiedzieć, że doktryna o Duchu Świętym dopiero w czasie Reformacji doczekała się swego rozwinięcia.

Tytułem podsumowania powiedzmy, że w dziejach Kościoła doszło do sformułowania twierdzenia, które z czasem przyjęte zostało, jako orto­doksyjny dogmat o Duchu Świętym. Uczmy się, że dogmat, pewnik, oparty na Biblii, ma znaczenie nie tylko dla wiary, ale także dla życia. I być może w żadnej innej prawdzie związek prawdy i życia nie jest tak ważny i bliski, jak właśnie w prawdzie o Duchu Świętym, bo przecież to On ma nas wprowadzić we wszelką prawdę i przez niego mamy uwielbiać Syna Bożego Pana Jezusa Chrystusa.

Dary Duch świętego

Apostolstwo (1 Kor 12,28; Ef 4,11)

W sensie ogólnym słowo apostoł oznacza kogoś, kto jest posłany (jak w przypadku Epafrodyta w Flp 2,25). Jednakże w sensie ścisłym apostol­stwo dotyczy Dwunastu uczniów Pana Jezusa i prawdopodobnie kilku innych osób, jak Paweł czy Barnaba (Dz 14,14). Dar ten miał zapewnić położenie fundamentu Kościoła i był potwierdzany szczególnymi znakami (2 Kor 12,12; Ef 2,20). Nie jest to dar, którego Bóg udziela obecnie.

Proroctwo (Rz 12,6; 1 Kor 12,10; 14,1-40; Ef 4,11)

Podobnie jak apostolstwo, proroctwo również ma znaczenie ogólne i ścisłe. W sensie ogólnym odnosi się ono do głoszenia, a zatem i zwiastowania. W sensie ścisłym, prorok nie tylko zwiastuje przesłanie Boga, ale również przepowiada przyszłość. Jego słowa — będące czy to zwiastowaniem, czy zapowiedzią — pochodzą ze szczególnego objawienia Bożego.

Dar ten musiał być częsty w czasach Nowego Testamentu, choć tylko kilku proroków zostało wymienionych z imienia (Agabus, Dz 11,27-28; prorocy w zborze w Antiochii, 13,1; cztery córki Filipa, 21,9; prorocy w zborze w Koryncie, 1 Kor 14). Był to również dar przydatny w dobie zakładania kościoła, zbyteczny po tym okresie i po tym, jak pełne Objawie­nie zostało zawarte na kartach Nowego Testamentu.

Dar czynienia cudów (1 Kor 12,28) i uzdrawiania (ww. 9,28,30).

Dar ten jest zdolnością czynienia szczególnych znaków, z uzdrowieniami fizycznymi włącznie. Paweł skorzystał z tego daru w Efezie (Dz 19,11-12); jednakże nie użył go, albo nie potrafił użyć, w przypadku Epafrodyta (Flp 2,27), Tymoteusza (1 Tm 5,23), Trofima (2 Tm 4,20). Dar uzdrawiania można by zaszeregować do ogólniejszej kategorii daru czynienia cudów. Na przykład, sprowadzenie przez Pawła ślepoty na czarnoksiężnika Elymasa (Dz 13,11) było możliwe dzięki posłużeniu się darem czynienia cudów — z pewnością nie było to uzdrowienie. Uważamy, że cudu uzdrowienia Bóg

może dokonać nawet bez posłużenia się człowiekiem posiadającym ten dar Ducha Świętego (podobnie było w przypadku widocznego znaku, który towarzyszył napełnieniu Duchem w Dz 4,31).

Jeśli ktoś mówi, że dary czynienia cudów i uzdrawiania obecnie nie wys­tępują, nie oznacza to wcale, że przeczy on możliwości dokonania się tych cudów z inicjatywy Boga w obecnych czasach. Mówi on po prostu, że dary te obecnie nie funkcjonują, gdyż przestała istnieć potrzeba potwierdzania znakami poselstwa ewangelii.

Nie każdy wierzący musi być uzdrowiony. Dobre zdrowie w nie każdym przypadku jest wolą Bożą. Choć Paweł modlił się gorliwie i wytrwale, i choć sam'posiadał dar uzdrawiania, to jednak jego własne uzdrowienie nie leżało na linii Bożych planów względem niego (2 Kor 12,8-9). Jeśli wolą Bożą byłoby uzdrowienie każdego wierzącego, wówczas wierzący nie mógłby umrzeć — Bóg leczyłby go nawet z choroby prowadzącej do śmierci. Osoby uzdrawiające przyznają się do swoich ograniczonych możliwości, gdy niechętnie zabierają się za zepsute zęby lub za natychmiastowe naprawy złamanych kości.

Odrzucanie ludzkich możliwości tudzież medycznych osiągnięć w dzie­dzinie leczenia oraz spoleganie tylko na modlitwie o cudowne uzdrowienie, przypomina rolnika, który — zamiast obsiać pole na wiosnę — siedzi w fotelu i modli się o obfite żniwa.

Dar języków oraz dar ich wykładania (1 Kor 12,10)

Dar języków to dana przez Boga umiejętność posługiwania się językiem, którego się mówiący nie uczył. Dar wykładania języków to umiejętność tłumaczenia wypowiedzianego w nieznanych językach poselstwa na język rozumiany przez słuchaczy. Nie ulega wątpliwości, że dar języków wystąpił po raz pierwszy w Dziejach Apostolskich, w drugim rozdziale (zwróć uwagę na słowo „języki" w w. 6 i 8). W 1 Liście do Koryntian chodzi najprawdo­podobniej o ten sam dar.

Dar wykładania języków miał dwa cele: oznajmianie Bożej prawdy i potwierdzanie Bożego poselstwa szczególnie w odniesieniu do Żydów (1 Kor 14,5.21-22). Ponieważ Koryntianie nadużywali tego daru, Paweł ustanowił ścisłe zasady jego używania: na spotkaniu wierzących mogło w taki sposób przemawiać dwóch albo trzech, a treść wypowiedzianych słów musiała być przełożona; bez tłumacza nie wolno było mówić językami. Dar prorokowania był zawsze stawiany wyżej niż dar języków. Kobiety zaś miały milczeć (w. 27-34).

Języki nietłumaczone, używane szczególnie w prywatnych modlitwach, są bezowocne (w. 14). Modlący się w ten sposób ani nie rozumie swojej modlitwy ani nie wie, o co się modli. Z tego powodu lepiej modlić się ze

zrozumieniem, czyli posługując się językiem zrozumiałym dla osoby modlą­cej się.

Jedni uważają, że biblijny dar mówienia językami funkcjonuje również obecnie, inni temu przeczą. Nauka zielonoświątkowców stoi na stanowisku, że dar języków jest znakiem koniecznym, potwierdzającym chrzest Duchem Świętym, jest nauką błędną. Ze stwierdzeń Pawła wynika, że wszyscy wierzący w Koryncie byli ochrzczeni Duchem Świętym (12,13), a przecież nie wszyscy mówili językami (w. 30).

Dar ewangelizowania (Ef 4,11)

Umiejętność ta dotyczy szczególnie jasnego zwiastowania poselstwa ewan­gelii. Służba ewangelisty miała charakter wędrowny. Mogła być spra­wowana publicznie lub prywatnie. Choć nie każdy wierzący posiada dar ewangelizowania, to jednak każdy wierzący powinien składać świadectwo o Jezusie.

Dar duszpasterstwa (Ef 4,11)

Jest to zdolność troskliwego i pełnego uwagi prowadzenia ludu Bożego ścieżkami duchowego wzrostu. Wiersz 11 wiąże duszpasterstwo z naucza­niem, a Dz 20,28 z zarządzaniem.

Dar usługiwania (Rz 12,7; 1 Kor 12,28; Ef 4,12)

Jest to umiejętność niesienia pomocy i usługiwania w najszerszym znaczeniu tego słowa.

Dar nauczania (Rz 12,7; 1 Kor 12,28; Ef 4,11)

Jest to umiejętność wyjaśniania ludziom Bożych prawd. Czasem dar ten występuje oddzielnie, czasem w połączeniu z darem duszpasterstwa.

Dar wiary (1 Kor 12,9)

Jest to zdolność ufania Bogu, że zaspokoi On pewne specyficzne potrzeby. Każdy wierzący powinien chodzić w wierze i każdy wierzący posiada pewną dozę wiary, ale nie każdy wierzący posiada dar wiary.

Dar napominania (Rz 12,8)

Dar ten obejmuje umiejętność zachęcania, pocieszania i korygowania.

Dar rozróżniania duchów (1 Kor 12,10)

Była to umiejętność rozróżniania między prawdziwym a fałszywym źródłem nadprzyrodzonego objawienia, kiedy było ono jeszcze przekazywane w formie ustnej, przed zamknięciem kanonu Nowego Testamentu.

Dar miłosierdzia (Rz 12,8)

Podobnie jak dar usługiwania, dar ten wiąże się w sposób szczególny ze zdolnością wspomagania tych, którzy są chorzy albo uciśnieni.

Dar obdarowywania (Rz 12,8)

Wydaje się, że jest to umiejętność hojnego obdzielnia innych tym, co się posiada. Dar ten powinien być okazywany w prostocie serca, tj. bez ocze­kiwania rewanżu i bez oczekiwania na korzyść własną.

Dar zarządzania (Rz 12,8; 1 Kor 12,28)

Jest to zdolność zarządzania kościołem.

Dar mądrości i wiedzy (1 Kor 12,28)

Podobnie jak inne dary wczesnego kościoła, była to umiejętność rozumienia Bożych prawd i przekazywania ich ludziom.

Przedstawiona wyżej lista obejmuje osiemnaście oddzielnych darów (choć niektóre zostały ze sobą połączone). Czy to już wszystkie dary? Nigdzie nie ma mowy o istnieniu innych, a zatem wydaje się, że te, które wyszczególniliśmy wyżej wystarczają, jeśli chodzi o budowanie Ciała Chrystusowego

GS



44 Dwunaste urodziny

W dwunaste urodziny

„Wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika.”

Jak. 4:14

Pewnego dnia znalazłem się w zalesionym miejscu Afryki. W wiosce usłyszałem, że jeden z chłopców został ukąszony przez jadowitego węża. Ponieważ w pobliżu nie było żadnego lekarza, rodzina szukała kogoś, kto mógłby zawieść chorego do lekarza z najbliższego miasteczka. Zaoferowałem swoją pomoc i i ruszyliśmy w drogę z ojcem, który trzymał chłopca na rękach.

Tego dnia chłopiec obudził się i cieszył pięknym dniem. Chciał pójść do dżungli, aby sprawdzić założone potrzaski, a później spędzić dzień z kolegami. W pobliżu obchodzono jakieś święto, gdzie miał pójść razem z nimi. Kiedy podszedł się do jednej z zastawionych pułapek został zaatakowany przez węża i ugryziony dwa razy. Już po kilku godzinach szaleńczej jazdy samochodem, jad zaczął działać w jego organizmie. Początkowo zaczął pojękiwać z bólu, lecz w miarę zbliżania się do celu stawał się coraz cichszy. A kiedy osiągaliśmy brzeg miasta – byliśmy kilka minut od celu – chłopiec umarł na kolanach swego ojca. Akurat skończył 12 lat.

Jest to tragiczna, ale prawdziwa historia, która może nam posłużyć, jako ostrzeżenie. Nie wiemy, kiedy zakończy się nasze życie. Wielu z nas myśli, że będzie żyło jeszcze dziesiątki lat. Lecz nie mamy na to żadnej gwarancji. Ten chłopiec oczekiwał radosnego dnia swoich urodzin i nie liczył się ze śmiercią – a jednak jego życie zakończyło się po kilku godzinach od momentu, gdy się obudził.

Czy jesteś gotowy na śmierć? Czy Twoje życie jest uporządkowane, tak, że nie będziesz musiał się bać gdybyś dzisiaj stanął przed obliczem Boga? Dzieło Pana Jezusa na krzyżu Golgoty zostało wykonane także dla Ciebie. Przyjmij je we wierze dla siebie.

„Oto teraz czas łaski, Oto teraz dzień zbawienia.” 2 Kor. 6,2

 

45 Dzień Pański

Określenie „Dzień Pański” znajdujemy zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie. Nie oznacza ono dnia, który ma 24 godziny, lecz pewien okres czasu. Wyrażenie to występuje często w 2 Liście do Tesalonicznan. Chcielibyśmy na podstawie paru pytań wyjaśnić znaczenie tego pojęcia.

 

● Kiedy rozpocznie się Dzień Pański? Rozpocznie się on w momencie ponownego przyjścia Pana Jezusa na ziemię. Pan ukaże się jednak wtedy w mocy i chwale. Jego objawienie porównane jest do wschodu słońca.  „A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach. Wyjdziecie [swobodnie] i będziecie podskakiwać jak tuczone cielęta. I podepczecie grzeszników, gdyż oni obrócą się w popiół pod stopami nóg waszych w dniu, w którym Ja będę działał - mówi Pan Zastępów (Mal. 3,20.21).

● Jak długo potrwa ten dzień? Apostoł Piotr w 2 swoim liście pisze, że koniec tego dnia nastąpi wraz z zakończeniem się Tysiącletniego Królestwa, co związane jest z końcem istnienia tej ziemi.„Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański, w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią, a ziemia i dzieła na niej zostaną znalezione (3,10).

● Co będzie cechę charakteryzująca ten dzień? W tym czasie na ziemi będzie obecny Pan Jezus i będzie On uznany jako PAN. Każda rebelia względem niego zostanie natychmiast osądzona przez Boga. „Nie będzie już tam niemowlęcia, które by żyło tylko kilka dni, ani starca, który by nie dożył swojego wieku, gdyż za młodzieńca będzie uchodził, kto umrze jako stuletni, a kto grzeszy, dopiero mając sto lat będzie dotknięty klątwą (Izaj. 65,20).

● Co będzie oznaczał ten dzień dla Chrystusa? Będzie to dzień okazania Jego mocy i początku panowania na ziemi. Będzie On przez ludzi uwielbiony i uczczony. „Gdy przyjdzie w owym dniu, aby być uwielbionym wśród świętych swoich i podziwianym przez wszystkich, którzy uwierzyli, bo świadectwu naszemu uwierzyliście (2. Tes. 1,10).

● Co będzie oznaczał ten dzień dla niewierzących? Dzień ten będzie dla nich nieoczekiwany i niepożądany. „Sami bowiem dokładnie wiecie, iż dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy” (1. Tes. 5,2), gdyż przyniesie on z sobą straszne sądy nad wszystkimi bezbożnikami. „Oto nadchodzi dzień Pana, okrutny, pełen srogości i płonącego gniewu, aby obrócić ziemię w pustynię, a grzeszników z niej wytępić (Izaj. 13,9).

● Co będzie oznaczał ten dzień dla wierzących? Dla nich będzie to dzień odpocznienia, zapłaty i współrządzenia z Chrystusem „Rzekł mu Pan jego: Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego” (Mat. 25,21).

46 Dzień zmarłych

„A gdy w płomieniu cierpiał męki…” Ewangelia Łukasza 16,19-31

 

fot. http://my.opera.com/eandre/

"A był pewien człowiek bogaty, który się przyodziewał w szkarłatne szaty i kosztowne tkaniny i co dzień wystawnie ucztował. Był też pewien żebrak, imieniem Łazarz, który leżał u jego wrót owrzodziały, i pragnął nasycić się odpadkami ze stołu bogacza, a tymczasem psy przychodziły i lizały jego rany. I stało się, że umarł żebrak, i zanieśli go aniołowie na łono Abrahamowe; umarł też bogacz i został pochowany. A gdy w krainie umarłych cierpiał męki i podniósł oczy swoje, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. Wtedy zawołał i rzekł: Ojcze Abrahamie, zmiłuj się nade mną i poślij Łazarza, aby umoczył koniec palca swego w wodzie i ochłodził mi język, bo męki cierpię w tym płomieniu. Abraham zaś rzekł: Synu, pomnij, że dobro swoje otrzymałeś za swego życia, podobnie jak Łazarz zło; teraz on tutaj doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. I poza tym wszystkim między nami a wami rozciąga się wielka przepaść, aby ci, którzy chcą stąd do was przejść, nie mogli, ani też stamtąd do nas nie mogli się przeprawić. I rzekł: Proszę cię więc, ojcze, abyś go posłał do domu ojca mego. Mam bowiem pięciu braci, niechaj złoży świadectwo wobec nich, aby i oni nie przyszli na to miejsce męki. Rzekł mu Abraham: Mają Mojżesza i proroków, niechże ich słuchają. A on rzekł: Nie, ojcze Abrahamie, ale jeśli kto z umarłych pójdzie do nich, upamiętają się. I odrzekł mu: Jeśli Mojżesza i proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierzą."

Chrześcijanie na całym świecie obchodzą różne święta nie wiedząc o tym, że zostały one ustanowione przez ludzi na przestrzeni wieków. Na przykład: w 330 r. - wprowadzono kult czczenia zmarłych "świętych" i ich relikwii. W 593 r. - papież Grzegorz I wprowadził wiarę w czyściec, dla uzdrowienia finansów kurii rzymskiej poprzez sprzedaż odpustów od kar czyśćcowych. W 1000 r. -ustanowiono uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny.

Dzień Zaduszny. Nigdzie w Piśmie Świętym nie czytamy, aby Pan Jezus ustanowił coś takiego. Ludzie modlą się za zmarłych w nadziei, że im pomogą - wyzwolą ich z mąk i kar, na jakie sobie zasłużyli za życia, lub do zmarłych (tzw. świętych) w nadziei, że to ci im pomogą w trudnych życiowych sytuacjach. Czy jedno lub drugie jest właściwe? Absolutnie nie!!! Podstawą takiego  stwierdzenia jest Pismo Święte. Nigdzie nie czytamy o takim święcie, o takich zaleceniach!!!

Niektórzy opierają się na historycznych Księgach Machabejskich, gdzie czytamy o tym, że Machabeusze zebrali składki i modlili się za poległych w walce braci. Czyn ten był jednak całkowicie niezgodny z postanowieniami Zakonu, Prawa danego przez Boga. Izrael był w tym czasie w głębokim odstępstwie i podobnych grzechów dopuścił się o wiele więcej. Bóg w tym czasie nie przemawiał do swojego ludu – milczał z powodu odstępstwa, od czasu proroka Malachiasza. Machabeusze wzniecicili powstanie „bez Boga” kierując się własnymi pomysłami. Dopiero później Bóg przemówił w Panu Jezusie Chrystusie – Zbawicielu Świata.

Bóg dał człowiekowi życie po to, aby mógł on się z Nim pojednać. Jeśli nie uczyni tego w ciągu swego życia na ziemi, jeśli nie przyjmie Pana Jezusa do swojego serca i życia, jeśli się NIE NARODZI NA NOWO I NIE NAWRÓCI SIĘ, TO PÓJDZIE NA WIECZNE POTĘPIENIE i żadne modlitwy, kadzidła, różańce, itp. nic mu nie pomogą. Czy nie lepiej tu i teraz zdecydować o swoim życiu? To takie proste! Uznaj, że jesteś grzesznikiem i zasługujesz na potępienie, wyraź skruchę z powodu swojego grzechu, uwierz, że Pan Jezus umarł za Ciebie i przyjmij Go, jako swojego osobistego Zbawiciela. Tak uczy Biblia! Nie mówi jednak nic o cenie za ludzką duszę, a raczej mówi, że cena za duszę jest zbyt wielka, by mógł ją zapłacić nawet najbogatszy człowiek (Psalm 49,8-9). Tylko Pan Jezus Chrystus może zgładzić twojej grzechy.

Na pewno znasz słowa Biblii mówiące o bogaczu i Łazarzu (patrz wstęp). Między miejscem ich przebywania rozciągała się "wielka przepaść" (Łukasza 16,26) i nie było między nimi żadnego połączenia. Przeczytaj te pouczające słowa. Po śmierci droga każdego z nas, jest zamknięta, skończona. Dlatego pomyśl o śmierci za życia, a będziesz żył po śmierci, szczęśliwy na wieki.

W Biblii nie czytamy w ogóle o czyśćcu. Jest to ludzki wymysł. Kiedy Pan Jezus mówi o sądzie, o konsekwencjach grzechu, zawsze mówi o „dwóch stanach, miejscach.”  O prawicy i lewicy, o zbawieniu lub potępieniu, o piekle lub niebie, o szerokiej i wąskiej drodze, o szerokiej i wąskiej bramie, o domu zbudowanym na piasku lub skale, o dwóch panach, którym można służyć itp. NIGDZIE NIE MA TRZECIEJ ALTERNATYWY! Jest ona wymysłem diabła, który zwodzi człowieka. Grzesznik słysząc takie słowa podświadomie godzi się na czyściec i ma nadzieję, że ktoś go stamtąd wybawi. Nic podobnego! Całkowite kłamstwo! Dlatego zastanów się, uwierz ewangelii, pojednaj się z Bogiem przez Pana Jezusa.

„...jak mówi Duch Święty: DZIŚ, jeśli głos jego usłyszycie, Nie zatwardzajcie serc... (Hebr. 3:7-8)

„Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Jan. 3:16).

Droga zbawienia i wszystkie zasady wiary opisane są w Piśmie Świętym, Słowem Boga do ludzi.

CZYTAJCIE BIBLIĘ SŁOWO BOŻE!

PB

za rlch.pl

47 Energia Przebudzenia

Nastąpi, czy nie nastąpi? Czy te proroctwa są prawdziwe, czy też fałszywe? Czy to naprawdę zapowiedź Boga, czy może tylko wiele szumu o nic? Może to, jak mówią Anglicy, "wishful thinking" czyli nasze pobożne życzenia, albo, co gorsza, jakiś zwodniczy prąd z pogranicza New Age? - Rozmowy wierzących na ten temat przypominają chwilami sprzeczki kibiców sportowych na temat szans wygrania przez ich drużynę kolejnego meczu.

48 Energia życia

A gdy padł na ziemię, usłyszał głos mówiący do niego: Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz? I rzekł: Kto jesteś, Panie? A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz.
Dzieje Apostolskie 9,4-5


Wulkan Mount Hood (3245 m n.p.m.) jest najwyższą górą w stanie Oregon w USA. W grudniu 2009 roku już nie po raz pierwszy pojawił się w nagłówkach amerykańskiej prasy. Tym razem gazety informowały czytelników, że podczas próby osiągnięcia szczytu młody alpinista uległ śmiertelnemu wypadkowi, a dwóch innych zaginęło. Należałoby przy tym wspomnieć, że w ciągu ostatniego dziesięciolecia w tym samym miejscu co najmniej osiemnaście osób straciło życie.
Co skłania ludzi do tego, żeby w zdradzieckich górach narażać swoje życie? Co sprawia, że jak nakręceni wspinają się na ośmiokilometrowe Himalaje, nie szczędząc wysiłku oraz poważnych kosztów związanych z wyposażeniem, i to wszystko tylko po to, aby postać kilka minut na szczycie w ekstremalnie rozrzedzonym powietrzu? Czy poszukują wewnętrznego pokoju? A może pragną sławy? Alpiniści osiągają zadziwiające sukcesy. Jedna z młodych kobiet uprawiająca wspinaczkę w Himalajach opowiadała o trzydziestogodzinnej wyprawie, w której brała udział. Stwierdzała: na granicy ludzkiej wytrzymałości, na pograniczu rzeczy możliwych do wykonania. Godne podziwu. Ale czy na pewno?
Przenieśmy się teraz w zupełnie inną scenerię - inne miejsce, czasy, ludzie. Izrael, Mała Azja, Grecja, Włochy przed dwoma tysiącami lat i Saul z Tarsu, zwany Pawłem, w swojej długoletniej, uciążliwej podróży. On także nie szczędzi trudów, dokłada wszelkich starań i nie unika ryzykownych sytuacji. Kilka razy zostaje aresztowany, chłostany, raz nawet kamienowany. Lecz co gna go tak niestrudzenie naprzód? - Przeżył on w swym życiu spo tkanie z Jezusem Chrystusem, Synem Bożym, który umarł z miłości do grzesznego człowieka! Po swoim zmartwychwstaniu Jezus poszedł do nieba. Każdy, kto w Niego uwierzy, wyzna swoją winę i zapragnie porzucić swoje złe czyny, otrzyma przebaczenie grzechów i życie wieczne. Celem Pawła było właśnie przekazywanie tej radosnej wieści o Panu Jezusie, Zbawicielu grzeszników, jak największej liczbie ludzi. Z tego powodu żadna droga nie była dla niego zbyt długa, zbyt uciążliwa czy nie do przebycia. A TY: w co angażujesz całe swoje siły i energię?

49 Euro 2012

Razem o zwycięstwo – taka motywacja ma przyświecać zmaganiom polskich piłkarzy podczas EURO2012. Hasło umieszczone na wewnętrznej stronie oficjalnych koszulek naszej reprezentacji wskazuje na związek zwycięstwa z jednością drużyny. Nie będzie żadnego zwycięstwa, jeżeli poszczególni zawodnicy będą próbowali sięgać po nie w pojedynkę. Nie będzie zwycięstwa, jeżeli ktoś wyłączy się i przestanie na to zwycięstwo pracować z innymi. 

Tak jest. Należy się zespolić. Połączyć umiejętności i wysiłki. Trzeba być razem!  Razem można zawalczyć o zwycięstwo, nawet jeżeli na tzw. zdrowy rozsądek wydaje się ono mało prawdopodobne. Ważne, by nikt nie musiał wysilać się w osamotnieniu. Trzeba, aby wszyscy zechcieli się o nie wspólnie postarać. Razem o zwycięstwo!
Podoba mi się to hasło. Zawiera w sobie przesłanie ważne również w środowisku wspólnoty chrześcijańskiej. 

Swego czasu, gdy Izraelici byli w trakcie obejmowania Ziemi Obiecanej, część z nich obrała sobie tereny po wschodniej stronie Jordanu. Odechciało się im iść na drugą stronę rzeki. Nie chcieli narażać się na niebezpieczeństwo i dalsze straty. Powiedzieli więc do Mojżesza: Jeśli znaleźliśmy łaskę w oczach twoich, to niech ta ziemia zostanie nadana na własność twoim sługom. Nie każ nam więc przeprawiać się przez Jordan [4Mo 32,5].

Jednak Mojżesz przemawiając w imię Boże, nie wyraził na to zgody: Jakże to! To bracia wasi mają pójść na wojnę, a wy chcecie tu pozostać? Dlaczego odwodzicie serca synów izraelskich od przeprawienia się do ziemi, którą Pan im dał? [4Mo 32,6–7].

Ostatecznie zrozumieli swoją powinność wobec pozostałych Izraelitów. Wtedy oni przystąpili do niego i rzekli: Zbudujemy tutaj tylko zagrody dla naszych stad i miasta dla naszych dzieci, my zaś zbrojnie pociągniemy przed synami izraelskimi, aż zaprowadzimy ich do ich siedzib, dzieci zaś nasze pozostaną w warownych miastach z powodu mieszkańców tej ziemi. Nie powrócimy do naszych domów, dopóki synowie izraelscy nie obejmą każdy swego dziedzictwa. Nie weźmiemy też działu razem z nimi po tamtej stronie Jordanu i dalej, jeżeli otrzymamy nasze dziedzictwo z tej strony Jordanu po stronie wschodniej [4Mo 32,16–19]. Trzeba im było razem z innymi zawalczyć o zdobycie wyznaczonych przez Boga celów, nawet jeśli im samym wydawały się one być niepotrzebne. 

I rzekł do nich Mojżesz: Jeżeli tak postąpicie, jeżeli pociągniecie zbrojnie przed Panem na wojnę i każdy zbrojny z was przekroczy Jordan przed Panem, aż wypędzi On swoich wrogów przed sobą i ziemia ta zostanie podbita w obliczu Pana, i dopiero potem wrócicie, to będziecie niewinni wobec Pana i wobec Izraela, a ta ziemia stanie się waszą posiadłością przed Panem. Lecz jeżeli tak nie postąpicie, wtedy zgrzeszycie przed Panem, a wiedzcie, że kara za wasz grzech was spotka [4Mo 32,20–24].

Rozdźwięk w zborze może zaszkodzić najlepszej nawet sprawie i doprowadzić do jej zaprzepaszczenia. Potrzebna jest nam świadomość współodpowiedzialności przed Bogiem za wypełnienie woli Bożej. Konieczne jest zachowanie jedności i współdziałania, aż tę wolę Bożą wykonamy. A proszę was, bracia, w imieniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa, abyście wszyscy byli jednomyślni i aby nie było między wami rozłamów, lecz abyście byli zespoleni jednością myśli i jednością zdania [1Ko 1,10].

Każdy zbór, każda wspólnota chrześcijańska ma o co walczyć. Gdy jedni chętnie biorą udział w słusznej sprawie, a drudzy się z tym ociągają, wówczas walka niepotrzebnie się przedłuża, a jej cele zaczynają się rozmywać. Gdy nie ma  komu walczyć o zwycięstwo, zbór może rozminąć się z wolą Bożą. Co wtedy z konsekwencjami nieposłuszeństwa Bogu? Kogo spotkają?

Polscy piłkarze mają na swoich strojach poniekąd sekretne hasło: Razem o zwycięstwo! Niech jego przesłanie pobudzi nas do myślenia i zmotywuje do wspólnego, zwycięskiego wysiłku na rzecz Królestwa Bożego!

Autor: Marian Biernacki

50 Eutanazja

Eutanazja:, Co o tym mówi Biblia?

Eutanazja to słowo, które jest obecnie przedmiotem gorącej dyskusji. Śmierć pacjenta, który "dobrowolnie wycofał się"  z życia, zarejestrowana i pokazana w telewizji, jest powszechnie omawianym tematem.

Debata jest ukierunkowana na aktywną i pasywną eutanazje i związanym z powyższym żądaniem pacjenta, odebrania mu życia. Czy jest ono rzeczywiście dobrowolne i ważne? Jest to mocno podkreślane, dlatego, ponieważ musimy wiedzieć, czy cierpienia są już tak "beznadziejne" i "nie do zniesienia", że - najwyraźniej pacjent nie widzi innego wyjścia – tylko śmierć. W Holandii nawet nieletni może sama o tym decydować. Dzisiaj mówi się nie tyle o "biernej eutanazji", tj. przerwanie leczenia dla nieuleczalnie chorych, ale mówi się raczej na temat aktywnej eutanazji, na przykład przez śmiertelny zastrzyk lub innymi metodami. W Niemczech większość ludzi jest za eutanazja,(inaczej zabójstwem na żądanie), choć wielu polityków, lekarzy i "kościoły" takie rozwiązanie (jeszcze?) odrzuca.

Co możemy powiedzieć na ten temat, jako chrześcijanie?

Nasza odpowiedź powinna być jasna: Nie możemy się do tego przyłączyć! Oczywiście nie chodzi o to, że, bierzemy udział w aktualnych kampaniach politycznych, które zwracają się przeciwko aktywnej eutanazji. Możemy jednak spotkać się z takim pytaniem w szkole, w pracy i w innych codziennych rozmowach. Czy mamy na to gotową, biblijną odpowiedź?
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że eutanazja, czyli dosłownie pomoc przy śmierci, jest pozytywnym zjawiskiem. Jest to przecież pomoc, ale jednak, podczas samobójstwa. Pojawiają się tutaj dwie osoby "winne" przed Bogiem. Ktoś, kto przy „pomocy” eutanazji chce umrzeć, popełnia samobójstwo, odbiera sobie życie z wyboru i ktoś, kto praktycznie przeprowadza eutanazje, czyli zabija - świadomie.

A co Biblia mówi o zabijaniu/samobójstwie?

Biblia mówi, zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie bardzo wyraźnie o tych, którzy zabijają celowo, świadomie, rozmyślnie. W Starym Testamencie było to karane śmiercią (np. 2 M 21:12).W Apokalipsie czytamy, że morderca musi ponieść, wieczną śmierć, to jest piekło (Obj. 21:8).
Z Kolosan 1:16 wiemy, że Pan Jezus stworzył wszystko nie tylko tak sobie, ale stworzył to dla Siebie samego. Wszystko, także nasze biologiczne życie, istnieje przez Niego, który jest Zbawicielem wszystkich ludzi (1 Tm 4:10). Jeśli odbieram sobie moje własne życie, wtedy sięgam do praw jednego Stwórcy, który jedynie ma autorytet do dawania i odbierania życia. W Biblii znajdziemy przykłady samobójstwa, ale tylko wtedy, gdy w danej osobie nie było żadnej osobistej wiary w Boga. Na przykład: Abimelech (Sdz 9,54), Saul (1 Sm 31,4), Achitofel (2 Sam 17:23), Zimri (1 Krl 16,18.19) i Judasz (Mt 27:5). Pierwsze dwa przykłady wydają się niemal, że zostały napisane na dzisiejsze czasy, bo znajdujemy tam prośbę o eutanazję, coś, przed czym ostrzega Słowo Boże.

Konsekwencje

Mimo, że Biblia potępia samobójstwo i aktywną eutanazje, oraz uznaje je za grzech, nie znaczy to, że każdy samobójca lub uczestnik eutanazja jest nie wierzącym. Dzisiaj, wśród chrześcijan, panuje w wielu kwestiach brak Biblijnego zrozumienia, a w obliczu wielkiego cierpienia fizycznego lub psychicznego, czasami i chrześcijanie mogą działać także nie Biblijne.

Nie można zapominać, że istnieją ludzie, którzy strasznie cierpią z powodu niektórych chorób. Przykład Joba pokazuje, że on również życzył sobie śmierci. Tacy ludzie potrzebują naszej pomocy!

W przypadku ludzi starszych bywa tak, że są oni już zmęczeni życiem. Musimy zadać sobie pytanie: czy mamy wystarczająco dużo czasu do opieki nad nimi, aby ich zachęcać lub po prostu posiedzieć z nimi w ciszy? Przez naszą obecność możemy ich wzmocnić i duchowo podnieść. W ostatnich chwilach życia, nie eutanazja jest potrzebna, ale opieka, która przekonuje umierającego, że nie jest sam. Czy jesteśmy gotowi, jako młode rodziny, naszych rodziców - jeśli to możliwe – przyjmować i opiekować się nimi?

A dzieci i młodzież? Czy mamy odwagę, aby wesprzeć chorych, poświęcając im czas, doradzając i podając pomocną dłoń? Jesteśmy gotowi słuchać opowiadań ludzi starszych z czasów młodości? To ciekawe i pouczające zajęcie, które pomoże nam ich zrozumieć i być może uniknąć niejednego błędu w naszym życiu.

W przypadku osób niewierzących: mamy stwierdzenie Pana: "Głoś Słowo, bądź w pogotowiu w każdy czas, dogodny czy niedogodny" (2 Tymoteusza 4:2). Oznacza to odpowiednie działanie, w odpowiednim czasie. Pan Jezus da nam z pewnością możliwości dzielenia się Dobrą Nowiną o zbawieniu.

Manuel Seibel

51 Gepard

Fot. Michał Łepecki Agencja Gazeta
Fot. Michał Łepecki Agencja Gazeta

Sędzia, skazując go, rzekł z satysfakcją: "Na zawsze uwalniam społeczeństwo od bandyty".

Źle ocenił "Geparda"
Przed więźniami w zakładzie dla recydywistów w Brzegu staje mężczyzna potężnej postury, szwy koszulki rozchodzą się na bicepsach, skórę na rękach niemal w całości pokrywają tatuaże. Wygląda jak swój, ale trochę dziwny, po co żonę w takie miejsce ciągnie? Na dodatek kobieta jakoś świątobliwie wygląda, nie jak partnerka gangstera. 
Mężczyzna stojący przed sześćdziesięcioma facetami prosi ją: "Elunia, zaśpiewaj coś, tak pięknie śpiewasz". Elunia chowa się za mężem i cedzi przez zęby: "Jak natychmiast nie przestaniesz, to wychodzę". Ale więźniowie nalegają, zaczynają skandować, w końcu kobieta daje się przekonać. Po dwóch piosenkach mąż chce zabrać jej mikrofon, a ona jak nie huknie: "Jeszcze nie, teraz ja chcę coś powiedzieć". I pani inspektor urzędu skarbowego opowiada o mężu - byłym kryminaliście i jego drodze do przemiany.
Mąż Eluni, Piotr Stępniak, ps. "Gepard": 24 lata za kratkami, większość w tzw. enkach - celach dla więźniów szczególnie niebezpiecznych. Żeby wymienić listę zarzutów, które w przeszłości otrzymał, trzeba by przepisać sporą część kodeksu karnego: handel ludźmi, bronią, narkotykami, haracze, wymuszenia, rozboje. W czasie odsiadki, licznych ucieczek z więzienia i prób samobójczych zachorował na padaczkę, zapadł w śpiączkę, stracił oko i płuco. Ostatni wyrok, jaki dostał, to 25 lat więzienia za udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Sędzia, który go ogłaszał, grzmiał z wokandy z satysfakcją: "Na zawsze uwalniam społeczeństwo od bandyty".
Kilkanaście lat później ten sam sędzia udzielił mu przedterminowego zwolnienia warunkowego. Teraz "Gepard" jeździ po więzieniach, szkołach i uczelniach w całej Polsce, opowiadając o rzeczywistości w celi, o swojej przemianie, o życiu bez przemocy i używek.

Złe wychowanie i pochodzenie
W Krakowie na zorganizowane przez studentów spotkanie w auli Akademii Górniczo-Hutniczej przychodzi kilkaset osób. "Gepard" zaczyna opowieść od swojego dzieciństwa. Ciepły dom rodzinny, wspólne wypady nad jezioro, miłość rodziców. Coś jednak pęka. - Tato był kelnerem. Ponieważ pracował w restauracji, przynosił do domu darmowy alkohol. Częstował mamę. I to właśnie ona się uzależniła. Potem klasyczny już scenariusz: awantury, bicie, ojciec odchodzi, matka nie ma pieniędzy na jedzenie, ale na wódkę zawsze coś znajdzie. 
- Nikt nie zapukał do naszego domu, nikt nie pomógł. Nie miałem co jeść, więc zacząłem kraść. Najpierw tylko jedzenie. Potem - co popadło. Z poprawczaka szybko trafiłem do więzienia.
"Gepardowi" towarzyszą na spotkaniu Marcin, Darek i Antek - młodzi ludzie, których zabrał ze sobą. 
Wszyscy mówią o toksycznych domach, rozwodach rodziców, braku akceptacji. 
- Byłem niczyj. Ulgę znajdowałem tylko w narkotykach. Brałem tyle, że w końcu pękł mi żołądek. - mówi Marcin. 
Darek to były klient "Geparda" - kupował od niego prochy. Antek, też uzależniony, pyta studentów:
- Próbowaliście kiedyś marihuany? Po co? 
- Żeby się wyluzować.
- Z ciekawości.
- Wszystkiego trzeba spróbować - padają głosy z sali. 
W odpowiedzi Antek włącza film, który nakręcił. Bohaterkami są młode dziewczyny, pacjentki Monaru. 
- Miałam 16 lat, gdy obudziłam się po imprezie, nieświadoma tego, co się ze mną działo. Kolega powiedział, że spało ze mną kilku chłopaków. Każda dziewczyna, która ćpa, prędzej czy później dla ćpania zrobi wszystko - nastoletnia blondynka, opowiadając o gehennie, nie zasłania twarzy. - Czy w życiu trzeba spróbować stanów depresyjnych, delirium, odwyku, myśli samobójczych, sięgnięcia dna? 
- Odpowiedzcie sobie, czy naprawdę w życiu wszystkiego trzeba spróbować - mówi kolejna ze sfilmowanych pacjentek.

Życie w więzieniu i poza
Piotr Stępniak trafił do domu dziecka, ale uciekł. Zaczął napadać na ludzi. Wstąpił do frontu faszystowskiego, był jego gorliwym członkiem - bił m.in. czarnoskórych studentów. W celi z kryminalistami umieszczono go po raz pierwszy, gdy był jeszcze czternastolatkiem. 
- Zanim tam trafiłem, uciekałem przed policją przez bagna, strzelali do mnie, w końcu złapali w siatkę. Potem bili mnie po nogach prętem. Jeden z nich rzucił: "Zgnijesz w kryminale". Resocjalizacja to mit. Siedziałem w celi ze studentem, synem pani stomatolog i pediatry. Chłopak spowodował wypadek po pijanemu. Wyszedł po półtora roku, a za trzy miesiące wrócił. Za napad na jubilera.
W więzieniu "Gepard" przystąpił do grypsujących. Odsiadywał kolejne wyroki, wychodził i zaraz wracał za kratki za coraz brutalniejsze przestępstwa. W bandyckiej hierarchii rósł w siłę: miał potężną siatkę dilerów rozprowadzających dla niego narkotyki.

- Handlarze narkotyków inwigilują środowiska studenckie. Myślicie, że idąc na imprezę na przykład do "Imperium" w Poznaniu, jesteście anonimowi? - pyta "Gepard" studentów. - Nic bardziej mylnego. Dilerzy wypatrują nowych osób, jak przyjeżdża ktoś drogą furą, nagle wiele osób kręci się wokół niego - stawiają drinki, chcą się zaprzyjaźnić. Z dziewczynami jest jeszcze gorzej. 
Stępniak był także egzekutorem długów. Słynął z brutalności: torturował, gwałcił, sprzedawał kobiety do domów publicznych. - Stałem się bardzo bogaty. Willa, najdroższe samochody. Wszyscy się mnie bali. Ale ja bałem się bardziej. Miałem wielu wrogów, jak widziałem policję, pociły mi się ręce. 
Kiedy odsiadywał swój ostatni wyrok, dowiedział się, że oprócz zaawansowanej padaczki ma raka. - Leżałem na wpół przytomny, nie odwiedzał mnie nikt prócz pielęgniarek. Jedna z nich krzyczała do drugiej: "Sprawdź, czy jeszcze żyje". Byłem sam jak palec. 
Gdy "Gepard" dochodzi do momentu, w którym zjada rozrobiony gips, by ze sobą skończyć, kilku studentów wychodzi z sali. Inni słuchają wpatrzeni. - Jestem na spotkaniu z BY-ŁYM GANG-STE-REM. Jest fajnie, zadzwonię później - cedzi pod ławką przez telefon studentka.

Przemiana i tragedia

Gdy "Gepardowi" zostało jeszcze kilkanaście lat odsiadki, na spacerniaku podszedł mężczyzna. 
"Jezus cię kocha" - powiedział. 
- To ja do niego: "Spie……  pedale!". Ale na drugi dzień on do mnie to samo. To mu tak wlałem, że odwieźli go na ostry dyżur. Przyszedł do mnie potem dowódca zmiany i mówi: "Masz szczęście, nie będziesz miał sprawy. Ten mężczyzna powiedział, że będzie się za ciebie modlił". Do więzienia do "Geparda" zaczynają nagle przychodzić listy. Przysyła je pobity. 
- Nigdy w życiu nie dostałem żadnego listu. No, poza zawiadomieniami od prokuratorów, komorników czy policjantów. Z ciekawości zacząłem je czytać. 
Potem były długie rozmowy z "tym od Jezusa". 
- Zacząłem wierzyć w to, co mówił. I tak, powoli, powoli, odnalazłem inne życie, bez używek i przemocy. 
Współwięźniowie zaczęli patrzeć na niego bykiem. Niby twardziel, siedzi za zorganizowaną grupę przestępczą, a modli się w celi, więźniom wciska Biblię. Wśród grypsujących nie ma litości dla łamiących zasady. Współwięźniowie próbują zabić "Geparda", pozorując samobójstwo przez powieszenie.
Wtedy Piotr dostaje kolejny cios. Do więzienia przychodzi wiadomość, że jego ojciec nie żyje. Zapił się na śmierć. "Gepard" pisze list do matki, wręcza go koledze z celi, który kończy odsiadkę. Więzienny kompan jedzie z przesyłką, matka przyjmuje go ćwiartką wódki. Emisariuszowi alkohol szybko uderza do głowy, zaczyna napastować kobietę. Ta broni się, wzywa pomocy. Zamiast listu, dostaje ciosy nożem. Wykrwawia się na śmierć.

Piotr wraca za kraty
Gdy "Gepard" wychodzi na warunkowe zwolnienie, ma 130 złotych i ciuchy na sobie. 
- Chodziłem od domu do domu, szukając zajęcia. Chwytałem się wszystkiego, czyściłem ludziom garaże za pięć złotych - wspomina.

W kościele, na zebraniu wspólnoty chrześcijańskiej, poznaje Elżbietę - swoją rówieśniczkę, inspektorkę z urzędu skarbowego. Choć ich związek wydaje się nieprawdopodobny - trwa. Po kilku latach biorą ślub. 
Na dworcu w Kutnie Stępniak spotyka Daniela - 13-letniego chłopaka, który błąka się po okolicy. 
- Zapytałem, czemu nie jest w szkole. Wciskał mi ciemnotę, że niby klasa jest w parku, a on spacerów nie lubi. Ale widziałem, co jest grane. Zaczęliśmy rozmawiać. Powiedział mi o tym, jak bardzo czuje się samotny i odrzucony. Zobaczyłem w nim siebie sprzed lat. Popłakał się, mi też łzy poleciały i beczeliśmy razem.
"Gepard" zaproponował chłopcu, żeby spędził u niego wakacje. 
- Poszliśmy do jego mamy, a ona na to: a weź pan go sobie. To pojechaliśmy. 
"Gepard" chciał zaadoptować chłopaka. 
- Życzliwa pani sędzia mówi do mnie: panie Piotrze, ja 40 lat w sądzie pracuję, a takich akt jak pańskie nie widziałam. Jak ja się na to zgodzę, to mnie z pracy wyrzucą! 
Razem z sędzią wymyślili, że będą szukać Danielowi rodziny zastępczej, a w tym czasie chłopak zamieszka u Piotra. Procedura trwała tyle, że Daniel stał się dorosły i mógł legalnie zostać u przybranego ojca. 

- Teraz ma 19 lat, zamierza oświadczyć się dziewczynie - Piotr mówi to z dumą. Oprócz Daniela mają z Elżbietą jeszcze jednego, rodzonego syna. Choć nie ciągną z tego żadnych zysków, cała rodzina - kiedy tylko może - jeździ do zakładów karnych, przekonywać recydywistów, że jest dla nich nadzieja na inne życie. 
Z byłymi narkomanami Darkiem, Antkiem i Marcinem, dawny "Gepard" odwiedza szkoły i uczelnie. W Krakowie studenci kilka minut bili mu brawo na stojąco. - Nie mam z tego pieniędzy, ale mam satysfakcję i rodzinę - mówi.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki. Heb.13,8

52 Godzina modlitwy - nasz stary problem

Nie byłeś na godzinie modlitwy. Dlaczego nie byłeś, jeśli mogę zapytać? Może nie zdążyłeś przyjechać...

53 Godzina próby

Godzina próby (W. Mücher)

„Żeś zachował słowo cierpliwości mojej, ja też cię zachowam od godziny pokuszenia, która przyjdzie na wszystek świat, aby doświadczyła mieszkających na ziemi;” (BG) (Obj. 3,10).

Chciejmy zapytać się, w jakim kontekście napisany został ten wiersz?

Jest to jeden z ważniejszych warunków właściwego wyjaśnienia Słowa Bożego. Objawienie to jedyna prorocza księga Nowego Testamentu. Rozdział pierwszy, po krótkim wprowadzeniu, zawiera opis osoby Pana Jezusa jako przyszłego sędziego. Rozdziały 2 i 3 to siedem krótkich, lecz bogatych w treść listów do siedmiu zgromadzeń, które w czasie pisania Księgi Objawienia znajdowały się w Azji Mniejszej (dawnej prowincji rzymskiej). Za historycznym znaczeniem tych listów kryje się głęboki sens: są one „miniaturą historii kościoła”, która przedstawia nam rozwój siedmiu głównych linii rozwoju kościoła. Dalsze dokładne zajmowanie się tym tematem przeszłoby ramy niniejszej publikacji, dlatego polecamy literaturę ("Czasy końca" W. Mücher)

 

Z szóstego listu, listu do Filadelfii, dowiadujemy się, że Pan zachowa wierzących od ciężkiej próby8 (pokuszenia – próby ze strony Boga), która przyjdzie na cały świat. Ten czas próby lub czas sądów jest dokładnie opisany w następnych rozdziałach Objawienia. Niektóre fragmenty będziemy rozważać nieco później.

Sądy dotkną ludzi, którzy będą „mieszkańcami ziemi.” Wyrażenie to występuje często w księdze Objawienia i określa ludzi, którzy są związani z tą ziemią9 (są jej mieszkańcami). Ich interesy są nierozerwalnie związane z tą ziemią. Oni nic nie wiedzą o niebiańskim powołaniu kościoła. Obietnica pochwycenia wierzących, którą opisuje Paweł, zabranie do domu Ojca, o czym mówił nasz Pan, jest im nieznana bądź wywołuje na twarzy uśmiech politowania.

Dla wszystkich, którzy czekają na pochwycenie wierzących, którzy czekają na swojego przychodzącego Pana, miejsce to jest dalszą wskazówką na to, że nie ma innego wydarzenia, które miałoby poprzedzić pochwycenie wierzących, nie ma więc mowy, że wierzący eonu kościoła będą musieli przechodzić przez ucisk.

Chcemy jednak wiedzieć, co będzie się dziać na ziemi po zabraniu kościoła. Dlatego przeczytamy odcinek pisma z księgi proroka Daniela, który przeżył cały okres siedemdziesięciu lat niewoli babilońskiej (ok. 606-536 p.n.e.).

 

8 Zwróć uwagę na wyrażenie „od godziny pokuszenia” (ek tes horas tou pairasmou). Wykładający naukę Biblii nauczyciele dowodzący, że wierzący będą jeszcze na ziemi w czasie (lub w części) wielkiego ucisku, tłumaczą przyimek „ek” na „z”, co w ogólności jest prawdą. W tym jednak przypadku zupełnie nie oddaje sensu. Chętnie tłumaczy się również ten przyimek jako „w” lub „z”. Jeżeli już przetłumaczyłoby się go jako „z”, w znaczeniu od „z (niebezpieczeństwa)”, to jednak w tym przypadku lepszym byłoby użycie słowa „przed.” Porównaj w związku z tym następujące miejsca: „...który nas wyzwolił przed „ek” nadchodzącym gniewem” (1 Tes. 1,10); „...lecz abyś ich zachował od „ek” złego” (Jana 17,15); „Wstrzymywać się od mięsa...” (Dz. Ap. 15,29).

9 Dosłowne tłumaczenie brzmi „mieszkańcy ziemi”. Patrz rozdział: 6,10; 8,13; 11,10; 13,8.12.14; 17,2.8.

54 Groby i grób

Co myślisz o Chrystusie?

„Słuchajcie, a będzie żyła dusza wasza” Izaj. 55,3

 

Groby i grób

 

Już od wielu stuleci ludzie wciąż na nowo zajmują się grobami swoich ojców, ale również swoimi własnymi grobami. W jednym z najstarszych rękopisów biblijnych, mianowicie w księdze Hioba czytamy: „Albowiem leżałbym teraz i odpoczywał, spałbym i miałbym pokój, z królami i radcami ziemi, którzy sobie budowali na miejscach pustych; albo z książętami, którzy mieli złoto a napełniali sobie domy srebrem… Tam niepobożni przestają straszyć i tam odpoczywają zwątleni w siłę. Tamże więźniowie sobie wydychają, a nie słyszą głosu trapiącego ich. Mały i wielki tam sobie są równi, a niewolnik wolny od pana swego" (Hiob. 3, 13-19).

Istnieje przypuszczenie, że w cytacie tym Hiob miał na myśli egipskie piramidy i barbarzyńskie postępowanie w owych zamierzchłych czasach. Bez wątpienia chciał on powiedzieć, że w grobie wszyscy ludzie są sobie równi. W starożytnych grobowcach są królowie i niewolnicy, wielcy i mali. Wszyscy ukończyli swój bieg w tym właśnie miejscu. Dlatego też wyżej wspomniany pisarz nazywa miejsce zmarłych domem zgromadzenia wszystkich żyjących.

Któż może uciec od śmierci? Nikt. Śmierć wkracza nieproszona we wszystkie warstwy ludzkich społeczeństw. Pod jej kosą padają zarówno bogaci i biedni, silni i słabi, uczeni i prostaczkowie.

Lecz oto opowiem Wam krótko o pięknym cmentarzu świata. Nosi on nazwę Camposanto i położony jest we Włoszech, w północnej części wielkiego miasta Genui. Rokrocznie płyną doń całe masy odwiedzających. Można tam oglądać przepiękne nagrobki, z których większość prezentuje się niezwykle artystycznie, mimo woli zwracając na siebie uwagę przybyszów. Jest tam np. przedstawiony czas, jako starzec siedzący na najniższym szczeblu drabiny, drabiny życia. U dołu nagrobka widnieje napis: ,,Ludzie wszystkich krajów są tu złączeni".

Jak poważne to słowa! Zaiste, śmierć przychodzi do wszystkich, ponieważ wszyscy zgrzeszyli, a zapłatą za każdy grzech jest śmierć. Jeszcze nikt z ludzi nie był nigdy zapomniany ani pominięty przez śmierć.

Z kolei inny nagrobek włoskiego cmentarza przedstawia śmierć w postaci pięknej dziewicy jadącej na chyżym rumaku. Lewą ręką dziewczyna trzyma się grzywy końskiej, a prawą wznosi kosę, którą ścina po drodze kwitnące kwiaty. Kwiaty te obrazują wiosnę, młodość, czyli siłę, piękność, zdrowie. Przesłanie artysty, który w tak porywający sposób przedstawia nam tę scenę, można zrozumieć poprzez tytuł nagrobka, który brzmi: „Zwycięska śmierć".

Ale czy tak jest naprawdę? Czyż śmierć rzeczywiście zwycięża? Zanim odpowiemy na to pytanie, przejdźmy kilka kroków dalej tym sławnym cmentarzem. Stańmy przy innym grobie. Spostrzeżemy tu postać Chrystusa wyciągającego ręce nad urną, w której znajdują się śmiertelne szczątki istoty ludzkiej. Napis głosi: ,,Jam jest zmartwychwstanie i żywot".

Rozważmy pokrótce te cudowne słowa i zajmijmy się Tym, który je wypowiedział - Jezusem Chrystusem. On również musiał umrzeć, lecz gdy mówimy o Jego hańbiącej śmierci, nasz ubogi język ludzki nie znajduje odpowiedniego wyrażenia. Wszyscy mniej lub więcej jesteśmy obeznani ze szczegółami ukrzyżowania. Wzgórze Golgoty, zwane miejscem trupich głów, jest miejscem, w którym „Syn Człowieczy został od ziemi podwyższony.” Z ust wiszącego na krzyżu Pana słyszymy te tak ważne słowa: „Spełniło się!". Następnie zaś czytamy w tym samym wierszu Pisma Świętego: „I nachyliwszy głowę oddał ducha".

I oto stało się, że i dla Jezusa trzeba było przygotować grób. Józef z Arymatei, człowiek bogaty, prosił Piłata, aby pozwolił mu zdjąć z krzyża ciało Jezusa. Namiestnik rzymski zgodził się na to. Wtedy też Józef położył ciało Pana Jezusa do swego własnego grobowca. Z pewnością Józef myślał już o własnej śmierci i dlatego przygotował dla siebie grób. Grób ten był wykuty w skale, a żaden z umarłych niej był tam jeszcze nigdy położony. Bez najmniejszej wątpliwości Józef myślał: ,,Kiedyś położą mnie do tego grobowca”, ale ponieważ uwierzył w Pana Jezusa, chętnie poświęcił ten grób swemu Panu.

A więc leżał Pan chwały w nie swoim grobie, tak jak i za dni Swego życia musiał przebywać przy ogniskach innych. To dla nas Chrystus stał się ubogim, będąc bogatym. Lecz w tym wypełniło się Pismo, które powiada: „Lud podał... bogatemu śmierć Jego". W historii wszystkich grobów, grób Jezusa jest wyjątkowy.

Dawid, król i prorok, przepowiedział zmartwychwstanie Chrystusa w słowach: „Ciało moje mieszkać będzie bezpiecznie, bo nie zostawisz duszy mojej w grobie, ani dopuścisz Świętemu Twemu oglądać skażenia". Śmierć jest ,,królem strachów", ale Jezus jest Księciem Życia. Tego Księcia Życia nie mogła zatrzymać śmierć, chociaż ludzie użyli wszelkich zabiegów, aby temu zapobiec. Czyż nie jest powiedziane, że grób opieczętowano i zabezpieczono strażą? Mimo to Chrystus zwycięsko wystąpił z grobu, wkroczył do warowni mocarza, który dotąd posiadał władzę śmierci i zstąpił do najniższych miejsc krainy umarłych. Pan Jezus wyrwał śmierci żądło i dlatego teraz każdy wierzący może radośnie wyznawać: ,,Gdzież jest, o śmierci bodziec twój? Gdzież jest, o śmierci zwycięstwo twoje?" Już samo ukazanie się Syna Bożego na ziemi zatrzęsło podstawami śmierci. Niejednokrotnie na Swej drodze spotykał się Chrystus ze śmiercią. Jednym razem było to w domu, gdzie ofiarą śmierci padła dwunastoletnia dziewczynka. Jakiej mocy Pana Jezusa doświadczyli zgnębieni rodzice, gdy w pokoju Pan wziął dziecko za rękę i rzekł: „Dziewczynko, wstań!". Innym razem Jezus spotkał kondukt pogrzebowy, a umarły, wynoszony z miasta, był jedynym synem swojej matki, wdowy, której towarzyszył wielki tłum ludzi. Pan zbliżył się do zmarłego, dotknął go i rzekł: „Młodzieńcze; tobie mówię, wstań!" Natychmiast została pokonana moc śmierci, młodzieniec wstał i zaczął mówić. Trzecim razem, Jezus w Swym Boskim majestacie spotkał śmierć na cmentarzu, gdzie był pochowany Łazarz. Czy znasz najkrótszy werset Biblii? Pokazuje on nam współczucie naszego Pana Jezusa nad grobem Łazarza, brata Marty i Marii. Werset ten brzmi: ,,I zapłakał Jezus". Ach, śmierć zdawała się urągać Mu i mówić : „Tu są szczątki człowieka, którego Ty stworzyłeś na obraz i na podobieństwo Swoje!" A Jezus rozrzewnił się w duchu i zapytał: ,,gdzie go położyliście?" Siostry zaś odpowiedziały: ,,Panie! Pójdź i zobacz". Przyszedłszy do grobu Jezus zawołał głosem wielkim: „Łazarzu, wyjdź!" I umarły wyszedł…

Czy wiesz kochany Czytelniku, że podobnie jak grób Jezusa jest teraz pusty, tak kiedyś wszystkie groby będą puste ? Nie będzie ani jednego grobowca, w którym by ktoś pozostał. Dlaczego grób Pana Jezusa jest pusty? Ponieważ Pan zmartwychwstał. Syn Człowieczy żyje, jest w chwale…!

Nadejdzie chwila, kiedy grób będzie musiał wydać umarłych: ,,Ożyją umarli twoi, trupy moje wstaną, gdy powiesz: Ocućcie się, a śpiewajcie mieszkający w prochu!" „Przyjdzie godzina, w której wszyscy, którzy są w grobach, usłyszą głos Jego i wyjdą". ,,Sam Pan z okrzykiem, z głosem archanielskim i z trąbą Bożą zstąpi z nieba, a pomarli w Chrystusie powstaną najpierw". Czy będziesz miał udział w tym zmartwychwstaniu, gdybyś teraz musiał przekroczyć bramy śmierci ? Pomyśl, że jest jeszcze inne zmartwychwst­nie. Wyżej wymienione zmartwychwstanie jest zmartwychwstaniem do żywota, ale to drugie – zmartwychwstaniem na sąd. Pierwsze zmartwychwstanie nie wszystkie groby opróżni; to drugie zaś nie ominie ani jednego umarłego.

„I widziałem umarłych, wielkich i małych, stojących przed stolicą Bożą ...i sądzeni są umarli według tego, jako napisane było w owych księgach, to jest według uczynków ich". To jest sąd przed wielkim białym tronem."- największy i najbardziej uroczysty sąd jaki się wówczas odbędzie, ponieważ wszyscy, którzy nie będą wpisani do księgi żywota, zostaną wrzuceni do jeziora ognistego. Co za straszny, okropny koniec ludzi, żyjących bez Chrystusa!

Na pewno zapytasz teraz „ Więc co mam czynić, abym uniknął wiecznego sądu i miał udział w pierwszym zmartwychwstaniu? Na Twoje pytanie jest tylko jedna odpowiedź: Uwierz w Pana Jezusa! On Cię wybawi z piekła i wprowadzi do nieba. Pójdź do Jezusa! On przyjmie Twe zatwardziałe serce o ile jest ono złamane przez upamiętanie. Chrystus ratuje najbardziej niegodnego z niegodnych. Pomimo tego, że szatan i jego pomocnicy robią wszystko, aby Cię powstrzymać od wiary i pójścia śladem Jezusa, nie słuchaj go!
Przyjdź dziś do Zbawcy! On Cię kocha ! Jego ramiona są nadal szeroko otwarte, aby Cię przyjąć. Pójdź, a będziesz mógł śpiewać:

 

Jezus żyje, z Nim i ja!

Śmierci, gdzież twych strachów roje?

Jezus żyw, nadzieja ma.

Wzbudzi z grobu ciało moje.

Wzniesie do światłości mnie.

Tej ufności trzymam się!

55 Halloween

Informacje dostępne w każdej bibliotece, potwierdzają diabelskie pochodzenie "święta" Halloween.

A co na ten temat mówi Biblia?...

 

DATY I NAZWY - Dzień "Wszystkich Świętych" w Kościele Rzymsko- Katolickim upamiętnia wszystkich świętych, a szczególnie tych, którzy nie mają jeszcze swoich dni w roku. Przeniesiony został na 1-go listopada, aby zbiec się z pogańskimi świętami np. uczta Celtyckiego bożka śmierci, Samhain ma miejsce nadal w tym dniu. W przeszłości msza odprawiana w dniu "Wszystkich Świętych" była nazywana "Allhallowmas" a wieczór przed ("e'en") był "Allhallow e'en" a następnie nazwa ta skrócona została do "Halloween"

CELTOWIE I DRUIDZI - większość zwyczajów sięga czasów Celtów, starożytnych mieszkańców Anglii i północnej Francji. Oddawali oni cześć wielu bogom, m.in. Muck Olla-słońca oraz Samhain- śmierci. Kapłani celtyccy nazywani byli Druidami. Będąc sędziami, ustawodawcami, uczonymi, astronomami, przywódcami, czcili oni wielu celtyckich bogów. Uważali oni jemiołę i dąb jako święte. Wierzyli, że dusza po śmierci wchodzi w nowe ciało. Ofiary składane z ludzi i zwierząt stanowiły ważną rolę w rytuałach religijnych.
1-wszy listopada rozpoczynał nowy rok w celtyckiej kulturze. Był to tez początek pory zimowej, ciemności, rozpadu- związanego z ludzką śmiercią, a w której Samhain miał najpotężniejszą moc. Festiwal na cześć Samhaina zaczynał się w nocy 31-go października, kiedy to pozwalał on duszom zmarłych powracać do ich domów. Druidowie budowali wielkie ogniska ze świętych gałęzi dębu i nakazywali ugasić wszystkie domowe paleniska. Potem każda rodzina podpalała domowe ognisko od świętego ognia. Czasami palono też żywcem ludzi i zwierzęta a sposób, w jaki umierali i co z nich pozostało były używane w przepowiadaniu przyszłości. Wielu Celtów przebierało się w groteskowe kostiumy zrobione ze skóry zwierzęcej i głów w celu odstraszenia złych duchów i aby nie być przez nie rozpoznanym. Niektórzy, aby oddać cześć bogu słońca- Muck Olla- chodzili żebrząc o jedzenie, oczekując na odnowę jego mocy wiosną. Rzymianie podbijając Celtów w czasach Chrystusa chcieli zaprowadzić swoją religię. Druidyzm wymarł do roku 500A.D., ale ponownie odrodził się w latach 1600-tnych, kiedy to potomkowie Celtów zaczęli interesować się swoją kulturą. Do dzisiaj wyznawcy kultu w Anglii odtwarzają corocznie rytuały Druidów na byłych miejscach sakralnych. Te same pogańskie zwyczaje są zachowane w Północnej Ameryce poprzez obchodzenie Halloween.


TYLKO W PÓŁNOCNEJ AMERYCE - Milion emigrantów irlandzkich zalało Amerykę podczas wielkiego głodu w latach 1845-51. Z tym niesamowitym napływem ludzi, przybyły także ich zwyczaje i przesądy, a niewinne dożynki zostały stopniowo zastąpione przez Halloween 31 października. Nigdzie indziej nie jest ono obchodzone. (Przypis tłumacza: Pod wpływem mediów i komercji, obecnie to "święto" rozpowszechnia się coraz bardziej w Europie i innych częściach świata).


CO JEST W TYM ZŁEGO? - Halloween pełne jest symboli satanistycznych i Druidzkich zaczerpniętych z ich praktyk i rytuałów, które mogą wydawać się niewinne, jednakże reprezentują zło. Dla Druidów 31 październik jest dniem czczenia Samhain. Jest to także najbardziej święty dzień dla współczesnych satanistów i czarownic.


"TRICK-OR-TREATING" - podczas celtyckich świąt Muck Olla, poprzebierani żebracy chodzili od domu do domu, grożąc nieszczęściem, jeśli nic nie otrzymali. W Anglii, podczas obchodów Zaduszek był zwyczaj, że najbiedniejsi chodzili żebrać. Nazywało się to "wędrówką dusz", podczas której obiecywano modlić się za każdą zmarłą osobę z domostwa, w którym otrzymano podarunek. Prezenty w dniu Halloween są dzisiaj dawane niewinnym dzieciom, które widzą tylko łakocie i zabawę w przebieraniu. Nie rozumieją jednak one, że tak naprawdę to podtrzymują one pogańską tradycję.


JACK - O'LANTERN - Irlandzka legenda mówi, że Jack oszukał diabła zachowując swoją duszę. Kiedy Jack umarł nie mógł pójść do nieba z powodu swoich kontaktów z diabłem. Z tego samego powodu nie miał wstępu do piekła. Zawróciwszy go do ciemności, diabeł rzucił mu palący węgiel jako światło, który Jack włożył do rzepy, którą jadł. Podobno włóczy się on teraz po ziemi ze swoim lampionem (stąd nazwa Jack-O'Lantem) szukając miejsca na spoczynek. Inne religie zastępują rzepę czymś innym, ale wszyscy posługują się świeczką jako symbolem ognistego węgla z piekła. Do dzisiaj w wielu miejscach Anglii i Ameryce Pn. świeczka w pampkinie z wyrzeźbioną twarzą ma odstraszyć duchy i czarownice. Kiedy Druidzi brali członka rodziny, aby złożyć go w ofierze dla Samhain, zostawiali na schodach domostwa pampkina. Reprezentował on ofiarowaną osobę i gwarantował, że nikt inny nie będzie zabrany w tym roku. Legenda, zabobon, starożytna historia? Tak, ale wszystkie wywodzą się ze zła i są podtrzymywane przez tradycję Halloween.

CZAROWNICE - Słowo czarownica pochodzi od saksońskiego słowa oznaczającego osobę mądrą- wica. Stare słowo angielskie- wicca- reprezentuje dzisiaj, generalnie nauczanie czarów i wiele współczesnych wiedźm jest członkiniami tzw. "Kościoła Czarów"(The Church of Wicca), który jest oficjalnie nieopodatkowany przez U.S. Internal Revenue Senice. Czarownice ciągle istnieją, a Halloween jest ich specjalną nocą. Czarownica halloween, stara, brzydka wiedźma jest wytworem sztuki i przesądów. Jej czarna peleryna kojarzy się z magią, śmiercią i przekonaniem, iż czarownice potrafią latać. Pochodzi to z ich związku z duchami, stosowania narkotyków otępiających umysł i przyspieszających pracę serca. W takim stanie myślały one, iż potrafią latać.


CZARNY KOT - Przez tysiące lat koty kojarzyły się z magią i śmiercią. Egipcjanie mieli bogów-koty, a Rzymska bogini Diana mogła zmieniać się w kota. Rzymska i Grecka bogini czarownic i czarnoksiężników- Hecate też umiała zmieniać się w kota. Norweska bogini śmierci- Freya- jak twierdzono przyjeżdżała po duszę rydwanem kierowanym przez koty. Druidowie widzieli w kotach ucieleśnienie złej duszy i często palili je w ogniskach Samhain. Wierzono, że czarownice też potrafiły zmieniać się w koty. W związku z ich powiązaniem z nocą i magią, obraz czarnego kota łatwo przyjął się jako przesąd. W polowaniach na czarownice w latach 1600-nych nie tylko kobiety były palone za odprawianie czarów, ale także ich koty. Niestety czary nie umarły w tych płomieniach, a dzieci przebrane za wiedźmy podczas Halloween reprezentują i kultywują diabelskie praktyki.


CO MÓWI PISMO ŚWIĘTE? - Halloween nie jest wspomniane w Biblii, ponieważ słowo to jest stosunkowo nowe. Wszystkie jednak szatańskie rytuały związane z Druidyzmem, czarami i innymi diabelskimi praktykami mającymi miejsce w Halloween, są surowo zabronione w Słowie Bożym. A oto kilka z nich popartych biblijnym ostrzeżeniem:


Zauroczenie- owładnięcie kogoś magią, rzucanie uroku.
Wróżbiarstwo- przepowiadanie przyszłości (kryształowe kule, karty, wróżenie z ręki, z fusów).
Oczarowywanie- wywieranie wpływu na kogoś poprzez urok, magię, głos lub muzykę (np. hipnoza).
Ofiary- umyślne spowodowanie śmierci człowieka w celu zadowolenia duchów, przepowiedzenia przyszłości.
Wywoływanie duchów- komunikowanie się z umarłymi.
Astrologia- studiowanie gwiazd i planet w celu przepowiedzenia przyszłości- horoskopy.
Przepowiadanie i wieszczkowanie- przepowiadanie wydarzeń z symptomów i znaków lub duchów innych niż Duch Święty.
Czarnoksięstwo, magia, czary, czarodziejstwo- używanie mocy ze złych duchów.


BIBLIA MÓWI:
"Nie będziecie uprawiać wróżbiarstwa. Nie będziecie uprawiać czarów." (Kapłańska 19:26).
"Gdyż nieposłuszeństwo jest takim samym grzechem, jak czary, a krnąbrność, jak bałwochwalstwo i oddawanie czci obrazom. Ponieważ wzgardziłeś rozkazem Pana, więc i On wzgardził tobą i nie będziesz królem." (I Sam. 15:23)
"Saul umarł na skutek własnego przewinienia, które popełnił wobec Pana, przeciw Słowu Pańskiemu, którego nie strzegł. Zasięgał on nawet rady u wróżbiarki, a nie radził się Pana. On, więc zesłał na niego śmierć, a królestwo jego przeniósł na Dawida, syna Jessego." (I Kronik 10:13-14).
"On to przeprowadził synów swoich przez ogień w Dolinie Synów Hinnoma, uprawiał wróżbiarstwo, czary, magie, ustanowił zaklinaczy i wieszczków. Mnóstwo zła uczynił w oczach Pana, pobudzając Go do gniewu." (II Kronik 33:6)
Zobacz też:
I Sam. 28:1-25; Dzieje Ap. 16:1-18; Izajasza 8:19-20 i 19:13 i 47:12-15 oraz inne.


CO MAMY ROBIĆ?
W Liście do Tesaloniczan 5:21-22 apostoł Paweł mówi "Wszystko badajcie, a co szlachetne- zachowujcie. Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła". Oczywiście w prawdziwym kontekście badanie odnosi się do przepowiedni, powinniście jednak sprawdzić, co Biblia mówi na powyższy temat. Pomódl się i przeanalizuj przytoczone wersety. Pamiętajmy, Jezus powiedział, że Duch Święty doprowadzi nas do poznania całej prawdy (Jana 16:13).


Jeśli kiedykolwiek byłeś zaangażowany w jakiekolwiek zabronione praktyki, od parapsychologii zaczynając po praktyki satanistyczne, musisz prosić Boga o wybaczenie tego związku z diabłem.


Jeśli jesteś w posiadaniu czegokolwiek, co symbolizuje te praktyki (Ouija boards, karty tarota, fantazyjne gry, przewodniki, taśmy) spal to. Nie wolno nikomu tego przekazywać! Następnie pozbądź się wszystkich symboli Halloween- kostiumów czarownic, duchów itp., przerażających makijaży i innych dekoracji. Oczyść swój dom i swoją przeszłość od czegokolwiek, co ma związek z siłami demonicznymi.


A CO Z DZIEĆMI?
Jeśli jesteście rodzicami dzieci, które są przyzwyczajone do obchodzenia Halloween, poświęć czas, aby wyjaśnić im, dlaczego uważasz, że jako rodzina nie powinniście obchodzić tego święta nigdy więcej (zrób to przed 31 października). Jak już zrozumieją pomódlcie się razem i razem oczyśćcie dom z symboli Halloween.


Dowiedzieliśmy się, że w niektórych rejonach szkoły wydają więcej pieniędzy na przygotowania do Halloween aniżeli Świąt Bożego Narodzenia. Jeżeli twoje dziecko ma do wykonania jakiś projekt z okazji Halloween, lub odbywa się przyjęcie, zabawa, powinniście odwiedzić szkołę i wyrazić wasz pogląd w tej sprawie, prosząc o zwolnienie dziecka z takich zajęć. Na pewno spotkacie się ze zrozumieniem, a własne dziecko uchronicie przed czymś naprawdę złym .

Za ewangelista.pl

56 I co tego?

„Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy Go szukają.”

Hebr. 11:6

„Przeto i my, mając około siebie tak wielki obłok świadków, złożywszy z siebie wszelki ciężar i grzech, który nas usidla, biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami.”

Hebr. 12,1

W Liście do Hebrajczyków 11 czytamy o wielu wiernych „świadkach”, którzy w swoim życiu, lub jego części, okazali prawdziwą i szczerą wiarę. Powyższy wiersz nazywa ich razem „obłokiem świadków”. Czy my, dzieci Boże chętnie ich naśladujemy?

Henoch podobał się Bogu (Hebr. 11, 5). Henoch chodził z Bogiem (1 Moj. 5,24). Wyglądało to tak, jakby miał Go bez przerwy u swojego boku. Wyobraźmy sobie, że Pan Jezus chodzi z nami krok w krok. Do pracy, do szkoły, na miejsce naszego wypoczynku itd. On słyszy wszystkie nasze rozmowy, widzi każdy nasz ruch. Jak wyglądałoby wtedy nasze życie? Henoch otrzymał świadectwo, że był moralnym przykładem dla swoich współtowarzyszy. Było to Boże świadectwo o tym mężu.

I co z tego, że o tym wiemy, skoro tak często chodzimy swoimi drogami, jak gdyby Pana w ogóle nie było, jakby zasady Słowa Bożego były nam zupełnie nieznane, jakby ON nas nie widział i nie słyszał!

Noe był mężem, który poważnie traktował Słowo Boże. Przyjął on poważnie Boże ostrzeżenie, rozpoczął budowę arki, aby uchronić siebie i swoją rodzinę. Był on także mężem pełnym Bożej bojaźni, ostrzegał innych ludzi przed nadchodzącym sądem. Nie zważał na drwiny i śmiechy ludzi, którzy lekceważyli jego projekt budowania okrętu na suchym lądzie. Był mężem „sprawiedliwym i nieskazitelnym pośród swojego rodu”. Noe chodził z Bogiem (1 Moj. 6). Wytrwale, przez wiele lat budował swój okręt.

I co z tego, że o tym wiemy, jeśli nie traktujemy poważnie Bożych ostrzeżeń, nie troszczymy się za bardzo o duchowy rozwój swojej rodziny, nie martwimy się tym, że tak wiele ludzi idzie na zatracenie nie mówiąc już o wytrwałości i cierpliwości w wykonywaniu Bożych zadań!

Abraham z kolei był mężem, o którym czytamy, że ufał Bogu przez wiele lat. Poszedł za Bogiem, nie wiedząc, dokąd idzie. Żył jak pielgrzym, w namiocie, gdyż oczekiwał miasta, które ma mocne fundamenty, którego budowniczym jest Bóg. Czekał także w cierpliwości na potomka, którego obiecał mu Bóg.

I co z tego, że o tym wiemy, skoro tak często nie jesteśmy w stanie pójść z ufnością za Bożym głosem, skoro czujemy się na tej ziemi jak jej obywatele, skoro nie potrafimy cierpliwie czekać na Boży moment i idziemy do celu własnymi drogami używając własnych środków!

Jakub był mężem, który przez większość życia postępował według swojej woli. Jego życie przebiegało rzeczywiście według tego, jakie było jego imię (przebiegły, sprytny). Konsekwencją takiego życia były oczywiście wynikające z tego następstwa. W końcu swojego życia Jakub przybył do Egiptu. Bóg darował mu jeszcze 17 lat życia w tym kraju u boku swojego syna i wnuków. Nigdy się tego nie spodziewał.

W Hebr. 11, 21 czytamy „Przez wiarę pobłogosławił umierający Jakub każdego z synów Józefa i skłonił się nabożnie (uwielbił), wsparty o wierzch swojej laski.” W rozdziale tym Jakub jest jedynym mężem wiary, o którym powiedziane zostało, że uwielbiał Boga. Jaki piękny był koniec życia tego męża, który przez prawie cały czas żył samowolnie!

Poznanie wielkości Boga i zauważenie swojej marności prowadzi do uwielbienia Boga. Częściowo czynią to poganie, kiedy oglądają dzieła Bożego stworzenia, kiedy widzą Bożą moc w siłach natury. Dzieci Boże widzą ponadto jeszcze coś wznioślejszego. Poznali oni Osobę i dzieło Pana Jezusa, poznali wielkiego Boga, poznali Boga jako Ojca. Czy naszym pragnieniem jest uwielbianie Boga za to wszystko? Czy nasze serca otwierają się w uwielbieniu w naszych „komórkach”, czy nasze serca i usta otwierają się we wspólnych modlitwach w naszych domach? Czy wreszcie, uwielbiamy Boga w czasie naszych wspólnych zgromadzeń? Czy miejsce to nie jest przewidziane właśnie do tego?

za rlch.pl PB

57 I co z tego ?

I CO Z TEGO?

 

„Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy Go szukają.”

                                                                                                       Hebr. 11:6

 

„Przeto i my, mając około siebie tak wielki obłok świadków, złożywszy z siebie wszelki ciężar i grzech, który nas usidla, biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami.”

                                                                                              Hebr. 12,1

 

W Liście do Hebrajczyków 11 czytamy o wielu wiernych „świadkach”, którzy w swoim życiu, lub jego części, okazali prawdziwą i szczerą wiarę. Powyższy wiersz nazywa ich razem „obłokiem świadków”. Czy my, dzieci Boże chętnie ich naśladujemy?

58 I dziś są tacy ludzie

Przetrzymywany od maja ubiegłego roku w afgańskim więzieniu chrześcijanin Musa Sayed może zostać stracony w ciągu najbliższych dni – podał portal „Christian Post”. 45-letniego ojca sześciorga dzieci, zatrzymanego za przyjęcie wiary chrześcijańskiej, przed powieszeniem może uratować jedynie ponowne przejście na islam – miał powiedzieć podczas procesu afgański sędzia.

Sayed, były pracownik Czerwonego Krzyża, oświadczył w rozmowie z dziennikiem "Sunday Times", że nie zamierza wyrzec się wiary w Chrystusa. „Moje ciało należy do nich, mogą z nim zrobić, co zechcą. Tylko Bóg może decydować, czy mój duch pójdzie do nieba czy piekła” – powiedział.

Ostatnio w jego obronie stanął sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen, który wezwał władze afgańskie do poszanowania praw człowieka wobec tych, którzy zmieniają religię.

 

Wiara takich ludzi jest przykładem i wzmocnieniem dla wszystkich chrześcijan.

(za ewangelista.pl)

59 Indianin i świerszcz

Świerszcz w sercu Nowego Jorku 

Słyszałem kiedyś następującą historię. Pewien biały spacerował w towarzystwie Indianina po Nowym Jorku. Nagle czerwonoskóry przystanął i ścisnął białego mocno za ramię: "Słyszysz to? Świerszcz!". Jego towarzysz zaśmiał się: "Jak miałbym tutaj, w takim hałasie i zgiełku ulicznym, usłyszeć świerszcza? Przecież to graniczy z niemożliwością! Wy, Indianie, macie o wiele lepszy słuch!".
"Wcale tak nie jest" - odpowiedział Indianin. - "Uważaj teraz!" - wygrzebał z kieszeni spodni drobną monetę i upuścił ją. Pieniążek poturlał się po asfalcie. Kilku ludzi przystanęło, rozglądając się wokół siebie, jakby czegoś szukali. "Widzisz?" - zatriumfował czerwonoskóry - "odgłos upadającej monety nie jest wcale głośniejszy od cykania świerszcza. A zobacz tylko, ile osób to spostrzegło. My słyszymy po prostu to, na co jesteśmy przyzwyczajeni zwracać uwagę!".
A co my słyszymy? Czego słuchamy? Dziś daleko bardziej niż wówczas Amerykanie w Nowym Jorku jesteśmy zasypywani mnóstwem wzrokowych i dźwiękowych wrażeń, rożnymi informacjami, ofertami, danymi. Czy jesteśmy w stanie w tym natłoku informacji o często wątpliwej treści, odróżnić jeszcze Boży głos?
A co powiedział Indianin? Słuchamy tego, na co jesteśmy przyzwyczajeni zwracać uwagę. Jeśli czytamy Słowo Boże, szukamy społeczności z Nim w modlitwie, chcemy poznać Jego wolę, zważamy na Jego rady oraz wskazówki zawarte w Biblii, to na pewno Go usłyszymy - i to pomimo całego natłoku informacji, który na nas napiera.

Owce moje głosu mojego słuchają i Ja znam je, a one idą za mną. I Ja daję im żywot wieczny.
Ewangelia Jana 10,27-28

60 Inni

...usuń wpierw belkę z własnego oka, a potem będziesz mógł zobaczyć, jak usunąć zadrę z oka brata twego.” Łuk. 6,42

Ewangelista i misjonarz Samuel Hebich znany był z tego, że bez ogródek, przechodził do sedna tematu i mówił bezpośrednio to, czego w danej chwili potrzebowały ludzkie dusze.

Pewnego razu religijna kobieta zaprosiła swoją sąsiadkę na wykład Hebicha. Ona sama nie uważała siebie za grzesznicę, więc nie mogła być dzieckiem Bożym. Myślała jednak o sobie, że jest bardzo pobożna. Dlatego też była przekonana o tym, że tylko grzesznicy, tacy jak jej sąsiadka, muszą się czym prędzej nawrócić.

W wyznaczonym czasie sąsiadka pojawiła się na ewangelizacji. Jej bardzo modny kapelusz wydał się „pobożnej” kobiecie okropny. Podczas kazania, ciągle ukradkiem na nią patrzyła. Obawiała się, że Hebich weźmie sąsiadkę na celownik, aby w Bożym świetle pokazać jej grzeszność.

Ale wkrótce usłyszała: „ ..A więc ty, która siedzisz tu i patrzysz na modny kapelusz swojej sąsiadki! Być może czekasz, że ja będę do niej przemawiał! Siedzisz i nawet nie myślisz, że jesteś w takiej samej sytuacji jak ona! ”

Słowa kaznodziei znów trafiły do serc słuchaczy, tak, jak to najczęściej bywało. W tym dniu kobieta ta nauczyła się patrzeć na siebie tak, jak Bóg na nas patrzy. Odłożyła swoją „pobożność” na bok, wyznała swoje grzechy przed Bogiem i przyjęła Pana Jezusa wiarą, jako swojego Zbawiciela. Później mogła być przewodnikiem do Zbawienia dla swojej sąsiadki.

61 Ja w tym nic złego nie widzę !

Ja w tym nic złego nie widzę!

Był piękny, ciepły, letni dzień i Irena cieszyła się z czasu spędzanego razem z Martą. Marta była wprawdzie o wiele starsza od szesnastoletniej Ireny, ale Marek i Marta Hartmann mieli doświadczenie w pracy z młodzieżą w miejscowym zgromadzeniu. Dom Hartmannów leżał na drodze Ireny do szkoły, i dlatego często ich odwiedzała. Martę, dawną nauczycielkę, można było też poprosić o pomoc w sprawach szkolnych albo po prostu spędzić z nią dobry czas na rozmowie.

Również dzisiaj Irena i Marta rozmawiały przy smacznej mrożonej kawie o różnych rzeczach i wiele się śmiały. Lecz nagle rozmowa zeszła na temat, który dla Ireny nie był zbyt wygodny. Widocznie Marta zwracała uwagę na takie rzeczy, czego nie można było jej brać za złe. Gdy Marta zaczęła: „Wiesz co, Irena, twój ubiór na ostatnim spotkaniu młodzieżowym…”, to Irena już wiedziała, o co chodzi...

- Ja nie widzę w tym nic złego, Marto. Taka jest teraz moda i wszyscy tak się ubierają. Przecież nie muszę z powodu tego, że jestem chrześcijanką, wyglądać jak z poprzedniej epoki. Też mam prawo ładnie wyglądać, prawda?

- Tak, Irenko, możesz się tak ubierać i nikt nie oczekuje od ciebie, abyś ubierała się jak w średniowieczu. Ale jeśli masz za krótką spódnicę i za duży dekolt, który pokazujesz chłopakom nachylając się po szklankę ze stołu, wtedy to nie jest już w porządku i jak  najbardziej jest związane z tym, że jesteś chrześcijanką.

Że też Marta zawsze musi być taka bezpośrednia... - pomyślała Irena. Już nie była taka pewna, że ma rację. - Jeśli chłopcy nie potrafią sobie z tym poradzić, patrząc na piękne dziewczyny, to już nie mój problem.

- O tym zaraz porozmawiamy, ale najpierw coś innego, Irenko. Fakt, że ty w tym nic złego nie widzisz, ponieważ twoje sumienie cię nie oskarża, nie może być dla ciebie jako chrześcijanki rozstrzygające. Nie sumienie jest naszym przewodnikiem, lecz Słowo Boże. A w nim zostało wiele napisane na temat ubioru.

- Tak, wiem, coś o przyzwoitości itp., ale pewne poglądy zmieniają się przecież z biegiem czasu.

- Z pewnością istnieją kulturowe zmiany w społeczeństwie, lecz jeśli są to zmiany  negatywne i sprzeczne ze Słowem Bożym, wtedy Biblia jest dla nas najlepszym wyznacznikiem. Powinnaś zastanowić się nad tym, Irenko, jak się zachowujesz. Jeśli przez swoje postępowanie wywołujesz u chłopaków nieczyste myśli, nie możesz się usprawiedliwiać, że to cię nic nie obchodzi i że to jest ich problem.

Gdy Irena wracała po południu do domu, nie była już taka pewna, czy jej nastawienie było dobre. Czemu to wszystko musi być takie skomplikowane?! Ale była wdzięczna, że w jej życiu istniała Marta - pomimo wszystkiego albo właśnie dlatego.

 

Michael Vogelsang

62 Jak Bóg mógł do tego dopuścić ?!!

 

A myśmy poznali i uwierzyli w miłość, którą Bóg ma do nas. Bóg jest miłością.
1. List Jana 4,16

"Jak to jest, że Bóg, o którym mówisz, że jest miłością, może patrzyć spokojnie na udręczonego strasznymi bólami człowieka, nie udzielając swej pomocy? Jak może, widząc całą ludzką nędzę, nie położyć temu końca?"
Być może zadajesz sobie podobne pytania. Te gorzkie słowa zostały wypowiedziane przez bardzo pogodną niegdyś młodą dziewczynę, która po upadku z konia, odniosła poważne obrażenia. Podczas leczenia w szpitalu, przypadkowo usłyszała mówiącego z rezygnacją lekarza: "Beznadziejny przypadek." Wówczas rozgorzał w niej bunt: "Nienawidzę Boga!", krzyczała. "Jakże mógł do tego dopuścić, skoro jest wszechmocny?! On mnie nie kocha!" Towarzyszący jej znajomy, który wsp ierał ją w tej ciężkiej sytuacji, zamilkł. Za chwilę jednak, jakby mówiąc zgoła o czymś zupełnie innym, zapytał: "Bardzo cię bolało, gdy zakładano ci gips?" - "To było straszne!" - "Czy twój ojciec nie był przy tym obecny?" - "Ależ skąd! Oczywiście, że był przy mnie!" - "I pozwolił im, żeby tak cię męczyli? Przecież mógł ich zatrzymać!" - "Ale to przecież było konieczne; dla mojego dobra, aby mi pomóc."
Potem kontynuował dalej współczująco, z głębokim zrozumieniem: "Twój ojciec zatem przyglądał się, gdy lekarz zadawał ci tak straszny ból. Pozwolił na to, pomimo że cię kocha. A może właśnie dlatego, że cię tak bardzo kocha?" Osłupiała dziewczyna spojrzała na mówiącego: "Myślisz", spytała, wahając się, "że Bóg dopuścił do tego wypadku, ponieważ mnie kocha?" Młody mężczyzna, wyraźnie poruszony, skinął w milczeniu głową.

Uważaj, zanim zaczniesz czynić zarzutu Bogu. Bóg Cię kocha, ale podobnie jak ojciec tej dziewczyny, który musiał dla jej dobra pozwolić aby zadawano jej ból, Bóg pozwala czasami nam cierpieć, abyśmy byli zdrowi. Duchowo zdrowi.

63 Jak długi żyli pierwsi ludzie?

Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, jak długo żyli pierwsi ludzie? Biblia podaje dokładnie ich daty urodzin i śmierci. Mówi również o tym, kiedy ojcu rodził się pierwszy syn. W poniższej tabeli zestawiono daty urodzin, śmierci i zrodzenia pierwszego syna począwszy od Adama aż do Jakuba.

 

 


Imię

Urodzony

Zmarł

Lat

Pierwszy syn

1

Adam

0

930

930

130

2

Set

130

1042

912

105

3

Enosz

235

1140

905

90

4

Kenan

325

1235

910

70

5

Mahalalel

395

1290

895

65

6

Jered

460

1422

962

162

7

Enoch

622

987

365

65

8

Metuszelach

687

1656

969

187

9

Lamech

874

1651

777

182

10

Noe

1056

2006

950

503

11

Sem

1559

2159

600

100

12

Arpachszad

1659

2097

438

35

13

Szelach

1694

2127

433

30

14

Heber

1724

2188

464

34

15

Peleg

1758

1997

239

30

16

Reu

1788

2027

239

32

17

Serug

1820

2050

230

30

18

Nachor

1850

1998

148

29

19

Terach

1879

2084

205

70

20

Abram

1949

2124

175

100

21

Izaak

2049

2229

180

60

22

Jakub

2109

2256

147


 

Warto zauważyć, że Adam znał swoich potomków aż do Lamecha, a więc mógł im bezpośrednio opowiadać o ogrodzie Eden, o upadku w grzech i wygnaniu z ogrodu. Była to relacja naocznego świadka, a więc nie zniekształcona ani nie ubarwiona. Zgodnie z zapowiedzią Boga, możemy zaobserwować, że po potopie (Noe) czas życia ludzi sukcesywnie się skracał , tak, że Jakub o swoim życiu (147 lat) musiał powiedzieć:

„Krótki i zły był czas życia mojego i nie dosięgnął lat życia ojców moich w czasie ich pielgrzymowania." ((1 Moj. 47:9).

W świetle czasu życia  jego przodków, czas jego życia był rzeczywiście krótki.

Nieporównanie krócej od pozostałych , żył w tamtych czasach Enoch. W wieku 365 lat został żywy wzięty przez Boga. W całej historii jedynie on i Eliasz nie umarli, ale żywi zostali wzięci do nieba.

Kiedy zmarł Noe, na świecie już żył Abram. Człowiekiem, który żył najdłużej na ziemi był Metuszelach (969 lat). Nikt z ludzi jak dotąd nie dożył 1000 lat.

64 Jak spędzić dzien z Bogiem ?

Święte życie stanie się łatwiejsze, jeśli określisz kolejność i sposób wykonywania obowiązków, umieszczając wszystko na właściwym miejscu. Chciałbym udzielić ci kilku zwięzłych rad dotyczących przeżywania dnia w święty sposób.

Sen

Wyznacz sobie odpowiedni czas snu, abyś nie tracił cennych porannych godzin, wylegując się w łóżku. Niech sen będzie odpoczynkiem, odpowiednim dla stanu zdrowia i obciążenia pracą, a nie okazją do lenistwa.

Pierwsze myśli

Po obudzeniu, pomyśl najpierw o Bogu, wznieś swoje serce do Niego, pełen szacunku i wdzięczności za nocny odpoczynek, powierzając się Jego opiece w nadchodzącym dniu.

Uczyń to stałym zwyczajem, tak aby sumienie odezwało się, gdyby jako pierwsze próbowały się wcisnąć świeckie myśli. Doceń miłosierdzie, którego dostąpiłeś podczas nocnego odpoczynku i pomyśl o tym, jak wielu spędziło tę noc w piekle, w więzieniu, w zimnych i niewygodnych pomieszczeniach; ilu cierpiało od rozdzierającego bólu i chorób, doznając boleści na swoich posłaniach i w swoim życiu.

Pomyśl ile dusz tej nocy usłyszało przerażające wezwanie do stawienia się przed obliczem Boga i pomyśl jak szybko biegną dni i noce! Jak szybko nadejdzie twoja ostatnia noc i twój ostatni dzień! Zastanów się czego brakuje do przygotowania twej duszy na ten czas i staraj się to bezzwłocznie uzyskać.

Modlitwa

Módl się w samotności (lub ze współmałżonkiem) przed zbiorową modlitwą rodziny. Jeśli jest to możliwe, niech modlitwa będzie codziennie pierwszą czynnością, wykonywaną przed wszystkimi innymi pracami.

Społeczność rodzinna

Niech rodzina systematycznie oddaje wspólnie chwałę Bogu, w czasie, kiedy jest najbardziej prawdopodobne, że nikt nie będzie jej w tym przeszkadzać.

Ostateczny cel

Pamiętaj o ostatecznym celu. Gdy przygotowujesz się do codziennej pracy, lub rozpoczynasz jakiekolwiek działanie na tym świecie, przy każdej sprawie wypisz na swoim sercu POŚWIĘCONY PANU (Za 14:20).

Rozważanie

Gdy jesteś sam podczas swoich zajęć, wykorzystaj ten czas na praktyczne i użyteczne rozważania. Rozmyślaj o nieskończonej dobroci i doskonałości Boga, o Chrystusie i odkupieniu, Niebie i tym jak niegodny jesteś aby się tam dostać i o tym dlaczego zasługujesz na wieczne cierpienie w piekle.

Jedyny motyw

Cokolwiek czynisz, w towarzystwie lub w samotności, czyń wszystko dla chwały Boga (1 Kor 10:31). w przeciwnym razie, Bóg nie przyjmie tego.

Odkupuj czas

Doceniaj swój czas, pilnuj go bardziej niż pieniędzy. Nie pozwól, aby bezwartościowe rozrywki, próżne rozmowy, niepożyteczne towarzystwo lub drzemka okradały cię z drogocennego czasu.

Strzeż się osoby, czynności lub sposobu życia, które okradałyby cię z czasu, bardziej niż złodziei i rozbójników.

Bacz, abyś nigdy nie był bezczynny, ale wykorzystuj swój czas jak najpożyteczniej, nie wybierając tego co jest mniej korzystne, kosztem tego co bardziej korzystne.

Relacje

Pamiętaj codziennie o szczególnych obowiązkach wynikających z różnych relacji: mężów, żon, dzieci, panów, sług, pastorów, wiernych, władz, poddanych.

Pamiętaj, że z każdą relacją wiążą się szczególne obowiązki i że stanowi ona okazję do pełnienia dobrych uczynków. Bóg oczekuje od ciebie wierności w tych sprawach, tak samo jak i we wszelkich pozostałych obowiązkach.

Pożegnanie dnia

Rozsądne i niezbędne, przed udaniem się na spoczynek, jest przemyślenie własnych działań i łask Bożych otrzymanych w kończącym się dniu, co wypełni nas wdzięcznością z powodu otrzymanych szczególnych łask i upokorzy z powodu wszystkich naszych przewinień.

Jest to konieczne, aby odnowić w sobie pokutne nastawienie i postanowienie posłuszeństwa. Pomaga to również w zbadaniu samych siebie, czy stan duszy poprawia się, czy pogarsza, czy grzech słabnie, a łaska wzmacnia się i czy jesteś coraz lepiej przygotowany do cierpienia, śmierci i wieczności.

Wypisz te wskazówki w swoim sercu i postępuj według nich każdego dnia.

Szczerze przestrzegane pomogą ci być świętym, przynieść dobry owoc, żyć i umrzeć w pokoju.

Richard Baxter (1615-1691)

65 Jedno kliknięcie

Jedno kliknięcie za dużo

Kto z użytkowników Internetu może powiedzieć, że temat ten go nie dotyczy? Na pewno każdy potrafi opowiedzieć o własnych doświadczeniach z nim związanych. Istnieje z pewnością coś takiego jak „jedno kliknięcie za dużo”!
Możliwe jest nawet to, co jest bardzo prawdopodobne, że nie ma nikogo, kto by nie miał z nim do czynienia. Może tylko „przypadkowo”, "nie chcący" (jak sobie to czasem chcemy wmówić).
Rzeczywistość jest taka, że dzisiaj praktycznie nie istnieją „normalne” strony – nawet tak zwane konserwatywne strony z wiadomościami nie są wyjątkiem – wszędzie można natknąć się na niemoralne treści.
Aż do dzisiejszego dnia, oko człowieka jest wejściem dla zła. Czytamy o tym w Biblii, która jest do dzisiaj bardzo aktualna w pytaniach dotyczących zbawienia, jak również w pytaniach dotyczących moralności. Biblia potwierdza, że „wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata.” (1. Jana 2,16).

Nie zapomnij - funkcjonujemy w oparciu o to, co widzimy

Czy chcemy w to wierzyć czy nie (może dotyczy to bardziej mężczyzn niż kobiety), nasze oczy nami kierują – i często prowadzą nas do złego. Jeżeli na wielkim plakacie czytamy o obszernej „światowej ofercie” i patrzymy na ten plakat, to czy odwracamy się z obrzydzeniem, żeby nie zanieczyścić naszych myśli? Czy raczej powstają w nas pożądliwości o seksualnych zabarwieniach? Dopuszczając do siebie takie skłonności, narażamy się na to, że „urodzą” grzech.
Już Ewa widziała „coś” w ogrodzie Eden i to wzbudziło jej pożądanie (do grzechu) pomimo tego, że nie miała wtedy grzesznej natury, jak my dzisiaj. Pomimo to, nie obroniła się przeciwko tej pożądliwości.

Dotyczy to nas wszystkich – musimy być tego świadomi

Jesteśmy obecnie zewsząd otoczeni pokusami. Internet, pomimo że czytasz w nim niniejszy artykuł – jest tego najlepszym dowodem. Jest prawie niemożliwe, żeby obronić się przed tymi okropnymi, złymi rzeczami. Mówię o pornografii! Nawet większość wiadomości e-mail wabi erotyką i seksualnością, oferując okropne rzeczy do ściągnięcia w dzień, a szczególnie po dziesiątej wieczorem. Czy jeszcze nigdy w to nie kliknąłeś(aś)? Jeśli zaprzeczysz, to prawie nie jestem w stanie Ci uwierzyć. Szczerze odpowiedz sobie na to pytanie!
Co można zrobić, aby temu zapobiec? Można zainstalować oprogramowanie zabezpieczające. Lepiej tak się zachować niż wpaść w grzech! Bo Pismo mówi: „Uciekajcie przed wszeteczeństwem.” (1. Kor. 6,18). Oznacza to, że mamy omijać pokusę z jak największej odległości. Uznamy przez to, że sami nie jesteśmy w stanie rozwiązać tego problemu. Nikt z nas naprawdę nie potrafi sam tego zrobić! Musimy zauważyć ten problem i wyznać go!

Rozwijaj strach przed „jednym kliknięciem za dużo”

W każdym przypadku powinniśmy wszyscy być świadomi, że to przysłowiowe kliknięcie za dużo naprawdę istnieje. Potrzebna jest tylko 1/1000 sekundy nieuwagi, i już jesteśmy w środku świata. W samym środku. My jako chrześcijanie, dla których Chrystus umarł!
Nie wystarczy tylko tego żałować! Bo może się to zdarzać ciągle na nowo. Ciągle na nowo! Nasze ciało jest w stanie przez jakiś okres kontrolować takie zachowanie - może kilka dni, tygodni, a nawet kilka miesięcy. Ale potem znowu się to zdarza. Z powrotem wpadamy w sidła szatana.
Aby temu zapobiec musimy opierać się tylko na Chrystusie, na jego dziele, na tym, że Duch Święty w nas mieszka. Właśnie dzięki temu nie musimy grzeszyć. Lepiej zrobimy, gdy będziemy Go naśladować – to naprawdę pomaga!

Opieraj się na Nim!

Gdy nadchodzi pokusa, to pamiętaj o tym, że Chrystus musiał cierpieć nieskończenie za każdy Twój grzech. Z umierającym Chrystusem przed oczami, po prostu nie będziesz w stanie grzeszyć! Co zrobić, gdy problem się powtarza?
Istnieje tylko jedno rozwiązanie - trzeba uznać grzech i uzależnienie. Trzeba je wyznać Panu Jezusowi i zostawić, co więcej, należy przed nim uciekać. Jako dobrą pomoc polecamy program „Covenant Eyes” (http://www.covenanteyes.com), który zapisuje każdy Twój ruch w Internecie i wysyła raporty do wskazanej osoby.

Zachować siebie czystym

Przy różnych pokusach ważne jest nastawienie - mamy być czyści. Większości kobiet brzydzi się pornografią. I bardzo słusznie. Pornografia poniża tych, którzy biorą w niej udział (nawet gdy tego nie zauważają), ale i nas, „tylko” na nią patrzących! Pamiętajmy o tym, że takie rzeczy zanieczyszczają naszego Zbawcę!
Czyż On nie umarł po to, żeby także od tego nas uwolnić?

Manuel Seibel

 

66 Jedność Ducha

Myśli dotyczące jedności Ducha

Jeżeli postawimy sobie pytanie, jaka jest osobista i wspólna droga życia wierzącego w Pana Jezusa, w praktycznym życiu, to najpierw musimy wiedzieć rzecz podstawową, że jesteśmy „przez” i „w” Chrystusie. Wtedy będziemy świadomi, że nasza pozycja „w Nim” jest miarą dla naszej drogi, którą musimy kroczyć. Jest to podstawowa chrześcijańska zasada.

Przez Bożą łaskę otrzymaliśmy wysokie, czyste i piękne stanowisko. Teraz jesteśmy wezwani, by: „... trzymać się głowy, z której całe ciało, odżywiane i spojone stawami i ścięgnami, rośnie wzrostem Bożym” (Kol. 2,19).

Wszyscy wybawieni, którzy żyją na ziemi, razem tworzą to jedno ciało, które jest doskonałe i  związane z Chrystusem, głową w niebie. Ale też między sobą jesteśmy złączeni w całkowitej jedności.

„...abyście postępowali, jak przystoi na powołanie wasze, z wszelką pokorą i łagodnością, znosząc jedni drugich w miłości, starając się zachować jedność Ducha w spójni pokoju: Jedno ciało i jeden Duch” (Efe. 4,1-4) Odpowiednio do faktu jedności ciała, Duch Boży działa nad praktyczną jednością, jednością Ducha.

Naszym zadaniem jest, aby właśnie zachować tą jedność, czyniąc to w społeczności z Chrystusem, wysławiona Głową, gdy zgromadzamy się na jednym miejscu jako zgromadzenie. Wtedy przede wszystkim chcemy czynić Jego wolę i czcić Go, ale zgromadzamy się też w pełnej jedności, wspólnie z tymi, którzy na innych miejscach zgromadzają się na tej samej podstawie. „Ponieważ jest jeden chleb, my, ilu nas jest, stanowimy jedno ciało, wszyscy bowiem jesteśmy uczestnikami jednego chleba” (1.Kor. 10,17).

Ta jedność jest wyrażona w sposób widoczny w jednym chlebie, przy stole Pańskim. Każde niezależne od Pana i od wszystkich w ten sposób zgromadzonych wierzących, działanie, jak też chodzenie od jednej do drugiej grupy chrześcijańskej, którą nie jest, albo jeszcze nie jest związana w pełnej społeczności według zasad Biblijnych, aby tam łamać chleb, zaprzecza tej jedności i nie może być tolerowana w zgromadzeniu Bożym.

Jest ważne, aby utrzymywać jedność Ducha w pokornym usposobieniu, w świadomości, że zgromadzanie się na podstawie Słowa Bożego jest tylko możliwe dzięki Jego łasce. I ta łagodności powinna nas charakteryzować, nie twardość lub gniew, „bo gniew człowieka nie czyni tego, co jest sprawiedliwe u Boga” (Jak. 1,20).

Również należy wskazać na cierpliwość. Każde szybkie działanie nie jest według myśli Bożych. „Nosić jedni drugich w miłości”, przychodzi nam trudno, szczególnie jeżeli pogardzamy powyżej wymienionymi zasadami. Jeżeli musimy podejść do innych,
którzy nie widzą tych prawd i poważnie ich napomnieć, to jednak pamiętajmy, że są oni również umiłowanymi dziećmi Boga.

Bądźmy mocno ugruntowani w tych Bożych prawdach, które mają swój fundament w Jego niezmiennym Słowie!

W obecnym wielkim chaosie między chrześcijaninami, stoimy w zagrożeniu myślami, że te Biblijne zasady już nie mogą być zrealizowane. Ale jeżeli w miłości do Pana Jezusa i w posłuszeństwie Jego Słowu, w wierze,  czynimy odważne kroki w prawdzie, to doświadczymy, że  jest On wierny Swojej obietnicy: „przed tobą otwarte drzwi, których nikt nie może zamknąć” (Objaw. 3,8).

Max Billeter

67 Jesienna mobilizacja

Jesienna mobilizacja

Dziś mamy pierwszy dzień kalendarzowej jesieni na półkuli północnej. Aż do 23 grudnia dni będą stawały się coraz krótsze, ustępując miejsca mrokom zbliżającej się zimy. 

W naszej strefie klimatycznej cały świat przyrody przestawia się na gromadzenie zapasów. Stwórca wpisał te instynkty w naturę zwierząt, że przygotowują się do nadciągającej zimy. Nawet rośliny w swoisty dla siebie sposób przygotowują się na nadciągające mrozy.

A ludzie? Mądrzy i zaradni skwapliwie wykorzystują dogodny czas i zabezpieczają się przed niedostatkami zimy. Syn, który zbiera w lecie, jest rozumny; lecz syn, który zasypia w żniwa, przynosi hańbę [Prz 10,5]. Zdrowy rozsądek podpowiada przezorność. Trzeba się przygotować na to, co nadchodzi.

Opieszałych Biblia napomina: Idź do mrówki, leniwcze, przypatrz się jej postępowaniu, abyś zmądrzał. Nie ma ona wodza ani nadzorcy, ani władcy, a jednak w lecie przygotowuje swój pokarm, w żniwa zgromadza swoją żywność[Prz 6,6]. Obserwacja zachowania ptaków i zwierząt przed zimą stanowi tu wielką lekcję poglądową. 

Przenieśmy tę myśl na grunt duchowy. Bóg daje nam w doczesnym życiu czas na przygotowanie się do wieczności, albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie. Bo kto sieje dla ciała swego, z ciała żąć będzie skażenie, a kto sieje dla Ducha, z Ducha żąć będzie żywot wieczny [Ga 6,7-8].

Rzecz w tym, aby tego czasu nie przespać i nie zaprzepaścić danej nam możliwości. Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia [2Ko 6,2] naprowadza nas Słowo Boże. Jakże tragiczna będzie przyszłość ludzi, którzy nie przyjmą w porę daru zbawienia. 

Tak swego czasu stało się z ludem Bożym Starego Przymierza. Mieli możliwość uratowania się przed nadciągającą zgubą, lecz ją zmarnowali. Prorok Boży stwierdził: Przeminęło żniwo, skończyło się lato, a nie jesteśmy wybawieni! [Jr 8,20]. Czas minął. Za późno już było na jakiekolwiek przygotowania.

Przyjaciele! Niech rozpoczynająca się jesień nas otrzeźwi. Pod względem duchowym nadchodzą czasy złe. Pora zacząć z całego serca szukać Boga. Szukajcie Pana, dopóki można Go znaleźć, wzywajcie go, dopóki jest blisko! Niech bezbożny porzuci swoją drogę, a przestępca swoje zamysły i niech się nawróci do Pana, aby się nad nim zlitował, do naszego Boga, gdyż jest hojny w odpuszczaniu! [Iz 55,6-7].

Wykorzystajmy czas, wciąż jeszcze dogodny do tego, aby zbliżyć się do Boga. W końcu, bracia moi, umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy jego [Ef 6,10]. Niech Słowo Boże zamieszka w nas obficie i zabarwi nasz sposób myślenia! A czynić dobrze nie ustawajmy, albowiem we właściwym czasie żąć będziemy bez znużenia. Przeto, póki czas mamy, dobrze czyńmy wszystkim, a najwięcej domownikom wiary[Ga 6,9-10].

Nadciąga duchowa zima. Jakże ujdziemy cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie zbawienie? [Hbr 2,9]. Zanim przyjdzie wiosna Powrotu Pana i czasy ostatecznego wybawienia Jego wiernych, czeka nas jeszcze niejedna próba wiary...

Marian Biernacki

68 Jest Pan szczęśliwy ?

Nawet w śmiechu może serce boleć, a radość może się kończyć strapieniem.
Przypowieści Salomona 14,13

Oto moi słudzy będą wykrzykiwać z głębi swojego szczęśliwego serca.
Księga Izajasza 65,14

Mówi się, że po pewnej serdecznej rozmowie z generałem Charles'em de Gaulle'em jego rozmówca zadał mu pytanie: "Czy tak naprawdę jest pan szczęśliwy, panie generale?" Podobno de Gaulle dał na nie niezwykle dosadną odpowiedź: "Czy ma mnie Pan za głupca?". 
Jakże mógł być szczęśliwy ten inteligentny człowiek, na którym spoczywała tak wielka odpowiedzialność i który borykał się z rozwiązaniem tak wielu zawiłych politycznych problemów? Poza tym z pewnością, jak każdy z nas, miał wiele pytań dotyczących swojego osobistego życia. 
Na ziemi nie osiągniemy prawdziwego, niezakłóconego szczęścia. Zaś zabawne sytuacje pozwalają jedynie na krótko zapomnieć o naszych problemach. 
Słowo Boże trafnie opisuje w wielu miejscach ulotność szczęścia, wskazując również na tego przyczynę. Jes t nią grzech, który stanął pomiędzy nami a Bogiem oraz między nami a innymi ludźmi. Można go dostrzec w tym, że nie pytamy naszego Stwórcę o Jego wolę, a postępujemy po swojemu, zbierając gorzkie tego owoce. 
Wielu ludzi uznało za prawdziwą tę Bożą diagnozę odnośnie swoich grzechów i zwróciło się do Niego z wyznaniem swojej winy. Wtedy w ich sercach zagościł pokój i szczęście. 
Jednak nie oznacza to, że wszystkie przygnębiające nas troski zostały natychmiast usunięte. Został jedynie rozwiązany najważniejszy problem naszego życia. Kto zaś oddał kontrolę nad swoim życiem w ręce Boże, może zaufać Mu, że dopomoże w rozwiązaniu wszelkich innych nurtujących nas pytań.

69 Jesteś ...

Jesteś...

Ty jesteś jak ogień
dla tych, którzy Cię nie znają.

Ty jesteś jak woda
dla tych, którzy pragną.

Ty jesteś jak skała
dla tych, którzy Ci ufają.

Ty jesteś wszystkim we wszystkim
dla tych, którzy Cię kochają.

Boże, naucz mnie jak być
płomieniem miłości
i światłem dla ginących,
aby słuchając słyszeli,
aby patrząc widzieli
Ciebie we mnie
i zaczęli żyć...
na nowo w Tobie

L.Puza

70 Joel

Prorok Joel

 

1. Autor i czas napisania

Pierwszy werset tej krótkiej księgi określa Joela (jego imię oznacza: Jahwe jest Bogiem), syna Petuela jako autora. Poza tym bardzo krótkim komunikatem nie wiemy nic na temat osoby i okoliczności życia Joela. Jest wiele przypuszczeń, co do czasu, w którym żył Joel. Niektórzy naukowcy twierdzą, że księga została napisana około 400 roku przed Chrystusem lub nawet później, inni twierdzą, że Joel żył w 9 wieku przed Chrystusem, być może za czasów Joasza, króla judzkiego.

Ogromna plaga szarańczy połączona z wielka suszą dała okazję do napisania tej księgi. Takie przypadki są jednak bardzo częste na Dalekim Wschodzie i nie można na ich podstawie wyciągać wniosków co do jej tła historycznego. Ponieważ Pismo Święte nie sugeruje jednoznacznie czasu napisania księgi, powinniśmy to uszanować.

2. Cel napisania

Proroctwo Joela zakreśla szeroki krąg czasowy: od klęski, która miała miejsce za dni jego życia, aż do czasu, gdy lud Boży będzie uciskany, nawróci się, a następnie przeżyje okres błogosławieństw w dniu Chrystusa. Joel może być więc nazwany prorokiem dnia Jahwe. Ten dzień Jahwe jest wspomniany pięć razy (zob. pkt 3. Osobliwości).

Wielkie plagi szarańczy i suszy były karą Jahwe. Już Mojżesz i Salomon prorokowali o takich formach kary. (5 Mojż. 28,38-39 i 1 Król. 8,37). Ale Izraelici nie rozpoznali w nich ręki Jahwe. Dlatego też, w rozdziale 1, prorok wzywa starców i kapłanów do  pokuty.

Rozdział 2 rozszerza nieco pole widzenia. Widzimy tu nie tylko szarańczę, ale armię wrogów z północy najeżdżających ziemię i niszczących ją. Na górze Syjon rozbrzmiewa alarm i ludzie pokutują. Teraz nadchodzi dzień Jahwe, w którym On sam ratuje swój lud od armii z północy. Ziemia jest nie tylko zewnętrznie błogosławiona przez wczesny i późny deszcz, lecz także Duch Święty będzie też wylany na wszelkie ciało. Chociaż Piotr w Dziejach Apostolskich 2,16-21 dosłownie cytuje te słowa Joela, ostateczne spełnienie się tego proroctwa jest jeszcze przed nami.

W ostatnim rozdziale opisuje sąd nad narodami, który odbędzie się w dniu Jahwe w dolinie Jehoszafata. Rozdział ten mówi nam także o pełnym błogosławieństwie Tysiącletniego Królestwa.

3. Osobliwości

Dzień Jahwe

Dzień Jahwe jest wymieniony w Księdze Joela pięć razy:  rozdział 1,15; 2,1.11; 3,4; 3,19. Ten dzień jest nazwany w Starym Testamencie dniem zagorzałego gniewu Pana (Iz. 13,9; Sof. 2,2.3.), w którym stanie On do bitwy przeciwko swoim wrogom (Ez. 13,5). Często ten dzień jest wspominany jako „bliski dzień” (Iz. 13,6; Ez. 30,3; Abd. 15; Sof. 1,7.14). Przed tym wielkim i strasznym dniem Jahwe miał zostać wysłany prorok Eliasz (Mal. 4,5; Łuk. 1,17; Marka 9,11-13).

Dzień Jahwe nazywany jest w Nowym Testamencie dniem Pańskim (1 Tes. 5,2; 2 Tes. 2,2; 2 Piotra 3,10). Ten dzień Pański wskazuje punkt wyjścia okresu, który rozpocznie się, gdy Chrystus pojawi się w chwale ze swoimi świętymi. On przyjdzie następnie sądzić narody i ustanowić swoje chwalebne panowanie w Królestwie Pokoju: (Mat. 25,31; Obj. 19,11 i dalsze). 2 Tes. 2,2 i dalsze mówią nam, że dzień Pański jest poprzedzony całkowitym odstępstwem chrześcijaństwa i objawieniem się antychrysta, człowieka grzechu. Wtedy nadejdzie dzień Pański ze swoim wyrokiem jak złodziej w nocy (1 Tes. 5,2.4; 2 Piotra 3,10).

Dlatego też dzień Pański nie może być mylony z przyjściem Pana w celu pochwycenia swoich świętych na końcu aktualnego czasu łaski (Jana 14,3; 1 Kor. 15,51 i dalsze; 1 Tes. 4,15 i dalsze). To pochwycenie jest kolejnym wydarzeniem, na które oczekują żyjący teraz wierzący (1 Tes. 1,10; Obj. 3,11; 22,7.12.20).

 

Arend Remmers

71 Katakumby

Ty zachowałeś duszę moją od dołu zagłady, gdyż poza siebie rzuciłeś wszystkie moje grzechy.
Księga Izajasza 38,17

Armia Napoleona oblegała Rzym. Grupa oficerów zdecydowała, że zwiedzi katakumby, podziemne miejsca pochówku, gdzie pierwsi chrześcijanie spotykali się w czasach prześladowań. Tam, gdzie kiedyś brzmiały pieśni ku chwale Bożej, mężczyźni ci postanowili świętować piciem i zabawami. Jeden z oficerów, odważniejszy od reszty, postanowił zapuścić się w najdalsze zakamarki lochów, gdzie nikt nie wybrałby się bez przewodnika. Stwierdził, ze nie boi się ani Boga, ani szatana, bo w żadnego z nich nie wierzy. Pomimo wielu ostrzeżeń wyruszył w drogę. Szedł przy świetle świecy przez dłuższy czas aż w końcu odkrył, że zgubił drogę w labiryncie ciemnych przejść. Odrzucił wprawdzie Boga, ale Bóg nie zrezygnował z ni ego. Następnego ranka grupa ratowników została wysłana, żeby go odnaleźć. Po kilku dniach, kiedy oficer był już bliski śmierci z wyczerpania, został odnaleziony. Jego pycha i wiara w siebie sprawiły, że był teraz poważnie chory.
Bóg udzielił temu człowiekowi zdrowia, a także czegoś więcej. W tych niecodziennych okolicznościach przemówił do jego sumienia i przyprowadził go do stóp tego, z którego tak często się naśmiewał, a którego teraz uznał za swojego Zbawiciela na wieczność: Jezusa Chrystusa. Siedem lat później żołnierz ten zginął w bitwie. W torbie, którą miał ze sobą znaleziono Biblię - jego najcenniejszy skarb.

Czy nie jest to ostrzeżenie dla nas? Nie lekceważmy bogactwa łaski i cierpliwości, które Bóg ciągle jeszcze przejawia!

72 Kierowca

Do starego i młodego kierowcy

“Starsi ludzie lubią siadać za kierownicą swojego samochodu, lubią jeździć“, zauważył mój przyjaciel wysiadając z samochodu. „Są oni jednak bardzo słabymi kierowcami!“

Bez dyskusji przyznałem mu rację: „Tak, to prawda, starsi ludzie nie powinni jeździć samochodami, gdyż zbyt wolno reagują na drogowe sytuacje i strasznie się wloką…” Mój przyjaciel przerwał mi mówiąc: „Czy nie domyśliłeś się, kogo mam na myśli? Pomyśl przez chwilę o naszej podróży! Za kierownicą siedziały tak jakby różne osoby. Najpierw jechałem z kierowcą, który nie przestrzegał przepisów ruchu drogowego. Tak, to ty z uśmieszkiem na ustach przejeżdżałeś skrzyżowania, kiedy światło zmieniało się na czerwone. Potem z prędkością 90 km/godz. jechałeś przez wioskę. Czterokrotnie przejechałeś także ciągłą linię.”

„Ale nikogo nie naraziłem na niebezpieczeństwo - przerwałem mu - zresztą wielu jeździ tak samo. Ktoś przekracza jedne przepisy, a ktoś inny, drugie.”

„Lecz przepisy pozostają niezmienne i chrześcijanie jako pierwsi powinni być wśród tych, którzy je przestrzegają. Jak mają prosić Pana, aby ich zachował od wypadków, jeśli nie chcą się podporządkować władzy, którą ustanowiła przepisy ruchu i którą postanowił Bóg, aby ich ochraniała (Rzym. 13,1). Nasze świadectwo będzie bardziej widoczne, jeśli i w tym będziemy dobrym przykładem.

Siedziałem również w samochodzie niecierpliwego kierowcy – kontynuował mój przyjaciel. Pomstował na kierowcę dymiącego samochodu ciężarowego, za którym musiał jechać przez dziesięć minut. Musiał ci bardzo podziałać na nerwy, skoro wyprzedziłeś go w bardzo niebezpiecznym miejscu.

Przy wyjeździe z miejscowości B. zauważyłem, że człowiek siedzący po mej lewej ręce, okazał się wielkim egoistą. Widziałeś wprawdzie autostopowicza z walizką, który szedł poboczem w czasie deszczu, lecz nie zatrzymałeś się.”

“Ach!  Wyznaję zasadę, że tacy ludzie powinni siedzieć w domu, lub iść na pociąg!”

„Ale, czy nie uważasz, że nie tylko straciliśmy w ten sposób okazję do okazania mu pomocy, lecz także możliwość zwiastowania ewangelii?

Następnie nadeszła chwila nieodpowiedzialnych wyścigów ze słabszym samochodem, który chciał cię wyprzedzić. Byłeś bardzo dumny ze swoich rajdowych wyczynów. Przypomniałeś mi Jehu, o którym czytamy: „jedzie, jak szalony“ (2. Król. 9,20). Przy okazji zauważyłem, że jesteś trochę chełpliwy. Do tej pory nie znałem cię z tej strony.

Mój kochany! Przyjmij napomnienie od darzącego cię sympatię starszego chrześcijanina i pozbądź się miłości własnej polegającej na upajaniu się szybką jazdą. Biblia nazywa to pychą życia. Ona skłania ciebie i innych, podobnych tobie młodych ludzi do bardzo niebezpiecznych zachowań. Lecz wiedz, że twoje życie, a tym bardziej życie innych ludzi, nie należy do ciebie, nie możesz więc przez swoją brawurową jazdę, igrać z nim. Czy chcesz, aż do końca życia cierpieć z tego powodu, że zabiłeś kogoś, kto nie był nawrócony i przez Ciebie jest teraz w piekle ?  „Ależ bądź sprawiedliwy! Ten kierowca z lewej przytarł mój błotnik zdzierając z niego farbę…”

„I spowodował, że spod „lakieru dobrze wychowanego młodzieńca” ukazał się zdenerwowany człowiek, który w takiej postaci wyglądał znaczniej gorzej niż porysowany samochód. „Łagodność wasza niech będzie znana wszystkim ludziom” (Fil. 4,5), to znaczy innym użytkownikom drogi też.”

„Widzisz, więc mój drogi, że nie musieliśmy jechać ze sobą zbyt długo, aby zobaczyć negatywne cechy niepohamowanej starej natury. Jestem pewny, że od tej chwili będziesz na nie zwracał uwagę. Jakub opisuje w trzecim rozdziale swojego listu, że człowiek potrafi ujarzmić nieokiełznane konie, sterować wielkimi okrętami, oswoić wszelkiego rodzaju dzikie zwierzęta, lecz nie potrafi być panem swojego języka i swojego charakteru. Czy nie jest to przede wszystkim „stary człowiek”, którego cywilizacja nie zmieniła, chociaż mamy dzisiaj do dyspozycji wiele nowoczesnych środków wychowawczych? Naszą starą naturę, gwałtowną, egoistyczną i  niepohamowaną, naturę o wielu obliczach, znajdziesz w sobie samym na każdym skrzyżowaniu, jadąc przez wioskę, lub stojąc w korku. Co można z nią zrobić? Po prostu: zabrać jej prawo jazdy, powierzyć komuś innemu kierownicę, temu, który jest na dodatek wspaniałym towarzyszem podróży.

Jeśli czas spędzony na czerwonym świetle będzie wykorzystany na modlitwę, to nie będzie on stracony. Przeciwnie, jeśli uświadomisz sobie, jakie masz braki i poprosisz Pana aby je usunął, to wtedy każda przeszkoda, każde wydarzenie na drodze zmieni się dla ciebie w małą, ale jakże potrzebną lekcję, zachęci cię do modlitwy, pozwoli zwyciężyć. Jeśli chrześcijanin nazywa swój samochód: „nauczycielem cierpliwości”, wtedy rano i wieczorem będzie przeżywał praktyczne lekcje chrześcijaństwa.”

Także ja, jako kierowca, musiałem przyznać, że egzamin „chrześcijańskiej jazdy” oblałem. Mam wprawdzie prawo jazdy, lecz nie wiedziałem, jak prawidłowo korzystać z samochodu. To, co wyszło na jaw, podczas naszej podróży, było dla mnie codziennością. Okazało się, że koniecznie muszę nauczyć się prawidłowo jeździć, to znaczy „zmienić” kierowcę.

 

73 Kilka wydarzeń z życia Piotra

Piotr poznaje Pana Jezusa i idzie za Nim

Kiedy Piotr po raz pierwszy spotkał się z Panem Jezusem, został nazwany prze Niego Kefas - Piotr, to znaczy kamień (Jana 1,42).  Czy Piotr zrozumiał wtedy słowa Pana Jezusa?  Później w Mat. 16,13-20 złożył wyznanie o swoim Panu. Nie mówił tego jednak sam od siebie, lecz objawienia mu to Ojciec. W końcu, w swoim liście zacytował słowa Starego Testamentu wskazujące na Chrystusa:, „Dlatego to powiedziane jest w Piśmie: Oto kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany, kosztowny, A kto weń wierzy, nie zawiedzie się.” (1 Piotr. 2:6) oraz: „I wy sami, jako żywe kamienie…” (1 Piotra 2,5). W tych kolejnych etapach życia Piotra zauważamy, więc wzrastanie w łasce i poznaniu Pana Jezusa. Jednak po pierwszym spotkaniu z Panem Jezusem Piotr z Nim nie pozostał.

O następnym spotkaniu czytamy w Łukasza 5,1-11. Nad jeziorem Genezaret Pana Jezusa otaczały tłumy ludzi. Nagle wsiadł On do łodzi Piotra, poprosił go, aby odpłynął od brzegu i stamtąd nauczał lud., Jakie słowa usłyszał wtedy z ust Pana? Tego nie wiemy. Na pewno trafiły one do jego serca (por. Łuk. 4,22), skoro na słowo Pana odpłynął od brzegu by po raz drugi rozpoczął połów ryb.  Po ciężkim i bezowocnym połowie w nocy, Piotr mógł Mu odmówić, lecz posłusznie wykonał polecenie Pana. Zapewne było to skutkiem słuchania Słowa Bożego. Piotr natychmiast wykonał polecenie Pana Jezusa. Czy jest tak w naszym życiu?

Piotr był zaskoczony ilością złowionych ryb. Na pewno pytał samego siebie: czy jest to możliwe, czy przypadkiem nie śnię? Lecz kiedy jego towarzysze pospieszyli z mu pomocą, uwierzył, że to była rzeczywistość. Zauważył, że Ten, który kazał zarzucić sieci uczynił cud.

Usłyszane słowo i cudowny połów ryb poruszyły Piotra do głębi. Nie był w stanie ustać spokojnie, rzucił się, więc Panu Jezusowi do nóg i zawołał: „Odejdź ode mnie, PANIE, bo jestem grzesznym człowiekiem (Łuk. 5,8). Piotr nawrócił się i uznał Jezusa swoim PANEM.

Kiedy słyszymy Słowo Boże i otwieramy na nie swoje serce wtedy:

a)      Duch Święty porusza je.

b)      Zauważamy, że w sprawie swojego zbawienia nie potrafimy nic uczynić („Mistrzu, ciężko pracując, nic nie złowiliśmy” Łuk. 5,6).

c)       Poznajemy, że jesteśmy grzesznikami („…bom jest człowiek grzeszny” Łuk. 5,8)

d)      Jesteśmy posłuszni Słowu Bożemu, poleceniom Pana Jezusa. („ …poszli za Nim” Łuk. 5,11).

Wydarzenie to wywołało u Piotra strach, ale Pan Jezus mówi do niego: „Nie bój się”, a następnie dodaje: „od tej pory ludzi łowić będziesz”. Piotr pozostawił wszystko i poszedł za Panem. Trzy lata przebywał z Nim aż do śmierci Pana.  Po Jego zmartwychwstaniu, wniebowstąpieniu i wylaniu Ducha Świętego stał się zdecydowanym, odważnym, posłusznym i wiernym sługą Pana Jezusa. Nie łowił już ryb, lecz ludzi. Prowadził ich do Pana Jezusa.

Czy nie pragnęlibyśmy pójść drogą tego wiernego ucznia?

PB

74 Kobiety

Chcę tedy, aby się mężczyźni modlili na każdym miejscu, wznosząc czyste ręce, bez gniewu i bez swarów.
1. List do Tymoteusza 2,8

W odróżnieniu od islamu, chrześcijaństwo podkreśla wartość kobiety i stwierdza, że w Chrystusie mężczyzna i kobieta są równie ważni i są jedno (1 Kor. 11, 11; Gal. 3, 28). Jeśli jednak chodzi o ich służbę dla Boga, to rodzaj posługi kobiet jest całkiem inny niż mężczyzn. Już sam fakt, że kobieta ma mieć długie włosy, a mężczyzna krótkie, wyraża istniejącą w oczach Boga różnicę (1 Kor. 11, 14-15). Kobieta ma dodatkowo nakrywać głowę na znak uległości wobec mężczyzny i woli Boga (1 Kor. 11, 9-10). Nie chodzi o to, że kobieta jest mniej wartościowa niż mężczyzna, ale chodzi o Boży porządek. Bóg właśnie mężczyźnie powierzył rolę kierowania i publicznego występowania tak w kręgu rodzinnym , jak i w zborze. Mężczyzna poddany jest Chrystusowi, a kobieta mężczyźnie (1 Kor. 11, 3). Bóg nie pozwala kobietom występować publicznie, przewodzić i nauczać, czyli zajmować miejsce mężczyzny (1 Tym. 2, 11-12). Często jako kontrargument podawany jest przykład córek Filipa, które prorokowały (Dz. 21, 9). Jednak nigdzie nie czytamy, że działo się to w zborze. Warto też zauważyć, że mimo obecności czterech prorokujących niewiast, dopiero Agabus, który przyszedł z Judei, wypowiedział proroctwo na temat przyszłości Pawła.
Dzisiejszy werset Pisma wyraźnie nam mówi, że to mężczyźni mają modlić się na każdym miejscu. Oznacza to tym samym, że kobiety podczas zgromadzeń mają milczeć (1 Kor. 14, 34). Także w domach mężczyźni powinni głośno się modlić, a pod nieobecność ojców mają to czynić synowie. Również kiedy jesteśmy u kogoś w odwiedzinach, możemy zakończyć spotkanie modlitwą. Czasem mówi się, że zabranianie kobietom modlenia się w zborze ogranicza je i powoduje znudzenie w czasie nabożeństw. Nie możemy jednak zapomnieć, że te pouczenia pochodzą od samego Stwórcy i nie chodzi w nich o dowartościowanie naszego "ja", ale o to, aby poprzez nasze posłuszeństwo Bogu została oddana należna cześć. Niech Bogu będą dzięki za kobiety, które gorliwie modlą się w swoich sercach!

75 Kompromis

Kompromis

„Lecz Daniel postanowił nie kalać się potrawami ze stołu królewskiego ani winem, które król pijał. Prosił, więc przełożonego nad sługami dworskimi, by mógł się ustrzec splamienia” (Daniel 1:8).

Słowo splamić sugeruje tu „uwolnienie przez wyrzeczenie się”. Innymi słowy Daniel mówił, „Wszelki kompromis z moimi normami okradnie mnie z mojej wolności!” Dlatego Daniel postanowił jeść tylko jarzyny i pić wodę przez dziesięć dni. Kiedy powiedział o tym przełożonemu nad eunuchami, ten odpowiedział (parafrazując), „Ja przez to mogę stracić życie! Po tych 10 dniach ty będziesz wychudzony. Twoje policzki będą zapadnięte i król na pewno to zauważy! Słuchaj – jedź, chociaż trochę mięsa. Potrzebujesz protein. Pij trochę wina, to dla dobra krwi. Jedz też trochę słodyczy, one dają ci energię!”
Wierzę, że Daniel i ci trzej Hebrajczycy mieli na myśli coś więcej, niż tylko unikanie tego, co było rytualnie, zakonnie nieczyste. Oni zostali wzięci do niewoli wraz z tysiącami współplemieńców. To, co zobaczyli po przybyciu do Babilonu, musiało ich bardzo zaszokować. Zobaczyli społeczeństwo tak rozpasane, niemoralne i pełne niegodziwości, że poruszyło to duchową wrażliwość tych czterech mężów. Dlatego podjęli postanowienie i powiedzieli sobie nawzajem, „Nie pójdziemy na żaden kompromis. Nie przyjmiemy żadnych ich norm moralnych. Będziemy inni i będziemy zdyscyplinowani w naszym chodzeniu wiary!”
Ci czterej nie chodzili i nie ogłaszali innym swojego sposobu życia, ani nikomu go nie narzucali. To była sprawa wyłącznie pomiędzy nimi i Bogiem.
Pomyślmy:, kiedy przeżywamy kryzys, czy wołamy, „Panie, gdzie jesteś, kiedy ja Cię potrzebuję? Czy nie jesteś zobowiązany, by mnie wyratować?” A co by było, gdyby Pan powiedział, „A gdzie ty byłeś, kiedy Ja potrzebowałem twojego głosu? Potrzebowałem ciebie w tych grzesznych czasach, potrzebowałem czystych naczyń, przez które mógłbym mówić. Mówisz, że chcesz, bym przyszedł z pomocą w twoim kryzysie – ale jak mam ci pomóc kiedy ty chcesz dalej być częścią grzesznego, świeckiego systemu. Powiedz, czy jesteś oddany Mojej sprawie?”

76 Koncentruj wzrok

Bóg, Wszechmogący Pan, przemówił i wezwał ziemię od wschodu słońca aż do zachodu jego.

Psalm 50:1

Pewnego ranka, kiedy słońce rzuciło swe pierwsze promienie na kwiaty z mojego ogrodu, zwróciłem uwagę na pewien wieloletni gatunek zwany „Podglądaczem Gwiazd”.

Właśnie on w szczególny sposób zareagował na ciepłe promyki. Piękne, żółte, podobne do stokrotki płatki na długiej łodydze odwróciły główki tak jakby chciały dosięgnąć słońca. Pełną powierzchnią chłonęły słońce i przez cały dzień podążały za jego tarczą. Poczułem, że Bóg chce mi powiedzieć, że także my powinniśmy brać przykład z Jego stworzenia i koncentrować nasz wzrok, a także całe nasze życie na Jego Synu, podążając za Nim od wschodu aż do zachodu Słońca.

 

Jerry Proctor

77 Korea Północna

Yang jest północnokoreańską chrześcijanką mieszkającą obecnie w Korei Płd. Wciąż nosi ona na sobie fizyczne i emocjonalne blizny pozostałe po życiu w Korei Płn. i ucieczce do Chin. Koreanki z Północy usiłujące uciec ze swojego kraju są szczególnie zagrożone. Żerują na nich handlarze ludźmi, którzy sprzedają je Chińczykom na żony lub jako prostytutki. Jednak życie w Korei Płn. jest tak potworne, że kobiety takie jak Yang są gotowe podjąć ryzyko.

Yang, uciekinierka z Korei PółnocnejYang, uciekinierka z Korei Północnej

„Mieszkałam w bardzo biednej wiosce w Korei Płn. – opowiadała Yang. – Musieliśmy jeść piasek, o który i tak było bardzo ciężko. Trzeba było wyruszać daleko, by go zdobyć i tylko nielicznym się to udawało. Jadłam też drewno. Pójście do toalety było udręką”.

Szacuje się, że w latach 90. XX w. w Korei Płn. w wyniku klęski głodu – której jednak można było uniknąć, gdyby dyktator Kim Dzong Il nie rozbudowywał do monstrualnych rozmiarów swoich sił zbrojnych – zmarło dwa miliony osób. Według Yang w najgorszym okresie w jej wiosce codziennie umierało z głodu 10-11 osób. Na widok tych okropieństw wielu przeżywało załamanie nerwowe.

Desperacko pragnąc pomóc swoim dwóm córkom, Yang potajemnie przedostała się do Chin w 1998 r. Chciała zarobić trochę pieniędzy, po czym wrócić do Korei Płn. i zająć się drobnym handlem. Po nieudanym poszukiwaniu pracy wróciła do domu, gdzie uznano ją za zdrajczynię, molestowano i bito. Nawet dzisiaj nie chce wyjawić, kto traktował ją w taki straszny sposób.

Zmuszona do ponownej ucieczki, Yang przedostała się do Chin w 2002 r. w nadziei znalezienia pracy. Spotkała tam Koreankę będącą chrześcijanką, która prowadziła niedużą firmę sprzedającą ryż. „Zanim ta kobieta wyszła z domu, modliła się. W pracy… modliła się – opowiadała Yang. – Zapytałam ją, co robi, a ona odpowiedziała, że wierzy w Boga i chodzi do kościoła”.

Sprzedawczyni ryżu podzieliła się ewangelią z Yang i ta zawierzyła swoje życie Chrystusowi. Potem wróciła do Korei Płn., gdzie zaczęła handlować makaronem i ryżem, już jako chrześcijanka. W czasie pracy modliła się. „Kobieta pracująca obok mnie zapytała mnie, co robię. Nic jej nie odpowiedziałam – opowiadała Yang. – Niektórzy moi krewni także widzieli, jak się modlę i powiedzieli tej kobiecie, że jestem chrześcijanką, a ona doniosła o tym władzy”.
Władza zabrała Yang na przesłuchanie. Choć nie mogli znaleźć żadnego dowodu na to, że została chrześcijanką, to jednak przez miesiąc bili ją i torturowali. „Biją ludzi łopatą – powiedziała Yang. – Tak postąpili ze mną. Całe moje ciało było posiniaczone”.

Gdy została zwolniona, władza wszędzie ją śledziła. W 2003 r. Yang postanowiła wrócić do Chin. Tam jednak została porwana, sprzedana w niewolę i wielokrotnie zgwałcona. „Sprzedano mnie właścicielowi domu towarowego – powiedziała Yang. – Zamknięto mnie w domu, linia telefoniczna była odcięta, a drzwi zamknięte od zewnątrz. Nie mogłam więc uciec. Byłam tam niewolnicą przez miesiąc i trzynaście dni, zanim udało mi się wydostać”.

Kłopoty Yang w Chinach nie skończyły się jednak. Nie znała bowiem języka i ogromnie trudno było jej przetrwać. W 2006 r., gdy była w szóstym miesiącu ciąży, postanowiła wraz z przyjaciółką uciec do Korei Płd. Przy pomocy pośredników dotarły w pobliże granicy z Mongolią. Była zima i wszędzie leżał śnieg. Yang i jej przyjaciółka zabłądziły i przez trzy dni nie mogły natrafić na mongolskich żołnierzy ochrony pogranicza. Yang poroniła. Nie miały nic do jedzenia i Yang nie była w stanie nic zrobić, żeby pomóc swojej przyjaciółce, która zaczęła mieć halucynacje.

„Wszędzie wokół nas były szkielety i kości. Należały one do uchodźców z Korei Płn. Moja przyjaciółka zaczęła rozdzierać mi ubranie, ponieważ nie dałam jej chleba”. Yang była zrozpaczona, patrząc jak jej przyjaciółka umiera z wyziębienia w trzaskającym mrozie. „Jej serce w końcu przestało bić, ale nigdy nie zapomnę jej oczu” – powiedziała.

Minęły kolejne dwa dni, zanim Yang odnalazł mongolski patrol. Miała poważne odmrożenia. Lekarze w Mongolii nie mogli jej pomóc, więc została przewieziona samolotem do Kliniki Koreańskich Sił Powietrznych w Seulu. Lekarz amputował jej palce w lewej stopie. Jej prawa stopa także była uszkodzona.

W tym wszystkim, przez co przeszła Yang, wiara w Jezusa Chrystusa była dla niej źródłem nadziei i pozwalała przeć do przodu, a nawet snuć plany, że w przyszłości zostanie misjonarką wśród Koreańczyków z Północy.

„Gdy byłam bliska śmierci w Mongolii, modliłam się do Boga o pomoc – powiedziała Yang. – Moje dziecko zmarło. Moja przyjaciółka zmarła, a Bóg nie odpowiedział na moje modlitwy. Byłam rozgoryczona. Lecz Bóg wzmocnił moje serce, bym mogła to zostawić za sobą. Cały czas się o to modliłam. To Bóg mnie ocalił. Teraz jestem wierną chrześcijanką i chcę służyć Bogu jako misjonarka. Uczę się o Bogu i chcę dla Niego żyć”.

Gdyby nadarzyła się taka sposobność, Yang chciałaby powrócić do Korei Płn. Od dziesięciu lat nie widziała swoich córek. Pragnie także zanieść swoim rodakom i uchodźcom takim jak ona przesłanie o Bożej miłości – miłości, której doświadczyła w swoim życiu.

„Chcę, aby ludzie wiedzieli, że jest niewidzialny Bóg, w którego mamy wierzyć niezależnie od tego, czy mieszkamy w Korei Płn., Chinach, czy w jakimkolwiek innym miejscu na świecie” – powiedziała.

„Chcę także powiedzieć światu o tym, jak naprawdę wygląda życie w Korei Płn., że mieszkają tam ludzie tacy jak ja. W tym kraju nie ma wiary w Boga. Na świecie mieszka wielu uchodźców z Korei Płn. Chcę, aby wiedzieli, że przeżyłam. Myślę, że będę brzmieć przekonująco, zachęcając ich, by uwierzyli w Chrystusa”.

***
Co roku niezliczone rzesze mieszkańców Korei Płn. uciekają przed bezwzględną dyktaturą w poszukiwaniu wolności. Większość robi to, gdy przybywają legalnie do Chin lub Rosji. Wielu jednak przedostaje się nielegalnie przez granicę z Chinami, rozpoczynając niewymownie trudną drogę do upragnionej Korei Płd.

/źródło: The Voice of the Martyrs Kanada/

78 Król Popu

Król – Popu

Wielką sensację wywołała śmierć gwiazdy muzyki, króla popu, Michaela Jacksona. Wielu jego fanów, płacze nie mogąc się z tym pogodzić.. Właśnie ten mężczyzna, który chciał być nieśmiertelny, został odwołany mając dopiero 50 lat. Gdzie on teraz jest ?

 

 

 

Teraz król popu nie żyje. A miał jeszcze tak wiele planów, jeszcze tyle chciał zrobić. Specjalnie dla siebie, kazał wybudować kabinę tlenową, żeby się nie starzeć, no przynajmniej nie  tak  szybko jak inni. A jednak miał dopiero 50 lat kiedy umarł.

Król. Setki ludzi było i jest wstrząśniętych, zbierają się, żeby trzymać warty ku jego pamięci. Kilka tysięcy, jeśli nie milion albo miliard ludzi uczestniczyło w pogrzebie króla i chciało mu złożyć „ostatnią cześć”. Chociaż, co do jego moralnego życia, było wiele pytań i wątpliwości, to jednak, pomimo tego, był w oczach tego świata gwiazdą, królem.

Ale co po nim zostanie? Gdzie się teraz znajduje ?

Był kiedyś pewien inny król. Żył moralnie bez zarzutu, nawet doskonale. Nie szukał poklasku tłumu, lecz serc ludzi. Dlatego, od początku ludzie go nie chcieli, aż później został odrzucony, na końcu ukrzyżowany. Nie umarł mając 50 lat, lecz w „połowie Swoich dni”, mając zaledwie 33 lata. Dobrowolnie dał Swoje życie dla innych. Nie potrzebował kabiny tlenowej żeby przedłużyć Swoje życie. Bo był i jest Bogiem, błogosławiony na wieki. Nie produkował albumów, które zostały sprzedane w  kilku milionach egzemplarzy. On przez Ducha Bożego natchnął Biblię – wieczne Słowo Boże, napisane w ludzkim języku, które jest nieprzemijające.

Za pierwszym królem płaczą miliony ludzi – i biegną za nim na zatracenie duszy (chociaż do końca nie wiemy, czy Michael Jackson nie nawrócił się w ostatniej chwili – jednak nic na to nie wskazuje). A drugi, prawdziwy Król, który nie dba o siebie, ale o innych, do dzisiaj jest pogardzany – z tym Królem, Jezusem Chrystusem, nikt nie chce mieć nic wspólnego. I to jest wstrząsające.

Na co zdecydujesz się, za kim opowiesz się, dzisiaj Ty?

79 Kto daje nam chleb powszedni ?

„Wszystko oczekuje na ciebie, abyś im dał pokarm w swym czasie. Gdy

dajesz im, zbierają; Gdy otwierasz rękę swoją, nasycają się dobrem.

Lecz gdy zakryjesz twarz swoją, trwożą się; Gdy zabierasz im tchnienie,

giną i w proch się obracają"

(Ps. 104,27-29).

„Wszelki datek dobry i wszelki dar doskonały zstępuje z góry od Ojca światłości; u niego nie ma żadnej odmiany ani nawet chwilowego zać­mienia"

(Jak. 1,17).

Nieraz zapominamy lub przeoczamy to, co otrzymujemy na co dzień z materialnych dóbr. Czy wynika to z tego, że aż tak bardzo oddaliliśmy się od naturalnych czynności siania i zbierania żniwa? Kim jest ten, który nam codziennie udziela pokarmu? Czy to jest wyłącznie  nasza zasługa, że ten do­bry dar, który nazywa się chlebem, znajduje się na naszych stołach? Czy nie uważamy tego za coś zupełnie normalnego, że posiadamy go pod dostatkiem, i że często spożywamy go w dużej ilości, gdy się nam dobrze powodzi?

Ostatecznie możemy zrozumieć ludzi, którzy nie znając Boga nie zdają so­bie z tego sprawy, że chleb jest darem z góry, ale przypisują sobie zasługi, iż potrafią zatroszczyć się sami o swój dobrobyt i stworzyć go sobie.

Chrześcijanie są natomiast świadomi tego, że wszelkie dobra i łaski pocho­dzą od kochającego ich Ojca w niebie. Oni dobrze wiedzą o tym, że na ski­nienie Jego ręki przychodzi niedostatek, głód, ubóstwo i bieda.

Nawet wtedy, gdybyśmy chcieli ten dostatek naszego codziennego chleba przypisać własnym osiągnięciom, a zwłaszcza naszej pracy, to czy ostate­cznie nie jest to zasługa Boga, który nam darował zdrowie, siłę, pracę, wol­ność i pokój? Gdy dobrze się nad tym zastanowimy i dokładnie prze­analizujemy, to co możemy przypisać sobie?

Takie rozumowanie czy nastawienie zmusza nas do głębokiego upokorze­nia się przed naszym Ojcem, który jest w niebie, jak i do składania Mu dziękczynienia za Jego chleb, którego nam udziela każdego dnia. Powinniś­my być całkowicie świadomi tego, że Bogu należy składać podziękowania za wszystko, co On w swej łasce i dobroci daruje na co dzień.

Kto tak widzi swoje życie i powodzenie, ten na pewno pamięta o tych, któ­rzy cierpią niedostatek i głód. To musi wzruszyć każdego posia­dającego serce człowieka, gdy słyszy, jak każdego dnia tysiące ludzi cierpi głód, który powoduje wyniszczenie ich organizmu i kończy się śmiercią. Czy my, chrześcijanie, nie mamy obowiązku względem biednych ludzi? Czy nie po­winniśmy przychodzić z pomocą tym, którzy są w potrzebie? Przecież tego wymaga się przede wszystkim od nas. Zanoszenie dziękczynnych modłów za wszystkie nasze dobra, za nasze powodzenie jak też i współczucie dla potrzebujących i biednych wypływa z usposobienia jakie było w Jezusie, i dlatego też zostaliśmy zobowiązani do niesienia codziennej pomocy potrzebują­cym. Najboleśniejsze jest jednak to, że często  nie znajdujemy żadnego środka ani sposo­bu do niesienia pomocy naszym bliźnim znajdującym się w potrzebie. Za to, że nasz Ojciec tak bardzo obficie troszczy się o nas codziennie, powin­niśmy czynić dwie rzeczy:

1. Świadomie i konkretnie dziękować za wszystko naszemu Panu i

2. Pamiętać o tych, którzy są w potrzebie, dzieląc się z nimi w taki sposób, jak tylko to jest dla nas możliwe.

Dieter Boddenberg

80 Ktoś wstawia się za Tobą

Szymonie, Szymonie, oto szatan wyprosił sobie, żeby was przesiać jak pszenicę. Ja zaś prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja, a ty, gdy się kiedyś nawrócisz, utwierdzaj braci swoich. Łuk. 22,31-32

 

Szymonie, czy zauważyłeś, co chce ci powiedzieć przez te słowa twój Pan i Mistrz!?

 

Jak poważnie brzmią te słowa: szatan stał się aktywny i chce, was, moich uczniów zaatakować. Szymonie, nie zostaniesz oszczędzony, musisz przez to przejść, gdyż doświadczenie, przez które przejdziesz, ma charakter wychowawczy i sprawi twój wzrost w naśladowaniu mnie – ale ja prosiłem za tobą. Ja prosiłem za tobą, abyś się nie stał rozbitkiem we wierze, lecz w końcu był zdolny do utwierdzania swoich braci.

Kiedy ja się za tobą modlę – co ty robisz? Czy modlisz się o to, aby Bóg cię zachował – albo uważasz, że nie jest to konieczne? Czy jesteś tak bardzo pewny siebie? Jedynie ja wiem, jak wielki jest grożące ci niebezpieczeństwo.

Ja zwracam się do ciebie: Piotrze, modlę się za wami wszystkimi (Jana 17,9), lecz za tobą w sposób szczególny. Dobrze znam twoje słabe punkty. Ciebie osobiście przynoszę przed tron Ojca.

Są to słowa pełne troski: szatan jest gotowy wypróbować was, przesiać was. Uważaj, bądź trzeźwy, pokorny. Czy jesteś świadomy tego, że ktoś może ci pomóc?

Są to słowa pełne nadziei: Szymonie, jeśli ja prosiłem za tobą, to nawet, jeśli się mnie zaprzesz, nie wszystko się skończy. Istnieje możliwość naprawienia wszystkiego, przebaczenia, powrotu z drogi upadku. Pomyśl o tym wtedy, kiedy zwątpisz, kiedy będziesz całkowicie załamany. Już teraz powinieneś o wszystkim wiedzieć: Ja mam dla ciebie na przyszłość zadania do wykonania!

Szymonie, ja za Toba prosiłem – nie zapomnij o tym!

81 Lekceważenie

To jakże my ujdziemy cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie zbawienie?
List do Hebrajczyków 2,3

Analizując zachowanie się ludzi w obliczu różnych kataklizmów (np. huraganów czy powodzi), można stwierdzić, że większość z nich będąc w niebezpieczeństwie ignoruje wiele przepisów, nie chcąc się im podporządkować. Gdy są ostrzegani przed szalejącymi pożarami i otrzymują nakaz ewakuacji, nie wykonują go, zwykle na własną szkodę. Często powtarzanym argumentem, by te zalecenia zignorować, jest przekonanie, że ta katastrofa zapewne ich nie dosięgnie, dlatego nie chcą opuścić swojego miejsca.
Jak i dokąd uciekniemy, jeśli zlekceważymy Boże ostrzeżenie dotyczące Jego przyszłego sądu? Ostrzeżenie jest jasne i klarowne: Bóg nienawidzi grzechu, a Jego sąd - wieczne potępienie, czeka na tych, którzy umrą w swych grzechach be z Chrystusa.
Biblia mówi, że Bóg "wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z martwych" (Dz. Ap. 17,31). Sąd nad grzechem będzie o wiele straszniejszy niż jakieś klęski żywiołowe. Chrystus osądzi tych, którzy nie znają Boga i tych, którzy nie są posłuszni ewangelii. "Poniosą oni karę: zatracenie wieczne, oddalenie od oblicza Pana i od mocy chwały jego" (2. Tes. 1,9).
Jednak pomimo wielkiej winy i grzechu człowieka Bóg wskazał drogę ucieczki, obmyślił skuteczny "plan ewakuacyjny", drogę wyjścia w Jezusie Chrystusie, Jego Synu. Można z niej skorzystać przez prostą wiarę w to, co Jezus Chrystus obiecał: "Kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł z śmierci do żywota" (Ew. Jana 5,24).
Bóg oferuje ci życie wieczne jako dar. Jeśli go odrzuca sz, znajdujesz się w najwyższym niebezpieczeństwie. Nie ryzykuj swej przyszłości i dziś przyjmij to ostrzeżenie, abyś mógł zostać zbawiony.

82 Lepiej rozumieć

Rozumiesz co czytasz?

 

Obrazowy język Biblii

Język Biblii nie jest wcale nudny! Bóg „ubiera” swoje myśli i nauki w nieskończonej pełni różnorodnych obrazów. Wie, że wtedy zrozumiemy Go lepiej. Prawda pokazana w obrazowy sposób lepiej trafia w nasze serca.

Lepiej rozumieć? Czy czasem nie wydaje się nam, że te obrazy są zawinięte i zamknięte zamkiem, i że nic z tym nie można z tym zrobić ? Uwaga ! Często tak bywa, że klucze leża bezpośrednio obok danego obrazu albo znajdują się później w tekście, w Ewangeliach lub Listach.

 

Biblia jest napisana do pilnych czytelników

Takie podejście powoduje, że ktoś kto chce zrozumieć Biblie musi zadać sobie wiele trudu i włożyć w to dużo pracy. Biblia jest jednak napisana do pilnych czytelników, do takich, którzy pilnie śledzą i szukają jej skarbów. Tym, którzy ciągle w pośpiechu „dzióbią” w tych samych wierszach, zostanie ona właściwie zamknięta.

Istnieją Chrześcijanie, którzy chcą stosować obrazy dosłownie i bez należytych rozważań. Bo jest przecież napisane :

Jeżeli nie nawrócicie i nie staniecie się jak dzieci, nie możecie wejść do Królestwa nieba”. Tak właśnie myślą niektórzy ludzie ... że teraz ponownie muszą się zachowywać jak małe dzieci ... A ponieważ Pan prosi uczniów (Jana 13) żeby sobie myli stopy, tak jak On im uczynił, to dlatego właśnie dzisiaj istnieją pewne grupy chrześcijanin, którzy rzeczywiście myją sobie stopy wodą i ręcznikiem. Jest to niezrozumienie godne pożałowania.

 

Rozum musi pracować, będąc posłuszny Chrystusowi

Inni znowu myślą, że muszą wytworzyć klucze do poznawania obrazów Słowa Bożego w własnej głowie. Już w okresie rozwoju chrześcijaństwa wywołało to wiele pomyłek. Zastosowano na przykład do podobieństwa z Mat. 13,33, właśnie ludzkie tłumaczenie i stwierdzono: Kwas, który wzięła niewiasta i rozczyniła w trzech miarach mąki, aż się wszystko zakwasiło, jest obrazem chrześcijańskiej dobrej nowiny o zbawieniu, która coraz bardzie się utwierdzi i rozpowszechni na świecie, aż wszystkie narody będą nią nasiąknięte a królestwo niebios zbudowane na ziemi.

Jeżeli ludzie którzy tak twierdzą, wykazali by jakikolwiek wysiłek, żeby wyszukać w Słowie Bożym znaczenia słowa „kwas”, to na pewno doszliby do całkiem innego wniosku. Miejsca w Mat. 16,6; Mk 8,15, Łk 12,1; 1.Kor. 5,68; Gal. 5,19 wyraźnie pokazują, że kwas jest obrazem zła moralnego i złej nauki, które się coraz bardziej rozpowszechniają w chrześcijaństwie, aż będzie ono dojrzałe do sądu końcowego. Więc te podobieństwo nie doprowadza nas do myśli o przyszłym lepszym świecie, ale przeciwnie ostrzegają nas przed złem które będzie coraz bardziej brało górę nad wszystkim. Jaka różnica! Słowo Boże tłumaczy, wyjaśnia się same. Spekulowania człowieka są w tym przeszkodą. Należy to ciągle na nowo podkreślać.

Nie jest naszym zamiarem, wymienić wszystkie obrazy Słowa Bożego. Same wypełniły by całą księgę. .. Wystarczy przypomnieć kilka grup.

Z jednej strony widzimy podobieństwa, które Pan wypowiada do ludu, do Faryzeuszy i uczonych w Piśmie, jak również bezpośrednio uczniom. W szczególny sposób znajdujemy je w Ewangelii według Mateusza i Łukasza. Są one z jednej strony takie proste, że nawet dziecko je zrozumie, a z drugiej strony są takie głębokie, że dojrzały chrześcijanin ciągle na nowo otrzymuje błogosławieństwo przez ich rozważanie.

Jesteśmy wezwani w 1. Kor. 10,1-11 żeby rozważać historię ludu Izraelskiego, jak nam ją opisuje Stary Testament, jako wielki zbiór obrazów: „A to stało się dla nas wzorem”, one „na tamtych przyszły dla przykładu i są napisane ku przestrodze dla nas, którzy znaleźliśmy się u kresu wieków.” Przeczytajmy wiersze 6 i 11. Jesteśmy więc wskazywani bezpośrednio przez Boga, żeby zbadać głęboki sens tych wszystkich obrazów za pomocą innych części Słowa Bożego, po to, żeby otrzymać różnorodne pouczenia jako Chrześcijanie, jak również jako Boży lud niebiański.

W księgach Mojżesza znajdujemy poza historycznymi zdarzeniami, ogromną ilość pouczeń, rozporządzeń i praw dotyczących ofiar, kapłaństwa, stanu arki przymierza i jej sprzętu, itd. One wszystkie byłyby dla nas bez znaczenia, jeżeli nie byłyby wskazówką na to „lepsze”, na Chrystusa, na jego raz na zawsze dokonaną ofiarę i na wynikające z niej dla nas błogosławione rezultaty. Dla nas, którzy ufamy jedynie w dokonane dzieło Chrystusa, tworzą te „cienie przyszłych dóbr” (Hebr. 10,1) bogate i niewyczerpane źródło cennych materiałów poglądowych. Dopiero one wyjaśniają nauki Apostołów, które opisują wspaniałość Chrystusa i piękne wydarzenia Jego życia.

Na końcu popatrzmy jeszcze na inną grupę obrazów: na osoby Starego Testamentu, takie jak Józef, Dawid, Salomon i inne, które są wyraźnymi obrazami Chrystusa ... Józef jest jednym z najpiękniejszych przykładów Chrystusa ....

W całym Słowie, i prawie na każdej stronie, spotykamy palec Boga, który wskazuje na „Syna swojej miłości”. Bóg nie chce tak bardzo, zwracać naszą uwagę na osoby lub rzeczy, ale raczej na Niego, na Jego piękność i wspaniałość. Jeżeli szczególnie szukamy osoby Jezusa w niezliczonych obrazach w Biblii, to jesteśmy na dobrej drodze do prawidłowego zrozumienia Jego myśli (zobacz Jana 5,39; Rzym. 15,34, itd.) Znajdziemy wtedy dostęp do innych prawd, które Bóg chce nam wyraźnie pokazać.

Walter Gschwind

 

83 Linoskoczek

Szczera wiara 

Linoskoczek zakończył właśnie swój, zapierających dech w piersiach, pokaz  akrobatycznych sztuczek. Nagle spostrzegł wśród widowni małego chłopca, który patrzył na niego w niemym podziwie. Podszedł do niego i zapytał przed całą publicznością: "Widziałeś, jak niosłem po linie tego wielkiego mężczyznę?". Chłopiec kiwnął potakująco głową. "A czy wierzysz, że byłbym w stanie w taki sam sposób przenieść także i ciebie?" - zapytał. "Pewnie, że mógłby pan to zrobić" - odpowiedział zapytany - "ten pan był przecież wielki i ciężki, a ja jestem tylko małym chłopcem". "Dobrze, wejdź więc mi teraz na plecy". Mówiąc to mężczyzna kucnął na podłodze, aby pomóc chłopcu. "O nie, nie chcę!" - zawołał malec i czym prędzej zniknął mu z oczu. Wprawdzie wierzył, ale nie chciał powierzyć się w ręce linoskoczka.

Podobnie wielu ludzi postępuje z Jezusem Chrystusem. W jakiś sposób wierzą w Niego, nie są jednakże gotowi powierzyć Mu swojego życia. Jednak taka wiara, nie jest wiarą w znaczeniu biblijnym.
Prawdziwie wierzyć, oznacza całkowicie zaufać Panu Jezusowi i w Jego ręce powierzyć naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Powierzyć przeszłość to oznacza przyjęcie tego, że poniósł On kiedyś na krzyżu moje grzechy i zgładził je. Powierzyć teraźniejszość oznacza, że jest On teraz w każdym dniu przy mnie i ze mną. Natomiast powierzyć przyszłość to zupełna pewność, że On zabierze mnie do nieba, dlatego nie muszę obawiać się nadchodzącego sądu Bożego.

Czy wierzysz w Syna Człowieczego?
Ewangelia Jana 9,35

84 List do Galacjan cz. 1

Gal. 1, 1-5

W tym liście apostoł Paweł mniej ma na celu  objaśnianie ewangelii, a bardziej chodzi mu o jej obronę. W zborach Galicji pojawili się bowiem żydowscy nauczyciele, którzy przekonywali tamtejszych wierzących, że oprócz wiary w Chrystusa muszą także zachowywać zakon Mojżesza (por. Dz. Ap. 15,1-5). Pewne wzmianki w listach do Koryntian, Kolosan i Filipian świadczą o tym, że tacy fałszywi nauczyciele pojawili się także w innych zborach.

W żadnym innym liście apostoł Paweł nie podkreśla tak wyraźnie swojego autorytetu apostolskiego. Nie otrzymał go od ludzi ani przez ludzi, lecz bezpośrednio od Boga przez Jezusa Chrystusa. Stąd też jego słowa miały ogromne znaczenie, daleko większe niż słowa przewrotnych nauczycieli, tym bardziej, że potwierdzali je wszyscy bracia, którzy znali Pawła.

W początkowych  wierszach tego rozdziału Pan Jezus jest przedstawiony jako ten, „który wydał samego siebie za grzechy nasze, aby nas wyzwolić z teraźniejszego wieku złego”. W tym liście bardzo wyraźnie widać współistnienie zakonu, ciała i świata. Zakon został nadany przez Boga, aby trzymać ciało na wodzy, w cuglach, aby ludzie byli, takimi jakimi być powinni. Ale zakon nie zdołał niczego dokonać. On objawiał jedynie czym jest ciało i świat, zaś Pan Jezus umarł, aby nas od tego wyzwolić.

85 List do Galacjan cz. 10

Gal. 4, 1 – 11

Wprowadzające wiersze czwartego rozdziału nawiązują tematycznie do ostatnich wierszy trzeciego rozdziału. Dziedzic będący jeszcze dzieckiem niczym nie różni się od sługi, czy niewolnika, ponieważ opiekunowie i zarządcy mówią mu co ma robić. Takie właśnie było stanowisko wierzących pod panowaniem zakonu ponieważ dzieło zbawienia z Golgoty nie zostało jeszcze dokonane, wierzący nie posiadali żadnego pełnego objawienia Bożego. Nie znali jeszcze Boga jako Ojca ani nie posiadali Ducha Świętego jak obecnie. Przyjście Syna Bożego na ziemię rozpoczęło całkowicie nowy okres w relacji Boga z człowiekiem. W wierszach 4-6 wyliczone są etapy tego okresu. Syn Boży stał się człowiekiem, prawdziwym człowiekiem, zrodzonym z niewiasty. On urodził się za czasów panowania zakonu, aby wziąć na siebie odpowiedzialność za tych, którzy żyjąc pod zakonem, całkowicie zawiedli. Użyte tutaj słowo „wykupił” wskazuje na jego dzieło, na podstawie którego Bóg mógł nas przyjąć już jako synów.

Jako synom podarował nam Ducha Świętego, abyśmy tę wspaniałą nową relację z Bogiem, który stał się naszym Ojcem, mogli świadomie odczuwać i jej zażywać. Apostoł Paweł nie mógł zrozumieć, dlaczego Galacjanie  chcieli się tego wszystkiego pozbawić. Czy rzeczywiście chcieli stanąć przed Bogiem w oparciu o własne zasługi?

Gal. 4, 12-20

Było to smutne, ale postawa Galacjan wywołała wątpliwości, czy czasem Paweł nadaremnie wśród nich nie pracował. W słowach apostoła Pawła wyczuwalna jest troska miłości o Galacjan. Gdy pisze on o sobie samym, to nie robi tego dlatego, że czuje się zraniony z powodu ich postawy, leczy jedynie ze względu na ewangelię.

Paweł przypomniał Galacjanom swoją pierwszą wizytę u nich oraz to, jak wtedy go przyjęli. Jakże zależało mu, aby ich serca wróciły na drogę prawdy! Niestety, żydowscy nauczyciele już zatroszczyli się o Galacjan, ale w nieodpowiedni sposób. Skutecznie udało im się doprowadzić do ochłodzenie stosunków między apostołem Pawłem a Galacjanami, a w konsekwencji uczynić Galacjan swoimi zwolennikami. Tak długo, jak Paweł przebywał z Galacjanami, byli oni gorliwi w czynieniu dobra. Dlaczego później tacy nie byli? Gdyż ulegli niestety duchowi zakonu, który w przeciwieństwie do prawdy, zwiódł ich. Doszło do tego, że musieli wrócić do podstawowych prawd chrześcijaństwa i krzyża, aby dać się przez nie pouczyć. Jakże apostoł Paweł trudził się, gdy chodziło o ich nawrócenie! Teraz zaś przeżywał to wszystko jeszcze raz , walcząc ponownie o ich dusze.

Gal. 4, 21-31

Jeśli zatem Galacjanie chcieli znaleźć się ponownie pod zakonem, to apostoł Paweł prosi ich, aby słuchali tego, co zakon mówi. Wskazuje przy tym na obrazowy sens pewnych wydarzeń w życiu Abrahama. Abraham miał dwóch synów. Ismael był urodzony według ciała, Izaak natomiast był synem obietnicy. Hagar i jej syn Ismael są obrazem Izraela pod zakonem z góry Synaj, co wskazuje na niewierzących Żydów w Jerozolimie. Chrześcijanie natomiast zajmują stanowisko takie, jak Izaak, syn obietnicy, są bowiem wolni.

Jakiś mocno wierzący Żyd może uważać siebie za prawdziwego potomka Izaaka, i będzie to prawda, ale w duchowym sensie jest on synem Ismaela, czyli jest w niewoli zakonu. Ismael urodził się jako pierwszy. Tak też Bóg nadał zakon już setki lat przed przyjściem Pana Jezusa, który dopiero wypełnił zakon. I tak jak Ismael prześladował Izaaka, tak i wtedy Żydzi prześladowali chrześcijan. Ten obraz zgadza się we wszystkich punktach z rzeczywistością. Całość jest potwierdzona cytatem z Księgi Izajasza 54,1, który odnosi się do poprzedniego, 53 rozdziału. Wydawanie owocu przez Izraela podczas ich odosobnienia, tzn. „ oddzielenia od Boga”, jest możliwe jedynie w oparciu o Mesjasza, Jego cierpienia i śmierć na krzyżu, a nie w oparciu o zakon! Pismo mówi więc jasno: kto chce stanąć przed Bogiem opierając się na zakonie, upadnie. Kto zaś stoi w pełni łaski we wierze ten się naprawdę ostoi.

86 List do Galacjan cz. 11

Gal. 5, 1- 6

Pierwszy wiersz tego rozdziału zawiera pewne podsumowanie głównych myśli naszego listu. My jesteśmy uwolnieni od zakonu jako podstawy naszego usprawiedliwienia przed Bogiem (Gal. 2,16).

Nawet więcej, jesteśmy uwolnieni od zakonu jako podstawy i relacji z Bogiem (Gal. 4,5). Nie jesteśmy już sługami, lecz synami i dziedzicami. W końcu, jesteśmy uwolnieni od zakonu jako reguły naszego życia. Jako dorośli synowie, którzy posiadają Ducha Świętego i znajdują się przed obliczem Ojca, mamy lepszy wzorzec niż zakon Mojżesza. Jest to życie Pana Jezusa.

Nie jest więc możliwe tylko częściowo trzymać się zakonu np. poprzez dokonanie obrzezania. Zakon jest podobny do łańcucha. Wyłamanie jednego ogniwa wystarczy, aby zniszczyć działanie całego łańcucha (Jak. 2,10). Jeśli jakiś wierzący, którego Pan Jezus już uwolnił, znowu czyni z siebie zniewolonego sługę poprzez swoje zachowanie i sposób myślenia oparty na zakonie, (czyli tego należy się trzymać , a tamto czynić), pozbawia się całej łaski płynącej z osoby Chrystusa. Taki człowiek „wypadł z łaski”. Słowo „my” w wierszu 5 w przeciwieństwie do słowa „wy” w wierszu 4 odnosi się do wszystkich wierzących, którzy otrzymali łaskę ewangelii. My nie żyjemy jedynie nadzieją, jak ludzie pod zakonem, że Bóg nas kiedyś przyjmie. Nie, my jesteśmy usprawiedliwieni i mamy nadzieję w chwale Bożej poprzez wiarę.

Gal. 5, 7-15

Wiersz 7 jest dla nas wszystkich bardzo ważny. Prawda, o której mów Biblia, nie jest czymś nad czym się dyskutuje, czego się docieka, a co ostatecznie można przyjąć. Tak nie jest. Każda część tej prawdy musi być widoczna w naszym codziennym życiu. Mamy tę prawdę, aby być jej posłuszni.

Kwas jest zawsze w Biblii obrazem zła. Nie potrzeba go wiele, aby zakwasić całe ciasto, czyli aby wszystko zanieczyścić. Tego samego obrazu, który tutaj oznacza błędną naukę, używa apostoł Paweł w I Kor. 5,6, aby ukazać moralne zło w zgromadzeniu. Zgorszenie krzyża polega na tym, że w jego świetle człowiek nie jest wywyższony, lecz zupełnie bezradny i niezdolny, aby się Bogu podobać. Gdyż obrzezanie i każdy inny zewnętrzny rytuał prowadzą do przekonania, że można samemu coś osiągnąć, a to z kolei prowadzi do wewnętrznego, cielesnego zaspokojenia- stąd też religijny człowiek nie chce w ogóle z tego zrezygnować.

Ta wolność, do której jako chrześcijanie, jesteśmy powołani, nie jest przyzwoleniem na to, aby grzeszyć, ale okazją, aby miłować i służyć sobie nawzajem. Zakon wprawdzie wzywał do miłości, ale wobec bliźnich. Jednak zachowanie Galacjan wskazywało na to. Że zakon nie prowadził ich wcale do czynnej miłości, lecz do wzajemnej nienawiści. Taką postawę można dostrzec także wśród chrześcijan. W takiej mierze w jakiej nie pamięta się o hańbie krzyża, tak wzrasta wśród nich nieprzystojne zachowanie i podziały.

Gal. 5, 16-26

Prawdziwy, chrześcijański przywilej wolności objawia się poprzez życie (chodzenie) w Duchu. Duch Boży, który mieszka w każdym z nas, powinien być mocą naszego myślenia, mowy                  i zachowania. To Duch powinien kierować wszystkimi naszymi działaniami. Jeśli tak jest, to nasze ciało nie ulegnie żadnej pożądliwości. Nie zapomnijmy jednak przy tym, że ciało nigdy się nie zmieni. Rozdział pomiędzy ciałem a Duchem pozostanie nadal, tak długo, jak żyjemy w tym ciele tutaj na ziemi. Sprzeczność między ciałem a Duchem jest widoczna także w tym, co z obudwu wypływa. Porównajmy  uczynki ciała z owocami Ducha.

Dzisiejszy świat jest pełen tych uczynków, które są wymienione w wierszach 19-21. Wszędzie można je dostrzec. Natomiast owoc Ducha wzrasta i dojrzewa zawsze w ciszy. Ten dziewięciorodzajowy owoc (22-23) wyrasta jedynie z pnia, jakim jest Duch Boży. Dlatego powinien on być widoczny w życiu każdego chrześcijanina, ponieważ w każdym wierzącym mieszka Duch Święty. Człowiek, który uwierzył w Chrystusa, ukrzyżował swoje ciało, a więc uznał, że z natury nie mieszka w nim nic dobrego, dlatego Chrystus musiał umrzeć za niego na krzyżu. Tam został on za nas uczyniony grzechem i osądzony przez Boga. Jest więc ważne, aby umartwiać codziennie nasze ciało z Chrystusem poprzez oddanie naszego życia pod kierownictwo Ducha Bożego

87 List do Galacjan cz. 12

Gal. 6, 1-6

Niewierzących ludzi cechuje czynienie złego (Gal.5,21). Jest o nich powiedziane, że nie odziedziczą  Królestwa Bożego (por. I Kor. 6,9-11). Ich stan może ulec zmianie jedynie dzięki pokucie, która jest radykalnym zwrotem, i przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Ale w wierszu 1 mowa jest o wierzącym, który z powodu braku czujności postąpił w sposób nieprzemyślany, pochopny i popadł w grzech. Taki człowiek może, a raczej powinien, powrócić do poprzedniego stanu. Aby mu w tym pomóc we właściwy sposób, trzeba posiadać duchowe usposobienie połączone z duchem łagodności. Potrzebna jest także czujność, aby czasem samemu się nie potknąć.

W życiu każdego wierzącego są troski, zmartwienia i doświadczenia. W wypełnianiu przykazania Pana Jezusa, czyli miłości wzajemnej (Jan 13,34), powinniśmy sobie pomagać dzięki temu łatwiej nam będzie znieść przeciwności. Ta pomoc nigdy nie „spadnie nam sama z nieba”. Nie zapominajmy, że sami z natury jesteśmy niczym przed Bogiem. Wiersz 2 i 5 nie przeczą sobie wzajemnie. Wiersz 2 mówi o doświadczeniach i próbach, które nas spotykają na drodze życia. Jak dobrze, że posiadamy braci i siostry, którzy nam wtedy współczują, wspierają ,modlą się z nami. Wiersz 5 natomiast odnosi się do osobistej odpowiedzialności przed Bogiem, która na każdym spoczywa. Tej odpowiedzialności nie może nikt wziąć na siebie za kogoś innego.

Gal. 6, 6-10

Wiersz 6 mówi o odpowiedzialności wszystkich tych, którzy są nauczani przez Słowo Boże. Jakże często my, słuchacze, jesteśmy zadowoleni z tego, że możemy słuchać Słowa Bożego, a zapominamy o wspieraniu tych sług, których Pan, używa by nas nauczać. Wiersze 7 i 8 odnoszą się w pierwszej kolejności do dawania (II Kor. 9,6). Ale wymieniona tutaj zasada jest ogólnie obowiązująca. Żniwo będzie zawsze zgodne z ilością i rodzajem nasienia. Niewierzący ludzie mogą siać tylko dla ciała, natomiast wierzący mogą siać albo dla ciała, albo dla ducha.

Czasami jesteśmy zdziwieni tym co dzieje się w naszym życiu albo w naszych rodzinach. Ale jak tylko zadamy sobie samym to poważne, zasadnicze pytanie, co my właściwie zasialiśmy to wtedy wszystko stanie się dla nas jasne i oczywiste. Żniwo nie następuje bezpośrednio po siewach. Po zasianiu konieczna jest wytrwałość i cierpliwość. W oczekiwaniu na żniwo nie zaprzestańmy więc czynić dobro, siać dalej.

Co pomyślelibyśmy o rolniku, który więcej by nic nie zasiał ponieważ zbyt długo musi oczekiwać na żniwo? Apostoł jednak wzywa nas, abyśmy wokół nas czynili dobro, ponieważ każdy człowiek jest stworzeniem Bożym. Z domownikami wiary jesteśmy jednak połączeni w szczególny sposób przez zbawienie, dlatego powinniśmy przede wszystkim wobec nich postępować z miłością.

Gal. 6, 11-18

Apostoł Paweł większość swoich listów zwykle dyktował, a sam pisał tylko pozdrowienia, które        w pewnym sensie były jego podpisem (Rzym. 16,22; I Kor. 16,21; Kol. 4,18; II Tes. 3,17). Jednak Gal. Paweł napisał własnoręcznie. Czy zatem nie jest to dowodem tego, jak  właśnie Pawłowi, a nie tym fałszywym nauczycielom, bardzo leżało na sercu dobro Galacjan?

Apostoł Paweł szczycił się tylko z jednej rzeczy, z krzyża Pana Jezusa Chrystusa. To był centralny temat jego zwiastowania. Ten krzyż i jego hańba znalazły swój wyraz w stosunku Pawła do świata. Tak też mówi on w wierszu 14: świat jest dla mnie ukrzyżowany, a ja dla świata, gdyż stałem się wzgardą dla systemu tego świata. Czy i my mamy taki bezkompromisowy stosunek do świata?

W wierszu 16 czytamy już trzeci raz w tym liście o praktycznym życiu wierzącego. Po wcześniej wymienionym chodzeniu według prawdy ewangelii i chodzeniu w duchu, jest tutaj mowa o chodzeniu według zasady nowego stworzenia. Jest to wyższy, ale nie wygórowany poziom, ponieważ od momentu, gdy uwierzyliśmy w Pana Jezusa, jesteśmy nowym stworzeniem (II Kor. 5,17). Fałszywi nauczyciele prowadzili swobodne, lekkie życie. Życie Pawła było wierną służbą. Stygmaty Chrystusowe, które nosił Paweł na swoim - rany od uderzeń, kamienowania – sprawiły, że stał się niewolnikiem Chrystusa, Jego wyłączną własnością.

88 List do Galacjan cz. 2

Gal. 1, 6-10

Po takim wprowadzeniu Paweł natychmiast podejmuje główny temat tego listu. Poprzez ewangelię, którą głosił Galacjanom, zostali  oni powołani do łaski Chrystusowej, zaś teraz odwrócili się od niej i przyjęli jakąś inną ewangelię. Galacjanie byli przekonani, że żydowscy nauczyciele przekazali im nową, ulepszoną wersję starego poselstwa. Ale tak niestety nie było. Galacjanom bowiem była głoszona fałszywa ewangelia.

Przemowa Pawła  w wierszach 8 i 9 jest nad wyraz twarda. Paweł mówi, że jeśli ktokolwiek, niech to będzie nawet apostoł, który otrzymał szczególny autorytet od Boga, lub jakiś anioł z nieba albo jakikolwiek człowiek (jak ci fałszywi nauczyciele) głosiłby coś innego zamiast ewangelii łaski, „niech będzie przeklęty!”. Te ostre słowa nie zostały wypowiedziane pod wpływem emocji. Nie, Paweł mówi tutaj z wszelką powagą o przekleństwie ze strony Bożej.

Żydowscy nauczyciele nie sprzeciwiali się w istocie ewangelii, ale ją raczej przekręcali. Za ich wysiłkami kryło się pragnienie, aby podobać się ludziom. O tym mówi wiersz 10. Dalej w tym liście będziemy czytać o tym, że fałszywi nauczyciele chcieli z Galacjan uczynić swoich zwolenników, wtedy mieliby bowiem powód, aby się szczycić i siebie samych wywyższać. Takie myślenie było apostołowi Pawłowi zdecydowanie obce. On był prawdziwym sługą Pana, który niczego innego nie pragnął, jak tylko uznania ze strony swojego Mistrza.

89 List do Galacjan cz. 3

Gal. 1, 11-24

Ewangelię, którą głosił apostoł Paweł, jak też swój urząd apostolski, otrzymał bezpośrednio przez objawienie Boże, a nie ludzkie.. Ewangelia ta nie jest zgodna z ludzkim sposobem myślenia- nie jest tym, co człowiek chciałby usłyszeć, gdyż uświadamia mu ona  upokarzającą prawdę o nim samym.

Aby podkreślić to co było powiedziane w wierszu 12, apostoł opowiada w wierszach 13-24 coś ze swojego życia. Gdy mówi o czasie przed swoim nawróceniem, wspomina przy tym dwukrotnie „żydostwo”, czyli żydowską religię, od której przez nawrócenie się do Pana został całkowicie uwolniony. Galacjanie jednak próbowali połączyć zasady tej religii z ewangelią. To jest jednak całkowicie niemożliwe, ponieważ „żydostwo” jest przeciwieństwem ewangelii.

Możemy wymienić trzy etapy w życiu apostoła Pawła. Pierwszy, gdy Bóg wybrał go już od poczęcia, drugi kiedy został powołany przez Jego łaskę i trzeci, gdy Bóg objawił mu swego Syna, aby On był treścią jego świadectwa pomiędzy narodami. Godne uwagi jest tutaj wyrażenie „ żeby objawić mi Syna swego”. Od chwili, gdy Pan Jezus objawił się Pawłowi przed Damaszkiem, wiedział on już, że Jezus z Nazaretu jest Synem Bożym. Objawienie się Syna Bożego w swojej chwale było tak głębokim przeżyciem dla apostoła Pawła, że  głosił Go jako kogoś, kogo znał, a nie tylko jako kogoś, o kim słyszał.

90 List do Galacjan cz. 4

Gal. 2, 1-10

Wiersze te mówią o drugiej wizycie apostoła Pawła w Jerozolimie, którą odbył po swoim nawróceniu. Ta podróż była konieczna z powodu fałszywych braci, którzy niepostrzeżenie pojawili się w Antiochii, wywołując niepokój wśród wierzących z pogan (Dz. Ap. 15). Aby uniknąć rozłamu pomiędzy pierwszymi chrześcijanami, trzeba było kwestię obrzezania oraz trzymania się zakonu Mojżesza uregulować nie w Antiochii, ale właśnie w Jerozolimie, gdyż stamtąd pochodzili ci fałszywi bracia i mieli tam najwięcej zwolenników. Z Dz. Ap. 15,2 może wynikać, że Paweł i Barnaba byli posłani do Jerozolimy tylko przez braci z Antiochii. Z Gal. 2,2 wynika jednak, że Paweł otrzymał od Pana polecenie, aby tam się udać.

Paweł podkreśla w tym liście pewne szczegóły które były ważne dla Galacjan. Mocno akcentuje to, że Tytus, Grek z pochodzenia, nie był zmuszany aby się obrzezać. Zatem w żaden sposób nie ulegano żądaniom fałszywych braci. Przy tej okazji Paweł przedstawia czołowym braciom w Jerozolimi ewangelię, którą przyjął bezpośrednio od Pana i głosił poganom. Ani Piotr ani inni bracia nie mogli nic do tego dodać, zrozumieli bowiem, że Bóg powierzył apostołowi Pawłowi służbę pomiędzy poganami, a apostołowi Piotrowi pomiędzy Żydami. Jakub, Piotr i Jan byli jednomyślni wobec do Pawła i Barnaby oraz ich służby.

91 List do Galacjan cz. 5

Gal. 2, 11-21

Apostoł Piotr poznał kiedyś, że Bóg nie czyni żadnej różnicy pomiędzy wierzącymi z Żydów            i wierzącymi z narodów (Dz. Ap. 15,8-11). Będąc ze swoją wizytą w Antiochii zaczął on nagle zachowywać się znowu jak Żyd i czynił na nowo różnicę w stosunku do swoich wierzących braci      z pogan. Gdy Piotr jako ten znaczący apostoł przyjął taką odmienną postawę i zarazem tą czystą Ewangelię – Usprawiedliwienie jedynie z wiary – pomieszał z zakonem, to powstało niebezpieczeństwo, że także wielu innych pójdzie za jego przykładem. Ta sytuacja spowodowała, że Paweł został zmuszony do energicznego wystąpienia przeciwko Piotrowi.

Ale Paweł przekonał Piotra nie tylko o jego dwulicowym, niewłaściwym zachowaniu, ale też krótkimi wyraźnymi słowami przywiódł na pamięć prawdę Ewangelii. On mówi o tym słowami własnego doświadczenia: Jestem usprawiedliwiony przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Ja z Nim umarłem, to znaczyło mój stary człowiek jest z Nim ukrzyżowany. Teraz żyję już nowym życiem, życiem zmartwychwstałym „przez wiarę w Syna Bożego, który mnie umiłował i siebie samego za mnie wydał”.

Tak więc mamy w Dziejach Apostolskich głoszenie Ewangelii, w Liście do Rzymian 1-8 objaśnienie Ewangelii, w Liście do Galacjan w rozdziale 1 obronę Ewangelii, tutaj natomiast Prawdę Ewangelii.

92 List do Galacjan cz. 6

Gal. 3,1-9

Po wyjaśnieniu kwestii zawartych w pierwszych dwóch rozdziałach, apostoł przechodzi do omówienia problemu dotyczącego już bezpośrednio Galacjan. Paweł głosił im już kiedyś o krzyżu i przedstawił, ukazując, w sposób rzetelny, Chrystusa jako ukrzyżowanego (por. I Kor 1;18,23).

Gdyby Galacjanie mieli teraz uwierzyć w to, że usprawiedliwienie jest także przez zakon, to w takim razie Chrystus na darmo umarł (2;21).

Paweł zadaje Galacjanom szereg pytań, aby sobie na nie odpowiedzieli i próbuje ich zawrócić z błędnej drogi na którą weszli. Apostoł używa  w tym celu dwóch słów, które kontrastują ze sobą, to „wiara” i „Duch”. Posiadanie Ducha świętego jest bowiem następstwem posiadanie wiary. Wiara jest mocą nowego życia, które mamy Po drugiej stronie stoją zakon i ciało. Owszem, Bóg dał zakon, aby ciało, to znaczy niezrodzony na nowo człowiek wypełniał ten zakon. Naturalny człowiek nie był jednak w stanie wypełnić Bożych żądań. Także zakon nie mógł człowieka powstrzymać (Rzym. 8,7)

Następnie Paweł wspomina Abrahama i błogosławieństwo, które zostało mu obiecane. Żydzi szczycili się tym, że pochodzą od Abrahama, a Galacjanie uważali, że poprzez zewnętrzną obrzezkę utożsamią się z potomkami Abrahama. Apostoł pokazał im więc, że Abraham jest nie tylko ojcem Żydów, lecz także wszystkich wierzących (Rzym.4,11), i ich właśnie dotyczy jego błogosławieństwo.

93 List do Galacjan cz. 7

Gal. 3, 10 – 14

Wiersz 10 mówi nam o przekleństwie zakonu, które jest przeciwieństwem błogosławieństwa danego wierzącemu Abrahamowi. Przekleństwo to odnosiło się do każdego, kto nie wypełnił wszystkiego tego, czego żądał zakon. Żaden człowiek nie mógł jednak wypełnić nakazów zakonu. Dlatego każdy, kto chce stanąć przed Bogiem opierając się na zakonie, jest zgubiony. Żydzi, którzy otrzymali zakon, zdawali się nie zważać ten sposób© na to. Oni zadowalali się powierzchownym posłuszeństwem względem pewnych przykazań, chcąc się w ten sposób usprawiedliwić sprawiedliwość (Rzym. 10,3). Ale z takim podejściem nie mogli się ostać przed Bogiem. Usprawiedliwienia i życia wiecznego nie można bowiem uzyskać na podstawie uczynków, lecz tylko i wyłącznie przez wiarę.

Przekleństwo, które ciąży na każdym to chce opierać się na zakonie, jest w pełni zasadnione. Jak więc Żyd może zostać uwolniony od niego? Tylko dzięki temu, że ktoś inny, Chrystus, wziął to przekleństwo na siebie. Tam na krzyżu Golgoty stał się On przekleństwem za każdego, kogo dotyczyły sprawiedliwe żądania zakonu. Bóg potraktował Pana Jezusa jako przestępcę zakonu, a teraz może każdego, kto wierzy w Chrystusa , uwolnić od zakonu. Chrystus poniósł na krzyżu przekleństwo, aby Bóg mógł nas w Chrystusie pobłogosławić. Wiersz 14 pokazuje błogosławieństwo w dwojakim sensie. Po pierwsze jest to „błogosławieństwo Abrahamowe”, czyli usprawiedliwienie na podstawie wiary, a po drugie dar Ducha Świętego, który przewyższa każde z błogosławieństw podarowanych Abrahamowi.

94 List do Galacjan cz. 8

Gal. 3, 15-20

Wiersze te odpowiadają na pytanie, czy zakon w jakikolwiek sposób miał wpływ na obietnice dane Abrahamowi. Odpowiedź apostoła jest jasna. Otóż błogosławieństwo nazwane w wierszu 18 „dziedzictwem” jest uzyskiwane jedynie przez przymierze obietnicy, i to właśnie w Chrystusie, prawdziwym potomku Abrahama. Zakon nie był żadnym dodatkiem do przymierza Boga z Abrahamem ani też nie unieważniał tego przymierza. Wiersz 16 nawiązuje do I Mój. 22,18 i pokazuje, jak Bóg już od początku, od czasu, gdy dał Abrahamowi obietnice, myślał o Chrystusie i Jego dziele odkupienia. To On, Chrystus, był tym prawdziwym potomkiem Abrahama. Jeśli zakon nie miał żadnego wpływu na obietnice, to w jakim celu Bóg go ustanowił?

Odpowiedź znajdujemy w wierszu 19. Zakon pokazywał człowiekowi jego grzechy. Prawa i żądania Boże jasno orzekały, co jest prawe, właściwe, sprawiedliwe, a co jest przewrotne i złe (chociaż człowiek od początku miał sumienie do rozróżniania dobra i zła).Jednak z ustanowieniem zakonu zniknęła wszelka niejasność. Bóg dał zakon „aż do przyjścia potomka”, znaczy Chrystusa.  Setki lat, podczas których ludzie żyli pod zakonem, miały udowodnić ludowi izraelskiemu i wszystkim, którym została powierzona znajomość zakonu i żądań Bożych, bardzo wszyscy potrzebowali Zbawiciela (Wykupiciela). Zakon został przekazany przez aniołów pośrednikowi - Mojżeszowi. Był on umową między Bogiem a człowiekiem. Gdy więc dotrzymanie tej umowy zaczęło zależeć od czynów i działania człowieka, przymierze to zupełnie upadło.

95 List do Galacjan cz. 9

Gal. 3, 21-29

Wiersz 21 udziela kolejnych odpowiedzi na pytania dotyczące zakonu. Zakon w żaden sposób nie był przeciwieństwem obietnic Bożych. Owszem, zakon mógł tylko pouczać, żądać, grozić, i jeśli się nie postępowało według niego, mógł osądzić przestępcę na śmierć. Nie mógł natomiast dać nowego życia, które sprawiłoby, że człowiek mógłby go wypełnić. A jednak zakon miał swoje miejsce w wielkich planach Bożych. Do przyjścia Pana Jezusa zakon był karcicielem, wychowawcą, który miał trzymać w człowieka w ryzach.

Z przyjściem Pana Jezusa na ziemię rozpoczął się nowy okres. W wierszach 23-25 określa go wyrażenie „gdy przyszła wiara”. Nie oznacza to, jakoby starotestamentowi wierzący nie posiadali wiary (por. Hebr. 11), ale żyli oni jeszcze wciąż pod zakonem. Od momentu śmierci Pana Jezusa na krzyżu, droga wiary jest jedyną drogą, która umożliwia człowiekowi przyjęcie Bożego błogosławieństwa. Możemy być usprawiedliwieni tylko na podstawie wiary.

Wierzący czasu łaski są uważani za dorosłych synów, którzy nie potrzebują już więcej wychowawcy. Poprzez chrzest przyznaliśmy się do Chrystusa, jesteśmy w Niego przyobleczeni. Zgodnie z tym wszyscy jesteśmy JEDNO w Chrystusie. Wszelkie różnice narodowe, czy społeczne zniknęły. Należymy teraz do Chrystusa, i dlatego w duchowym sensie jesteśmy potomkami i dziedzicami Abrahama.

96 LIst....

Drogi Tatusiu!

 

Poniższy list –skrócony przez nas – został napisany przez 16-letnią dziewczynę, do jej ojca kilka tygodni po tym, gdy zostawił jej matkę, brata i ją, z powodu innej kobiety.

Drogi Tatusiu!

Jest już późno, a ja siedzę na moim łóżku i piszę do Ciebie. Jakże często chciałam porozmawiać z Tobą przez ostatnie tygodnie! Lecz nie miałam okazji, aby być sam na sam z Tobą.

Nie potrafię tego jeszcze zrozumieć, że jesteś teraz razem z kimś innym, i że Ty i mamusia być może nigdy nie będziecie ze sobą. Ciężko mi to zaakceptować, szczególnie, gdy myślę o tym, że może już nigdy nie przyjdziesz do domu i dla mnie i mojego brata nie będziesz już takim tatusiem, jakim zawsze byłeś.

Ale pragnę, abyś, chociaż zrozumiał, co się dzieje w życiu nas wszystkich. I czasem nie myśl, że mamusia nalegała, abym napisała do Ciebie! Nie zrobiła tego. Ona nawet nie wie, że piszę do Ciebie. Chcę Ci po prostu powiedzieć, co o tym wszystkim myślę.

Tatusiu, wyobrażam sobie, że nasza rodzina jest samochodem, właściwie pięknym samochodem, którym jeździliśmy przez długi czas. Od zewnątrz wszystko wyglądało super - żadnych zarysowań, żadnej rdzy, a i wewnątrz było wiele ładnych rzeczy. Lecz z czasem pojawiły się problemy.

Teraz z silnika się dymi, koła ledwo się obracają, a obicia siedzeń są podarte; ciężko się już nim kieruje, a jazda jest bardzo uciążliwa, bo ciągle trzęsie i skrzypi. Ale wiesz, co, tatusiu? To wciąż jest ładny samochód – albo przynajmniej mógłby takim być. Gdyby włożyć w niego odrobinę wysiłku, mógłby jeździć jeszcze wiele, wiele lat.

Mój brat i ja siedzieliśmy zawsze na tylnych siedzeniach, a Ty i mamusia z przodu. Zawsze czuliśmy się bezpiecznie, gdy prowadziłeś samochód, a mamusia siedziała obok Ciebie.

Ale w ostatnim miesiącu, gdy nas opuściłeś, mamusia musiała usiąść za kierownicą. Była noc, a z przeciwka wprost na nas pędził jakiś samochód. Mamusia starała się go ominąć, ale nie udało się i on w nas uderzył. To był straszny wypadek.

Lecz najgorsze w tym, tatusiu, było to, że Ty kierowałeś tym drugim samochodem i że jeszcze ktoś siedział obok Ciebie – ta inna kobieta.

Tak, to był okropny wypadek. Wszyscy jesteśmy ciężko ranni. A jak jest z Tobą? Wciąż nic o Tobie nie wiemy. Czy też zostałeś ranny? Czy potrzebujesz pomocy, tatusiu?

Tej nocy często zadawałam sobie pytanie, czy to w ogóle przeżyjemy. Mamusia została najbardziej zraniona i nie potrafi dojść do siebie. Grześ jest w szoku. Nadal źle się czuje i z nikim nie chce rozmawiać.

Ja sama byłam tak obolała, iż nie potrafiłam pomóc ani mamusi, ani Grzesiowi. Lekarz powiedział, że potrzebuję specjalnej terapii, by to przezwyciężyć. Ale tatusiu, zamiast tej terapii o wiele bardziej chciałabym, abyś Ty mi pomógł.

Ten ból jest nie do zniesienia! Tatusiu, bardzo za Tobą tęsknimy! Każdego dnia zastanawiamy się, czy może nie wyruszysz w drogę i nas nie odwiedzisz. I chociaż codziennie czekamy, czy nie pojawiasz się. Tatusiu, boję się, że jest już po wszystkim, ale oszalałabym chyba z radości, gdybym pewnego dnia otworzyła oczy i zobaczyła, jak wchodzisz do mojego pokoju.

Wieczorem, gdy jest cicho, siedzimy razem i rozmawiamy o Tobie, o tym, jak chętnie jeździliśmy z Tobą i jak bardzo wszyscy pragniemy, abyś znów był razem z nami.

Tatusiu, czy dobrze się czujesz? Czy boli Cię coś po tym wypadku? Potrzebujesz nas, tak jak my potrzebujemy Ciebie?

Gdybyś mnie potrzebował, to jestem do Twojej dyspozycji - i kocham Cię.

Twoja Kasia

*     *     *

List został wysłany. Rano, kilka dni później, Kasia schodziła po schodach na śniadanie. A przy stole zobaczyła siedzących razem rodziców, trzymających się za ręce i ze łzami w oczach! Tatuś wrócił.

*     *     *

 

Bracia, szatan prowadzi przeciwko nam okrutną walkę. Niech Pan pomoże każdemu bratu, aby żył w bogobojności i wierności, jako mężczyzna, mąż i ojciec, i aby nie tylko słuchał Słowa Bożego, lecz także według niego postępował.

A wy, siostry, pomóżcie swoim mężom, aby byli mężami Bożymi!

 

(Tłumaczone z „Hilfe und Nahrung”, 05/2004)

97 Mam wspaniałego Zbawiciela

MAM WSPANIAŁEGO ZBAWICIELA

Samolot towarowy niby olbrzymi ptak leci pośród ciemnych chmur. Ogromne motory ryczą podczas szalejącej burzy, która nieustannie usiłuje zepchnąć maszynę z obranego kursu. Grad uderza, bębniąc po kadłubie.

- Psia pogada - mruczy Dick, mechanik pokładowy. - Prognoza meteorologów znowu się nie sprawdziła! Czy choć wspomnieli o burzy śnieżnej?

- Ludzie nie są przecież wszechwiedzący! - odpowiada Fred, radiotelegrafista.

- Słusznie, lecz trzeba być w ciemię bitym, aby nie przewidzieć takiej burzy.

- Ty wszystko widzisz w czarnych kolorach.

- Tak uważasz? Poczekaj tylko, aż z połamanymi rękoma i nogami wypełzniemy spod zwalisk tego pudła. Wtedy będziesz inaczej mówił!

- Stary zrzęda - śmieje się Fred. - Już nieraz przeżyliśmy taką burzę i czy kiedyś źle się to skończyło? Jeszcze kilka godzin, a znów będziemy wolni. Wtedy wygodnie usiądziesz przy ciepłym piecu i weźmiesz na kolana swą małą córeczkę, która będzie ci śpiewała kolędy.

- Nie mamy takiego zwyczaju - mruczy Dick. - Pokój na ziemi, ha, ha! Pokój! Ludzie wszędzie się zabijają, a w tej samej chwili tysiące siedzi w cieple i śpiewa, spoglądając pobożnie na dzieciątko w żłobku.

- A więc uważasz to za zbyteczne?

 

- Tak - odparł Dick opryskliwie, spoglądając uporczywie na przyrządy pokładowe.

- Możliwie, że będziesz uważał to pytanie za zbyt śmiałe i pomyślisz, że nie powinno mnie to nic obchodzić - rozpoczyna Fred niezdecydowanie - ale powiedz mi, dlaczego jesteś tak wrogo nastawiony wobec wszystkiego, co ma związek z chrześcijaństwem?

- Ach, nie chcę teraz o tym mówić.

- Dlaczego  nie?

- Nie mam nic przeciwko ludziom, którzy są chrześcijanami. Lecz brzydzą mnie ci, którzy mówią, że są nimi, a ich postępowanie dowodzi czegoś innego. Nie gniewaj się, Fred, ale sądzę, że istnieją tylko tacy chrześcijanie. Ja przynajmniej jeszcze innych nie spotkałem.

- Tak, ale...

- O, już wiem, co chcesz powiedzieć. Chrześcijanie są ostatecznie także tylko ludźmi, czyż nie? To już często słyszałem. W ten sposób stwierdzacie, że praktycznie między wierzącymi a niewierzącymi nie ma żadnej różnicy. Tylko w niedzielę, kiedy jeden idzie do kościoła, a drugi do kina. A jeśli na tym polega cała różnica...!

- Nie, tu wielu krzywdzisz. Są i tacy, którzy żyją rzeczywiście według zasad swej wiary.

- Zaszywają się więc gdzieś głęboko, gdy znajduję się blisko nich, bo nigdy jeszcze żadnego nie spotkałem!

- Możliwie, że nigdy ich nie szukałeś!

98 Masakra chrześcijan

Nigeria - Kolejny mord na chrześcijanach

17 marca o godz. 1:00 w nocy duży oddział uzbrojonych muzułmanów z plemienia Fulani napadł na chrześcijańską wioskę Bye, brutalnie zabijając 12 osób, głównie kobiet i dzieci. Według relacji zwierzchnika wioski niektórzy napastnicy byli ubrani w mundury wojskowe. Większość domów w wiosce zostało podpalonych. Napastnicy odcinali zamordowanym części ciała i zabierali je ze sobą.Wioska Bye jest położona 12 km od miasta Riyom w nigeryjskim stanie Plateau, tym samym, w którym zaledwie 10 dni wcześniej muzułmanie napadli na trzy wioski chrześcijańskie, bestialsko mordując 500 osób.

Nasi nigeryjscy bracia i siostry wzywają nas do modlitwy za nich

.



 

99 Małżeństwo ?

Małżeństwo niech będzie we czci u wszystkich, a łoże nieskalane; rozpustników bowiem i cudzołożników sądzić będzie Bóg.
List do Hebrajczyków 13,4

Czym jest związek małżeński?



Kiedy dwoje ludzi staje się małżeństwem? We współczesnym świecie, w którym Boże nakazy w coraz większym stopniu nie są brane pod uwagę, coraz więcej par żyje w tzw. wolnych związkach, to znaczy bez legalnej, prawnej podstawy. Choć takie związki są jawne i traktowane niemal jak małżeństwo, nie są małżeństwem. Z Bożego punktu widzenia małżeństwo rozpoczyna się wtedy, gdy mężczyzna i kobieta zawrą legalny związek małżeński zgodnie z prawem obowiązującym w danym kraju. Istotą sprawy jest to, że dwoje ludzi oficjalnie musi zadeklarować, że chcą wstąpić w związek małżeński - związek trwały, jawny, jasny i określony, nie zakładający rozwiązania.
Jezus Chrystus spotkawszy kobietę przy studni Jakuba powiedział jej, że mężczyzna, z którym żyje, nie jest jej mężem (zob. Jana 4, 18). Gdyby ten człowiek poprzez dzielenie z nią łoża był jej mężem, Pan nie wyraziłby swojej dezaprobaty z powodu jej grzechu.
Biblia również wiele mówi nam na temat ceremonii ślubnej - nie tylko o dniu wesela, ale także o momencie zaślubin. Ceremonie weselne w czasach Abrahama różnią się od tych w czasach Samsona (por. 1. Mojż. 24,67 i Sędziów 14,10-20), a te z kolei różnią się od tych w czasach Pana Jezusa (zob. Jana 2,1-11). W większości krajów jedyną uznawaną przez prawo formą zawarcia małżeństwa jest ta, która ma miejsce w urzędzie czy kościele.

Tylko wtedy można mówić o początku małżeństwa, zarówno przed Bogiem i ludźmi, jak i w obliczu prawa.

za Kalendarzem Dobre Zasiew

100 Mimo wszystko

Ludzie są często głupi, nielogiczni i dbają tylko o własny interes;
Przebaczaj im, mimo wszystko.
Jeśli jesteś życzliwy, ludzie oskarżą cię o egoizm i niskie pobudki;
Pozostań życzliwy mimo wszystko.
Jeśli osiągniesz w życiu sukces, znajdziesz wielu fałszywych przyjaciół i wielu prawdziwych wrogów;
Staraj się osiągnąć sukces, mimo wszystko.
Jeśli jesteś szczery i otwarty, ludzie mogą to wykorzystać;
Bądź szczery i otwarty, mimo wszystko.
W jedną noc ktoś może zniszczyć to, co budowałeś przez lata;
Buduj, mimo wszystko.
Jeśli odnajdziesz pokój i szczęście, wielu będzie ci zazdrościć;
Bądź szczęśliwy, mimo wszystko.
O dobru, które czynisz dzisiaj, ludzie zapomną pewnie już jutro;
Czyń dobro, mimo wszystko.
Dawaj z siebie ile możesz, a często powiedzą ci, że to za mało;
Mimo to dawaj z siebie wszystko.

Widzisz, w ostatecznym rachunku, liczy się tylko to, co działo się między tobą a Bogiem.
Między tobą a „nimi”, i tak nic nigdy nie było.

Kent M. Keith

101 Miód

Każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą.
List Jakuba 1,14
Ratuj wydanych na śmierć, a tych, których się wiedzie na stracenie, zatrzymaj.
Przypowieści Salomona 24,11  


Pewnego razu zapomniałem schować słoika z miodem w naszej altanie - przez cały dzień stał na stole. Następnego ranka zostałem powitany nieprzyjemnym widokiem. Zwabione zapachem miodu muchy, osy i inne owady przypłaciły życiem uleganie swojej pożądliwości. Stłoczone, udusiły się w miodzie. Gdy to obserwowałem, przyleciało ich jeszcze więcej - nie odstraszył ich los poprzedników. Trzęsąc się z chciwości, najpierw wieszały się na brzegu słoja, a następnie wpadały do środka. Wreszcie grzęzły w słodkiej masie. I to na krótko przed tym, jak ginęły. 
Jakże wielu ludzi przypomina te owady! Troszkę ciekawości, troszkę zadowolenia, a wkrótce budzą się złe, niepohamowane żądze. Tylko mały krok dzieli pożądliwość od uzależnienia. Ludzie są już związani przez grzech, jak niewolnicy alkoholu i narkotyków, zanim zdadzą sobie sprawę z tego, co się dzieje. Pokusa wydaje się całkiem nieszkodliwa i pociąga sła bych, tak jak miód skusił te owady. Wkrótce znajdują się w pułapce, w truciźnie, która ich dusi, niszcząc ciało i duszę.
Człowiek znajdujący się w opisanym stanie musi najpierw zdać sobie sprawę, że dopuścił się poważnego grzechu przed Bogiem. Pierwszym krokiem, jaki może uczynić jest więc wyznać całą swoją winę Jemu i otrzymać przebaczenie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, Jego Syna, który powiedział: "Jeśli więc Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie" (Ew. Jana 8,36).
To jedyna droga, by poznać prawdę słowa Pana i zostać uwolnionym od swych grzesznych uzależnień.

(C) Copyright "Dobry Zasiew" 2010

102 Misja miłości

Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w so­bie (Jakuba 2,17).

Niektórzy uważają, że misja to tylko i wyłącznie głoszenie Ewangelii. Ale czy na pewno? Czy na pewno chodzi tylko o to? Wiemy, że powinniśmy kochać innych ludzi. To podstawowy fakt wiary chrześcijańskiej. Jak jednak ich kochać? Wielu chrześcijan uważa, że jedyną częścią ludzi, o którą należy dbać, jest ich duch - część, która będzie żyć wiecznie. Ich wyłączną troską jest upewnienie się, że ludzie znajdują się na drodze do nieba no i czy ewentualnie się dobrze na niej czują (dusza). Bóg jednak chce, żebyśmy zrobili wię­cej. Bóg stworzył człowieka. Pragnie, abyśmy kochali ludzi tego świata na wszel­kie sposoby, na jakie potrzebują miłości.

W przypowieści Pana Jezusa o dobrym Sa­marytaninie, ten dobry pomocnik nie głosił Ewangelii rannemu mężczyźnie. Opa­trzył mu rany i zawiózł do gospody, żeby się nim zaopiekowano. Zatroszczył się o najpilniejszą potrzebę tego człowieka. Pan Jezus nie tylko mówił ludziom o duchowym chlebie, by zaspokoić ich duchowy głód Boga (J 6,35), On dawał im też zwykły chleb dla zaspokojenia ich fizycznego głodu (J 6,5-11).

Zastanówmy się: mamy możliwość głoszenia Ewangelii w ubogiej oko­licy, podając potem gorący posiłek bez­domnym. Która z czynności bardziej okazuje miłość - dawanie posiłku, czy głoszenie łaski Bożej? Odpowiedź wbrew pozorom jest prosta: obydwa. Oba działa­nia są jednakowo wyrażające naszą miłość do bliźniego, gdyż każde okazuje miłość przez zaspokojenie realnych potrzeb.

Samo jedzenie, ubranie i schronienie nie przyprowadzą ludzi do Królestwa Bożego. Ludzie muszą i potrzebują również usłyszeć o Chrystusie i zaufać Mu, jako osobistemu Zba­wicielowi i Panu. Trudno jest jednak ludziom słuchać nauk biblijnych, kiedy w żołądku burczy z głodu, a ciała są chore. Często zadbanie o potrzeby fizyczne otwiera nam na oścież drzwi do zaspokoje­nia potrzeb duchowych. Słyszałem opowiadanie misjonarza, który mówił o weterynarzu zdobywającym zaufanie tubylców przez opiekę nad ich bydłem. Dopiero później był czas na głoszenie Słowa Bożego. W takich sytuacjach potrzeba jest mądrość. Boża mądrość.

Poza tym świat nas obserwuje. Na ludziach nie robi wrażenia nasz zapał i piękne mówienie o Panu Jezusie, jeśli zaniedbujemy praktykowanie Słów, których uczył nas Pan Jezus zaspokajając w miarę możliwości oczywiste potrzeby fizyczne bliźnich.

Każdy chrześcijanin ma możliwość okazywania miłości całej osobie - duchowi duszy i ciału - ponieważ wszystkie części są dla Boga równie cenne!

Zdjęcie ze strony misje.ivica.pl                                                                                                                                                                             GS

103 Misjonarz

Ale jak mają uwierzyć w tego, o którym nie słyszeli? A jak usłyszeć, jeśli nie ma tego, który zwiastuje?
List do Rzymian 10,14

BYĆ MISJONARZEM

Hudson Taylor w Chinach, Jim Elliot wśród Indian - z wielkim zachwytem Tomasz "połyka" każdą opowieść misjonarską, która tylko wpada mu w ręce. Życie pełne niezwykłych przygód i niebezpieczeństw, tak Tomasz wyobraża sobie swoją przyszłość. Gdzieś w Afryce pragnie nieść Ewangelię ludziom zamieszkującym niedostępną dżunglę. Tam, gdzie ludzie wciąż jeszcze zanoszą swe modły do drewna i kamienia, tam pragnie opowiadać o żywym Bogu w niebie i o Jego Synu Jezusie Chrystusie. Lecz do tego czasu jest jeszcze daleko. Najpierw trzeba skończyć szkołę, potem zdobyć rozsądny zawód, nabrać trochę doświadczenia, nauczyć się języka - dużo, jeśli to w ogóle się uda.
Gdy następnego ranka Tomasz przychodzi do szkoły, nie ma Stefana, kolegi, z którym dość dobrze się rozumiał. Wczoraj doznał poważnych obrażeń w wypadku motocyklowym. Popołudniem Tomasz chce go odwiedzić. Ale to nie jest możliwe, dla osób postronnych nie ma wstępu. Stefan jest w stanie krytycznym i leży na oddziale intensywnej terapii. "Co będzie, gdy Stefan teraz umrze?", niepokój przeszywa serce Tomasza, "wprawdzie nie modlił się do drewnianych bożków, ale na pewno nie należał do ludzi zbawionych... Jeszcze ani razu nie mówiłem mu o mojej wierze i nadziei w Jezusie Chrystusie..."
To musi się zmienić, decyduje Tomasz. Co prawda nie ma jeszcze odwagi, aby mówić przed wszystkimi kolegami i koleżankami z klasy o Panu Jezusie, ale postanawia powziąć coś na miarę swych sił i wiary: pewnego dnia każdy z klasy znajduje na swoim miejscu mały chrześcijański traktat. Z biegiem czasu zdarzenie to staje się powodem wielu i ntensywnych rozmów o Bogu i o Biblii. Powoli Tomasz pojmuje, że jego pierwszym polem misyjnym nie jest odległa Afryka, lecz jego najbliższe otoczenie.

Za Dobry Zasiew 2012

104 Modlitwa

A król rzekł do mnie: Czego byś sobie życzył? Pomodliwszy sie więc do Boga niebios...
Księga Nehemiasza 2,4

Praca górników zawsze była niebezpieczna. W przeszłości, rzadko dożywali swoich czterdziestych urodzin. Wielu padało ofiarą spadających kamieni lub groźnej choroby płuc - pylicy. Skrajne temperatury i wilgoć również sprawiały im wiele zdrowotnych problemów. Wiedzieli oni oczywiście, że ich zdrowie i bezpieczeństwo nie zależało od nich samych.
W kopalni, którą ostatnio zwiedzaliśmy wzniesiono podziemną kaplicę. Górnicy przychodzili tam przed pracą, żeby sie pomodlić. Przewodnik, który nas oprowadzał nie miał na to satysfakcjonującego wytłumaczenia, a pozostali zwiedzający uznali to za ciekawą pozostałość przeszłego wieku. "Ależ zacofani byli ludzie w tamtych czasach!" Czy jednak naprawdę tacy byli?
Namies tnik Nehemiasz prowadził rozmowę z wielkim królem Persji Artakserksesem. Wiele ważnych pytań było mu zadawanych. Jedno złe słowo mogło mieć nieprzewidziane konsekwencje. Co w tym wypadku zrobił ten mężczyzna, który sprawował taką poważną funkcję? Pomodlił się. Możesz przeczytać o tym w Biblii, w Księdze Nehemiasza w rozdziale 2. Bóg wysłuchał tę nagłą, krótką modlitwę.
Co za szczęście, ze możemy modlić się do Boga gdziekolwiek jesteśmy: w szkole, w pracy, w samochodzie, w szpitalu, w zasadzie wszędzie! My również potrzebujemy ochrony przed niebezpieczeństwem, pomocy w trudnych zadaniach i decyzjach. Nasz wspaniały Bóg wysłuchuje nasze modlitwy. Chrześcijanie, którzy znają i korzystają z tego przywileju, maja wielką korzyść w swoim życiu.

Czy i Ty jesteś oddany modlitwie?

105 Modlitwa

Modlitwa jest czymś bezcennym, czymś niewyobrażalnym z ludzkiego punkt widzenia. Dlaczego? Ponieważ jest to rozmowa z Bogiem. I to nie na zasadzie siły czy prawa, ale na zasadzie łaski. Bóg, to teraz nasz kochany Ojciec, który chce i czeka ,żeby jego dzieci z nim rozmawiały. Na pewno żaden tata nie wyobraża sobie, żeby jego dzieci nie rozmawiały z nim. Tak samo, a raczej o wiele więcej Bóg chce, abyśmy do niego mówili. Możemy, w małej części wyobrazić sobie jak jest Mu przykro, kiedy nie modlimy się, kiedy walczymy i trudzimy się w naszym życiu sami. Przecież im więcej dzieci mówią nam o swoich problemach tym większe mamy u niech zaufanie. I znowu analogia. Jeśli ufamy Bogu, dlaczego się do niego nie zwracamy ? Jeśli wierzymy, że Bóg nad wszystkim czuwa, co więcej, wszystkim kieruje, dlaczego mu wszystkiego nie powierzamy ? Niech każdy nas zada sobie te pytania przed Panem.


 

Billy Graham powiedział: 'Biblia radzi: 'Bez przystanku się módlcie.' To znaczy, że musimy być zawsze gotowi do modlitwy. Ponieważ chrześcijanin jest nowonarodzonym członkiem rodziny Bożej, modlitwa jest dla niego czymś tak naturalnym jak to, że dziecko prosi swego ojca o rzeczy, których potrzebuje.'
'Żyjemy w niebezpiecznych czasach i jeśli kiedykolwiek trzeba było się modlić, to na pewno teraz szczególnie. Modlitwą można, bowiem zdziałać więcej niż czymkolwiek innym. Jest ona naszą najsilniejszą bronią.'

106 Mój czas

Mój czas

 

„ Nawet bocian w przestworzach zna swój CZAS, synogarlica, jaskółka i żuraw przestrzegają PORY swojego przylotu, lecz mój lud nie chce znać prawa Pana.”                                     Jer. 8:7

W żadnym innym kraju nie ma tylu bocianów ile w Polsce. Każdego prawie roku dokonuje się ich spisu i chociaż wiadomo, że nigdy nie można tego zrobić dokładnie to i tak liczba 30.200 par w 1984 roku oraz 40.900 par w 1995 wypada imponująco. Obliczono także, że na każde 100 km2 obszaru Polski przypada około 15 par. Całkowitą liczebność populacji w Europie szacuje się na 100-120 tysięcy par, a na świecie 150 – 300 tysięcy. Ptaki te rozmnażają się w północnych częściach Afryki w Europie i Azji przylatując na lęgowiska w marcu/kwietniu a następnie odbywają dalekie wędrówki do tropikalnej Afryki (na południe od równika). Bociany omijają góry i morza przelatując nad cieśniną Bosfor bądź Gibraltar.

Cały ten cykl (przylotów, lęgu i odlotów), powtarza się zawsze tak samo. Podróż do Afryki trwa około 2 miesiące. Młodsze osobniki wylatują wcześniej i lecą aż do RPA, by po około 4 latach, po osiągnięciu wieku rozrodczego, powrócić „do domu”. Starsze wylatują później. Są one nieco sprytniejsze i zimują bliżej Europy, by po około dwóch miesiącach zimowania, udać się w drogę powrotną.  Bociany zawsze wracają na stare miejsce lub budują swoje gniazda w promieniu do około 50 km od starego. Ich życie trwa około 30 lat.

Obserwując bociany możemy zadać sobie kilka pytań:

Skąd młode bociany wiedzą, którędy maja lecieć do Afryki (wylatują one przed swoimi rodzicami)?

Jak młode odnajdują drogę powrotną do swoich „domów”?

Skąd tak dokładnie wiedzą, o jakiej PORZE mają udać się w drogę tam i z powrotem, aby wszystko odbyło się właściwie?

To Bóg, Stwórca, wyposażył ptaki i wszystkie inne zwierzęta w tak cudowny sposób. Obserwując je możemy podziwiać Jego mądrość i wspaniałość. Dzięki cudownemu dziełu Stwórcy, tak wiele zwierząt przetrwało aż do dzisiaj.

Chciejmy jednak zastanowić się na powyższym wierszem z Księgi Jeremiasza, w którym mowa jest o tym, że „(…) bocian zna swój CZAS”. Rzeczywiście, dokładność, z jaką poruszają się te ptaki jest zadziwiająca. Wszystko musi odbyć się w określonym czasie, w którym ptaki bez zagrożenia będą mogły się przemieścić z miejsca na miejsce, wychować swoje potomstwo i na okres zimy wrócić do Afryki.

Również dla nas CZAS ma ogromne znaczenie, ponieważ nasze życie, chociaż dłuższe od życia ptaków, trwa zaledwie 70-80 lat. W życiu tym musimy się zastanowić, jak wypełnić cały ten CZAS, a szczególnie pomyśleć o tym, co stanie się z nami po śmierci. Duch, którego dał nam Bóg Stwórca, nigdy nie umiera. Żyjąc na ziemi mamy CZAS, aby się nad tym zastanowić, aby uwierzyć, że to Bóg Stwórca umieścił człowieka na Ziemi, że On troszczy się o niego i pomimo tego, iż człowiek odwraca się do Niego plecami, On wciąż go szuka i chce go zbawić.

Kiedy Bóg zesłał swojego Syna na ziemię, kiedy Pan Jezus przyszedł do swojego ziemskiego ludu -izraelskiego, ten Go nie poznał. Naród izraelski nie poznał „czasu swojego nawiedzenia…” (Ewangelia Łukasza 19,44). W innym miejscu czytamy, że pewien gospodarz przygotował wielką ucztę i zaprosił wielu jednak nikt nie przyszedł. Nikt nie miał czasu: „ Znowu posłał inne sługi, mówiąc: Powiedzcie zaproszonym: Oto ucztę moją przygotowałem, woły moje i bydło tuczne pobito, i wszystko jest gotowe, pójdźcie na wesele.  Ale oni, nie dbając o to, odeszli, jeden do własnej roli, drugi do swego handlu.”( Mat. 22:4-5).

Tak uczynił człowiek z posłanym od Boga Synem – Panem Jezusem Chrystusem. Odrzucił Tego, który przyszedł na ziemię, aby zbawić człowieka. Tego, który pragnął przyprowadzić człowieka do Boga i dać mu wieczne szczęście, odrzucił, pogardził Nim. Jakaż wina ciąży, więc na człowieku za ten straszny czyn – czyn odrzucenia Bożego Daru! Jakaż wina ciąży na mnie i na Tobie, jeśli także Go odrzucimy!

Chociaż Pan Jezus został ukrzyżowany, jednak przez tę śmierć odkupił świat. Każdy, kto UWIERZY W Osobę i dzieło Pana Jezusa wykonane na krzyżu, będzie zbawiony. Przypadło nam żyć w cudownym okresie, okresie, który Biblia nazywa czasem łaski. Teraz, dzisiaj istnieje jeszcze możliwość wyznania Panu Jezusowi swoich grzechów. DZISIAJ jest na to czas! „(…) Oto teraz CZAS łaski, Oto teraz dzień zbawienia” (2. List do Koryntian 6,2). Wykorzystaj czas, który podarował Ci Bóg!

Pb

107 Morderstwo w Winnenden – dlaczego?

Morderstwo w Winnenden – dlaczego?

Mimo upływu czasu od wydarzeń w Winnenden (Niemcy), nadal jesteśmy przerażeni tragedią, która miała tam miejsce. 17-letni chłopiec zastrzelił 15 osób – w tym 9 dzieci – a w końcu sam popełnił samobójstwo. Oczywiście zadajemy sobie to pytanie – tak jak i inni: Dlaczego ? ( niem. Warum ? )

108 Młodzi ludzie...

Pewien mężczyzna z podpuchniętymi płaczem oczyma opuszcza cmentarz. Łagodnie zwracam się do niego i pragnę podać mu ulotkę z chrześcijańskim tekstem. "Dopiero co odwiedziłem świeży grób mojej córki ... 17-letniej!" "Tak mi przykro", odpowiadam, "nieszczęśliwy wypadek?" "Nie! Och, nie", wybucha ponownie płaczem, "samobójstwo!" Przeszywające zwątpienie bije z głosu tego zdruzgotanego ojca. Łzy spływają po jego twarzy.
To nie jedyny taki przypadek. Według statystyki w roku 2005 ponad 4600 osób popełniło w Polsce samobójstwo. To przecież przerażająca liczba! Cóż dzieje się w sercach tych młodych ludzi, którzy porywają się na swoje własne życie, jeszcze zanim właściwie na dobre się rozpoczęło? Czy powód tkwi w zniszczonych relacjach rodzinnych? Czy w strachu, w zawiedzionych przyjaźniach, w obojętności i braku poczucia prawdziwej miłości? Czy już za młodych lat dali wciągnąć się w bagno grzechu, ciężarów, spod których nie potrafią się w żaden sposób podźwignąć? Czy rzeczywiście nie ma już nikogo, kto z szczerszego serca kocha, któremu mogliby się bezpiecznie, raz na zawsze, powierzyć?
Apeluję do was, młodzi ludzie: Jest ktoś, kto Cię kocha - nieskończenie, któremu we wszystkim możesz bezgranicznie ufać, możesz mu się powierzyć. On zawsze ma czas dla Ciebie, On ma moc i pragnie pomóc Ci w każdym Twoim osobistym problemie - także problemie ciężarów grzechu. To Jezus Chrystus, Zbawiciel świata. Czy chcę Ci wmówić jakieś mistyczne urojenia? Nie, On żyje! Ja to wiem, doświadczam i czuje. Pragnie być również Twoim Zbawicielem i nadać Twojemu życiu prawdziwą treść i sens, wskazać wspaniały cel: samo niebo! Nie ma większego zysku ponad życie z NIM. Nie odrzucaj swojego życia! Rzuć się w mocne

Położyłem dziś przed tobą życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierz przeto życie, abyś żył, ty i twoje potomstwo.
5. Księga Mojżeszowa 30,19
W tym objawiła się miłość Boga do nas, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy przezeń żyli.
1. List Jana 4,9ramiona Pana Jezusa!


(C) Copyright "Dobry Zasiew" 2012

109 Najważniejsza wiadomość

Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków; Ostatnio u kresu tych dni, przemówił do nasz przez Syna.

Hebrajczyków 1:1-2

Siedemnastego marca 2003 roku prezydent George W. Bush, w transmisji na żywo, dał prezydentowi Iraku 48-godzinne ultimatum - miał zrzec się władzy, gdyż w przeciwnym razie będzie musiał stawić czoło zbrojnemu konfliktowi. Miliony ludzi oglądało lub słuchało tej transmisji.

Tego dnia, a także każdego innego, przed i po transmisji, sam Bóg przemawia do nas. Jednak niewielu Go słucha. Wyobraź sobie jak ważna jest to wiadomość ,skoro panujący Wszechmocny Bóg, uniżył się i przemówił do nas. Jaka jest Jego ważna wiadomość? „Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony” (Dz. Ap. 16:31) Prezydent Bush dotrzymał swojego słowa.

Możesz być stu procentowo pewien, że Bóg dotrzyma swojego. „Upamiętajcie się i wierzcie ewangelii” (Ew. Marka 1:15)

- D. LeBlanc

110 Narodzenie na nowo ? Po co ?

Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego.
Ewangelia Jana 3,3

Dlaczego właściwie bez narodzenia się na nowo nikt nie może ujrzeć Królestwa Bożego? Ponieważ do tego potrzebne jest całkowicie inny rodzaj życia, niż to, które posiadamy. Jezus Chrystus mówi: "co narodziło się z ciała, ciałem jest, a co narodziło się z Ducha, duchem jest" (Ew. Jana 3,6). Niezależnie od tego, że nasze grzeszne życie przez różne upadki i uchybienia jest zupełnie bezużyteczne dla Boga i nie da się go skorygować lub naprawić, to i tak do tego Królestwa potrzebne jest znacznie więcej, niż samo bycie stworzeniem, posiadanie fizycznego bytu.
Pan Jezus rozmawiał o nowych narodzinach z Nikodemem, z człowiekiem, z którym niewielu mogło się równać. Biblia zajmowała ważne miejsce w jego życi u, a on sam był uznanym duchowym nauczycielem, przykładnym i pobożnym. Czyż taki nie mógł się ostać przed Bogiem?
Jednak tylko zupełna i zasadnicza zmiana, tylko nowe życie od Boga, przysposabia nas do Królestwa Bożego. Za pomocą własnych sił niewiele w tej sprawie możemy uczynić, jedynie możemy przyczynić się do własnych fizycznych narodzin.
Drogą do opisywanej tu radykalnej zmiany i całkowicie nowego początku jest sam Chrystus. "Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Chrystusem z Boga się narodził" (1. List Jana 5,1). By to było możliwe, On, wieczny Syn Boży, stał się człowiekiem i zmarł za grzeszników na krzyżu Golgoty.
Kto dziś wyzna: całe moje życie muszę całkowicie zmienić, ono jest nieprzydatne dla Boga, potrzebuję nowego życia, w wierze znajdzie schronienie u Zbawiciela świata i może oprzeć się na tych Jego słowach: "a tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz" (Ew. Jana 6,37). Dlatego Bóg dał swego Syna, ażeby "każdy, kto weń wierzy nie zginął, ale miał żywot wieczny". (Ew. Jana 3,16).

(C) Copyright "Dobry Zasiew" 2012

111 Narodzenie Pana

I porodziła syna swego pierworodnego, i owinęła go w pieluszki, i położyła go w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.
Ewangelia Łukasza 2,7
Gdzie go ukrzyżowali, a z nim innych dwóch, z jednej i z drugiej strony, a pośrodku Jezusa.
Ewangelia Jana 19,18
A gdy Pan Jezus to do nich powiedział, został wzięty w górę do nieba i usiadł po prawicy Boga.
Ewangelia Marka 16,19

Kiedy Stwórca świata przyszedł na ziemię jako małe dziecię, nie został przyjęty, choć przyszedł "do swej własności" do swojego narodu (Ew. Jana 1,11), do którego miał pełne prawo.
Kołyską był Mu żłób, położono go zamiast w najznakomitszym miejscu pośród ludzi, to wśród zwierząt. w grudniowe święta obchodzi się tradycyjnie właśnie czas narodzenia Pana Jezusa. To piękny moment kiedy zaczyna się realizować Boży plan zbawienia. Cud nas cudy. Bóg staje się człowiekiem. Ale to nie koniec cudów. Cale życie Pana Jezusa było cudem miłości i doskonałego wypełniania Bożego planu. Gdy zaczął swą służbę, przemieszczał się z miejsca na miejsce, dlatego powiedział pewnemu człowiekowi, który chciał iść za nim: "Lisy mają jamy i ptaki niebieskie gniazda, ale Syn Człowieczy nie ma, gdzie by głowę skłonił" (Ew. Mat. 8,20). Nikt go nie rozumiał, i wszyscy odrzucili.

Gdy kończył służbę na tej ziemi, Jego ostatnim miejscem był krzyż. Cóż za poniżenie dla Syna Bożego! Ludzie odrzucili Go, jedynego sprawiedliwego człowieka, jaki kiedykolwiek żył, popełniając najgorsze zło. Otrzymał miejsce hańby pomiędzy dwoma złoczyńcami, pomiędzy niebem a ziemią.
I niebiosa zostały zamknięte, bo Jezus cierpiał Boży sąd nad grzechem w miejsce zgubionych grzeszników.

Ale gdy Pan zmarł i triumfalnie powstał z martwych, Bóg dał mu honorowe miejsce, mówiąc: "Siądź po prawicy mojej" (Psalm 110,1).
Powstaje pytanie: czy Jezus zajmuje w twoim sercu honorowe miejsce, miejsce Boga, Pana i Zbawiciela?

Czy traktujesz Go jak współcześni Mu nikczemnicy, którzy nie mieli dla Niego miejsca ani czasu? Czy masz dla niego czas tylko w wyjątkowe chwile tak jak święta Narodzenia Pańskiego? Zastanów się na chwilę i pomyśl kim dla Ciebie jest Pan Jezus Chrystus? On nie pozostał małym dzieckiem na zawsze, dorósł i wypełnił swą misje.

Dziś mówi do Ciebie: "Ja się narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie;" (Ew.Jana 18,37)

Wierzysz w Prawdę? w Pana Jezusa Chrystusa?

112 Nauka i Bóg

W roku 1892, w pewnym pociągu siedział starszy człowiek i czytał Biblie. Obok niego siedział młody student zagłębiony w naukową literaturę.  Po pewnym czasie, młody człowiek zapytał  swojego sąsiada: „Wierzy Pan jeszcze w tą stara książkę pełną bajek i baśni? Tak oczywiści, ale to nie jest bajka tylko Słowo Boże!” Podekscytowany student powiedział: ”Powinien Pan poczytać trochę naszej historii. W czasie rewolucji francuskiej przed prawie 100 laty, religia została określona, jako iluzja. Tylko ludzie bez kultury wciąż wierzą, że Bóg w 6 dni stworzył świat. Musi Pan posłuchać, co dzisiaj mówi nauka o stworzeniu świata.”

„Dobrze.” Odpowiedział starszy człowiek. „Co więc dzisiejsza nauka mówi o tym? Nie mam czasu, to za długo by trwało, gdybym opowiadał Panu o wszystkich szczegółach. Niech Pan mi da swoją wizytówkę, napiszę Panu na nim spis naukowej literatury, mówiący na ten temat.” Starszy Pan otworzył swój portfel i podał młodemu człowiekowi swoją wizytówkę. Kiedy ten ją przeczytał, poczuł się mały jak mrówka. Z opuszczoną głową wysiadł czym prędzej z pociągu.

Na wizytówce było napisane:

Prof. Dr. Louis Pasteur

Dyrektor Generalny Instytutu naukowo-badawczego
Narodowego Uniwersytetu Francji

 


„Słaba znajomość nauki, oddziela nas od Boga,

Dobra znajomość nauki, przenosi nas w Jego bliskość.”

Louis Pasteur

za "Folge mir nach"

113 Nawrócony

- Byłem lumpem, łobuzem, bandytą. Okradałem ludzi w autobusach i w pociągach. Nocowałem na dworcach, strychach i w piwnicach. Ze śmietników wygrzebywałem chleb i obgryzałem kości. Piłem wszystko, oprócz smoły i lepiku: od jaboli przez denaturat po perfumy. Wąchałem kleje, rozpuszczalniki, paliłem marihuanę. Od dziewiętnastu lat nie piję i nie palę. Jestem biznesmenem, właścicielem szkoły języków obcych - o tym, jak można wyjść z bezdomności opowiada 53-letni Mirosław Rękorajski.

Szczygłowice są dzielnicą Knurowa. Typowe blokowisko, kilka hoteli robotniczych, sklepów i do niedawna najsłynniejsza w okolicy knajpa-mordownia "Banderoza". - Ta dzielnica zawsze cieszyła się złą sławą – przyznawał wielokrotnie w wywiadach pochodzący stamtąd bramkarz Realu Madryt, Jerzy Dudek.

Mirosław Rękorajski przez dwadzieścia dwa lata pracował w kopalni i mieszkał w jednym ze szczygłowickich hoteli: - W co drugim pokoju była melina. Po wypłacie piliśmy przez dwa tygodnie i rozrabiali. Nietrzeźwy chodziłem do roboty. Za komuny uchodziło to płazem. Nikt nie sprawdzał alkomatem – mówi.
Pierwszy raz wylali go z pracy koło trzydziestki. Przez trzy lata był w ciągu alkoholowym. Pił dzień w dzień i każdy miał być dniem ostatnim. Wlewał w siebie wszystko - jak powiada – oprócz smoły i lepiku. Od jaboli przez fikołki i krople żołądkowe po denaturat. Wąchał kleje i palił marihuanę. W żyłę dał sobie tylko kilka razy, bo na kompot nie miał pieniędzy. Jeśli zdarzyło mu się kogoś odwiedzić w prywatnym mieszkaniu, w łazience zgarniał z półki flakony z perfumami, wypijał je na miejscu albo pakował po kieszeniach. Więzi z rodziną stawały się cieniutkie, jak niteczki pajęczyny.
- Żeby pić, okradałem ludzi w pociągach i autobusach. Napadałem ich i biłem. Czy również zabijałem? Gwałciłem? Nie, tego nie! – zaprzecza stanowczo. - Nie byłem mordercą ani zboczeńcem. Ale łatwo wpadałem w furię, rozrabiałem. Rano, trzeźwiejąc, bałem się wypytać, co poprzedniego dnia nawyprawiałem - wspomina. Prowadził nie tylko knajackie, ale i wesołe życie. Włóczył się z orkiestrą podwórkową po śląskich familokach, knajpach, mieszkaniach. Grał na gitarze i śpiewał. W repertuarze mieli kawałki czerniakowskie, śląskie, cygańskie, a przeważnie - uśmiecha się na wspomnienie – zbereźne.

– Stoły zawsze były zastawione, uginały się od flaszek.
Na legitymacyjnej fotografii z tamtych czasów, którą Mirek stale nosi przy sobie, widać pokrytą strupami po licznych bójkach twarz i demoniczne, pełne nienawiści spojrzenie.
Wreszcie został sam. Matka wygoniła go z domu, ojciec po piątym zawale nie dożył trzeźwego stanu Mirka. Odwróciło się od niego, poza jednym, siedmiu braci. Po dwóch tygodniach małżeństwa porzuciła go żona. Stracił dach nad głową, sens życia i wiarę, że cokolwiek od niego zależy. Utracił nawet poczucie, że jest człowiekiem. Był stale brudny, śmierdzący, odrażający. Sikał pod siebie.
Zamieszkał na dworcach kolejowych, na strychach, w piwnicach. W całej Polsce. Buszował po śmietnikach, odpychając łokciami od jedzenia psy i koty. Wygrzebywał chleb, odkrawając pleśń, obgryzał pozostałe na kościach mięso.
Raz na dworcu Warszawa-Zachodnia rzucił się pod nadjeżdżający pociąg ekspresowy. Nie zauważył, że dwa metry wcześniej tory rozwidlały się i pociąg skręcił. – Doszedłem do wniosku, że nawet życia nie potrafię sobie odebrać…
– Ludzie na mój widok zatykali nosy i uciekali. Miałem wrażenie, jakbym był dla nich śmieciem, chwastem, który trzeba wyrwać z korzeniami i zakopać głęboko w ziemi. Nie widziałem szansy na zmiany. Czułem się zagubiony, bezradny. Nie potrafiłem sobie pomóc - przyznaje. Inni kloszardzi, dzielący z nim los, tylko go utwierdzali w błyskawicznie pogarszającej się samoocenie. Mówili "dziadem jesteś i nikt ci nie pomoże". Oni jednak już dawno leżą dwa metry pod ziemią.
Bezdomni sami izolują się lub są przez otoczenie odrzucani. Dr Monika Oliwa-Ciesielska, socjolog z Uniwersytetu im. Mickiewicza w Poznaniu w książce "Piętno nieprzypisania. Studium o wyizolowaniu społecznym bezdomnych" pisze tak: " Alienacja występuje u bezdomnego jako doświadczenie, w którym osoba ta odczuwa samego siebie jako obcego. Nie pojmuje przy tym siebie jako sprawcy swoich czynów, głównego aktora działań, lecz zaczyna myśleć o czynach i skutkach jak o bytach panujących nad nim, z których nie sposób się wyzwolić. Nie sposób, gdyż przeszkadza temu niemożność znalezienia kontaktu, porozumienia z sobą samym, a także niemoc w kontaktach z kimkolwiek (…). Kończy się to izolacją fizyczną i psychiczną, uciekaniem od każdej próby kontaktu, jaką podejmują kloszardzi czy wskazywaniem im miejsca w odosobnionym, wydzielonym schronisku, noclegowni, z dala od życia, w którym i tak nie biorą udziału".
Tacy ludzie - napiętnowani, zagubieni, samotni, często obcy wobec siebie - trafiają od trzynastu lat do schroniska dla bezdomnych w Piotrkowie Trybunalskim. Kierująca noclegownią Elżbieta Gańczak każdego zapisuje w zeszycie. Było ich już w sumie czterystu czterdziestu, ponad pół setki nie żyje. Przeważnie są po eksmisjach, odwykach, z dworców, melin, po wyrokach więzienia. Mają za sobą nieudane związki, problemy z alkoholem lub narkotykami, są schorowani. Wielu wśród nich indywidualistów.
- Nie ma reguły, kto do nas trafi – zapewnia Elżbieta Gańczak. - Noga może się powinąć każdemu. Wśród bezdomnych są nie tylko dotknięci patologią. Był więc i ojciec właściciela kamienicy i utytułowany doktoratem wykładowca krakowskiej AGH, ojciec dziennikarzy telewizyjnych.
Jest spora rotacja, bo nawet jeśli mają długie przerwy w piciu, to zawsze ktoś przemyci alkohol do noclegowni i ich skusi. Ostatnio w imieniny Krzysztofa kierowniczka przebiegła się z alkomatem i kilka osób wyleciało. Znają doskonale zasady regulaminu i wiedzą, że podstawowymi warunkami są trzeźwość i dyscyplina. W zamian dostają wartości bezcenne: bezpieczeństwo i opiekę.

Niestety z bezdomności skutecznie udało się wyrwać zaledwie dziesięciu. Brakuje pracy i mieszkań socjalnych, lecz nie tylko to decyduje. Elżbieta Gańczak podaje przykład Stefana, który dostał mieszkanie na Krakowskim Przedmieściu w Piotrkowie, wśród innych, normalnych ludzi, nie takich jak on. Ale wrócił do starego trybu życia i mieszkanie szybko zamienił w melinę. Powybijane szyby, smród, nie płacony od dawna czynsz. Kierowniczka wysłała raz bezdomnych, aby tam posprzątali, ale Stefan się nie zmienił. Już nie potrafił. Wrócił do noclegowni.
Mirosław Rękorajski doskonale pamięta ten dzień. Był 13 października 1991 roku, godzina osiemnasta trzydzieści. Szedł ulicą w Żorach do brata na Osiedlu Władysława Pawlikowskiego. Nagle rzucił mu się w ramiona nieznany facet. Nie wiedział jeszcze, że jest to Paweł Szarzec, luteranin z Wisły.
"Jo by sie chcioł o ciebie pomodlić" – powiedział w śląskiej gwarze. "A módl się chłopie, co mi tam" – odpowiedział Mirek i pomyślał, że to jakiś kolejny nawiedzony. Ale Szarzec zaczął płakać. – Zdziwiłem się, bo nie myłem się z miesiąc, byłem odrażający, cuchnąłem, a ten nieznajomy przytulił mnie śmierdzącego i po głowie pogłaskał. "Bóg cię kocha. Jezus przychodził do takich, jak ty, zagubionych i nieszczęśliwych".
I wtedy stała się rzecz dziwna. Mirek ukląkł na chodniku, zgiął kolana i kark, jakby pod ciężarem wora grzechów i zwrócił się do Boga: "Panie, pokaż, co potrafisz". Teraz wspomina: - Przyjąłem Jezusa Chrystusa, oddałem mu swoje serce i zrzuciłem z siebie ciężar. Od tej chwili, już blisko dziewiętnaście lat, jakby ręką odjął. Przestałem pić, palić. Nigdy nie byłem na odwyku. Wielokrotnie kuszono mnie alkoholem, ale ja trzymam się tego, co napisane w słowie bożym, że nie wraca świnia do wymiocin swoich. A Bóg mi cały czas błogosławi.
Poszedł do dyrektora kopalni i poprosił, aby dał mu kolejną szansę. (- Bo jestem innym człowiekiem – tłumaczył). Dyrektor nie tylko go przyjął do pracy, ale nawet hotel załatwił. Po latach pracy w kopalni Mirosław Rękorajski wziął odprawę i założył wraz z żoną szkołę języków obcych "Level" w Leszczynach w powiecie rybnickim, rzut beretem od Szczygłowic, gdzie przepijał swe smutki w "Banderozie". Kiedy blisko 13 lat temu zaczynali, mieli 80 uczniów. Teraz – stu sześćdziesięciu. Na stronie internetowej www.level.edu.pl szkoła reklamuje się: "Jesteśmy numerem 1 w rankingu Newsweeka".
Ale jego główny cel w życiu jest inny. Ma misję, spłaca dług. Jeździ po całej Polsce, odwiedza więźniów w zakładach karnych, młodocianych w zakładach poprawczych, leczących się z narkomanii w ośrodkach i bezdomnych w noclegowniach i schroniskach. Gra na gitarze, tym razem wyłącznie pieśni religijne, bez cienia zbereźności, i ewangelizuje. Jest ewangelikiem, ale nie namawia do zmiany wiary. Pomaga ludziom, którzy są przekonani, że z bezdomności nie da się wyjść. Opowiada, więc co przeżył i jak mu się udało wyrwać z piekła. Radzi im tylko jedno:, aby się pojednali z Bogiem.

Za Onet.pl

114 Nie wolno targować się z Bogiem

 

On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał, jakżeby nie miał z nim darować nam wszystkiego?
List do Rzymian 8,32



Chory usilnie prosi o zdrowie: "Jeśli Bóg mnie uzdrowi, uwierzę w Niego". Student martwi się o wyniki najbliższego egzaminu: "Jeśli Bóg mi pomoże i sprawi, że dostanę dobrą ocenę, wówczas Mu zaufam". Sprzedawca handlowy mówi do siebie: "Jeśli moje interesy pójdą dobrze i działalność będzie się rozwijać, uwierzę w istnienie Boga". Nawet hazardzista waży się powiedzieć: "Jeśli Bóg istnieje, to powinien się zatroszczyć o moją wygraną, a wówczas będę Mu służyć".
Ale nie można postępować z Bogiem w ten sposób. Kto chce dobijać z Nim targu, nie zdaje sobie nawet sprawy, z kim tak naprawdę ma do czynienia. Nasze propozycje i obietnice są Bogu zupełnie niepotrzebne. Czy człowiek może w czymś Bogu pomóc? Absolutnie nie!
Traktując Boga jako przedstawiciela firmy ubezpieczeniowej, obrażamy Go. Może myślimy, że to właśnie On powinien rozwiązać wszystkie nasze problemy i zagwarantować nam zdrowie oraz powodzenie. W zamian za to jesteśmy gotowi ewentualnie pójść z Nim na jakieś ustępstwa.
O nie, tak być nie powinno. Bóg uczynił już dla nas niewyobrażalnie wiele! On oddał za nas swojego własnego Syna na śmierć, abyśmy będąc pojednani z Bogiem, mogli mieć z Nim społeczność. Dzięki ofierze Jezusa Chrystusa na krzyżu Bóg oferuje nam życie wieczne. Jednakże nasze nastawienie w stosunku do Niego musi się radykalnie zmienić. Zamiast stawiać Mu żądania, zgłaszać roszczenia, powinniśmy ugiąć się przed Nim i uznać naszą winę. Jako ci, którzy nie mają żadnych praw do Bożego zbawienia, przez wiarę otrzymamy Jego łaskę, aby wziąć je za darmo, jako dar Jego miłosierdzia!

115 Nowe pojęcia

Nowe pojęcia i określenia

Droga przyjaciółko, drogi przyjacielu! 
Droga siostro, drogi bracie!


Nawrócenie i zbawienie 
Być może zwrot „siostro, bracie", brzmi dla Ciebie całkiem obco, jednak powinieneś wiedzieć, że jeżeli postanowiłeś poświęcić swoje życie Panu Jezusowi, w co mocno wierzę, jest on uzasadniony. Jeżeli nie jesteś jeszcze tego pewny, mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni. 
Jako chrześcijanin rozpoczynający nowe życie, masz przed sobą bardzo rozległą wiedzę, którą z pewnością chciałbyś zgłębiać. Chętnie Ci w tym pomogę. Nie jest istotne jakie posiadasz wykształcenie, ponieważ to, czego obecnie powinieneś się uczyć, nie wymaga określonego zasobu wiadomości. W szkole Bożej każdy chętny może pobierać lekcje. A Ty? Czy także pragniesz się czegoś nauczyć? Jeśli tak, bardzo się z tego cieszę. 
Ile właściwie masz lat? Najniższy wiek, od którego można rozpocząć naukę wynosi 0 (słownie: „zero lat"). Zgadza się, przeczytałeś prawidłowo. Muszę jednak wyjaśnić, że nie myślę teraz o wieku związanym z Twoim przyjściem na świat. Bóg widzi ów problem w ten sposób, że prawdziwe życie człowieka rozpoczyna się dopiero wtedy, kiedy staje się chrześcijaninem, ponieważ jego dotychczasowe życie nie ma dla Boga żadnej wartości. Tak więc, jeśli ktoś rozpoczął nowe życie z Bogiem, dopiero wówczas narodził się. Biblia mówi, o nowonarodzeniu. 
Czy już je przeżyłeś? Może wydaje Ci się to śmieszne? Przeczytaj więc 3 rozdział Ewangelii Jana. Jest tam między innymi napisane: 
„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego."

Czy osiągnąłeś już ten wiek? Jeżeli tak, jesteś na drodze, która Cię tam prowadzi, jeżeli nie, wierzę, że podczas czytania łatwiej Ci ją będzie odnaleźć.

Czego chcemy się nauczyć?

Na początek poznamy w niniejszej książce, podzielonej na cztery listy, podstawowe pojęcia w tematyce nawrócenia i wykupienia oraz związane z nimi zagadnienia. 
Po zapoznaniu się z ową problematyką zajmiemy się następną, to znaczy: historią ludzkości w świetle Biblii, tym, czego uczy się w Starym i Nowym Testamencie, postaciami ukazanymi w Biblii, symboliczną mową Biblii. 
Zastanawiając się nad tymi biblijnymi tematami powinniśmy jednocześnie urzeczywistniać je w swoim codziennym życiu. Należy więc rozważyć inne ważne problemy, takie jak: jak żyje chrześcijanin, chrześcijanin i jego rodzina, chrześcijanin w społeczności z drugim człowiekiem. 
Ten skrótowy przegląd tematów daje nam tylko pewną orientację. Sprawą otwartą niech pozostanie ich uporządkowanie, ilość listów czy części. Pisarz chciałby uczyć się razem z czytelnikiem i być otwarty na wszystko, co pokaże Pan. 
Jedno jest pewne. Nikt na ziemi nie może wyczerpać dobrodziejstw zawartych w Biblii. Zacznijmy je jednak rozważać.


Nawrócenie

Słowo „nawrócenie" nie jest tak rzadko stosowane, jak nam się być może wydaje. Używając go, myślimy zawsze o całkowitym przeobrażeniu. Może słyszeliście, jak ktoś zwrócił się do swojego natarczyzywego partnera: „Ty chcesz mnie chyba nawrócić!" Jednak przy nawróceniu, o którym chcemy mówić, sprawa przedstawia się całkiem inaczej, wymaga bowiem mojego osobistego zaangażowania. W słowie „nawrócenie" jest coś ze słowa „zawrócenie". 
Jeśli chodzi o zawracanie, to jest ono konieczne wtedy, kiedy przez dłuższy czas znajdujemy się na niewłaściwej drodze. Czy są ludzie, którym się to jeszcze nie zdarzyło? Ważne jest , aby to w ogóle kiedyś zauważyć. 

Co czyni się w takim przypadku? Byłoby skrajną głupotą iść czy jechać dalej, na przykład dlatego, że inni poruszają się w tym kierunku! Właściwsze wówczas byłoby:

1. Natychmiast się zatrzymać, aby nie tracić już wię- cej czasu. 
2. Zasięgnąć informacji o właściwym kierunku. 
3. Szybko udać się we wskazanym kierunku. Dokładnie to samo rozegrało się podczas Twojego nawrócenia. Znajdowałeś się na niewłaściwej drodze. Każdy następny krok oddalał Cię od celu. Musiałeś zatrzymać się (szedłeś bowiem bez Boga) i poznać, że dotąd wszystko było bez sensu. A teraz należało zawrócić i udać się w przeciwnym kierunku. 
Czy rzeczywiście Twoje dotychczasowe życie było bezcelowe? Czy nie dokonałeś wielu wartościowych rzeczy, czy nie zebrałeś cennych doświadczeń, nie okazywałeś ludziom pomocy itd.? Tak, patrząc z ludzkiego punktu widzenia dokonałeś może wielu rzeczy i znalazłeś uznanie.
Nie godzisz się ze stwierdzeniem, że Twoje życie było bez wartości. Jestem to w stanie zrozumieć. Spróbuj jednak przyznać, że bez nawrócenia, bez zawrócenia do Boga, byłbyś na wieki zgubiony. Wiesz, co to oznacza? Krótkie wzmianki, które Biblia czyni na ten temat, powinny być wystarczające, chociaż i tak nie możemy wyobrazić sobie takiego stanu. Czy nie byłoby głupotą, aby w obliczu strasznych mąk, wiecznego oddalenia od Boga, mówić o spełnionym życiu lub życiu bez Boga przypisywać jakąś wartość? Rzecz ta przysparza ludziom wielu trudności. Wielu nie przychodzi do Boga dlatego, że nie chce uznać swoich win. Bóg jednak mówi wyraźnie: „...nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego" (Rzym. 3,12). 
Może będziesz niezadowolony, że tak krytycznie oceniłem Twoje dotychczasowe życie. Czytaj jednak dalej, gdyż jestem przekonany, że niedługo będziemy jednomyślni. 
Nawrócenie odbywa się zawsze w dwóch kierunkach: 
Od czegoś. 
Do czegoś. 
Biblia mówi do nawróconych ludzi tak: „...i jak nawróciliście się od bałwanów do Boga , aby służyć Bogu żywemu i prawdziwemu" (1 Tes. 1,9).


Pokuta

Straszne słowo! Któż nie pomyśli w tym momencie o mnichach, którzy przez samobiczowanie próbują stać się lepszymi i podobać się Bogu? Albo o cesarzu Henryku IV, który po swojej podróży pokutnej do Canossy stał godzinami boso na śniegu, aby uzyskać od papieża odpuszczenie swych win? 
Nie, to nie jest pokuta o jakiej mówi Biblia. Pokuta oznacza po prostu zrozumienie, że z nagromadzonymi w ciągu naszego życia grzechami nie możemy stanąć przed Bożym obliczem. Pokuta oznacza bezkompromisowe samoosądzenie i przyznanie, że z powodu naszych nieprawości kara ze strony Boga byłaby całkowicie uzasadniona: Bóg miałby zupełne prawo do tego, aby nas pociągnąć do odpowiedzialności. 
Wielu ludzi byłoby może w stanie przyznać, że są grzesznikami. Niektórzy mówią: „Tak, wszyscy jesteśmy biednymi grzesznikami". Ale żeby Bóg miał prawo do tego, aby nas jeszcze sądzić? Nie, tego byłoby za wiele. Czyżby Bóg nie był w stanie przeszkodzić złu? Dlaczego jest tyle niesprawiedliwości na ziemi? Czyż Bóg jest bezsilny, czyż...? Tak, być grzesznikiem, a później postawić jeszcze Boga na ławie oskarżonych? Tego nie da się zrobić. 
Bóg oczekuje od nas, abyśmy przestali się usprawiedliwiać. On ofiarował swojego Jednorodzonego Syna, aby wrogowie Boga mieli szansę do Niego się zbliżyć. 

Czy nie jest to wspaniałomyślność? A więc powinniśmy tylko zauważyć, że nie ma innej drogi, ponieważ sami nie jesteśmy w stanie niczego dokonać. 
Sprawa z pokutą wydaje się więc niezwykle łatwa, nieprawda? - nie jest tak źle w porównaniu z tym, co podaje narodowa tradycja. Powinno to być więc dla większości ludzi całkiem prostą sprawą! Pięknie! Niestety, jest odwrotnie. Naprawić coś, co nie zrobiłem może całkiem dobrze, to rozumiem, ...ale powiedzieć „tak" na osąd Boży - nie, to oznaczałoby przecież potwierdzenie całkowitej niezdolności do czegokolwiek. Kto zaaprobuje coś podobnego? 
A jednak jest to jedyna możliwość uporządkowania swojego dotychczasowego życia przed Bogiem. 
Pokuta daje podstawy do nawrócenia, gdyż uznanie swojej bezsilności stwarza w człowieku gotowość zwrócenia się do Boga z pytaniem o drogę wyjścia. Warto pamiętać jeszcze o jednej rzeczy. 
Pierwszym wezwaniem, z którym zwrócono się do słuchających głoszonej ewangelii było:„Pokutujcie...!" (Dz. Ap. 2,38), a w czasie pierwszej chrześcijańskiej mowy obronnej słyszymy słowa: 
„Przeto upamiętajcie i nawróćcie się, aby były zgładzone grzechy wasze!" (Dz. Ap. 3,19). 
Jak dobrze, że Bóg zaoferował nam coś takiego, a błogo temu, który skorzystał z tej oferty.


Wiara

W co i komu można właściwie jeszcze dzisiaj wierzyć? Czy można jeszcze wierzyć telewizji, radiu, gazecie? Czy można wierzyć sąsiadom, kolegom, przyjaciołom? Przywykliśmy już do tego, aby nie ufać nikomu i niczemu. Czynimy to z racji tego, iż każdy ma pewne doświadczenie. 
Słowo „wierzyć" nabrało dzisiaj pejoratywnego zabarwienia. Wierzy ten, kto jest za leniwy, aby samemu coś sprawdzić, albo też za głupi, a tym z kolei nikt nie chce być. Nie wierzy się więc w nic. 
Całkiem inaczej wygląda sprawa wiary w Boga. Wiara ta nie ma nic wspólnego z czymś niepewnym lub nieokreślonym. Bardzo znaczącą wypowiedź na ten temat znajdujemy w liście do Hebrajczyków 11,1: 
A wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy."
Słowo „urzeczywistnienie" oznacza, że coś jest dla mnie rzeczywistością, że nie mam żadnej wątpliwości. Oznacza także, że rzeczywistość ta wpływa całkowicie na moje życie i utwierdza je. Niekiedy wierzący są przedstawiani jako zwariowani lub zacietrzewieni ludzie. Dzieje się tak dlatego, że wierzący chrześcijanin nie da się nikomu i niczemu odwieść od swojego przekonania, toteż z powodu swej rzekomej naiwności bywa czasem wyśmiewany. Jeśli niedawno stałeś się chrześcijaninem, możesz tego wkrótce doświadczyć.


Na czym opiera się wiara? Mówi się, że chrześcijanie wierzą w Boga. Jest to oczywiście prawdą, gdyż wierzymy w Jednego, Jedynego Boga, Stwórcę Wszechświata. Jest to potężna rzecz! Niektórzy mówią, że nie da się wierzyć w jednego Boga, inni znów są niemądrzy i próbują dowieść, że istnieniu Boga zaprzecza nauka. Nie chcemy jednak na ten temat dyskutować. Chcielibyśmy raczej zająć się pozytywną stroną wiary. Biblia uświadamia nam:

„...aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał żywot wieczny" (Jana 3,16).
Wiara prowadzi nas do przekonania, że posiadamy życie wieczne. Posiadamy je dlatego, gdyż Bóg przebaczył nam nasze grzechy. Dlaczego? Ponieważ pragnie mieć nas przy sobie, więc wszystko to, co ma lub miało w nas związek z grzechem i winą musiało zostać najpierw oczyszczone. 
Każdemu, kto w pokucie wyznał przed Bogiem swoją niegodziwość, jest początkowo trudno zrozumieć i przyjąć, że wszystko zostało mu przebaczone. Jeżeli myślisz podobnie, to zastanów się przez chwilę nad tym, że Bóg oczekuje od nas nie tylko osądzenia samych siebie, lecz także wiary we wszystko, co do nas mówi. Chce byśmy wierzyli tylko Jemu. Również w to, że sposób, który On obmyślił, aby nas zbawić, jest całkowicie wystarczający. Nawet najmniejsza wątpliwość w to doskonałe Boże dzieło jest niewiarą.

za www.rlch.pl

116 Nowy Kłopot

Lenistwo pogrąża w głęboki sen, a człowiek gnuśny cierpi głód.
Przypowieści Salomona 19,15
Cokolwiek czynicie, z duszy czyńcie jako dla Pana, a nie dla ludzi.
List do Kolosan 3,23

W XVII wieku w Królewcu (obecnie Kaliningrad) dobudowano nową dzielnicę. Gdy ukończono prace związane z rozbudową miasta, zwrócono się do namiestnika, wielkiego elektora, księcia Radziwiłła, z zapytaniem o nazwę dla nowo powstałej części miasta. Książę uchodził za mężczyznę lubiącego wygodę. Mówi się zatem, jakoby na zadane mu pytanie miał odpowiedzieć: "Ach, znowu jakiś kłopot!". Z tego względu dzielnicę dowcipnie nazwano dość nietypowo - Nowy Kłopot.


Historia sama w sobie jest może zabawna, mniej zabawny jest natomiast fakt, że niestety wielu chrześcijan ma podobne usposobienie jak książę Radziwiłł. Każde nowe zadanie, które pojawi się przed nimi, oznacza dla nich kolejne zmartwienie. Mogą to być zarówno zupełnie drobne sprawy życia codziennego, jak i też poważniejsze zadania do wykonania - nic nie da się wykonać bez uprzedniego biadolenia i marudzenia. Szczególnie godne nagany jest narzekanie, gdy dotyczy to niepozornych, drobnych spraw w służbie dla Pana Jezusa - udzielenia jakiejś pomocy braciom i siostrom we wierze czy potrzebującym, którzy cierpią duchowy lub materialny niedostatek.
Jak wiele jest takich zadań w naszych czasach! Jak często Pan zwraca naszą uwagę na tę czy inną sprawę wymagającą udzielenia chętnej pomocy - czy to w przypadku chrześcijan, krewnych, sąsiadów, kolegów w szkole, na studiach,czy ludzi starszych i potrzebujących opieki! Jeśli widzimy, że ten "nowy kłopot" może przerodzić się w coś co będzie trwało dużej, wtedy szczególnie ciężko przychodzi nam zakasać rękawy i wziąć się do pracy!
Ale czyż to nie piękne, podejmować się chętnie codziennej pracy z radosnym, pozytywnie nastawionym sercem, aby z pomocą Pana dokonać powierzonego nam dzieła? A jeśli wymaga to od nas szczególnego zaangażowania, poświęcenia siły, czasu? Pamiętajmy, Pan nie zażąda od nas niczego, co by nas przerastało, daje nam zadania, którym na pewno podołamy.

Cokolwiek zatem czynimy - czyńmy chętnie dla Niego!

117 Nowy rok - a jednak ciąg dalszy...

Czas łaski rozpoczął się wraz z przyjściem Pana Jezusa na ziemię i będzie trwał aż do momentu Jego przyjścia w celu pochwycenia wierzących do nieba. Jest to czas wyjątkowy w historii ludzkości, ponieważ Bóg objawił nam się w pełni w swoim Synu Jezusie Chrystusie. Przytaczając pięć miejsc biblijnych chcemy opisać ten szczególny okres.

 

Przed dawnymi wiekami – źródło czasu łaski

„Który nas wybawił … według postanowienia swojego i łaski, danej nam w Chrystusie Jezusie przed dawnymi wiekami” (2. Tym. 1,9). Przed wiekami Bóg powziął zamiar, aby wierzącym czasu łaski podarować życie, które sięga poza sfery tego świata i ma swój początek w Chrystusie, odwiecznym Synu i w Nim znajdzie swoje dopełnienie ( Tytus 1,2). To jest łaska!

Wypełnienie czasu – początek czasu łaski

”Lecz gdy nadeszło wypełnienie czasu, zesłał Bóg Syna swego, który się narodził z niewiasty i podlegał zakonowi” ( Gal. 4, 4. 5).  Wypełnienie czasu nastąpiło w momencie, w którym dobiegł końca okres zakonu i rozpoczął się okres łaski ( Jana 1,17). Kiedy okazało się, że człowiek nie może przybliżyć się do Boga na podstawie dobrych uczynków, posłał Bóg swego Syna, aby zakończyć okres zakonu i zapoczątkować czas łaski. Tak samo jak grzech i śmierć pojawiły się z powodu upadku niewiasty, tak też Syn Boży narodził się na tym świecie z niewiasty. Przekazanyprzez anioła zakon przyniósł przekleństwo i potępienie. Chrystus narodzony pod zakonem wykupił nas od przekleństwa zakonu! On poddał się zakonowi i wypełnił wszystkie jego żądania. Jako czysty i bezgrzeszny stał się dla nas przekleństwem na krzyżu, aby nas wykupić od przekleństwa zakonu (Gal. 3,13). To objawienie Bożej łaski nie ogranicza się jedynie do narodu izraelskiego, lecz obejmuje swoim zasięgiem wszystkich ludzi. Potwierdza to również List do Tytusa  2,11: „Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi”. A więc w momencie wcielenia Syna Bożego rozpoczął się czas łaski.

We właściwym czasie – podstawa czasu łaski

„A nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany. Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych (Rzym. 5,5.6) Śmierć swojego syna za grzeszników i wrogów jest najwyższym dowodem i najwyższym wyrażeniem Bożej miłości. We właściwym czasie – kiedy ludzka złość osiągnęła swoje apogeum- Jezus Chrystus umarł za bezbożnych. Jego śmierć na krzyżu dała łasce Bożej sprawiedliwe podstawy.

Czas przyjemny – istota czasu łaski

„Mówi bowiem: W czasie łaski wysłuchałem cię, a w dniu zbawienia pomogłem ci; Oto teraz czas łaski (czas przyjemny), oto teraz dzień zbawienia (2. Kor. 6,2) Czas łaski jest czasem przyjemnym. Ewangelia łaski kierowana jest do wszystkich ludzi w sposób prosty i klarowny. Jeśli ktoś pokutuje i wyznaje Panu Jezusowi swoje grzechy i wierzy w dzieło odkupienia, zostaje wyratowany i może stanąć na stanowisku chrześcijanina. Jeśli ktoś odrzuca tę ofertę, „przyjmuje łaskę nadaremnie”, ponieważ jej nie przyjmuje, idzie na wieczne potępienie (2.Kor.6,1).

 

Jeszcze tylko krótki czas – nadzieja czasu łaski

„Bo jeszcze tylko mała chwila, A przyjdzie Ten, który ma przyjść, i nie będzie zwlekał (Hebr. 10,37). Oczekiwanie przyjścia Pana Jezusa w celu pochwycenia, zabrania wierzących do siebie, jest cechą charakteryzującą wierzących czasu łaski. Oni miłują także objawienie się Pana w mocy i chwale. Oni cieszą się na ten dzień, kiedy ich Zbawiciel i Pan zostanie oficjalnie uznany i uczczony. Jego przyjście po swoich jest aktem łaski Bożej, a Jego jawne przyjście na ziemie w otoczeniu zbawionych jest związane z poważną odpowiedzialnością. O Jego rychłym przyjściu myśli się i mówi przez cały czas łaski. Od początku, aż do końca Chrystus jest tym, który przychodzi – „przychodzącym”. Żywa nadzieja i oczekiwanie Pana Jezusa Chrystusa porusza sumienia wykupionych i raduje ich serca.

Max Biletter

118 Objawienie Boga

Bóg istniejący od wieczności powziął postanowienie, aby objawić się ludziom. Jest to coś cudownego, gdyż Bóg mieszka w   niedostępnej światłości. „Jedyny, który ma nieśmiertelność, który mieszka w światłości niedostępnej, którego nikt z ludzi nie widział i widzieć nie może; Jemu niech będzie cześć i moc wieczna. Amen.” (1 List do Tymoteusza 6,16). Żaden człowiek nie może Go oglądać.  On jednak zapragnął  nam się objawić nie dlatego, że tego potrzebował. Bóg nie potrzebuje ludzi, aby być szczęśliwym. On jest pełnią błogosławieństwa i szczęścia. Czytamy o tym między innymi w 1 Liście do Tymoteusza 1,11, gdzie znajdujemy określenie: „...chwała błogosławionego Boga” Pomimo tego Bóg obmyślił plan,  aby objawić się swojemu stworzeniu. Jeśli Pan Jezus jest obrazem niewidzialnego Boga oznacza to, że w Nim możemy oglądać Boga. Czy nie powinniśmy być głęboko przekonani o łasce, że Bóg nie chciał pozostać w ukryciu, lecz objawił się nam swoim Synu?

Bóg zawsze objawiał się w swoim Synu. On uczynił to w stworzeniu nieba i ziemi (Tyś, Panie, na początku ugruntował ziemię, I niebiosa są dziełem rąk twoich” (List do Hebrajczyków 1,10).W Starym Testamencie wielokrotnie ukazywał się wierzącym jako Anioł Pański. To był Syn Boży przybierający postać anioła. Szczególnym objawieniem Boga było wcielenie Jezusa Chrystusa. Dziecko owinięte w pieluszki leżące w żłóbku było odwiecznym Synem Bożym przedstawiającym Boga. W przyszłości  Jezus Chrystus ukaże ludziom w swojej chwale, pokazując tym samym, czym jest chwała Boga. Czy nie jest to coś wielkiego, że my, jako wierzący w Pana Jezusa, możemy w Nim oglądać Wielkiego, Niewidzialnego Boga?

119 Oblubieniec idzie

OBLUBIENIEC IDZIE

Słowo na czasie.

Drodzy "bracia i siostry w Chrystusie! Szybkimi krokami zbliża się odstępstwo, lecz także i ten dzień, w którym Pan przyjdzie po zabranie tych, którzy są Jego. Obecny czas jest tak poważny, że czuję się zmuszony, skierować do was te słowa napomnienia. Bogobojni mężowie, którzy rozpoznają znaki obecnego czasu, określają go, jako zbliżający się moment bliskiego końca działal­ności łaski Bożej. Znajdujemy się w takim czasie, w którym musimy jasno i zdecydowanie mówić i pytać: Gdzie jesteście i jak stoicie? Jesteście wyrwani przez łaskę, która jaśniała coraz bardziej im więcej zbliża się ku końcowi. Jesteście wyjęci z tej przybierającej masy bez­bożności i bałwochwalstwa /przykrytej płaszczykiem zewnętrznej poboż­ności/, z powodu, którego teraz grozi nominalnemu chrześcijaństwu oraz światu Boży sąd, który jest straszniejszy od sądu nad Sodomą i Gomorą. Powstaje, więc pytanie, czy znacie tą odpowiedzialność i ten błogo­sławiony przywilej miejsca, na którym stoicie, jako dzieci Boże, i czy żyjecie, jako tacy, których oczy zostały otworzone? Wierzcie mi, nigdy jeszcze nie było takiego czasu w historii świata, jakim jest czas obecny, szatan zaś nikim nie jest tak zajęty jak wami. Dlatego musimy się mieć tym bardziej na baczności, bowiem on przychodzi z wielką chytrością. Jego dążeniem jest, aby odwrócić nasze spojrzenie od Chrystusa., i to nawet wtedy, kiedy myślimy, że stoimy na mocnym gruncie i że nie potrzebujemy się niczego obawiać. On chce was doprowadzić do upadku nawet z Prawdą. Weźmy to pod uwagę: stoimy na pewnym gruncie, ale tylko dotąd, jak długo Chrystus jest dla nas wszystkim. Tu właśnie jest ten niebezpieczny moment, o którym szatan dobrze wie, i wie też jak go wykorzystać dla swych zgubnych planów. Pozwólcie tylko, aby cokolwiek weszło pomiędzy waszą duszę a Chrystusa, wtedy z waszej Filadelfii stanie się Laodycea, wtedy też wasz pewny grunt stanie się tak niepewnym, jak ten otaczającego nas nominalnego chrześcijaństwa. Wasza moc zniknie, i staniecie się tak słabymi, jak pierwszy lepszy śmiertelnik bez Boga.

Są pomiędzy wami młodzi, którzy się niedawno nawrócili, lub zos­tali wprowadzeni na prawdziwe drogi Pana, którzy jednak nie znają głębokości szatańskich. Chciałbym was jak najpoważniej ostrzec przed tym niebezpieczeństwem, które wam grozi, abyście, kiedy przyjdzie na was nieszczęście, nie tłumaczyli się nieświadomością,. Szatan szczególnie na was kieruje swe oko z tym zamiarem, aby wprowadzić świat w jakiejkolwiek formie pomiędzy waszą duszę a Chrystusa. Jakakolwiek forma świata, choćby bardzo niepozorna jest dla niego dobra.

Gdybyście wiedzieli, że już maleńka dawka czegoś z tego świata służy jego zamiarom, wtedy bylibyście przerażeni. On nie rozpoczyna od wiel­kich rzeczy, ani od takich, które są widoczne dla każdego, że one są szkodliwe. To maleńkie zło rozwinie się potem do wielkiego zła, lecz ono nie rozpoczyna się od rzeczy wielkich. Szatan nie próbuje podejść was takimi rzeczami, które się rzucają w oczy i które są łatwe do zau­ważenia, działa i psuje przez rzeczy wyglądające na niewinne i błache, te całkiem małe, na które może na razie nikt nie zwraca uwagi. A jednak stanowią one podstępną truciznę, skierowaną ku temu, aby zniweczyć nasze świadectwo i odciągnąć nas od Chrystusa. Zapytacie może, jakie są wobec tego, niepokojące obawy i gdzie one się znajdują?

Już samo to pytanie wskazuje na charakter tego usypiającego środka i sposobu jego działalności. Bracia i siostry, jesteście w niebezpieczeństwie zarażenia się duchem tego świata. Modne ubiory, światowe maniery i zwyczaje, światowe rozmowy, brak duchowego zachowania się wierzących w każdym miejscu potwierdza to. Poczucie obciążenia i przytłu­mienia, różne hamulce oraz brak mocy, uwidaczniają się w zgroma­dzeniach tak jasno i wyraźnie, jak gdyby wnętrza serc zostały ujawnione a myśli nasze zostały wywiedzione na jaw.

Zaczyna się wśród nas okazywać jakaś zewnętrzna forma pobożnego szczęścia bez mocy, podobna do tego, jak to ma miejsce w nominalnym chrześcijaństwie. Jeśli zadajemy się z tym światem, wtedy jest cał­kiem pewne, że ześlizgniemy się do poziomu tego świata, gdyż taka jest natura tych rzeczy. Nie może też być inaczej. Jeśli wy, mili bracia i siostry zadajecie się z tym światem, biorąc udział mniej czy więcej w jego praktykach, wtedy to uprzywilejowane miejsce, które zajmu­jecie, jako dzieci Boże, zamiast was chronić, wystawi was tylko na tym większy sąd. Chrystus - albo świat. Nigdy nie może być - Chrystus, i świat.

Boża łaska wyprowadziła nas z tego świata w naszej nieświadomości, lecz Bóg nigdy nie zezwoli nam na nadużywanie Jego łaski, albo na to, żebyśmy się zachowywali obojętnie po tym, kiedy zostaliście odłączeni od tego świata. Nie zapominajcie, że zajmujecie miejsce i macie przywilej być ludźmi, którym Pan otworzył oczy.

Jest to z jednej strony nie wypowiedzianie kosztowne, a z dru­giej strony jest to najpoważniejsze stanowisko, w jakim ludzka istota może się znaleźć. Można to porównać do uczestniczenia w uczcie weselnej, bez koniecznej posiadania odpowiedniego, weselnego ubioru. Jest to też podobne do tego który mówi: "Panie, Panie", nie czyniąc tego, co Pan poleca. Lub jak ten który mówił: "Idę Panie", a jednak nie poszedł.

Umiłowani! Co do was, to jestem przekonany o lepszych rzeczach i mam zaufanie w sercu ku wam, że będziecie Panu dziękowali za te słowa napomnienia w szczerej wierności. Nie ma nic wspanialszego niż stanowisko, do którego zostaliście powołani w tych ostatecz­nych dniach. Ogromna liczba dzieci Bożych trwała poprzez dziewiętnaście stu­leci dnie i noce w czuwaniu, wy zaś oczekujecie już tylko na głos trąby Zwycięzcy, aby z Nim wejść i posiąść to wspaniałe dziedzictwo. Inni pracowali, a wyście weszli w ich pracę, lecz pomimo to poni­żacie waszą godność aż do nędznych naczyń glinianych tej ziemi, które czekają jedynie na to, aby zostali rozbici żelazną laską Zwycięzcy. Zbudźcie się którzy śpicie! Nie śpijcie już dłużej! Odrzucicie wasze bożki pochodzące z tego świata, i to, co uwielbiacie jak bogów. Czuwajcie nad słowami waszymi, zajmujcie się Chrystusem i Jego spra­wami, a nie tak, jak to często ma miejsce, że mówicie o czymkolwiek innym, lecz nie o Nim. Zjednoczcie wasze modlitwy z modlitwami innych wierzących w zgromadzeniach modlitewnych! Nigdy nie było to bardziej konieczne jak dziś. Nie przepuszczajcie nigdy okazji do czerpania pouczeń z Słowa, które może nas jedynie zachować od ścieżek zep­sucia. Dajcie dowody waszym życiem tych skarbów, które zbieracie przy wspólnym rozważaniu czy przy wykładzie Słowa, lub też przez osobiste obcowanie z Panem w samotności, w komórce. A jeżeli szukacie zajęcia, które by wam przyniosło wspaniałą zapłatę od Pana, to proście Pana, aby was wziął do swej pracy ! Nigdy tego nie pożałujecie, ani w tym świecie, jak i w życiu przyszłym. Znoście mnie jeszcze, gdyż gorliwie staram się o was z boską gor­liwością.

Wy należycie do Chrystusa, a Chrystus do was. Nie znieważajcie tego świętego związku. Czy oblubienica miała by być niewierna swemu Oblubieńcowi? I dlaczego mielibyście być ograbieni i ponosić szkodę? Puste łuski i gorzkie owoce byłyby następstwem tego, gdybyście nie wykorzystali tego krótkiego czasu błogosławieństw i dali mu przeminąć.

Wszystkie zaś osiągnięte w energii Ducha wyróżnienia posłużą ku temu, aby podnieść naszą piękność w oczach Tego, który was sobie samemu zaręczył.

Czy chcecie spowodować, że nie będzie mógł się wami cieszyć?

Czy chcecie ogołocić Go, z trudu pracy którą wykonał?

Tego, który niegdyś wisiał pomiędzy dwoma przestępcami na krzyżu Golgoty, będąc pośmiewiskiem dla ludzi i aniołów, a również i dla was, skoro zapomnieliście o Jego oddaniu się za was.

Czy wy, którzy teraz jesteście ubogaceni przez Jego cierpienia śmierci i przez Jego cenną krew, macie być przychylni dla świata a Jego pozostawić na boku? Niemożliwe!

Wasze szczere usposobienie musi być tylko pobudzone przez przypomnienie.

Dlatego nabierzmy odwagi i przyjmijmy słowo ostrzeżenia od naszego zawsze łaskawego Pana; On chce nas pobudzić i wzbudzić tą osłabioną energię na nowo. Im prędzej wtedy Pan przyjdzie, tym lepiej.

Wtedy nie staniemy przed Nim, zawstydzeni podczas Jego przyjścia.

J. N. Darby

Tłumaczone z niemieckiego w 1975.

Napisany między 1800 a 1882 rokiem!!

 

JEZUS CHRYSTUS wczoraj i dziś ten sam i w wieczności. /Hebr. 13,8/

Wczoraj:

Aż dotąd pomagał nam Pan        / 1 Sam. 7,12/

Dzisiaj:

Stójcie i oglądajcie ratunek Jehowy, który on wam dziś zgotuj / 2 Moj. 14,13/

Jutro:

Zaprawdę, dobroć i łaska towarzyszyć mi będą po wszystkie dni mego życia, i zamieszkam w domu Pana na zawsze.

/Ps. 23, 6/

Jak twoje dni, tak twoja siła. / 5 Moj. 33,25/

120 Odliczanie czasu
Basketball, wikipedia.de

Mistrzostwa Europy w koszykówce „Euro Basket 2009”, które rozegrają się w Polsce będą dla wielu ludzi wielkim świętem.  

Tygodnie, nawet miesiące przed ich rozpoczęciem, w centrach handlowych, na wystawach, billboardach pojawiły się ogromne plakaty informacyjne. Rozpoczęto odliczać miesiące, tygodnie, dni minuty i sekundy do rozpoczęcia turnieju. Wszyscy mogą śledzić „countdown” – odliczanie czasu do zera. Im bliżej do rozpoczęcia, tym atmosfera staje się coraz bardziej ekscytująca.

Czy wiesz, że również w twoim osobistym życiu istnieje coś takiego jak countdown? Co prawda na żadnym ekranie nie możesz śledzić ile lat, miesięcy, dni, godzin, minut i sekund pozostało do końca twojego życia. Jednak jedno jest pewne. Czasu jest coraz mniej. Każdy wie, że jego śmierć jest nieuchronna. Niektórzy mówią: „Wiem, że to kiedyś nastąpi, dlatego chcę jak najlepiej przeżyć swoje życie. Ale, czy istnieje życie pozagrobowe? Przecież to będzie tak, że zamknę oczy i przeniosę się w niebyt.” 

Jednak Biblia nam mówi, że nasz Stwórca stworzył nas z nieśmiertelną duszą. Ona przechodzi poza śmierć. Pozostaje więc pytanie: gdzie i jak? Również w tej kwestii Bóg nie pozostawia nas w niewiedzy. W Biblii jest napisane: „... czy drzewo pada na południe, czy na północ, tam leży, gdzie pada” (Księga Kaznodziei Salomona 11,3). Bóg pragnie przez to powiedzieć, że w tym życiu rozstrzyga się, gdzie człowiek spędzi swoją wieczność.

Dlatego On nas zaprasza słowami: „Przeto upamiętajcie i nawróćcie się, aby były zgładzone grzechy wasze” (Dzieje Apostolskie 3,19). Powinniśmy uporządkować przed Nim swoje życie, wyznać swoje grzechy i uwierzyć Zbawicielowi, Jezusowi Chrystusowi. Każdemu, kto wykona ten krok, Bóg przebacza i czyni go swoim dzieckiem, zapewniając mu przyszłość w chwale nieba. Jeśli jednak ktoś odwraca się do niego tyłem i nie chce o nim słyszeć, po śmierci również będzie przez niego odrzucony.

Odliczanie czasu trwa. Nie wiemy, czy na naszym liczniku pozostały jeszcze lata czy jedynie dni. Dlatego uwierz Panu Jezusowi jeszcze dzisiaj! Skorzystaj z Jego zaproszenia: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie” (Ewangelia Mateusza 11,28). O tych, którzy uczynili krok wiary ON mówi: „I Ja daję im żywot wieczny, i nie giną na wieki, i nikt nie wydrze ich z ręki mojej (Ewangelia Jana 10,28).

Odliczanie czasu naszego życia trwa. Nie zwlekaj, zwróć się do Pana Jezusa. ON cię nie zawiedzie.
Czytajcie Biblię – Słowo Boże

 

121 Oferta dla Ciebie

Król zapytał: Czy jest jeszcze jakiś mąż w domu Saula, abym mógł mu wyświadczyć łaskę Bożą?
2. Księga Samuela 9,3

Zacytowany fragment Biblii przedstawia sytuację, gdy Dawid zasiadał już na tronie królewskim i posiadał moc, by całkowicie wytępić wszystkich przynależących do domu Saula, swojego zaciekłego nieprzyjaciela. Lecz oto jak pełna łaski jest jego mowa: "Czy jest jeszcze jakiś mąż w domu Saula, abym mógł mu wyświadczyć łaskę Bożą?" Czyż nie jest to mowa i sposób, w jaki działa Duch Boży w teraźniejszym czasie, który łaskawie pyta o zgubionych: "Czy istnieje jeszcze ktoś z upadłych synów i córek, kto pozwoli się doprowadzić do dobroci i miłosierdzia Bożego?" Dla łaski Boga nieważne jest jak nisko ktoś upadł i gdzie się w swym życiu znajduje. 
Jesteś zgubionym grzesznikiem - nawet jeśli usiłujesz się ukryć przed Bogiem, to nie znajdziesz w tym świecie grzechu i nędzy niczego, co mogłoby uczynić Ciebie szczęśliwym. Poddałeś się podszeptom szatana? Złożyłeś naiwnie swe zaufanie w połyskliwych pozorach bogactwa tego świata? A może załamałeś się pod ciężarem gorzkich rozczarowań i ubolewasz nad smutną pustką swojego serca? Posłuchaj, proszę, pozwól coś sobie powiedzieć przez Tego, który zna cię na wskroś, i który jako jedyny może zaspokoić wszystkie Twoje potrzeby, który wzywa cię i może uczynić cię całkowicie szczęśliwym. To On - łaskawy Bóg, który miłuje grzesznika i który uczynił wszystko, aby go zbawić. Swoją miłość do grzeszników objawił w tym, że Syna Swego jednorodzonego zesłał na świat i zamiast nas, Jego obciążył karą na krzyżu Golgoty. Bóg pragnie każdemu darować odpuszczenie grzechów za sprawą wiary w Tego, który stał s ię naszym pośrednikiem poprzez Swoją śmierć.
Czy nie chciałbyś przyjąć oferty Jego wielkiej łaski? Chociaż z natury jesteś nieprzyjacielem Boga, to jednak Bóg wzywa cię, byś został ułaskawionym. Jednak ten krok należy do Ciebie - to Ty musisz przyjąć tę łaskę!

(C) Copyright "Dobry Zasiew" 2011

122 Okno wystawowe

Przez całą Biblię przewija się ostre i zdecydowane polecenie Boże: Nie miejcie społeczności ze światem!
W Starym Testamencie, Bóg oddzielił Izraelitów od Egipcjan. Izraelici mieszkali osobno w ziemi Goszen. Nawet dobytek i bydło było rozróżniane, 2 Księga Mojżeszowa 9:4 „ I uczyni Pan różnicę między bydłem Izraelitów a bydłem Egipcjan;” Tak dokładny i święty jest Bóg.
W Nowym Testamencie Paweł napisał w 2 Koryntian 6:14-17 „Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością?  Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym?  Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy, bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, I będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, I nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was  I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący;”

Możemy zauważyć więc wyraźnie, że Bóg chce, aby świat widział różnicę pomiędzy Jego ludem, który Go kocha a resztą niewierzącego świata. On chce, żebyśmy byli przykładem wybawionych i zwycięskich ludzi. Mamy być widocznym „oknem wystawowym”, które ludzie oglądają i widzą niepojętą miłość Bożą do ludzi. Widzą świętego i sprawiedliwego Boga, który:  „.. tak umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.” Jana 3,16.
Jeśli jednak wchodzimy w kontakt, w społeczność z ludźmi tego świata, zabrudzamy nasze „okno” i nie odbijamy, nie reprezentujemy Boga takim jak On jest ani tak jak powinniśmy.

Bóg niezmiennie, i w Starym i Nowym Testamencie, zaznacza linię pomiędzy Jego ludem a tym bezbożnym światem tak, aby każde pokolenie poznało, że nie ma nikogo innego, kto by mógł wybawić. Bezbożni ludzie i w obecnym wieku muszą otrzymać jeszcze większą, (ponieważ bezbożność jest jeszcze większa) manifestację obecności Pana, bo nic innego nie przyciągnie ich uwagi. Nic innego ich nie przekona o grzechu. Duch Święty został dany po to, żeby wszyscy mogli poznać Zbawiciela świata – Jezusa Chrystusa i zostać przekonani o grzechu, sprawiedliwości i sądzie!
Mówiąc o swoich prawdziwych uczniach Pan Jezus powiedział: ”Oni nie są z tego świata tak jak i Ja nie jestem z tego świata” (Jana 17:16). „Ja was wybrałem z tego świata, dlatego świat was nienawidzi” (Jana 15:19).
Świat kocha i docenia to, co jest jego, ale my nie jesteśmy z tego świata. Niech Bóg nam pomoże z radością przyjmować nasze specjalne, doniosłe stanowisko, oddzielenia od świata.

Tylko ci, którzy prawdziwie nie idą na kompromis ze światem i są oddzieleni dla Chrystusa, mają moc, aby przez Pana Jezusa Chrystusa, go ratować!


GS

123 Olej i woda

...oni są na świecie [...] Nie są ze świata [...]
Ewangelia Jana 17,11.16

Gdy do naczynia z wodą wleje się olej, można zauważyć, że oba te płyny nie mieszają się ze sobą. Nawet po intensywnym przemieszaniu i potrząsaniu całą zawartością już w chwilę potem oddzielają się znowu od siebie.
Ilustruje to bardzo trafnie, jak nasza stara i grzeszna natura jest nie do pogodzenia z naturą nowego życia podarowanego nam przez Boga. Obie nie mają ze sobą nic wspólnego i nie mogą się w żaden sposób połączyć. Nowe, Boże życie, nie może poprawić naszej starej natury, tak samo stara natura w żaden sposób nie jest w stanie "rozwodnić" życia z Boga, którego "siłą napędową" jest działanie Ducha Świętego.
Obraz ten ukazuje nam jednocześnie relację, w jakiej znajdują się chrześcijanie w stosunku do otaczającego ich świata . Tak, jak olej w wodzie, są oni w tym świecie. Jednakże nie są z tego świata, tak jak olej i woda są sobie zupełnie obce. Z powodu tej wewnętrznej odmienności dochodzi między nimi do zewnętrznego rozdzielenia.
Czy w naszym codziennym życiu jest to także wystarczająco widoczne, czy może w wielu rzeczach upodobniliśmy się do tego świata? Gdy pozwolimy rozwijać się naszej nowej naturze, wtedy automatycznie ta wewnętrzna odmienność będzie widoczna w naszym postępowaniu. Będziemy jednoznacznie oddzieleni od tego świata. W ten sposób będzie również rozpoznawalna w nas prawdziwa obecność nowego życia - okaże się, kto "ma olej".
Czy posiadasz to nowe, Boże życie? Jeżeli nie, to wiedz, że jeszcze dziś możesz otrzymać ten "olej", by następnie - wewnętrznie inny, a zewnętrznie oddzielony - wstępować w ślady swego Pana.

124 Oszustwo

Odkryłem, że Bóg stworzył człowieka prawym, lecz oni uganiają się za wielu wymysłami.
Księga Kaznodziei Salomona 7,29

Pewnego dnia Picasso został zagadnięty, kto jego zdaniem miałby być największym malarzem wszechczasów. Śmiejąc się, odpowiedział: "Rubens, ponieważ namalował w swoim życiu około 600 obrazów, z czego do dzisiaj zachowało się 2700!"
Jeżeli nawet niewiele jest dziedzin tak znanych z fałszerstwa jak sztuka, jest ono jednakże wszechobecne w każdej dziedzinie życia. Mamy z nim do czynienia także w sferze religijnej. Spotyka się ludzi, którzy sprawiają pozór pobożności, której w rzeczywistości w ogóle nie posiadają. "Przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy" (2. Tym. 3,5). Uczęszczają wprawdzie regularnie na nabożeństwa, jednakże ich serca nie biją dla Boga. Imię Jego jest na ich wargach, cytują wersety ze Słowa Bożego, ale nie postępują według niego. Pan Jezus mógłby ich tak nazwać, jak niegdyś określił faryzeuszy: "Obłudnicy, podobni jesteście do grobów pobielanych, które na zewnątrz wyglądają pięknie, ale wewnątrz są pełne trupich kości i wszelakiej nieczystości. Tak i wy na zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, wewnątrz zaś jesteście pełni obłudy i bezprawia" (Ew. Mat. 23,27-28).
Zewnętrznie ludzie ci sprawiają dobre wrażenie, które jednakże nie jest odzwierciedleniem ich wewnętrznego stanu. Bóg jednakże patrzy głęboko w serce: "Wszystko jest obnażone i odsłonięte przed oczami tego, przed którym musimy zdać sprawę" (Hebr. 4,13). Gdy Pan Jezus żył na tej ziemi, ostrzegał tłumy ludzi: "Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie" (Ew. Mat. 7,21).

125 Otwieraj swoją Biblię

Otwieraj swoją Biblię, gdy...

126 Pan jest z Tobą ?

Widzieliśmy wyraźnie, że Pan jest z tobą.
1. Księga Mojżeszowa 26,28

Moc świadectwa autentycznej wiary


Czyż te słowa nie są pięknym wyznaniem i wzruszającym świadectwem? Jakże nadzwyczajnie brzmią one w ustach zagorzałych wrogów ludu Bożego, jakimi byli bez wątpienia król Filistynów Abimelech, jego przyjaciel Achuzat i dowódca jego wojsk, Pikol! Ci trzej mężczyźni przychodzą do Izaaka i mówią do niego: "Widzieliśmy wyraźnie, że Pan jest z tobą".
Jest to zadziwiający rezultat zupełnie zwyczajnej historii, która rozegrała się wcześniej w życiu Izaaka. Tak, Pan był z Izaakiem, obficie pobłogosławił jego majątek i jego samego, co musieli zauważyć jego sąsiedzi i współmieszkańcy. Czy Izaak starał się w jakikolwiek sposób zwrócić na siebie uwagę? Czy czynił wielkie rzeczy? Jeśli prze czytamy fragment poprzedzający rozważany werset, zauważymy, że wcale tak nie było. Co takiego dokonał Izaak? Odkopał studnie, z których korzystał niegdyś jego ojciec, Abraham, a które w międzyczasie zostały zasypane i zapomniane. A oprócz tego? Zbudował ołtarz. Nic niesamowitego, nic spektakularnego, nic wielkiego, godnego podziwu. A mimo to, a może właśnie dlatego, Bóg przyznał się do Izaaka i sprawił, że Abimelech złożył to dobitne, piękne świadectwo.
A na co my kierujemy nasz wzrok? Na to, co wielkie, cudowne, niesamowite, godne podziwu w oczach naturalnego człowieka? Czy i my potrafimy zadowolić się "odkopywaniem studni" - ponownym odkrywaniem starych, istniejących już prawd? Jakże potrzebujemy tego w dzisiejszych, przepełnionych oddziaływaniem kłamliwych pozorów czasach!

127 Pas ruchu

W czasie pierwszej samochodowej podróży po Ho­landii, podziwialiśmy przyozdobione domy, pielęgnowane ogrody, kanały, tamy i wiatraki. Wszystko równiutkie, błyszczące, w jaskrawych kolorach – jak na obrazku. Nagle zauważyliśmy napis, znajdujący się na asfalcie autostrady, wykonany dużymi, białym literami. Była to wskazówka dla kierujących. „Przesortoować się" - tak dosłownie brzmiał napis nie do przeoczenia.

Długo i głośno śmialiśmy się z tego powodu. Dziwne wydało nam się to słowo. Ale jednocześnie rozumieli­śmy, jakie ono ma znaczenie w języku holenderskim. Oznacza: „Uwaga! Teraz będzie wielorozjazdowe skrzyżowanie. Proszę wybrać właściwy pas ruchu!"

Również na naszych ważnych skrzyżowaniach ży­cia, często widzimy napis: „Trzeba wybrać właściwy pas ruchu!" Na jezdni wymalowane są dużymi strzałkami możliwe kierunki ruchu. Kto nie wybierze właściwego dla swojego kierunku jazdy pasa, temu grozi „porwanie” przez ciąg innych aut w niewłaściwym kierunku.

„Proszę wybrać właściwą drogę!" nawołuje Słowo Boże. Znajdujesz się blisko dużego skrzyżowania. Zbliża się koniec czasu łaski. Dokąd zmierzasz iść?  W prawo czy w lewo? Jeśli nie wybierzesz „właściwego pasa ruchu", to nie będzie już możliwości zmiany kierunku. Zauważ, wybór musi nastąpić odpowiednio wcześnie. Później jest za późno, aby zjechać z niewłaściwej drogi.

To duże skrzyżowanie pojawi się na pewno.  Jak szybko, tego nie wiesz. Dlatego sprawa z wyborem drogi jest poważna i nagląca. Każde zwlekanie staje się niebezpieczne. Słowo Boże mówi jednoznacznie: „Czas jest bliski" (Obj. 1,3). Dzisiaj zwraca się do Ciebie głos, mówiący: „Uporządkuj swoje życie!" Jest jeszcze czas na pokutę i nawrócenie. Dzisiaj jest jeszcze aktualne zapewnienie Pana Jezusa: „Kto do mnie przyjdzie, tego nie wyrzucę precz" (Jana 6,37).

 

 

128 Pasteur

Każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańskiego, zbawiony będzie.
List do Rzymian 10,13

Dzięki odkryciu szczepionki przeciwko wściekliźnie przed 125 laty francuski medyk Louis Pasteur zyskał sławę w całej Europie. Także i dziewiętnastu pogryzionych przez wściekłego wilka Rosjan z okolicy Smoleńska słyszało o istnieniu surowicy, której dawka byłaby w stanie ich uleczyć. Pomimo ciężkich ran, które odnieśli po spotkaniu z niebezpiecznym zwierzęciem, udali się w daleką podróż.
Jeszcze przed upływem dwóch tygodni przybyli szczęśliwie do Paryża. Osobliwe, pokryte opatrunkami i bandażami postacie w futrzanych kożuchach wzbudzały nie lada sensację. Po francusku mówić nie umieli - tak więc powtarzali w kółko tylko to jedno nazwisko: "Pasteur, Pasteur!" Zostali zaprowadzeni do poszukiwanego przez nich naukowca i rzeczywiście - ci rosyjsc y chłopi, którzy wydawali się być już skazani na pewną śmierć, mogli zostać uleczeni; za wyjątkiem trzech, u których rozwój choroby niestety posunął się już zbyt daleko.
Rosyjski car w dowód wdzięczności i uznania dla osiągnięć Pasteura i udzielonej przez niego pomocy wysłał mu order, ofiarowując jednocześnie potężną sumę na fundację istniejącego do dzisiaj Instytutu Pasteura.
Cóż za wzruszająca historia! Nieszczęśnicy ci nie potrafili powiedzieć żadnego słowa, jak tylko wymienić jedno imię, które było w stanie przynieść im ratunek.
W nieco innym sensie cały świat cierpi na pewną nieuleczalną chorobę - chorobę grzechu. Także i na nią istnieje tylko jedno lekarstwo, jeden środek zaradczy, jedno IMIĘ, jedno jedyne. Kto wzywa w wierze tego imienia, otrzymuje zbawienie i ratunek. Jest to imię Pana Jezusa Chrystusa, przez które otrzymujemy przebaczenie, uwolnienie od mocy grzechu i pokój. Tylko On jest w stanie podarować nam życie wieczne. "I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni." (Dz.Ap. 4,12).

(C) Copyright "Dobry Zasiew" 2012

129 Paweł Smoluch

Paweł "Smoluch"  - opowieść byłego katorżnika

Przezwisko "Smoluch" otrzymał Paweł, mając lat osiem, w osobliwych warunkach, o których mowa będzie później. Prawdziwe jego nazwisko - brzmi Tichomirow; jest on synem włościanina jednej z najuboższych wiosek guberni mohylewskiej. Rodzina Tichomirowych składała się z ojca, matki i dwojga małoletnich dzieci - dziesięcioletniej Szury i ośmioletniego Paszy (Paweł). Rodzina żyła zgodnie i religijnie według obrządku prawosławnego; cieszyła się nie tylko poważaniem mieszkańców swojej wsi, ale także okolicznego duchowieństwa. W święta bywał u niej nawet miejscowy pop i grywał w karty z gospodarzem: Grano nie o pieniądze, ale dla zabicia czasu, to w "durnia" to w "nosy", przy czym ten, kto przegrał, dostawał kartami po nosie. Kiedy ktoś z grających posiadał pieniądze, posyłano dzieci po wódkę; wszyscy wówczas wpadali w nastrój wesoły; a "batiuszka" mawiał: "pić w miarę nie jest grzechem; sam Pan lubił wesołość i przemienił wodę w wino na weselu w Kanie Galilejskiej". - Dzieci ciekawie obserwowały przy tym, jak nos duchownego purpurowiał czy to od wódki, czy od uderzeń kartami, zadawanych nader zręcznie ręką wygrywającego zazwyczaj ojca. Poczciwy pop jeno chrząkał przygadując: "Kto wytrwa aż do końca, ten zbawion będzie; przyjdzie święto i dla mnie, a wtedy trzymaj się, bratku, albowiem napisano: "nikomu nic winni nie bądźcie", oraz "jaką miarą mierzycie, taką wam odmierzone będzie".

Ale oto nastał kres wesołego życia. Szereg następujących po sobie nieurodzajów zmusił włościan wsi Sosnówki do pomyślenia o emigracji na Syberię. Radzono nad tym na zgromadzeniach i postanowiono wreszcie wysłać poszukiwaczy, celem odnalezienia odpowiedniego szmatu ziemi w jednej z guberni sybirskich. Pomiędzy poszukującymi był też Tichomirow, jako człowiek praktyczny i roztropny. Po trzech miesiącach wysłańcy powrócili. Ziemie znaleziono w guberni Tomskiej. Sprzedawszy cały dobytek, emigranci ruszyli w drogę. Mieszkańcy Sosnówki zajęli kilka wagonów długiego pociągu, jednego z tych, które przeznaczono dla kolonistów. Rzecz działa się w roku 1897-ym. Poruszające się z wolna pociągi zatrzymywały się długo na stacjach węzłowych, gdzie przesiadali się pasażerowie - w Samarze, Czelabińsku, Omsku. Emigrantom wypadło oczekiwać na swoje pociągi tygodniami, i oto, poniewierając się byle jak na podłogach, spędzali dni i noce w ciasnych budynkach stacyjnych. Przegotowanej wody brakło dla nich w kociołkach; pokarm gorący w bufetach był niedostępny dla biedaków; głodni ludzie rzucali się na tanie śledzie i wędzone płotki, oraz zapijali je niegotowaną wodą - w rezultacie pojawiły się naprzód schorzenia żołądkowe, a potem cholera. Zapadali na nią przeważnie dorośli. Nie dojechawszy do Tomska, zachorował także Tichomirow. Wszystkie objawy świadczyły o cholerze. Ku przerażeniu jego żony i dzieci, wyniesiono chorego na jednej ze stacyj z wagonu i skierowano do baraku dla chorych zakaźnie. Oczywiście, żona i dzieci opuściły również pociąg i znalazły przytułek nie opodal od baraku, za zestawionymi, ochraniającymi od śnieżycy deskami na drodze kolejowej, aby stąd po kilka razy dziennie dowiadywać się o zdrowie męża i ojca. Wieści były coraz to smutniejsze. Przeszły trzy dni, i zgnębiona Tichomirowa oświadczyła dzieciom, że i ona zachorowała. Była to rozdzierająca serce scena, kiedy posługacze zabierali płaczącym dzieciom matkę. Traciły one wraz z nią ostatnie oparcie. Ona też nie wypuszczała ich długo z objęć, czując że rozstaje się z nimi na zawsze. Ale okropniejszą niźli śmierć, była dla niej myśl o tym, że jej drogie dzieci pozostaną jako sieroty, bez opieki na obczyźnie.

Oto poniesiono matkę do baraku. Zrozpaczone dzieci z płaczem biegły za ludźmi, unoszącymi matkę, ale ciężkie wrota baraku zawarły się przed nimi. Jakże nieszczęsnymi i samotnymi czuli się teraz Szura i Pasza. Dzieci jak szalone biegały dokoła baraku, przywołując to ojca, to matkę... . Ale odpowiedzią były tylko szorstkie wyzwiska dozorców i groźby pobicia, o ile nie odejdą. Jednakże dzieci nie przestawały krzyczeć i prosić o wpuszczenie ich do baraku, aby umrzeć mogły wraz z rodzicami, bez których - jak powiadały - nie chcą i nie mogą żyć. Tak biegały biedactwa do późnej nocy i dopiero chłód nocy zmusił je do pomyślenia o odzieży, którą wraz z innymi rzeczami pozostawiły gdzie indziej. Przybywszy na miejsce, gdzie siedziały wprzód z matką przed jej zasłabnięciem, nie znalazły ani śladu swego bagażu: ktoś widać złakomił się na nędzny dobytek emigrantów...

Wcisnąwszy się pomiędzy deski, dzieci mocno przytuliły się do siebie, aby się cokolwiek ogrzać. Szura, jako starsza, troszczyła się bardzo o swojego braciszka, aż do świtu nie zmrużyła oczu i noc ta wydawała jej się wiecznością. Zaledwie Pasza się obudził, pobiegli oboje do baraku. Pierwszy dozorca, jakiego napotkali, powiedział im:

"Nie przychodźcie więcej: rankiem wynieśliśmy trupa waszego ojca, a matka wasza także pewno umrze dzisiaj".

Trudno było przekonać dzieci, aby nie zbliżały się do baraku. Zaglądały wciąż przez okna i przywoływały mamę. Czyliż naprawdę zmilknie dla nich jej słodki głos; czy w istocie i ona na wieczór będzie zimnym trupem?

Tak, wieczorem dowiedziały się, że matka umarła. Objąwszy się, siedziały przy ścianie i gorzko płakały. Nocy tej Pasza nie spał ani chwili, ciągle płakał i tęsknił. Wsparty o ścianę, spoglądał na uchodzący w dal szlak drogi żelaznej i przeżywał dziecięcą wyobraźnią okrutne zdarzenia ostatnich dni. Wreszcie, zauważywszy nadchodzący pociąg, rzekł: "Szura; nie chcę żyć bez taty i mamy; pójdźmy, połóżmy się na szynach; niechaj lokomotywa nas zgniecie na śmierć. Po co mamy żyć? Dokąd pójdziemy teraz? Komu jesteśmy potrzebni? Z tymi słowy Pasza pociągnął siostrę za rękę i jął wlec ją ku szynom. Szurę zdjęło przerażenie; objęła braciszka i łkając mówiła: "Nie, za nic nie rzucę się pod pociąg i ciebie nie puszczę... boję się... to okropne". - "Puść mnie, ja sam pobiegnę"' - krzyczał malec. Kiedy tak spierali się oboje, pociąg przeleciał.

Pasza przypadł twarzą do ziemi i załkał: "Dlaczegoś mnie wstrzymała? Ja nie chcę dłużej żyć". Starsza siostrzyczka, mądra i czuła, jęła przekonywać brata, aby porzucił czarne myśli. Długo wypadło jej namawiać go, zanim uspokoił się i przyrzekł nie myśleć o śmierci i nie pozostawiać Szury samej na świecie.

Znowu dzieci siadły przy ścianie, tuląc się wzajem do siebie, i oczekiwały świtu. Postanowiły pójść rankiem na mogiły rodziców. Mroźna noc ciągnęła się nieskończenie długo dla zziębłych, głodnych dzieci. Ale oto i poranek. Dzieci pobiegły na cmentarz, gdzie na wyznaczonym miejscu grzebano zmarłych na choroby zakaźne. U wrót cmentarza dzieci poprosiły dozorcę, aby wpuścił je i wskazał im, gdzie pochowani są ich rodzice. Ale ów odparł im szorstko: "Czyliż mało przywłóczono ich tej nocy; czyż muszę wiedzieć, kogo tutaj grzebią? Przy tym walą ich po dziesięć ciał do jednego dołu, a nieraz i po dwadzieścia".

Nie dowiedziawszy się niczego więcej, dzieci zapatrzyły się jeno zapłakanymi oczkami przez szczeliny parkanu na nieporządne szeregi pagórków z wilgotnej gliny. Długo stały tak, patrzyły i płakały, dopóki stróż ich nie odpędził. Przygnębione smutkiem, milczące dzieci, trzymając się za ręce, powracały ku ogrodzeniom kolejowym, ochronnym świadkom ich ciężkich przeżyć w ciągu pięciu dni ostatnich i rozłąki z matką. Miejsce to stało się dla osieroconych czymś bliskim, niby dom rodzinny. Pod ochroną ścian, jęły naradzać się nad tym, co czynić dalej. Niezbyt chciało im się dostać do baraku dla osieroconych dzieci: ale rozumiały dobrze, że byłoby to dla nich ocaleniem od głodu, który coraz mocniej dawał im się we znaki. Ich niewielkie zapasy żywności przepadły razem z bagażem, w którym znajdowały się pieniądze.

Strach przejmował samotne dzieci; dokuczał im głód i chłód. Skowronki wiosenne wesoło krążyły nad nimi, śpiewając swoje skromne piosenki. Jaskrawe słoneczko złociło wszystko dookoła - a w sercach sierot była mroczna noc. Smutek i wspólna niedola osobliwie zbliżyły teraz siostrę i brata. Szura stała się dla Paszy jakby drugą matką: pieściła go i pocieszała, jak mogła i mówiła: "Nie rozpaczajmy kochanie, Bóg nas nie opuści".

Już postanowili pójść do najbliższej wsi i żebrać o chleb, kiedy naraz usłyszały nad sobą szorstki okrzyk: "Co tu robicie, kim jesteście?" Przed nimi stał nieznajomy człowiek i przypatrywał się im się. Dzieci zmieszały się i nie od razu odparły, że są emigrantami i że ojciec i matka ich dopiero co zmarli. Nieznajomy kazał im iść za sobą i odprowadził ich do urzędu, gdzie przeznaczono im na mieszkanie barak dla osieroconych, do którego tak bardzo udać się nie chciały w obawie przed grożącą im rozłąką: barak dla dziewcząt znajdował się o kilka stacyj dalej. Ale, nie bacząc na błagania i łzy dzieci, Paszę odprowadzono o trzy wiorsty od stacji do baraku dla chłopców, a Szurę wysłano najbliższym pociągiem do stacji, gdzie znajdował się barak dla dziewcząt.

Łatwo sobie wyobrazić cierpienia rozłączonych dzieci; każde z nich traciło w drugim wszystko, co było mu drogie w życiu. Paszę wprowadzono do baraku, gdzie znajdowało się już 300 chłopców. Wielu przebywało tam już dosyć dawno; oswojeni z nowymi warunkami, zabawiali się figlami. Przywitali oni nowicjusza drwinami i potężnymi razami w bok i plecy - dla pierwszego zaznajomienia się. Po tygodniu Pasza postanowił uciec z baraku: warunki bytu, obojętność na potrzeby dzieci, grubiaństwo wielu chłopców, bijatyki; hałas i wstrętna wodnista zupa - wszystko to stało się dlań nieznośne. Jął tedy wypatrywać dogodnej chwili do ucieczki. Dzieciom nie pozwalano oddalać się od baraku: ale, nie mogąc zwlekać dłużej, pewnej ciemnej nocy Pasza wyszedł na podwórze, przeskoczył drewniany parkan w dogodnym miejscu i- puścił się cwałem w stronę przeciwną kolei. Coś o pięć wiorst od niej zaczynał się wielki las. Znalazłszy się w gąszczu, Pasza poczuł się spokojniejszy. Nie biegł już teraz, ale szedł, starając się nie stracić z oczu skraju lasu, żeby nie zabłądzić, a bądź co bądź znaleźć się dalej od miejsca, gdzie stał barak. Tak szedł przez długi czas, aż się znużył, legł pod drzewem i wkrótce zasnął. We śnie zdawało mu się, że go dopędzono, wciągnięto do baraku, zbito, otwierając mu usta i wlewając wstrętną postną zupę.

Jasne słoneczko już mocno grzało, kiedy maleńki dezerter obudził się. Wielogłose ptaszęta po prostu ogłuszały go swoim śpiewem, jakby pochlubić się chciały przed gościem, który odwiedził ich zielone królestwo. Pasza szedł i rozmyślał, co ma czynić dalej. Postanowił wrócić do rodzinnej Sosnówki; nazwę swojej guberni zapamiętał dobrze. Jakże przyjemnie żyło się niegdyś w Sosnówce. Była tam pyszna rzeczka, w której kąpał się niegdyś z innymi chłopcami i łowił wędką ryby. Oczywiście, bardzo pragnął zobaczyć się z miłą siostrą Szurą; ale nie wiedział, jak ją odnaleźć. Nadto lękał się, że ponownie zabiorą go do baraku. Tedy postanowił odważnie kroczyć naprzód, jak najdalej od wstrętnego baraku, a już później wywiadywać się szczegółowo o drogę do miejsc rodzinnych.

Szedł przez cały dzień, starannie unikając siół, i tylko w jednej wiosce poprosił o chleb. Gdy nastała druga noc, udał się w głąb lasu, aby tam przenocować. Znowu legł pod wysokim drzewem i mocno zasnął. Przed samym świtaniem poczuł, że ktoś go pchnął, i że jakiś gromki głos nań zawołał: "Hej, wstawaj malcze: Coś ty za jeden? Z kim tu jesteś?" Podniósłszy oczy, ujrzał Pasza trzech zuchowatych młodzików, uzbrojonych od stóp do głów i zląkł się porządnie. - "Nie bój się, nie zrobimy ci krzywdy. Opowiedz, skąd się tu wziąłeś". Widząc, że nie są to ludzie z baraku, Pasza opowiedział im szczerze wszystko, co przeżył i dokąd zmierza. Słuchali go uważnie: widocznie spodobała się im jego śmiałość i spryt. Naradziwszy się, postanowili go zabrać. "Inaczej zginie" - mówili. - "Chłopak wyrośnie na coś dzielnego, skoro nie bał się uciec i pieszo wybrał się w drogę w rodzinne strony; trzeba go tylko wychować po naszemu". Postanowienie swoje oświadczyli chłopcu, przy czym wychwalali swój tryb życia i przyrzekli, że będzie mu u nich wybornie. Pasza nie sprzeciwiał się: bał się tych ludzi i udał się z nimi w głąb lasu. Na jakiejś polanie czekały na nich osiodłane konie, przy których był jeszcze rosły chłopiec. Ten wziął chłopca pod pachy, posadził przed sobą na jednym z koni i pojechali. Długo jechali po leśnych, zawiłych ścieżkach; wreszcie zatrzymali się; powiedli gdzieś konie, a sami pochyliwszy się i, pociągając za sobą Paszę, weszli w jakiś otwór pośród drzew, zwalonych przez burzę, a po kilku chwilach wędrówki przez gąszcz leśnego parowu, znaleźli się na polanie, gdzie spotkali jeszcze około dwudziestu ludzi, również uzbrojonych, wśród których było kilka kobiet. Wszystkie oczy zwróciły się na przyprowadzonego chłopca, brudnego i obdartego. Posypały się pytania: Co za jeden, skąd? Jeden z mężczyzn, najwidoczniej herszt bandy, zapytał. "Jak cię zowią?" - "Pasza - Paweł" - odpowiedział śmiało malec. - "A nazwisko jakie?" - "Tichomirow". - No, to nam nie odpowiada. Nazwisko twoje będzie "Smoluch", ponieważ jesteś brudny i zasmolony'' - żartobliwie rzekł herszt. Odtąd przezywano go nie inaczej jak "Smoluch".

Pasza zrozumiał, że dostał się do bandy rozbójników. Powoli oswoił się z nowym życiem, i przypadło mu ono nawet do gustu. Wolność bez granic, dobre jadło i nastrój wesoły, pijany - wszystko zbliżyło go z tymi ludźmi, i przestał nawet myśleć o Sosnówce. Nie zapomniał tylko o siostrzyczce i często tęsknie rozmyślał, że może ona już nie żyje.

Mały "Smoluch" wkrótce stał się ulubieńcem wszystkich rozbójników, ich rozrywką. On zaś zainteresował się mocno ich przygodami i niecierpliwie oczekiwał nowej zdobyczy. Co dnia oswajał się coraz bardziej z nowym życiem i zapomniał o tym, co mu niegdyś mówili rodzice o grzechu kradzieży; teraz mu było przyjemnie oglądać zagrabione rzeczy i słuchać opowiadań zbójców po ich powrocie z "roboty", jak nazywali swoje występne rzemiosło.

Minęło lat osiem i szesnastoletni "Smoluch" brał już żywy udział w grabieżach i rozbojach. Dzięki swojej odwadze, zręczności i sprytowi został pomocnikiem herszta. "Roboty" bandy budziły zgrozę u ludności okolicznej w promieniu stu wiorst dookoła. Nieprzetrzebione lasy dozwalały im prowadzić swoje rzemiosło bez obawy. Wydawało się, że nikt ich nie odnajdzie, nie zaniepokoi. Ograbiali wszystkich, którzy wpadli im w ręce; nierzadko zabijali.

Ale wszystko ma swój kres. Pewien wypadek na pozór dla rozbójników zwykły, niespodziewanie wywołał zupełny przewrót w ich życiu. Było to późną jesienią. Część bandy ze "Smoluchem" na czele napadła na dwóch ludzi, przejeżdżających na wozie, zabiła ich i obrabowała. Zabrano konie, odzież i buty zabitych. Pieniędzy przy ofiarach nie znaleziono, zaledwie 3 ruble i 50 kopiejek a w worku obok nędznych sprzętów domowych znalazły się też dwie książki, które zbóje zamierzali z początku porzucić, później zostawili na bibułę do zwijanych papierosów. Książki schował "Smoluch". Wieczorem, po obejrzeniu całej zdobyczy, wyjął też książki i jął je przeglądać. Jedna nosiła tytuł "Głos wiary" i była mu nieznana; o drugiej, zatytułowanej "Nowy Testament", zachował mgliste wspomnienia z czasów dzieciństwa; podobną książkę mieli jego rodzice w Sosnówce.

Leżąc na swoim posłaniu, "Smoluch" z nudy jął odczytywać te ustępy, na które natrafił przypadkiem przy przerzuceniu kart, i oto czyta: "... i nie ma, kto by szukał Boga... grobem otwartym jest gardło ich... językami swymi zdradzają, jad żmii pod wargami ich; których usta pełne przekleństwa i gorzkości. Nogi ich prędkie do przelewu krwi. Zniszczenie i nędza na drogach ich. A drogi pokoju nie poznali; nie ma bojaźni Bożej przed oczyma ich". [Rzym. 3:11-18] Paweł pomyślał: i dawniej byli ludzie tacy, jak my: "Nogi ich prędkie są do przelewu krwi". Przypomniał sobie niedawny obraz jak pędzili na żwawych koniach za przejezdnymi, usiłującymi umknąć, jak tamci błagali o życie; ale bez odrobiny miłosierdzia on i towarzysze zamordowali ich. Przy tym wspomnieniu "Smoluchowi" zrobiło się jakoś przykro; pomyślał: "Co to byli za ludzie? Dlaczego mieli przy sobie tę książkę? Jął przerzucać "Nowy Testament" w nadziei, że poweźmie jakąś wiadomość o zabitych. Wszelako nie znalazł nic, żadnego dokumentu, który pozwalałby dowiedzieć się, kim byli. Jeno na tytułowej karcie widoczny był krótki napis, brzmiący jak następuje: "15-go maja 1898 roku - dzień mojego nawrócenia do Pana, pokuty i odrodzenia. W dniu tym On mi przebaczył i obmył mnie Swoją świętą krwią".

"Smoluch" nie mogąc zrozumieć sensu tego napisu, przewracał nadal karty i odczytywał poszczególne ustępy. "Alboż nie wiecie, że niesprawiedliwi królewstwa Bożego nie odziedziczą?" Tu następuje wyliczenie różnego rodzaju grzeszników, po czym: "I takimiście niektórzy byli, aleście omyci, aleście usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa i przez Ducha Boga naszego". [I Kor. 6:9-11] Następnie wzrok jego trafił na modlitwę jakiegoś człowieka, który mówił: "Oto Panie, połowę majętności swoich dam ubogim. A jeślim kogo w czym podszedł, oddaję w czwórnasób". Przerzuciwszy jeszcze kilka kart , już pociągnięty został urokiem 23 rozdziału Łukasza, gdzie jest mowa o ukrzyżowaniu Chrystusa. Najbardziej zajęło go to, że wraz z Chrystusem ukrzyżowani zostali dwaj rozbójnicy, że jeden z nich pokutował i wyznał swoje winy, a za ten akt skruchy Chrystus obiecał mu raj.

"Smoluch" zamknął książkę, położył ją pod poduszkę i, otuliwszy się kołdrą, usiłował zasnąć, Ale jakoś sen uciekł odeń. Duszę jego zdejmowała trwoga. Napróżno starał się odpędzić natrętne myśli, znaleźć zapomnienie we śnie, bezustannie powracał w pamięci obraz, jak owi dwaj błagali na kolanach o darowanie im życia... .

Dopiero nad ranem pokrzepił się "Smoluch" ciężkim snem, ale podniósł się z jakimś nowym niepokojem w sercu. Towarzysze wkrótce spostrzegli osobliwy wyraz jego twarzy i nie wiedzieli, czemu go przypisać mają. Niektórzy sądzili, że zachorował. Tak chodził przez parę dni, niby pomieszany, a nikt nie mógł dowiedzieć się odeń, co się stało. Towarzysze jednak nie zaprzestawali zapytywać o powód jego zadumy, aż w końcu otworzył serce przed niektórymi, wyznając, iż nie może uspokoić się od chwili, gdy coś wyczytał z książki, znalezionej przy zabitych. Wszystkim było nieswojo: Cóż to za księga, która wprawiła w taką posępność ich wesołego towarzysza? Jedni żądali, aby dał im tę czarodziejską książkę, iżby mogli ją spalić; inni, zaciekawieni, prosili, aby im coś z niej przeczytać. Wreszcie postanowiono to ostatnie. I oto, gdy wszyscy byli zebrani, przeczytał im "Smoluch" te miejsca, które go tak bardzo poruszyły. Wszyscy słuchali z napięciem. Już na początku czytania pewien młody rozbójnik z przekonaniem rzekł, że książka ta, to Ewangelia, którą zna bardzo dobrze: "Matka moja była sztundystką i ciągle czytała Ewangelię; prowadziła też mnie nieraz na zebrania dziecięce, gdzie czytano tę książkę, a potem dzieci modliły się i śpiewały". [1]

Czytanie trwało długo, po czym słuchacze rozeszli się w milczeniu po kątach. Większość była w przygnębionym nastroju. Nikt nie był w stanie pojąć, czemu książka ta wywarła na nich takie wstrząsające wrażenie. Od tego dnia co pewien czas schodzono się i czytano Nowy Testament, który działał na nich nieodparcie.

Nie minął jeszcze miesiąc, a już młody rozbójnik, syn sztundystki, szczerze oświadczył, że nie zdoła nadal zajmować się swoją występną robotą. Po nim oświadczył to samo "Smoluch". Towarzysze już widzieli obu modlących się ze łzami w oczach. W końcu złożył takie wyznanie sam herszt. Wszyscy zgodzili się z nim. Ale stanęła przed nimi kwestia: co czynić nadal i jak zwrócić się na uczciwą, drogę życia? Wszakże w tym celu należałoby przede wszystkim oddać się w ręce władz. Nadto, czy są w stanie jeśli nie dziesięciokrotnie wynagrodzić, to chociażby byle jak zaspokoić wszystkich, którym wyrządzili krzywdę? Oczywiście, jest to niemożebne. Pozostawało tedy oddać się władzom. Na to nie zgodziła się większość; ale ów młody zbój; który pierwszy postanowił prowadzić nowe życie, a z nim Smoluch" i jeszcze pięciu zadecydowało, że pójdą i przyznają się do swoich zbrodni przed władzą.

Nastał dzień, kiedy miano się rozejść na zawsze. Pożegnanie było wzruszające. Towarzysze prosili "Smolucha", aby na ostatek przeczytał im coś z Ewangelii. Natrafił na ustęp, w którym mowa jest o dwóch opętanych przez biesy, wychodzących z grobów tj. z cmentarnych pieczar, słowem o tych dwóch, nader opętanych, z których Chrystus wypędził złe duchy, po czym wyleczeni poszli za Nim. "To samo stało się i z nami" - dodał "Smoluch" - "my też porzucić chcemy nasze grzeszne życie. Dosyć już krzywdzenia ludzi. Pójdziemy śladem Chrystusa". Z tymi słowy "Smoluch", padłszy na kolana, wyznawał głośno swe zbrodnie; pokutowali także inni. W ogólnym płaczu i jęku słyszało się okrzyki, słowa bez związku: "Przebacz... nam... mnie... Nie pamiętaj mi... Obmyj krwią Swą... Daj moc... Nie będę... Nie chcę... Przyrzekam" itp. - Siedmiu zbójców, ucałowawszy pozostałych na pożegnanie, udało się z orężem w ręku do pobliskiego miasta, podczas gdy inni obrali sobie różne drogi podług swojego uznania.

Mocnym i stanowczym krokiem podchodził do miasta "Smoluch" z towarzyszami. Już na pierwszej ulicy zwrócili na siebie uwagę przechodniów, zdumionych, skąd wzięła się ta grupa ludzi, odzianych jaskrawo i zbrojnych. Na rogu jednej z głównych ulic prosili policjantów o wskazanie im miejsca zamieszkania prokuratora Sądu Okręgowego. Policjant wskazał im wielką, dwupiętrową kamienicę na tejże ulicy. Rozbójnicy weszli do domu, umówiwszy się wprzódy, że "Smoluch", jako najśmielszy i najwymowniejszy, wyłoży ich sprawę prokuratorowi.

Znaleźli się w wielkiej i jasnej komnacie z froterowaną posadzką, gdzie oczekiwało już około dwudziestu ludzi. Przy drzwiach do gabinetu stał woźny. "Smoluch" zwrócił się doń: "Prosimy zawiadomić pana prokuratora, że musimy z nim mówić". Woźny z ukosa spojrzał podejrzliwie na uzbrojonych ludzi. - "W jakiej sprawie?" - "Bardzo ważnej" - odparł "Smoluch". Woźny znikł za drzwiami. W parę minut potem zbójcy stanęli przed sędziwym jegomościem o twarzy budzącej szacunek, na której malowało się lekkie zaniepokojenie z powodu nagłego zjawienia się przed nim siedmiu uzbrojonych ludzi. Ale równie wzruszeni byli wobec przedstawicieli prawa rozbójnicy, którzy zdecydowali się w swojej tajdze na taki krok niezwykły, jak wyznanie przewinień. Drżącym głosem rozpoczął "Smoluch".

- Pozwól pan, że wyjaśnimy, kim jesteśmy i dlaczego znaleźliśmy się tutaj. Jesteśmy przestępcami. Ale nie lękaj się pan nas. Przyszliśmy tu przyznać się i pokutować: Poznaliśmy, jakie czyniliśmy zło, i przyszliśmy ponieść karę, wskazaną prawem za rozbój. Postąp z nami; jak każe sprawiedliwość. A oto składamy broń naszą.

Przy tych słowach "Smoluch" i jego towarzysze szybko złożyli broń na stos. Prokurator tak się zmieszał, że nieprędko zapanował nad sobą. Po raz pierwszy w życiu zdarzyło mu się usłyszeć spowiedź całej grupy ludzi, dobrowolnie oddających się w ręce przedstawiciela prawa. W końcu zawezwał policję: W parę chwil potem zjawił się oddział uzbrojonych żołnierzy z komendantem policji na czele. Po sporządzeniu protokołu zeznań, skierowano sprawę do sędziego śledczego. Kiedy podczas badania "Smoluch" opowiedział w ogólnych zarysach historię swego życia i wyjaśnił przyczynę, która skłoniła go, iż wraz z towarzyszami postanowił zejść z dróg przestępstwa, prokurator i inni obecni byli głęboko wzruszeni i niektórzy z trudem ukrywali łzy. Trudno im było pojąć, że tak nagła, a tak gruntowna zmiana nastąpiła tylko na skutek zaznajomienia się z Ewangelią. - "Jam już nie Smoluch, ale Paweł Tichomirow - mówił młodzian. - Chcę służyć Bogu i ludziom. Bez szemrania zniosę należną mi karę; jestem teraz w rękach waszych. Podobne zeznania złożyli jego towarzysze.

Prokurator, poruszony, wydał rozkaz, aby wszystkich siedmiu niezwłocznie zaprowadzono do więzienia i zamknięto w osobnych celach aż do ukończenia śledztwa. Byłych rozbójników odprowadzono do więzienia. Pozostawszy sami, prokurator i komendant policji długo omawiali niezwykłe zdarzenie. Najczęściej zbrodniarze albo zaprzeczają swojej winie, albo przyznają się do niej z trudem i częściowo, jeno pod ciężarem nieodpartych poszlak, gdy pojmano ich na miejscu przestępstwa. Ale ci sami przyszli i złożyli dobrowolne zeznanie. Zaprawdę, wielką jest moc Ewangelii, skoro tak odradza ludzi.

Komendant wyszedł, a prokurator, ukończywszy zajęcia, opowiedział zaraz żonie swojej o skrusze rozbójników. Zdziwiła się wielce i po namyśle rzekła: "Jeden z ukrzyżowanych z Chrystusem zbójców podobnież pokutował, ale był przybity i nie mógł nigdzie ujść; oni zaś mogli w dalszym ciągu ukrywać się w tajdze i dopuszczać się grabieży. Jest to więc zdumiewający wypadek, nieznany w historii sądownictwa".

Nadszedł wieczór, a prokurator i żona jego nie ochłonęli jeszcze. "Jak myślisz, Taniu" - rzekł prokurator, - "może byśmy poczytali Ewangelię? Bodaj dowiemy się, czym ona tak działa na ludzi; przecież nie znamy jej wcale". Ja ją nieco czytałam" - z godnością odparła Tatiana Aleksandrowna, - "nie pojmuję jednak, co w niej mogło tak na nich podziałać''. Prokurator, Jerzy Mikołajewicz, jął szukać Nowego Testamentu w swojej bibliotece, podczas, gdy żona wydawała zarządzenia w kuchni w sprawie kolacji. Tymczasem prokurator, włożywszy okulary, przerzucał kartki Nowego Testamentu. Uwagę jego zatrzymał naprzód rozdział 12 Ewangelii Jana. Czytając pochwalał w myśli Marię, iż nie pożałowała cennych olejków wonnych dla Chrystusa, oraz potępiał z punktu widzenia prawa karnego zdrajcę Judasza, podciągając czyny skrytobójcy i złodzieja pod odnośne artykuły. Zdumiewał się potęgą Chrystusa, wskrzeszającego już rozkładające się ciało Łazarza i dziwił się niewierze uczonych w Piśmie, którzy byli naocznymi świadkami niesłychanego cudu. Zamyślił się głęboko nad przypowieścią o ziarnie pszenicy, które umrzeć musi, aby przyniosło owoc, ale nie mógł zrozumieć właściwego sensu przenośni. Kiedy zaś doszedł do słów: "A Ja, gdy będę podwyższony od ziemi, wszystkich pociągnę do siebie", uczuł naraz, jak bliskim i drogim stał mu się Ukrzyżowany; jak dusza w nim rozgrzała się i pociągnięta zastała do krzyża, z którego padło wielkie słowo: "S p e ł n i ł o s i ę". Pomyślał nadto, czy to właśnie nie jest ta siła, która tak pociągnęła Tichomirowa. Wreszcie przy odczytywaniu końcowych słów rozdziału 12-go opadł go jakiś wielki lęk: "Kto mną gardzi, i nie przyjmuje słów moich, ma swego sędziego; słowa, którem ja mówił, te osądzą go w dzień ostateczny". Teraz już stało się dlań jasne, czemu rozbójnicy porzucili swoje zbrodnicze sprawy.

Ale oto powróciła Tatiana Aleksandrowna. "Nad czym tak zamyśliłeś się? Co cię tak uderzyło?" - spytała. Mąż jął wyjaśniać, ale temat niezwykły i myśli niezwykłe nie układały się w słowa, i żona nie mogła go zrozumieć. Wieczerza się skończyła. Nocą Jerzy Mikołajewicz nie mógł zasnąć. Ledwie zamknie oczy słyszy nad sobą: "Słowo moje osądzi"... I wydaje mu się, że jest podsądnym, że słyszy artykuły prawa Bożego, które potępiają jego, prokuratora, za wszystkie wykroczenia, jakie popełnił był w życiu, skazując go na wieczne zamknięcie w ciemnościach zewnętrznych; on zaś jakoby szuka obrońcy i znaleźć nie może. Chwilami jedynie prokurator zapadał w krótki, niespokojny sen. Rankiem opowiedział żonie, co przemyślał i co odczuwał z wieczora i nocą; lecz ona tłumaczyła jego stan przemęczenia nadmiarem zajęć i nerwowością; gdy zaś wyjaśnił, iż postanowił porzucić urząd prokuratorski, przelękła się i pomyślała; że oszalał. Ale Jerzy Mikołajewicz nie odstąpił od decyzji. Stało się dlań jasne, że wywyższany na krzyżu Syn Boży pociągnął i jego, prokuratora, ku sobie, a odtąd będzie dlań osobistym Zbawicielem.

* * *

Pawła Tichomirowa i jego towarzyszy osadzono w celach. Wszyscy sędziowie śledczy, którzy badali byłych rozbójników, zdumiewali się ich krokiem, a zwłaszcza tym, że tak całkowicie ich odrodził wpływ Ewangelii. Oto jaka jest moc Boskiej księgi, kiedy podchodzi się ku niej z czystym sercem i pragnieniem poznania prawdy. Wkrótce w mieście jęto mówić nie tylko o skrusze byłych rozbójników i nagłym, niezrozumiałym podaniu się do dymisji prokuratora, ale i o tym, że izolacji przestępców zażądał duchowny więzienny, utrzymujący, że jakoby Tichomirow i jego towarzysze zwodzą innych aresztantów do przyjęcia ich wiary. Ale ogień Ewangelii ugasić było trudno; toteż płonął on we wszystkich celach. Wielu aresztantów i niektórzy dozorcy nauczyli się na pamięć rozdziałów 12-go i 16-go Dziejów Apostolskich, tak je sobie upodobawszy.

Po roku siedmiu więźniów stanęło przed sądem. Nowy prokurator nie miał potrzeby zaostrzać swej mowy oskarżycielskiej wobec dobrowolnego przyznania się do winy, a były prokurator, który występował teraz w charakterze obrońcy, prosił przysięgłych o wyrozumiałość dla ludzi, którzy, przyznawszy się do winy, chcieli rozpocząć nowe życie, pracowite i uczciwe. Jednakże skazano ich na dziesięć lat ciężkich robót. Wysłuchali kornie wyroku, świadomi, że nań zasłużyli, i zrzekli się prawa apelacji. Sądzono ich przy drzwiach otwartych. Kiedy udzielono im ostatniego słowa, każdy w prosty sposób wyraził żal, iż długie lata krzywdził bliźnich; każdy mówił o wpływie nań Ewangelii. Publiczność była wzruszona; czuło, się, że w wielu sercach ziarno Słowa Bożego zapuściło pędy.

Po wyroku skazanych wysłano z osobna, z wyjątkiem Tichomirowa i Sołowiewa, którym wyznaczono wspólne miejsce zesłania - za Bajkałem. Przy pożegnaniu wszyscy dawali sobie obietnice pozostawania we wszelkich okolicznościach na drogach uczciwości i wierności Bogu, oraz świadczenia o Jego miłości. Zgodnie z tym we wszystkich etapowych więzieniach rozpowiadali, jak ocaliła ich Ewangelia, i mówili o miłości Boga dla skruszonych grzeszników. A wszędzie znajdowali się ludzie, przysłuchujący się temu świadectwu z uwagą i przyjmujący je do serca. Zwłaszcza wrażliwi byli na żywe słowo Tichomirowa i Sołowiewa dzielący ich los katorżnicy, z których po niejakim czasie niektórzy oddawali się całkowicie Bogu. Po upływie dwóch lat nawet władze zauważyły, że niesforni zwykle katorżnicy widocznie przycichli, a niektórzy zachowywali się bez zarzutu.

Tichomirow po drodze na Bajkał wszędy dopytywał się o los przesiedleńców z mohylewskiej guberni w nadziei, że dowie się czegoś o swoich rodakach, a zwłaszcza o tym, czy żyje jego siostra. Listy bowiem posyłane do wsi rodzinnej, nie przyniosły mu odpowiedzi, Jakże często rozmyślał o miłej Szurce, gorejąc pragnieniem opowiedzenia siostrze o swoich przeżyciach, a zwłaszcza o odwróceniu się od uczynków martwych ku żywej wierze w Chrystusa.

Wreszcie po upływie kilku lat, z okazji jakiegoś szczęśliwego zdarzenia w życiu państwa, ogłoszono amnestię: Paweł Tichomirow i Grzegorz Sołowiew zostali zwolnieni przed terminem. Przy pożegnaniu się z tymi, którzy przez nich uwierzyli na katordze, polecali ich wszystkich Bogu, jako swoją duchową dziatwę, tamci zaś z płaczem rozstawali się ze swymi duchowymi ojcami. Teraz obaj znaleźli się w drodze do Irkucka i Tomska; szli pieszo. Marzyli o dostaniu się do Rosji Europejskiej, nade wszystko zaś do wsi rodzinnych; które zaledwie pamiętali. Wszyscy spotykający ich w drodze i na noclegach, ciekawie rozpytywali się, kim są i dokąd dążą. Historia byłych rozbójników zajmowała wszystkich, wywoływała roztkliwienie i zapał do służenia Bogu: Niekiedy po wsiach znajdowali wierzących braci i siostry, z którymi spędzali wieczory przy wspólnej bratniej rozmowie i czytaniu Słowa Bożego. Wierzący cieszyli się z triumfu Ewangelii jawnego w nawróceniu ginących grzeszników i sławili imię Pana. Zwłaszcza w pewnej wsi, gdzie spędzali niedzielę i opowiadali sporej gromadzie o swoim życiu i zbawieniu, nastąpiło wielkie przebudzenie: kilkadziesiąt dusz nawróciło się do Pana. Dało to powód do ogromnej radości.

Była wczesna wiosna. Rzeki rozlały. Przyroda budziła się z długiego snu zimowego; wędrowne ptaki chmarami powracały do dawnych rodzinnych gniazd, a Tichomirow i jego towarzysz również rwali się do ojczyzny, gdzie gniazda ich zdawna były zburzone. Starali się nie zbaczać od toru kolejowego. Tichomirow mimo wysiłku nie był w stanie przypomnieć sobie nazwy stacji, gdzie stracił rodziców i siostrę. Pragnął spojrzeć też na owe ściany, pod których ochroną wycierpiał tyle w dzieciństwie. Na to wspomnienie łzy polały się po jego twarzy i wykrzyknął: "Ach, drodzy moi! Porzuciliście mnie i oto muszę błądzić samotnie po świecie!". Tutaj przypomniał sobie, że i Syn Boży nie miał przytułku na ziemi i był samotny nawet pośród krewnych swoich.

Dzień chylił się ku wieczorowi, gdy wędrowcy podeszli do miasteczka na brzegu rzeki, nie opodal kolei. Na pierwszej ulicy spytali, czy nie ma tu wierzących. Wskazano im niewielki piękny domek pośród wysokich jodeł. Podszedłszy bliżej, ujrzeli bawiącą się parkę dzieci, tuż zaś zajętą czymś młodą dobrze odzianą kobietę, która powitała ich życzliwym uśmiechem. Wyjaśnili jej, że są wierzącymi i proszą o nocleg. Kobieta zaprosiła ich do domu, oznajmiając, że dla braci zawsze znajdzie się miejsce. Przywołała męża, który kopał grzędy w ogrodzie. Ten zjawił się natychmiast z przyjaznym powitaniem i pozostał z nimi, podczas gdy gospodyni przygotowywała herbatę. Po nastawieniu samowaru wydoiła parę krów i nakryła do stołu. A czegóż tu nie było: spore kawałki śmietankowego masła, śmietana, wielki dzban mleka dwa - trzy gatunki pieczywa, gotowane jaja i doskonały chleb pszenny - wszystko to nęciło oczy zgłodniałych wędrowców. Duża lampa rzucała światło na obrus śnieżnej białości, błyszczący samowar kipiał wesoło. Uprzejma gospodyni weszła w obszytym koronkami białym fartuchu i rzekła do męża: "Proś braci do stołu." - "Prosimy drogich gości". Wszyscy podeszli i gospodarz wezwał błogosławieństwo Boże. Dziękował Bogu za miłość i troskę, za drogich gości, prosił o zachowanie im wiary i o błogosławieństwo jadła.

Tichomirow nigdy dotąd nie zasiadał przy tak obfitej zastawie i w takim gościnnym kółku. Zachwyt i tkliwość przepełniały jego serce. Dzieci - chłopczyk i dziewczynka - uważnie przyglądały się gościom i przysłuchiwały się rozmowom. Tichomirow przed herbatą przerwał opowieść na tym, gdy rozbójnicy w głuszy leśnej otworzyli zabraną przejezdnym Ewangelię. Teraz na prośbę gospodarza ciągnął opowieść dalej: Więc opowiedział barwnie, jak Ewangelia przesiąkła zwolna w duszę jego i towarzyszy, jak zbudziła skruchę i nakazała im porzucić zbrodniczy sposób życia i oddać się w ręce sprawiedliwości; jak uwierzył prokurator, jak ich sądzono; odmalował też swój żywot w więzieniach etapowych i lata ciężkich robót aż do amnestii. Gospodarze nie spuszczali oczu z opowiadającego, a gospodyni często ocierała łzy, jakby pragnąc ukryć wzruszenie. Czas płynął niepostrzeżenie. Wielki zegar dźwięcznie wydzwonił północ. Wszyscy uklękli i dziękowali Bogu za Jego cudowne dzieła ku zbawieniu grzeszników. Kiedy goście powstali, gospodyni spytała:

- Dokądże pójdziecie teraz, bracia nasi?

- Do Rosji, do wsi rodzinnej - odparł Tichomirow.

- A czy macie tam krewnych? - pytała dalej.

- Ot, Sołowiew, ma tam jeszcze matkę, wierzącą; mieszkała w guberni kijowskiej. Ja zaś nie mam nikogo; ni ojca; ni matki. Po prostu chcę zobaczyć wieś rodzinną w guberni mohylewskiej, a nadto pragnę dawnym współmieszkańcom opowiedzieć o Bogu i Jego miłości dla nas.

- Czy dawno jesteście sierotą? - spytała gospodyni.

- O tak mając lat osiem straciłem rodziców tu, na Syberii; po drodze, gdy udawaliśmy się na miejsce przesiedlenia. Ojciec zmarł dwa dni przed matką.

Gospodyni oburącz uchwyciła się stołu; pochylona naprzód wbiła wzrok w Tichomirowa. Mąż zdziwiony był, że tak zajęła się rozpytywaniem zamiast przygotować gościom nocleg. A gość ciągnął:

- Rodzice osierocili mnie i nieco starszą siostrzyczkę. Nazajutrz po śmierci matki straciłem ją z oczu, nic nie wiem o niej; zapewnie zginęła, jak ginie mnóstwo sierot w niemożliwych warunkach życia emigrantów. Była to dobra dziewczyna, litowała się nade mną, jak rodzona matka.

Tichomirow rozpłakał się. Śmiertelnie blada gospodyni, zalewając się łzami, krzyknęła:

- Czy to ty jesteś, drogi bracie Paszo? - mów prędzej. Serce powiada, że to ty!

- Szura, ciebież to widzą oczy moje? Aniele mój, miła siostrzyczko! - wołał, płacząc jak dziecko. - Tak to ja, siostra twoja. O, jakże opłakiwałam ciebie!

Rzucili się sobie w objęcia, całowali się ze łzami. Z kolei Tichomirow ściskał dzieci, które wtórzyły płaczem matce. Całował je i męża siostry. W ogólnej radości wziął udział także Sołowiew, wstrząśnięty sceną niespodziewanego spotkania się rodzeństwa: O, co to była za radość! Szura nie wiedziała po prostu, co ma począć. Wciąż podchodziła do Pawła i obejmo- wała go, wołając: "Czyliż naprawdę widzę ciebie, bracie? Co za szczęście! Kiedy podeszliście do domu, zdało mi się, jakbym znalazła coś kosztownego; serce napełniło się dziwną radością. Nie rozumiałam, dlaczego. Tak bardzo chciałam dać wam przytułek i ugościć was. Zresztą po dawnej mojej niedoli, zawsze witam chętnie potrzebujących, ale jakoś osobliwie pociągnęło mię coś ku wam. Teraz już wiem; dlaczego: przyszedł drogi braciszek, którego nie widziałam od lat dwudziestu. O, radości"!

Znowu upadli na kolana i sławili Pana tak gorąco, jak nigdy dotąd. A nawet pięcioletnia córeczka Szury rzekła: "Dobry Panie Jezusie, dziękuję Ci, żeś przywiódł do nas wujcia Paszę". Płakali wszyscy. Aleksy Bazylewicz, dziękował Bogu za taki cenny dar dla jego żony.

O trzeciej po północy jeszcze nie spano; nawet dzieci się nie pokładły. Znowu pito herbatę, gwarzono; wreszcie, poleciwszy się Bogu, wszyscy rozeszli się przed świtem. Po przeżytych wzruszeniach sen ich nie był spokojny. Pawłowi marzyło się, że znowu jest w lesie i czyta towarzyszom Ewangelię... żegnał się z nimi; potem był prokurator, sąd, więzienia etapowe, katorga... . Gdy się obudził i przekonał, że to tylko sen, znowu sławił Pana. Rano przy herbacie nowe zdziwienie i nowe zachwyty z powodu łaski Bożej i dbałości o sieroty. Szura znowu żądała, aby brat opowiedział jej wszystkie swoje przeżycia od momentu rozstania przy zabudowaniach kolejowych. Ona też wiele wycierpiała w baraku dla dziewcząt, gdzie pozostawała do późnej jesieni: Nastąpiły mrozy, a baraku nie ogrzewano. Wybuchnęły epidemie, dziesiątkujące dziatwę. Wówczas z okolicznych siół zjawili się poczciwi ludzie, którzy zabrali do siebie dzieci, aby uchronić je od zmarznięcia. Szurę wzięła biedna wdowa wierząca, mająca już czworo dzieci. W małej izdebce pod płaskim dachem z darni spędziła Szura zimę u ciotki Duni. Chleba nie brakło. Ciocia Dunia zawsze czytała Nowy Testament, modliła się i lubiła czytać, zwłaszcza Ewangelię. Mając lat czternaście, Szura nawróciła się świadomie do Boga, oświadczyła, że chce przyjąć chrzest, otrzymała go i została przyjęta do zboru. Minęły lata, Szura wyrosła, okrzepła, słynęła jako najlepsza śpiewaczka w chórze. Wszyscy ją kochali. Nikomu nie przyszło do głowy, ze Szura nie jest córką cioci Duni: Kochały się bardzo. Chór tego sioła nieraz jeździł do innych wsi, a nawet miast, pracując dla Pana. Kiedyś postanowiono odwiedzić miasteczko, w którym Szura mieszka obecnie. Pan obficie pobłogosławił pracę chóru dla Niego. Pod wrażeniem natchnionych mów towarzyszącego im kaznodziei i pięknych śpiewów, nawróciły się do Pana dziesiątki ludzi, a wśród nich także młody buchalter miejscowego domu handlowego. W rok potem został mężem Szury. Odtąd żyje ona z Aleksym Bazylewiczem w miłości i zgodzie; mając dwoje dzieci.

Kiedy Szura skończyła opowieść, Paweł przypomniał jej, jak to zamierzał był po śmierci rodziców rzucić się pod pociąg, a ona, płacząc, odradziła mu ten krok rozpaczy, zapewniając go: "Nie upadaj na duchu, kochanie, Pan Bóg nas nie opuści". Teraz oboje przypomnieli słowa psalmisty: "Śpiewajcie Bogu, śpiewajcie psalm imieniowi Jego. Gotujcie drogę Temu, który jeździ na obłokach. Pan jest imię Jego. Radujcie się przed obliczem Jego. Ojcem jest sierot i sędzią wdów, Bogiem w przybytku swym świętym. Bóg, który samotne w rodowite domy rozmnaża, wywodzi więźniów z oków...". [Ps. 68:5-7] I znowu sławili Pana.

Szura zgodziła się na zamiar Pawła udania się do ojczyzny, aby powołać do Chrystusa pozostałych tam krewnych i znajomych, ale ją samą serce popychało ku towarzyszeniu mu i pomaganiu w pracy nad wierzącymi. Aleksy Bazylewicz dał zezwolenie, przyrzekając pilną opiekę nad chłopcem, gdyż dziewczynkę Szura postanowiła zabrać ze sobą. On też udzielił środków na drogę.

Po trzech dniach jechali już do Rosji Europejskiej. Oto wreszcie i gubernie samarska, saratowska, penżeńska, woroneżska, kurska i kijowska. W Kijowie Sołowiew pożegnał Pawła i Szurę, udając się do swej wsi i obiecując przyłączyć się do nich po odwiedzeniu matki; oni zaś odjechali do guberni mohylewskiej. Otóż i rodzinna Sosnówka. Tu rozpytywać jęli o Tichomirowych, i okazało się, że w Sosnówce mieszkają dwaj rodzeni bracia ojca, dwie ciotki i kilku dalszych krewnych. Wszyscy oni dziwili się przy spotkaniu, gdyż słyszeli, że Paweł i Szura jakoby rychło zmarli po rodzicach, nie dojechawszy do celu podróży. Każdy prosił ich w gościnę. Wkrótce dowiedzieli się, że odnalezieni młodzi krewniacy są wyznawcami Ewangelii. Kiedy proszono ich aby wypili z okazji przywitania, wymawiali się tam, że dla chrześcijan nieodpowiędnie jest pić wódkę. Ale dlaczegóż? - dziwili się mieszkańcy Sosnówki. Wszakże i oni są chrześcijanami, a piją gorzałkę przy każdej sposobności. Było to zwykle pobudką do rozmów po czym przystępowano do czytania Słowa Bożego. Silnie działała na wszystkich opowieść Paszy o drogach, jakimi dostąpił zbawienia. Prawie co wieczora zbierano się wokół Tichomirowa, aby słuchać Słowa Bożego, zwolna przebijała się kora zastarzałych uprzedzeń zewnętrznej religijności. Wielu znalazło w Chrystusie swego osobistego Zbawcę i postanowiło oddać się Panu.

Ale oto i nowe doświadczenie... . Wzburzyło się duchowieństwo miejscowe i doniosło okolicznej policji, iż przyjechał jakiś katorżnik i zachwiał w ludzie wszystkie fundamenty prawosławnej wiary, o ile zaś władze nie będą przeciwdziałać, to od nowej nauki zachwiać się mogą podstawy porządku społecznego. Nocą zjawił się w mieszkaniu Tichomirowych policjant i zaprowadził Pawła do komisarza okręgu. Rankiem w kancelarii znaleźli się też sędzia śledczy i duchowny. Zbadano Pawła i sporządzono protokół o agitacji na rzecz nowej wiary. Tichomirowa wysłano pod konwojem do więzienia powiatowego.

Szura bolała z powodu brata. Musiała wracać na Syberię, nie zobaczywszy się z nim, gdyż widzenia z podsądnymi nie były dozwolone. W kilka dni potem otrzymała list tej treści: "Droga siostro Szuro! Proszę, nie smuć się z mego aresztowania. Cieszę się ogromnie, że już teraz nie jako zbój i złodziej, lecz jako chrześcijanin dostąpiłem zaszczytu wzięcia udziału w cierpieniach mego Zbawiciela. Cieszę, się z tego niewymownie, ponieważ w więzieniu mnóstwo dusz zatraconych oczekuje także zbawienia, które mogę obwieścić im w Chrystusie. Nie smuć się, ale módl się za mnie. Całuję Ciebie, męża i dzieci Wasze". Do rozprawy minął rok, a Paweł przebywał już w trzech więzieniach. Wszędzie głosił Chrystusa i wszędzie grzesznicy się nawracali na drogę zbawienia. Kapelani więzienni prosili władze, aby uwolnił ich od heretyka, z którym nie można było sobie poradzić. Sąd skazał Tichomirowa na dwuletnie zesłanie do guberni jenisiejskiej za "zwodzenie prawosławnych do sztundyzmu". W istocie okazało się, że w samej Sosnówce stu ludzi przestało chodzić do spowiedzi u popa i modlić się przed ikonami.

I znowu Paweł przez więzienia etapowe był odesłany na tak dobrze znaną mu Syberię. Zdołał zawiadomić Szurę i jej męża, jakim pociągiem aresztanckim przejeżdżać będzie przez najbliższą stację. Przyszli, ale mogli widzieć go tylko przez kraty więziennego wagonu. Szura żałośnie płakała, patrząc na brata, ale on uśmiechał się do niej z radością, dając do zrozumienia, iż chętnie cierpi za Chrystusa.

Minęły jeszcze dwa lata. Życie Tichomirowa na zesłaniu odbijało wszędzie czysty i święty obraz życia Chrystusa, co było przyczyną powodzenia jego świadectwa. Pisywał do Szury oraz do Sołowiewa, który donosił mu, iż pozostał we wsi rodzinnej, gdzie niewielka społeczność chrześcijan ewangelicznych przyjęła go po bratersku, i pracuje w niej z wielkim błogosławieństwem Bożym. Matka jego żyje nader szczęśliwa, iż Bóg wysłuchał jej modłów i ocalił jej syna. W pokoju i radości przeżywa ostatnie lata swoje pod opieką trzeźwego i uczciwego syna - chrześcijanina.

Gdy minął termin zesłania, Paweł powrócił do Szury z zamiarem poświęcenia życia ocaleniu dusz grzesznych. Nie chciał krępować się więzami rodzinnymi, aby nic nie przeszkadzało mu w głoszeniu radosnej nowiny Bożej wśród ludzi - tej samej Ewangelii, która jego i tylu ginących już odrodziła. Pracował w zaborze tego miasta, gdzie mieszkała Szura, oraz w innych miejscowościach Syberii, ale stałe zamieszkanie miał u siostry, co radowało jej małżonka. Szura często towarzyszyła bratu w podróżach jako pracowniczka dla Chrystusa. Zbór chrześcijański w ich miasteczku kwitnął duchowo. A na pierwszej karcie Nowego Testamentu, który niegdyś zabrał zabitemu przez się bratu, Paweł Tichomirow położył i swój napis, który głosił: "Przebacz mi dla Chrystusa, drogi bracie; zabiłem ciebie, ponieważ sam martwy byłem w grzechach swoich. Pan mi przebaczył i wskrzesił mnie do życia. A twoja przedwczesna śmierć cielesna posłużyła do obdarzenia życiem wiecznym nie tylko mnie, ale i wielu podobnych do mnie zbójców i grzeszników. Testament twój, jako potok życiodajny, zmiękczył zatwardziałe serce, napoił mnie, łaknącego i płynie dalej, pojąc dusze innych ludzi. Niechajże błogosławiony będzie twój i mój Bóg. Amen".

Przypisy:

1. Nazwa "sztundyści" pochodzi od niemieckiego słowa Stunde (godzina). W drugiej połowie XIX wieku niemiecki pastor Bohnekämper i jego współpracownicy prowadzili godziny biblijne (Bibelstunden) w szwabskich koloniach południowej Rosji. Nazwą "sztundyści" określano później wszystkie odłamy biblijnych chrześcijan Rosji [red.]

*************

Przepisano z Książeczki Wydanej staraniem prezydium Zjednoczonego Kościoła Ewangelicznego, Warszawa 1961

130 Pchać? czy Ciągnąć?

Ja jestem drzwiami

Na wielu drzwiach prowadzących do obiektów ogólnodostępnych widnieje napis: „pchać”. Oznacza to, że należy wywrzeć na nie lekki nacisk, aby się otworzyły. Tym, którzy na to nie zważają i ciągną je ku sobie, nie udaje się ich otworzyć. Dopiero po zorientowaniu się , gdzie tkwi błąd i skorygowaniu tej czynności - drzwi otwierają się. W ten sposób osiągają zamierzony cel. Mogą wejść do środka pomieszczenia.

Do zbawienie człowieka również prowadzą pewne drzwi i o tym mówi sam Pan Jezus: „Ja jestem drzwiami; jeśli kto przeze mnie wejdzie, zbawiony będzie i wejdzie, i wyjdzie, i pastwisko znajdzie” (Jan 10,9).Wielu mówi: „ ja przecież w to wierzę”, lub „o tym słyszałem już będąc dzieckiem.” Załóżmy, że należysz do tej grupy ludzi, która pragnie być zbawiona, oczyszczona ze swoich grzechów i uwolniona od sądu Bożego. Czy „otworzyłeś” jednak drzwi w ten sposób, o którym mówi Pan Jezus? Nikt nie może pociągnąć tych drzwi ku sobie, tzn. pozostając przy naszym przykładzie, ściągnąć Pana Jezusa na swój własny poziom. Tak można postąpić wtedy, gdy chce się wykorzystać osobę Pana Jezusa do spełnienia własnych zachcianek, np., kiedy mówimy: „On powinien czynić to, co ja chcę, dać mi to, o co proszę, pozwolić mi być takim, jaki jestem – bez pokuty i nawrócenia.”

Zachowując się w ten sposób nie jesteśmy w stanie otworzyć Bożych drzwi, nie możemy zostać uratowani. Jedynym rozwiązaniem jest uznanie, że Pan Jezus jest Synem Bożym, który przyszedł z nieba, aby tu na ziemi cierpieć i umrzeć, jako „Baranek Boży.” Święty i niewinny Boży Syn został ukarany przez Boga z powodu naszych grzechów, za nas, zgubionych ludzi. I jeśli w to uwierzymy, jeśli uwierzymy Zbawicielowi, jeśli zauważymy, że jesteśmy grzesznikami, zapragniemy przebaczenia i poprosimy o nie Jezusa. JEDYNIE w ten sposób zostaną nam otworzone drzwi do wieczności.

131 Piątek - 13

Na szczęście już minął.

Piątek, i to trzynastego. Ludzie boją się, że ten dzień jest szczególnie pechowy. Niektórzy, żeby zminimalizować ryzyko, nie idą do pracy, inni starają się być bardzo ostrożni. Czy my, chrześcijanie dajemy się wciągnąć w takie myślenie ? To zdecydowanie zabobonny nurt tego świata. Przecież istnieją nawet hotele gdzie nie ma pokoju nr 13, bo... pechowy ! Strach, stany lękowe, manie prześladowcze i wszelkiej rodzaju fobie, nie gnębią ludzi narodzonych na nowo i napełnionych Duchem Świętym. Jeśli żyjemy z Bogiem, nie troszczymy się o żadne przesądy i zabobony. Bóg, który panuje nad wszystkim, jest naszym Panem, On sam daje nam pokój: Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka [Jn 14,27] Dla chrześcijanina ten szczególnie pechowy dzień (piątek trzynastego) jest okazją do głoszenia dobrej nowiny. Mówimy:  Bóg może cię uwolnić od tego lęku, od lęku przed piekłem, szatanem i jego duchami. Pojednaj się z nim przez wiarę w Jezusa Chrystusa i w Jego ręce powierz całe swoje życie ! Jedynie to da ci prawdziwy pokój i życie wieczne z Bogiem.


132 Piękno i wielkość stworzenia

Mając mały wgląd w stworzenie ...

Jak można nie uwielbiać Boga ?? !!

Jak można wątpić w Jego istnienie ?? !!

 

Na tym zdjęciu widoczny jest zespół pięciu galaktyk zwany kwintet sthepana

 

133 Pismo Święte

Pismo Święte

„Całe Pismo przez Boga jest natchnione” (2 Tymoteusza 3:16)

Mam głęboką, nieudawaną (wierzę, że darowaną mi przez Boga) wiarę w Biblię Świętą. Nawróciłem się do Pana Jezusa Chrystusa, przez łaskę, zostałem oświecony, ożywiony, zbawiony przez Niego. Przez to otrzymałem poznanie Świętego Boga, aby czcić Jego Doskonałość – Pana Jezusa, Zbawiciela, On jest prawdziwą radością, siłą i pociechą dla mojej duszy.

Wielu nawróconych do Pana Jezusa Chrystusa ludzi jest wdzięcznych innym ludziom przez to, że zostali przyprowadzeni przez nich do Boga, są wdzięczni sługom Ewangelii, która zawiera się w Świętej Biblii, lub przyjaciołom, którzy mieli w niej upodobanie. Nie tak było w moim przypadku. To dzieło zbawienia i oświecenia, dar prawdziwej mądrości z Góry, który zawsze pochodził od Boga, został we mnie wpisany przez spisane Słowo Boże – Biblię Świętą.

Ten kto wie, jaka jest wartość Pana Jezusa Chrystusa, będzie wiedział czym jest dla niego Biblia Święta.

Jeśli nawet, zawiodłem ją w ciągu ciężkich trzydziestu lat swojego życia i pracy – to jednak, okazało się, że nigdy Ona nie zawiodła mnie: skoro nigdy nie zawiodła w trudnych okolicznościach, przez które musimy przechodzić, to mam tę pewność, że nie zawiedzie nigdy na wieki. „Słowo Pana trwa na wieki.”

Skoro Biblia sięga w dół, aż do mojego nędznego stanu, to sięga również Bożych wysokości, ponieważ stamtąd pochodzi: podobnie jak miłość, która nawet mnie dosięga i dotyka każdego szczegółu mych słabości i upadków, dowodząc przez to swojej Boskości: nikt inny tylko Bóg tak może postępować, i to wiedzie mnie znów ku Niemu.  Podobnie jak Pan Jezus Chrystus przyszedł od Ojca i do Ojca powrócił, tak i owa Księga objawiająca Go w Boski, sposób pochodzi od Niego i wynosi Go. Jeśli prawda w Niej zawarta zostanie przyjęta, powoduje, że dusza jest przyprowadzana do Boga, ponieważ ON Objawił w Niej Siebie Samego. Jej pozytywne dowody wszystkie zawierają się w Niej samej. Słońce nie potrzebuje światła, aby je można było w nim oglądać.

Uroczyście podkreślam tutaj, w najpełniejszy, najwyraźniejszy i najbardziej zdecydowany sposób moje głębokie, przez Boga wyuczone przekonanie o Boskim natchnieniu Pisma Świętego. Znaczy to, że, gdy czytam Świętą Biblię, czytam ją jako absolutny autorytet wobec mojej duszy, jako Boże Słowo. Nie istnieje większy przywilej, jak bezpośrednia komunikacja z Samym Bogiem.

Moja radość, bezpieczeństwo, posilenie, siła przez blisko trzydzieści lat, pochodziła z Pism przyjmowanych w bezgranicznym zaufaniu do nich jako do Słowa Bożego. W początkach tego okresu, zostałem przeprowadzony przez najgłębsze doświadczenia duszy w tym względzie. Skoro niebo i ziemia, kościół i sam człowiek, popadli w taką miernotę i ruinę, ja powinienem, przez łaskę, pomimo tych czasów upadku i powszechnego odstępstwa, trzymać się mocno Słowa Bożego, jako niezniszczalnej więzi między moją duszą, a Wiecznym Bogiem. Jestem szczęśliwy, że Bóg dał mi Biblię jako właśnie coś takiego. Nie mam żadnych wątpliwości, ze łaska Ducha Świętego jest potrzebna do tego, aby z Biblii korzystać i aby nadać Jej rzeczywisty autorytet wobec naszych dusz, ze względu na to, czym jesteśmy; lecz to nie zmienia niczego z tego, czym Ona jest Sama w Sobie. Spisane Słowo Boże, aby być prawdą, gdy jest przyjmowane, musiało być prawdą wcześniej. Dodam tutaj, że pomimo iż wymaga to również łaski Bożej i działania Ducha Świętego nadającej Mu ożywczą moc, Boska prawda, Boże Słowo, ma władzę nad każdym nawet naturalnym sumieniem, od której nie może ono uciec. Światłość wykrywa ruinę, pomimo że człowiek może światła nienawidzić.

Podobnie i Słowo Boże jest zastosowane do człowieka, choć człowiek jest temu przeciwny, zastosowane w łasce (Błogosławiony niech będzie Bóg!) i w prawdzie. Właśnie to pokazuje na ruinę i upadek ludzkiej woli, która je odrzuca. Tak więc, ma Ono również moc nad sumieniem, nawet jeśli zła ludzka wola pozostaje nie zmieniona. Może to spowodować ludzką niechęć do spisanego Słowa Bożego - Biblii, lecz jest to niechęć wywołana sumieniem odczuwającym, że nie może odrzucić Jego prawdy. Człowiek opiera się Słowu Bożemu – Biblii, ponieważ jest Ono prawdą. Gdyby nie dosięgło ich sumienia, nie musieliby przechodzić tylu cierpień, aby się Go pozbyć z myśli i próbować obalić. Człowiek nie uzbraja się przeciwko słomce, lecz przeciw mieczowi, którego ostrze odczuwa i boi się go.

Czytelniku, to Słowo Boże mówi zarówno o łasce jak i prawdzie. Mówi o Bożej łasce i miłości, o Bogu, Który dał Swojego Jedynego Syna, aby grzesznicy tacy jak ty i ja mogli być z Nim, znać Go, głęboko, osobiście, prawdziwie znając Go – radować się Nim na wieki i cieszyć się Nim obecnie; aby sumienie, doskonale oczyszczone, mogło radować się w Jego obecności, bez cienia, bez wyrzutów, bez strachu, a być tam w Jego miłości, w taki sposób jest to Słowo źródłem doskonałej radości. Słowo powie ci prawdę o tobie, lecz powie ci również prawdę o Bożej miłości, odkrywając mądrość Jego porady.

Pozwólcie, dodam, że zdecydowanie najlepszym sposobem na przekonanie się o prawdzie i autorytecie Słowa, jest codzienne i dokładne czytanie samego Słowa – Biblii Świętej, rozważanie Jej treści dniem i nocą, oraz praktyczne posłuszeństwo we wszystkim.

J. N. Darby

134 Piłat...

Dobrze wiedział: jako świadomy sędzia pośród zaślepionych ludzi wydał wyrok
na całkowicie niewinnego człowieka...

135 Piłkarze Brazylii


28 czerwca 2009 roku w RPA reprezentacja Brazylii wygrała z USA tegoroczny Puchar Konfederacji. W pierwszej połowie meczu drużyna Stanów Zjednoczonych uzyskała dwubramkową przewagę. Druga połowa należała już jednak do zawodników Brazylii, którzy strzelili trzy bramki. Po zwycięskim finale wszyscy piłkarze, trenerzy i fizjoterapeuci uklęknęli na boisku, wznieśli ręce do nieba i zaczęli się głośno, spontanicznie modlić, dziękując Bogu za wygraną. Niektórzy mieli na sobie koszulki z napisami: "Należę do Jezusa", "Kocham Boga" itd.

Modlitwa Brazylijczyków trochę trwała i aż miło było patrzeć, jak realizator telewizyjny sobie z tym nie radzi: z jednej strony nie chciał pokazywać modlitwy, z drugiej nie mógł przecież przez kilka minut nie pokazywać zwycięzców. To świadectwo wiary nie spodobało się jednak władzom FIFA. Prezydent Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej FIFA, Joseph Flatter skarcił zawodników brazylijskich, nazywając ich zachowanie zagrożeniem dla sportu. Wydał też zakaz modlitwy przed i po meczach reprezentacji krajowych w piłce nożnej.


Minęło od tego wydarzenia kilka tygodni. Spodziewałem się jakiejś reakcji polskich dziennikarzy, tak przecież wyczulonych na wszelkiego rodzaju dyskryminację i brak tolerancji. Jednak mało kto w ogóle podjął ten temat. Wiadomo, że zareagował prezes watykańskiej Fundacji Sportowej im. Jana Pawła II, Eddio Constantini, krytykując prezydenta FIFA za wydany przez niego zakaz modlitwy, chociaż nawiasem mówiąc ta brazylijska modlitwa nie była rzymskokatolickim pacierzem. A kto jeszcze się odezwał? Gdzie się podziali obrońcy praw człowieka? Gdzie głos ludzi, dla których spontaniczna modlitwa jest codziennym oddychaniem atmosferą nieba?

Pismo Święte wprawdzie nie pochwala pobożności na pokaz, ale wzywa do szczerej modlitwy w najrozmaitszych okolicznościach. Chcę tedy, aby się mężczyźni modlili na każdym miejscu, wznosząc czyste ręce, bez gniewu i bez swarów [1Tm 2,8]. W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie modły w Duchu [Ef 6,18]. Jezus nieraz modlił się publicznie. Tak też robili pierwsi chrześcijanie. Modlitwa jest wyrazem bliskiej więzi człowieka z Bogiem. Kto wierzy, że Jezus żyje i w Duchu Świętym jest tuż obok nas, ten nie może i nie chce się powstrzymywać od rozmowy z Nim. Bez przystanku się módlcie [1Ts 5,17].

Dlaczego miałoby być tak, że można publicznie manifestować swój patriotyzm, podziw dla ulubionych artystów, zamiłowanie do jedzenia i picia a nawet przywiązanie do psa, a swojej wdzięczności dla Boga już nie można? Taki zakaz jest bezprawny. Nie może pozostać bez echa! Niedługo w ogóle zakażą nam mówienia o Jezusie, tak jak na początku. I przywoławszy ich, nakazali im, aby w ogóle nie mówili ani nie nauczali w imieniu Jezusa. Lecz Piotr i Jan odpowiedzieli im i rzekli: Czy słuszna to rzecz w obliczu Boga raczej was słuchać aniżeli Boga, sami osądźcie; my bowiem nie możemy nie mówić o tym, co widzieliśmy i słyszeliśmy [Dz 4,18–20]. Przypominam postawę biblijnego Daniela, który pomimo wydanego zakazu, trzy razy dziennie otwierał okno w stronę Jerozolimy i modlił się do Boga [Dn 6,11].

Uczniowie Jezusa nie poddali się tego rodzaju obostrzeniom. My też nie powinniśmy. Póki co zaś, głośno reagujmy, gdy wydawanie takich zakazów zaczyna komuś przychodzić do głowy.

Marian Biernacki

136 Po co są gwiazdy ?

Po co są gwiazdy?

 

Psalm 19: “Niebiosa opowiadają chwałę Boga, a firmament głosi dzieło rąk jego. Dzień dniowi przekazuje wieść, a noc nocy podaje wiadomość...

... Nie jest to mowa, nie są to słowa, nie słychać ich głosu. A jednak po całej ziemi rozbrzmiewa ich dźwięk i do krańców świata dochodzą ich słowa. Tam na ich słońcu postawił namiot, a ono jak oblubieniec wychodzi ze swej komnaty, raduje się jak bohater, biegnąc swą drogą. Z jednego krańca niebios wychodzi i biegnie do drugiego krańca, i nic się nie ukryje przed jego żarem.”

Niebo” pojawia się w Biblii w trzech znaczeniach: Niebo jako powietrze (miejsce gdzie latają ptaki i samoloty), niebo gdzie są gwiazdy (wszechświat) i po trzecie niebo jako miejsce zamieszkania Boga. W Psalmie 19 mowa o niebie gwiazd.

 

Ile gwiazd istnieje?

 

Potem wyprowadził go na dwór i rzekł: Spójrz ku niebu i policz gwiazdy, jeśli możesz je policzyć! I rzekł do niego: Tak liczne będzie potomstwo Twoje!” (1. Moj. 15,5). „Gołym” okiem można zobaczyć około 3000 gwiazd. Dodając południowa kule nieba, otrzymujemy około 6000 gwiazd. Pierwsza osoba która patrzała w niebo, przez zbudowany przez siebie teleskop był Galileo Galieli (1554 – 1642). To co zobaczył, opisał w swoim dziele Nuntius Sidereus: „Jest to coś naprawdę wielkiego, żeby zobaczyć i dodać do wielkiej ilości już wcześniej znanych gwiazd, które możemy dostrzegać naturalnym wzrokiem do dzisiejszego dnia, dodatkowych, niepoliczonych innych gwiazd, które przed tym nie były widziane i które przekraczają dziesięciokroć tą starą i znaną ilość.” Daje to razem sumę około 30.000 gwiazd.

W roku 1862 dwóch astronomów Argelander i Schönefeld zakończyli, tak zwany „Przegląd w Bonn”. Za pomocą teleskopów zbadali nocne niebo i doszli aż do 324.198 gwiazd, kategorii wielkości 9-10. Więc dziesięć razy tyle, ile dotychczas znano.

 

Drogi Mleczne

Badania za pomocą nowoczesnych teleskopów pokazały, że nasza Droga Mleczna (Galaktyka) zawiera co najmniej 100 miliard gwiazd. Jeżeli by ktoś zechciał policzyć te wszyskie gwiazdy, i policzyłby w ciągu jednej sekundy 3 gwiazdy, to gdyby dożył 100 lat – bez spania – policzyłby tylko 10 % gwiazd naszej Drogi Mlecznej.

Na północnej półkuli nieba, znajduje się następna Galaktyka, którą można zobaczyć własnym okiem. Jest to Mgławica Andromedy, najdalsza którą można zobaczyć „gołym” okiem. Jest ono oddalona około 2,26 miliony lat świetlnych od ziemi. Bez pomocą teleskopu możemy również na południowej półkuli zobaczyć następny system gwiezdny, a mianowicie Wielki i Mały Obłok Magellana, z której ten Wielka też posiada około 100 miliardów gwiazd.

W sumie istnieje kilka bilionów takich galaktyk w naszym uniwersum. Jeżeli się bada uniwersum dalej, to zauważa się, że galaktyki „nie leżą same”, ale w tak zwanych gromadach galaktycznych. Najbardziej znaną gromadą jest „Virgo” która się składa z ni mniej ni więcej tylko z 2500 pojedynczych galaktyk.

Według dzisiejszych wiedzy astronomicznej, istnieje przekonanie, że jest co najmniej 1025 gwiazd. Prawdopodobnie te szacunki są jeszcze za małe.

Ilustracja: Najszybsze komputery, które dzisiaj istnieją, wykonują w sekundzie 10 miliardów obliczeń. Licząc gwiazdy w ten sposób, taki komputer potrzebowałby na to 30 milion lat.

W księdze Jeremiasza 33,22 jest napisane: „Jak nie mogą być zliczone zastępy niebieskie i nie może być zliczony piasek morski” To co człowiek odkrył dopiero w 20 stuleciu, to Biblia wiedziała już w starożytności. Ale Bóg policzył ilość gwiazd: „Wyznacza liczbę gwiazd, wszystkim nadaje imiona. Wielki jest Pan nasz i potężny w mocy, mądrość Jego jest niezmierzona.” (Ps. 147,4+5). W Izajaszu 40,26 jest napisane: „Podnieście ku górze wasze oczy i patrzcie: Kto to stworzył? Ten, który wyprowadza ich wojsko w pełnej liczbie, na wszystkich woła po imieniu. Wobec takiego ogromu siły i potężnej mocy nikogo nie brak.”

Bóg stworzył wszystkie te gwiazdy. Wszystkim dał imię. Bóg do tego nie potrzebuje ani komputera, ani teleskopu, ani czasu. Ale najbardziej zdumiewające jest to, że ten sam Bóg troszczy się o każdego człowieka: „Czymże jest człowiek że o nim pamiętasz, lub syn człowieczy, że go nawiedzasz? Uczyniłeś go niewiele mniejszym od Boga, chwała i dostojeństwem uwieńczyłeś go” (Ps. 8,5+6). Dla Boga nie ma znaczenia czy stworzy 1000 albo 1025 gwiazd: „Bo on rzekł – i stało się, On rozkazał – i stanęło” (Ps. 33,9).


 

Różnorodność gwiazd

 

Trzeba jeszcze zaznaczyć, że wszystkie gwiazdy są całkowicie różne. Ani jeden płatek śniegu który do dzisiaj spadł na tą ziemie, nie był podobny do jakiegokolwiek innego. Tym się też różnią gwiazdy: „Inny blask słońca, a inny blask księżyca, i inny blask gwiazd; bo gwiazda od gwiazdy rożni się jasnością” (1. Kor. 15,41).

Gwiazdy można rozróżniać według wielu kryteriów: według masy, jasność, promienia, temperatury, klasy spektralnej, średniej gęstości, przyśpieszenia, ciężkości, według powierzchni, prędkości obrotowej, składu chemicznej i według wielu innych kryteriów.

Oto kilka przykładów: Gwiazdą, która (oprócz słońca) jest najbliższa ziemi, jest Proxima Centauri. Jest oddalona 4,3 lat świetlnych. W czasie ludzkiego życia, nikt nie zdąży nigdy dolecieć tam statkiem kosmicznym. Najbardziej oddalony obiekt, do dzisiaj nam znany, to Kwazar PKS2000/330. Jest on w odległości 13 miliard lat świetlnych, a to jest 9,46 biliona kilometrów razy 13 miliardów.

Gwiazda która najjaśniej świeci, jeżeli patrzymy z ziemi to Sirius. Gwiazda z największą jasnością w ogóle to h-Carinae. Jest ona 4 milion razy jaśniejsza od naszego słońca. Natomiast największa znana nam gwiazda to a-Herkules. Ma ona średnice 250 miliard kilometrów. Nasza cała galaktyka zmieściła by się 21 razy w tej gwieździe.

 

Po co są te wszystkie gwiazdy?

 

Myślę że odpowiedz na te pytanie znajdujemy w 1. Moj. 1,14-19: „Potem rzekł Bóg: Niech powstaną światła na sklepieniu niebios, aby oddzielały dzień od nocy i były znakami dla oznaczania pór, dnia i lat! Niech będą światłami na sklepieniu niebios, aby świecić nad ziemią! I tak się stało. I uczynił Bóg dwa wielkie światła: większe światło, aby rządziło dniem, i mniejsze światło, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy. I umieścił je Bóg na sklepieniu niebios, aby świeciły nad ziemią. I rządziły dniem i nocą oraz aby oddzielały światłość od ciemności. I widział Bóg że to było dobre. I nastał wieczór, i nastał poranek – dzień czwarty.” Gwiazdy mają dawać światło i świecić na ziemię. Więc jest jasne, że są stworzone w konkretnym celu. Są stworzone dla człowieka.

  • Światło, po pierwsze odnosi się do Słońca. Jest ono dla nas konieczne, jest niezbędne do przeżycia. Przez fotosyntezę energia światła jest przekształcana na energie chemiczną. Bez tego genialnego procesu, nie istniał by łańcuch pokarmowy żywych istot. Do dzisiaj, nikt nie potrafi zrekonstruować tego procesu, który przecież odbywa się w każdym listku i źdźble trawy. Nie wiemy, jak ten proces funkcjonuje. Słońce jest wielkim dostawcą energii. Na słońcu co sekundę 4,3 miliony ton masy słonecznej są przekształcane w energie. Te same procesy odbywają się na wszystkich innych gwiazdach.
  • Poza tym ciała niebieskie służą do mierzenia czasu. Tu nie tylko są zawarte jednostki, ale też możliwość, w jaki sposób je zmierzyć (dni, miesiące, lata).
  • A ponad to, gwiazdy mają zadanie, głosić pewną wieść. Sposób głoszenia jest całkowicie bezgłośny: „Nie jest to mowa, nie są to słowa, nie słychać ich głosu... a jednak po całej ziemi rozbrzmiewa ich dźwięk” (Ps. 19,4). Wszędzie na całej ziemi można zrozumieć język nieba. Tą wieść potrafi zrozumieć każdy człowiek (czy to uczony czy analfabeta) na każdym miejscu (biegun północny albo południowy): „I do krańców świata dochodzą ich słowa...” Ten kod nie da się skasować. Na ziemi nikt nie potrafi zniszczyć tą informacje. Nawet w ateistycznej Albanii była słyszana ta wieść. Toteż są w Albanii ludzie którzy wierzą w Boga.
  • Co głoszą gwiazdy ? „Ponieważ to, co o Bogu wiedzieć można, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił. Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę, dlatego że poznawszy Boga, nie uwielbili go jako Boga i nie złożyli mu dziękczynienia, lecz znikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności.” (Rz. 1,19-21).

Głoszą one wieczną siłę i boskość Boga. Do tego wystarczają dzieła stworzone przez Boga.

Ludzie powinni z tego wyciągnąć wnioski. Mają poznać wielkość Stwórcy. Paweł nawiązywał do ołtarza, wystawionego nieznanemu Bogu i powiedział do Ateńczyków: „Bóg, który stworzył świat i wszystko, co na nim, Ten, będąc Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych” (Dz. Ap. 17,24). Ten Bóg zwrócił się w Swoim synu Jezusie Chrystusie osobiście do nas ludzi.

 

Nowy Testament objawia nam, że Syn Boży jest stwórcą wszystkich rzeczy (Jana 1,1-3.10; Kol. 1,15; Hebr. 1,3) to znaczy całego uniwersum z rożnymi gwiazdami. Jaki wielki i wzniosły jest ten Pan. I jest to ten sam Pan, który przyszedł na ziemie, żeby dać swoje życie na krzyżu Golgoty dla straconych ludzi.

Werner Gitt

137 Poddajesz się ?

Poddajesz się, stoisz zamiast iść?


Wielu z nas jest zaniepokojonych z powodu braci i sióstr, którzy zamiast rosnąć duchowo w poznaniu Chrystusa, stoją w miejscu albo, co gorsza, zrezygnowani odchodzą ze Zborów.

Oczywiście, nie ma jednoznacznej przyczyny takiego stanu rzeczy. Składa się na nią wiele czynników.

Jednym z nich jest na pewno to, że tacy ludzie nie potrafią sprostać swoim oczekiwaniom, lub że ponownie grzeszą, mimo, że są odrodzonymi dziećmi Bożymi. Dobrzy, szczerzy chrześcijanie mogą być tak przytłoczeni poczuciem winy i grzechu, że popadają w rozpacz. Coraz więcej chrześcijan załamuje się z tego powodu. Ich problemem nie jest brak wiary, w to, że Jezus ich kocha, ale to, że ciągłe poczucie winy w rezultacie prowadzi ich do oddalenia się od zboru.   Niektóre chrześcijańskie nauki mówią stale tylko o pozytywnych rzeczach. Słuchając ich, można odnieść wrażenie, że każdy chrześcijanin doświadcza cudów, każdy otrzymuje natychmiastową odpowiedź na modlitwy, wszyscy czują się dobrze, żyją w dostatku, cały świat jest piękny i słoneczny i wszyscy są dojrzali we wierze. Oczywiście, każdy chciałby, żeby tak było.

Jednak tak nie jest. Potwierdza to życie wielu szczerych i uczciwych chrześcijan. Wielu żyje ze złamanymi sercami, w kryzysach i z problemami w rodzinach. Nie ma się, więc czemu dziwić, że młodzi wierzący będąc pokonani - rezygnują. Nie potrafią żyć według obrazu stworzonego przez naukę beztroskich, dostatnio żyjących i zawsze pozytywnie myślących chrześcijan. Paweł mówił o utrapieniu: „...o utrapieniu naszym, jakie nas spotkało w Azji, iż ponad miarę i ponad siły nasze byliśmy obciążeni tak, że nieomal zwątpiliśmy o życiu naszym” (2 Kor. 1:8). Skoro Pawła dotykały utrapienia, to czy nas one nie dotyczą?

Jak zawsze są dwie strony, dwie skrajności tego problemu.

Jedna, która będzie właśnie naciskać i przedstawia wyidealizowany obraz chrześcijanina i druga, która głosi: Ty nie musisz nic robić, Bóg cię i tak kocha. Obydwie skrajności są złe. Pozytywne myślenie nie spowoduje, że te problemy znikną, a twierdzenie, że problemy nie istnieją, nic nie zmieni.

Złoty środek to świadomość, że życie dziecka Bożego, dopóki żyje na ziemi nie jest idealne, zawsze będą problemy, będą upadki, ale z drugiej strony każdy szczery, odrodzony chrześcijanin powinien zdążać do tego, żeby swoje życie prowadzić w zgodności z nauką Słowa Bożego, ze wzorem, jaki mamy w Panu Jezusie.

Nie poddawajmy się, więc, nie stójmy w miejscu, ale wytrwale i z radością, przez utrapienia, problemy i łzy, „biegnijmy wytrwale” za Tym, który ofiarował samego siebie za nas.

„…złożywszy z siebie wszelki ciężar i grzech, który nas usidla, biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami,  patrząc na Jezusa,..” Heb.12,1b-2a

138 Pokój czyniący

Bracia jeśli człowiek zostanie przyłapany na jakimś upadku, wy, którzy macie Ducha, poprawiajcie takiego w duchu łagodności, bacząc każdy na siebie samego, abyś i ty nie był kuszony.
List do Galacjan 6,1

Błogosławieni pokój czyniący

Niestety i wśród wierzących są osoby, które zamiast czynić pokój, do czego zostały powołane, wywołują niepokój. Zamiast według Słowa Bożego "być gotowymi do zwiastowania ewangelii pokoju", osądzają innych i sprzeczają się. Wyolbrzymiają także czyjeś małe błędy, uchybienia, szybko czyniąc z nich przestępstwo, a czyjeś słowa potrafią przekręcić tak, że zarzucą komuś kłamstwo albo nawet głoszenie błędnej nauki. W ten sposób wywołują spory i oskarżają swojego brata czy siostrę, choć ci w ogóle w niczym nie zawinili. I tak rodzą się spory.
Jak ba rdzo potrzebny jest wówczas "syn pokoju" (Łukasza 10,6)! Aby takimi być, potrzebujemy jedynie trochę mądrości od Pana, cierpliwości, miłości i musimy mieć na względzie to, jak bardzo potrzebna jest wyrozumiałość do znoszenia słabości innych. Będziemy wtedy mogli rozwiać wątpliwości, które się pojawiły, zapobiec podziałom i pomóc temu, który popełnił jakiś błąd. Obyśmy naprawdę postępowali "według Ducha" we wszystkim, nosząc brzemiona jedni drugich i w ten sposób wypełniając zakon Chrystusowy (por. List do Galacjan 6,2).


(C) Copyright "Dobry Zasiew" 2012

139 Pokora

Szczera i fałszywa pokora

Pokora jest bezwzględnie wymagana dla chrześcijanina. Bez niej nie ma poznania samego siebie, pokuty, wiary, czy nawet zbawienia. Bóg skierował swe obietnice do pokornych: „…wszyscy zaś przyobleczcie się w szatę pokory względem siebie, gdyż Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje” 1 P 5,5. Człowiek pyszny traci każde błogosławieństwo obiecane ludziom pokornego serca, i z Bożej ręki może oczekiwać jedynie sądu.

Nie powinniśmy jednak zapomnieć, że istniej także psudo-pokora, którą trudno odróżnić od tej prawdziwej, i która jest powszechna wśród chrześcijan, którzy w większości nie zauważają, że jest fałszywa.

Prawdziwa pokora jest cenną rzeczą. Pokorny człowiek przyjmuje prawdę o sobie. Uznaje, że w jego upadłej naturze nie ma nic dobrego. Wierzy, że z w oczach Boga jest niczym, nie ma nic, nie wie nic, i nic nie może uczynić. Jednak to poznanie nie zniechęca go, gdyż wie także, że w Chrystusie jest kimś Zdaje sobie sprawę, że jest drogocenny dla Boga, bardziej niż źrenica Jego oka i że wszystko może w Chrystusie, który go wzmacnia; to znaczy może wszystko, co zawiera się w woli Bożej względem niego.

Pseudo-pokora jest w rzeczywistości dumą pod inną nazwą. Jest widoczna w modlitwie człowieka, który potępia siebie otwarcie przed Bogiem określają się, jako słaby, grzeszny i głupi, ale z gniewem oburza się gdy to samo mówi mu jego żona.

Taki człowiek niekoniecznie jest hipokrytą. Modlitwa samopotępienia może być całkowicie szczera, podobnie jak i obrona siebie, chociaż te dwie rzecz wydają się być sprzeczne. Są podobne do siebie w tym, że rodzą się z tych samych „rodziców”, miłości do siebie, jako ojca i ufności do siebie, jako matki.

Człowiek patrzący na siebie w sposób naturalny, oczekuje od siebie wielkich rzeczy i jest gorzko zawiedziony, kiedy upada. Chrześcijanin patrzący na siebie ma najwznioślejsze moralne ideały: będzie najświętszym człowiekiem w swoim kościele, jeżeli nie najświętszym w swoim pokoleniu. Może mówić o zepsuciu i łasce, i wierze, podczas gdy przez cały czas nieświadomie ufa sobie, promuje siebie i żyje dla siebie.

Ponieważ ma takie imponujące aspiracje, jakakolwiek porażka w osiągnięciu jego ideałów napełnia go rozczarowaniem i obrzydzeniem. Wtedy następuje atak sumienia, które jak błędnie wierzy jest dowodem pokory, ale jest to w rzeczywistości nic innego jak gorzka odmowa przebaczenia sobie za upadek poniżej własnych wyobrażeń o sobie. Podobieństwo znajdujemy czasami w osobie dumnego, ambitnego ojca, który ma nadzieję zobaczyć w swoim synu to, czym sam chciał być, a nie jest, i który kiedy syn nie spełni jego oczekiwań, nie przebacza mu. Żal ojca nie wypływa z miłości do syna, ale z miłości do siebie samego.

Prawdziwie pokorny człowiek nie oczekuje, że znajdzie w sobie jakieś cnoty, a kiedy ich nie znajdzie, nie jest rozczarowany. Wie, że każdy dobry uczynek, który może spełnić, jest rezultatem Bożego działania w nim, a jeżeli jest to jego własny dobry uczynek, to wie, że nie jest on dobry, bez względu na to ja dobry się wydaje.

Kiedy ta wiara staje się częścią człowieka, tak bardzo, że działa, jako rodzaj nieświadomego refleksu, jest wyzwolony z ciężaru usiłowania dorównania własnej opinii o sobie. Może odpocząć i liczyć na Ducha, że wypełni w nim moralne prawo. Nacisk przenosi z siebie na Chrystusa, gdzie powinien być już na samym początku, i w ten sposób jest wyzwolony, by służyć Bogu bez tysiąca przeszkód, które kiedyś zauważał.

Jeżeli taki człowiek zawiedzie Boga w jakikolwiek sposób, będzie tego żałował i pokutował, ale nie spędzi swoich dni potępiając się za swoją porażkę. Powiem z bratem Lawrencem: "Jeżeli pozostawisz mnie samemu sobie, uczynię to ponownie; Ty musisz przeszkodzić w moim upadku i naprawić to, co jest nie w porządku,"i po tym" nie będę już tego wspominał."

Kiedy czytamy życiorysy i dzieła świętych, fałszywa pobożność staje się szczególnie widoczna. Czytamy Augustyna i wiemy, że nie posiadamy jego intelektu, czytamy Bernarda z Clairvaux i odczuwamy gorliwość jego ducha, której nie ma w naszym życiu w równym stopniu; czytamy dziennik George'a Whitefield'a jesteśmy zmuszeni wyznać, że w porównaniu z nim jesteśmy zwykłymi początkującymi, duchowymi nowicjuszami, i że w całym naszym "zajętym życiu bardzo mało albo w ogóle nic nie osiągamy. Czytamy listy Samuela Rutherforda i odczuwamy, że jego miłość do Chrystusa tak dalece przewyższa naszą własną, że szaleństwem byłoby wymienić obie za jednym oddechem.

Dzieje się tak, że pseudo-pokora idzie do pracy w imię prawdziwej pokory i doprowadza nas do rozczulania się nad sobą i samopotępienia. Nasza miłość do siebie samych zwraca się gniewnie przeciwko nam i wyrzuca z wielką goryczą nasz brak pobożności. Bądźmy tutaj ostrożni. To, co uważamy za skruchę może być z łatwością wypaczoną formą zazdrości i niczym więcej. Możemy po prostu zazdrościć tym potężnym ludziom i rozpaczliwie próbować im dorównać i wyobrażać sobie, że jesteśmy święci, czując się w tym samym czasie odrzuceni i zniechęceni.

Spotkałem dwa rodzaje chrześcijan: dumnych, którzy wyobrażają sobie, że są pokorni, i pokornych, którzy obawiają się tego, że są dumni. Powinna by jeszcze jedna grupa: ludzi zapominających o sobie, którzy składają wszystko w rękach Chrystusa i nie marnują czasu próbując być dobrymi. Ci osiągną cel przed innymi.

140 Pomoc we właściwym czasie

„W tej sprawie trzy razy prosiłem Pana” (2 Kor. 12,8).

WikipediaW ten sposób powinniśmy przynosić nasze sprawy przed Boga, mówiąc Mu o WSZYSTKIM, nie tylko o wielkich próbach, ale nawet o małych problemach, małych doświadczeniach. To jest Przyjaciel, którego mamy w niebie, który lubi nas błogosławić, któremu sprawia przyjemność pomaganie każdemu z Jego dzieci. Och, co za szczęście wzrastać coraz bardziej w świadomości przyjaźni naszego niebiańskiego Przyjaciela i mieć z Nim społeczność każdego dnia, więcej lub mniej przez cały dzień.

Teraz słyszymy odpowiedź: „DOSYĆ MASZ, GDY MASZ ŁASKĘ MOJĄ”. To znaczy: „Jesteś Moim dzieckiem i z tego wynika, że Moje sposoby postępowania z tobą są najlepszymi możliwymi sposobami, i że masz w niebie Przyjaciela, który nigdy cię nie opuści ani nie porzuci. Jestem twoim Pomocnikiem za każdym razem i we wszelkich okolicznościach, i jeśli właściwie użyjesz tego, co otrzymałeś przez wiarę w Panu Jezusie, będziesz bezustannie mieć sposobność, aby uwielbiać Mnie we wszystkich okolicznościach i próbach!”

Jeśli chodzi o to, co znaczy być uczestnikiem łaski, powinniśmy za każdym razem i we wszelkich okolicznościach być całkowicie zadowoleni z Bożego postępowania względem nas. Czy mamy radość czy smutek, chorobę czy zdrowie, pomyślność czy nieszczęście, WSZYSTKO, wszystko bez wyjątku jest pod kierownictwem i zarządzaniem Bożym. On daje nam bezustanne sposobności, aby Go wielbić. I to jest wielki cel naszego życia po nawróceniu – uwielbianie Boga każdej godziny z takiego miejsca i takich okoliczności w jakich zechciał nas postawić.

A skutek będzie taki: Pokój i radość w Duchu Świętym przez cały czas jak dzień długi, kielich przelewać się będzie, radości nieba dobrą miarą będą wlane do naszej duszy, nawet teraz, kiedy jesteśmy jeszcze w ciele.
Och, oby to było jeszcze bardziej w naszych sercach, aby kościół Boży mógł jeszcze bardziej, teraz pod koniec dziewiętnastego wieku, powstać, aby uwielbiać Boga.
A później są słowa: „Kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny”. Właśnie nasze słabości dają sposobność objawienia się mocy Pana Jezusa Chrystusa. Ten błogosławiony Pan nigdy nas nie opuści ani nie porzuci; im większa nasza słabość, tym bliższe jest okazanie się Jego mocy; im większe nasze potrzeby, tym większą mamy podstawę, aby ufać, że Jego pomoc jest blisko – że nie jest On daleko – że ciągle będzie okazywał się naszym Przyjacielem. Co za pokój, co za pociechę daje to sercu.

I były to moje doświadczenia przez ponad 70 lat; im większa próba, im większy problem, tym bliższa pomoc Pana. Ciągle na nowo miałem wielkie trudności, ale nigdy nie zostałem opuszczony przez mojego Drogiego Pana. Często wydawało się, że muszę ugiąć się pod ciężarem, ale to nigdy nie nastąpiło i nigdy nie nastąpi, ponieważ Drogi Pan Jezus Chrystus nigdy nie porzuci Swego ludu. Im bardziej potrzebuję pomocy, tym bliższa jest Jego pomoc.

Więcej modlitwy, więcej wiary, więcej ćwiczenia w cierpliwości przyniesie błogosławieństwo.
I gdyby w przyszłości musiały przyjść inne próby, inne problemy, naszą sprawą jest mieć oczy zwrócone na Pana Jezusa. ON pozostaje naszym Pomocnikiem. Pozostaje naszym Panem. Nigdy nas nie porzuci ani nie opuści. Dlatego więc naszą sprawą jest teraz wylanie naszego serca przez Nim, a pomoc w Jego własnym czasie i sposobie na pewno przyjdzie!

George Muller

141 Pompeje

Miasta Sodomę i Gomorę spalił do cna, i na zagładę skazał jako przykład dla tych, którzy by mieli wieść życie bezbożne. Umie Pan wywieść pobożnych z pokuszenia.
2. List Piotra 2,6.9

Pompeje były typowym prowincjonalnym, rzymskim miastem. Zawsze zatłoczone przez tłumy mieszkańców i obcokrajowców ulice tętniły życiem. Sklepy, warsztaty, tawerny i wielki targ, nie wspominając nawet wielkiego amfiteatru, sprawiały, że miasto było atrakcyjne. W roku wyborczym 79 wiele się działo, ale nowo wybrane władze sprawowały urząd bardzo krótko. 20 sierpnia spod ziemi dobiegło stłumione dudnienie. Był to początek wielkiego kataklizmu, z którego obecnie znane jest to miasto. 24 sierpnia wulkan Wezuwiusz, uśpiony od dawna, zaczął wyrzucać ogień i dym ze strasznym hukiem. W południe zrobiło sie ciemno i ciężkie kawałki skał i małe kamienie zaczęły staczać się w dół. Kwitnące dotąd miasto zniknęło szybko pod górą kamieni, błota i popiołu. Dlaczego Bóg pozwolił żeby to się stało? Nie potrafimy tego do końca wyjaśnić. Ale Bóg nie pozostawił bez odpowiedzi pytania dotyczącego dwóch innych miast - Sodomy i Gomory. Dlaczego te dwa miasta zostały zmiecione? Zostały zniszczone ponieważ grzech ich mieszkańców przekroczył wszelkie granice i Bóg musiał ich za niego bezzwłocznie ukarać.
Wydarzenie to jest dla nas poważnym ostrzeżeniem. Każdy, kto myśli, że może wieść życie bez Boga, powinien przemyśleć to jeszcze raz. Ale każdy kto uporządkował swoje życie przed Bogiem może liczyć na Niego i cokolwiek stanie się w czasie jego ziemskiego życia, jest bezpieczny na wieczność. Bóg troszczy się doskonale o tych, którzy są Jego własnością.

142 Potrzeby

A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie.
List do Filipian 4,19

Od pierwszego do ostatniego tchnienia towarzyszą nam nieodłącznie pewne podstawowe potrzeby: bez tlenu po kilku minutach musielibyśmy umrzeć; potrzebujemy żywność i wodę, a nasze ciało, kiedy jest wyczerpane, wymaga odpoczynku.
W wielu krajach na naszym globie ludzie potrafią się w pełni tym zadowolić - a nie brak i takich, którzy wręcz marzą o posiadaniu podstaw do życia. A my, którzy żyjemy przynajmniej we względnym dobrobycie? Okazuje się często, że nawet jeśli chodzi o nasze pospolite zachcianki, nie mają one granic. Pobudzane są przez reklamy, które wywierają na nas wrażenie, jakbyśmy wciąż czegoś potrzebowali. Manipulowani ulegamy sugestiom i nieustannie dążymy do osiągnięcia wysokich materialnych standardów.
Zastanówmy się jednak chwilę. Czy przy tym nie omijamy głębokich wewnętrznych potrzeb człowieka? Co z "chlebem żywota" i "żywą wodą" Słowa Bożego? Wielu ludziom brakuje wewnętrznego pokoju, nie znajdują w życiu spełnienia i nadziei. Ten opłakany stan duchowy wynika z "niedożywienia" i "pragnienia", które mogą zostać zaspokojone jedynie przez Słowo Boże.
Jezus Chrystus powiedział do pewnej kobiety, która posiadała owe duchowe potrzeby: "Ale kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki" (Ew. Jana 4,14). W Nim znajdujemy wszystko, co potrzebujemy dla naszej duszy i ducha. Jeden z uczniów Pana Jezusa, Piotr, powiedział: "Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Chrystusem, Synem Boga żywego" (Ew. Jana 6,68-69).
Drogi Czytelniku, czytaj Biblię i sam przekonaj się o tym!


(C) Copyright "Dobry Zasiew" 2012

143 Prawda

Rzekł do niego Piłat: Co to jest prawda?
Ewangelia Jana 18,38

Jakże aktualne są to słowa! Często słyszymy pytanie: "Kto tu właściwie ma rację?". Ludzie poszukują odpowiedzi powołując się na Mahometa, na Buddę i innych twórców wielkich religii świata. Do przywódców religijnych zalicza się też Pana Jezusa, jakby On był podobnie jak oni - tylko człowiekiem. Słyszymy o Nim: "Naturalnie, był wielkim człowiekiem i wzorem dla innych, ale...".
Pan Jezus Chrystus jest Synem Bożym, który istnieje od zawsze. Przyszedł na ziemię jako prawdziwy człowiek, a mimo to pozostał wiecznym Bogiem. Przyszedł z nieba, aby wykonać wielkie dzieło odkupienia - uratować grzeszników zasługujących na potępienie, do których należymy ty i ja. Jeśli ktoś to odrzuca lub jest mu to obojętne, ten jest już zgubiony i nic nie jest w stanie mu pomà ³c.
Jezus Chrystus nie był twórcą żadnej religii. Biblijne chrześcijaństwo nie jest ludzkim wymysłem, jedną z wielu religii. Pan Jezus jest objawieniem żywego Boga. On mógł powiedzieć o sobie: "Kto mnie widział, widział Ojca" oraz "Ja jestem prawdą" .
Czy Mahomet nakarmił pięć tysięcy ludzi pięcioma chlebami jęczmiennymi i dwiema rybami? Czy Budda przywrócił wzrok śleponarodzonemu? Czy Konfucjusz wskrzeszał zmarłych? Wszyscy oni pomarli, ale Jezus Chrystus, Syn Boży, Zbawiciel świata, zmartwychwstał w mocy, którą sam posiadał, dlatego powiedział: "Jam jest zmartwychwstanie i żywot".
Uwierz w to, że dla Ciebie dokonał On dzieła pojednania, ukórz się przed Nim i wyznaj Mu swoje grzechy. Kto wierzy w Niego, ma życie wieczne.

144 Prawdziwa pokora

Bojaźń Pana jest szkołą mądrości, a pokora poprzedza chwałę.
Przypowieści Salomona 15,33

PRAWDZIWA POKORA

Charakterystyczną cechą ludzi, którzy dali wielki przykład innym, jak należy poświęcić się Bogu, jest prawdziwa pokora. Jednym z nich był Dawid. Ze skromnej pracy Bóg podniósł go do godności króla. Zawarł przymierze z Dawidem i jego domem. To oznaczało największe uhonorowanie, a Dawid zdawał sobie z tego zaszczytu sprawę.
Prorok Natan przekazał Dawidowi to Boże błogosławieństwo. A jak zachował się król? Oto tak: "Poszedł król Dawid i usiadł przed Panem, i rzekł: Kim ja jestem, Panie Boże, a czym jest mój dom, że doprowadziłeś mnie aż dotąd? Ale mało to jeszcze było w twoich oczach, Panie Boże, gdyż rozciągnąłeś na dom twojego sługi obietnice twoje na daleką przyszłość i dałeś mi oglądać przyszłe pokolenie ludzkie, Panie Boże" (2. Księga Samuela 7,18-19).
Serce człowieka w jego upadłej naturze ma nieodparte skłonności do dumy i zdobywania władzy. Prawdziwa pokora natomiast wykorzystuje uznanie i dar od Boga, aby uwielbić Go jako dawcę i być dla innych błogosławieństwem. Bóg daje ludziom dary nie po to, żeby się nimi szczycili. Bóg użycza ich, by służyły Jemu i Panu Jezusowi. Są używane we właściwy sposób, jeśli wyczuwa się za nimi prawdziwą pokorę.
Może nie jesteśmy powołani do wybitnej służby i nie możemy porównywać się z królem Dawidem, ale każdy z nas jest powołany, by z pokorą służyć Panu oraz innym.

145 Prawdziwa ufność

Jeżeli Pan ma w nas upodobanie, to wprowadzi nas do tej ziemi i da nam tę ziemię, która opływa w mleko i w miód.
4. Księga Mojżeszowa 14,8

Zacytowany dzisiaj fragment Biblii przedstawia, w jaki sposób Jozue i Kaleb przemawiali do ludu, gdy dziesięciu pozostałych wywiadowców rozpowiadało wśród Izraelitów złe pogłoski o ziemi obiecanej. Lecz ci dwaj mężczyźni widzieli ziemię wiarą, w której stali się ludźmi odwagi i siły. Żyli w świetle, podczas gdy prawie cała reszta była otoczona ciemnym cieniem niewiary. Jakież wielkie przeciwieństwo! Przykład ten obrazuje nam rozbieżności, odczuwalne nawet wśród dzieci Bożych. Zawsze znajdą się tacy, którzy wprawdzie posiadają nowe życie z Boga, ale z powodu niewiary nigdy nie potrafią oprzeć się całkowicie na objawionej woli Bożej. Zawsze są pełni wątpliwości i obaw, wciąż otoczeni chmurami; ciągle widzą tylko ciemność i cień. Spoglądają na siebie, swoje otoczenie i trudności. Są niezdolni, aby mieć radosną ufność i odwagę wiary, cechy, które powinny mieć prawdziwy chrześcijanin.
Chrześcijanin powinien zawsze być w stanie wysławić Pana, cokolwiek by się nie stało. Kto ufa żywemu Bogu, ten nie buduje na piasku, a Bóg wszystko spełni, co obiecał. To dlatego Jozue i Kaleb byli jedynymi, którzy weszli do ziemi obiecanej. Pan czci tych, którzy Mu ufają (por. 1. Sam. 2,30). Oni ufali swojemu Panu i nie zostali zawstydzeni.
Obyśmy i my teraz wierzyli ze zdecydowanym zaufaniem, gdyż sam Bóg jest naszym pomocnikiem! Równocześnie powinniśmy sami osądzić tę smutną niewiarę w naszych sercach, która niegdyś sprowadziła tak wiele cierpień, barier i niesławy na Izraelitów. Niech Bóg zachowa nas od "złego niewierzącego serca" (Hebr 3,12)! Te dawne wydarzenia są przecież dla nas przykładem i zostały spisane dla naszego pouczenia!

146 Prawdziwa wartość

"Historia, którą opowiem zdarzyła się w Stanach Zjednoczonych w latach 60. Dotyczy ona pewnej zamożnej rodziny, a głównie ojca i syna. Obydwoje kolekcjonowali obrazy. Ich kolekcja zawierała wiele dzieł sztuki i była warta wiele milionów. Gdy syn dorósł zaciągnął się na wojnę do Wietnamu. Tam też zginął ratując życie innemu człowiekowi. Ojciec nie mógł się pozbierać z rozpaczy, bo to był jego umiłowany syn. Pewnego razu przyjechał do niego pewien człowiek, który chciał się z nim spotkać, chcąc przekazać mu obraz. Kiedy doszło do spotkania, człowiek ten rzekł do ojca, którego syn zginął na wojnie.
- Przyszedłem podziękować za syna, którego pan wychował. To ja byłem żołnierzem, którego wynosił on z pola walki, kiedy kule przeszyły jego ciało.
Po chwili wręczył mu obraz, który przedstawiał wojnę, front i jego syna, który niósł jakiegoś człowieka na swoich plecach.
Ojciec widząc obraz powiedział:
- To jest piękny obraz, widzę w oczach mojego syna, to co zawsze chciałem wlać w jego życie. Ile mam panu zapłacić za ten obraz? – zapytał.
Człowiek odpowiedział mu:
- Nic pan nie musi płacić. Pan już dał swojego syna, dzięki któremu ja żyję. To jest tylko dowód mojej wdzięczności.
I podarował obraz ojcu. Dla ojca stał się on najcenniejszym obrazem. Wszystkie drogocenne obrazy nie znaczyły dla niego tyle co ten. Gdy ojciec umarł prawnik sądowy wyłożył na aukcję obraz: "Mój syn".
- Kto da 100 dolarów?- zapytał prawnik. Zapadła cisza.
W końcu ktoś wstał i powiedział:
- Proszę przejść dalej. Nikt nie jest tym obrazem zainteresowany.
Prowadzący zapytał jeszcze raz:
- Kto da 50 dolarów za obraz: „Mój syn?”
W tym momencie paru ludzi się zdenerwowało mówiąc:
- Proszę odłożyć ten obraz. Później sobie pan go sprzeda?
Prawnik zapytał kolejny raz:
- Kto da 20 dolarów?
Z tyłu stał ogrodnik, który od lat zajmował się posiadłością tych bogaczy i powiedział:
- Ja mam tylko 10 dolarów. I tyle mogę zapłacić, bo więcej
nie mam.
Prowadzący zaczął odliczać.
- 10 dolarów po raz pierwszy, 10 dolarów po raz drugi, 10 dolarów po raz trzeci. Sprzedane. I na tym nasz aukcja się kończy.
Ludzi zdenerwowani mówili:
- Jak to?
i z oburzeniem przyjęli tę wiadomość.
Prawnik odpowiedział:
- Ostatnią wolą w testamencie zmarłego było to, że kto zobaczy piękno w tym obrazie, wszystkie inne dostaje razem z nim".

/autor nieznany/

Kto ma Syna, ten ma wszystko.

"To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy,kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym" (J. 6:46)

147 Prawdziwa łaska

Prawdziwa łaska Boża w której stoicie.

1 List Piotra 5:12

Bóg objawił się nam jako „Bóg wszelkiej łaski”, stawiając nas na pozycji w której „kosztujemy, że On jest łaskawy”. Jak ciężko przychodzi nam uwierzyć, że Pan jest łaskawy. Naturalnym odczuciem naszego serca jest „wiedziałem, że jesteś człowiekiem srogim”. Wszystkim nam z natury brakuje zrozumienia Łaski Bożej.

Czasem pojawia się myśl, że z Bożej łaski wynika pomijanie sprawy grzechu, ale tak nie jest - łaska zakłada, że grzech jest czymś tak okropnym, że Bóg nie może tego tolerować. Gdyby człowiek był zdolny, po okresie bycia niesprawiedliwym i złym, naprawić swoje drogi i ulepszyć się, tak aby mógł stanąć przed Bogiem, wtedy łaska nie byłaby wcale potrzebna. Samo to że Pan jest łaskawy, pokazuje grzech jako coś tak złego, że gdy człowiek jest grzesznikiem jego stan to całkowita ruina i brak nadziei. Nic mu nie pomoże, ani nic nie zaspokoi jego potrzeby, oprócz niezasłużonej łaski.

Musimy nauczyć się czym Bóg jest dla nas, nie na podstawie naszych własnych myśli, ale tego co On objawił o swojej istocie i tego, że On jest „Bogiem Wszelkiej Łaski”. W momencie, w którym zrozumiem, że jestem grzesznikiem, a jednak właśnie dlatego, że Pan znał pełen rozmiar mojego grzechu i jego ohydę, właśnie dlatego On przyszedł do mnie - wtedy rozumiem, czym jest łaska. Wiara powoduje, że widzę, iż Bóg jest większy niż mój grzech, nie zaś że mój grzech jest większy od Boga. Pan, którego poznałem, jako Tego kto położył swoje życie za mnie jest tym samym Panem, z którym mam do czynienia każdego dnia mojego życia i całe Jego postępowanie wobec mnie opiera się na tych samych zasadach łaski. Wielką tajemnicą wzrostu jest spoglądanie w górę, ku Panu, jako Temu który jest łaskawy. Jak drogocenna, jak wzmacniająca jest świadomość, że Jezus w obecnej chwili odczuwa i przejawia wobec mnie tę samą miłość, którą miał gdy umierał za mnie na krzyżu.

148 Prawdziwie Bóg jest pośród was

Prawdziwie Bóg jest pośród was

Jeżeli jesteś nowonarodzonym dzieckiem Bożym, jeżeli jesteś członkiem Kościoła Jezusa Chrystusa, inni muszą móc powiedzieć o tobie, „Wyraźnie widać, że Pan jest z tym człowiekiem. Zawsze, kiedy go widzę, odczuwam obecność Jezusa. Jego życie jest odbiciem życia Pana Jezusa”.
Jeżeli jesteśmy szczerzy, to musimy przyznać, że nie często odczuwamy słodką obecność Pana jedni w drugich. Dlaczego? Jednym z powodów jest to, że chrześcijanie poświęcają swój czas na właściwe działania religijne – grupy modlitewne, rozważanie Słowa, zwiastowanie innym – i to wszystko jest godne pochwały. Ale wielu z tych chrześcijan poświęca niewiele, albo wcale nie poświęca czasu na społeczność z Panem, w swojej „komorze modlitwy”.
Obecności i społeczności z Panem nie da się podrobić. Dotyczy to tak samo życia poszczególnych ludzi, jak i całego Zboru. Kiedy mówimy o obecności Bożej, nie mamy na myśli jakiejś duchowej aury, która mistycznie otacza taką osobę, albo zstępuje podczas nabożeństwa na Zbór. Myślimy raczej o rezultacie prostego, ale potężnego w skutkach, chodzenia wiarą. Czy jest to manifestowane w życiu chrześcijanina, czy też całego Zboru, ludzie to zauważają. Mówią do siebie, „Ten człowiek był z Jezusem”, albo „Ten zbór naprawdę wierzy w to, co głosi”.
By stworzyć taki Zbór, potrzeba coś więcej, niż tylko paru Starszych. Potrzeba sprawiedliwych ludzi, którzy spędzają czas sam na sam z Bogiem. Jeżeli ktoś obcy wychodzi z takiego nabożeństwa i mówi, „..Prawdziwie Bóg jest pośród was.” (1 Kor 14,25b), możecie być pewni, że to nie tylko z powodu kazania lub śpiewu. To, dlatego, że prawdziwy Zbór zgromadził się i wśród nich przebywała chwała Pana.

GS

149 Prawdziwy Kościół


J. C. Ryle (1816-1900)

Jedyny prawdziwy Kościół składa się ze wszystkich wierzących w Pana Jezusa. Tworzą go wszyscy nawróceni mężczyźni i kobiety, wszyscy prawdziwi chrześcijanie. Wszyscy członkowie tego Kościoła wyróżniają się tymi samymi cechami.

 

Ich styl uwielbienia bywa odmienny, jednemu uwielbieniu towarzyszy modlitwa, innemu nie; niektórzy uwielbiają Boga klęcząc, inni stojąc; ale wszyscy uwielbiają Boga jednym sercem. Prowadzi ich jeden Duch; wszyscy są zbudowani na jednym fundamencie; wywodzą swą religię z tej samej księgi, którą jest Biblia. Wszyscy są złączeni z jedną centralą, którą jest Jezus Chrystus.

Ten Kościół nie jest zależny od ziemskich kaznodziejów, choć bardzo ceni tych, którzy głoszą ewangelię członkom Kościoła. Żywotność jego członków nie opiera się na członkostwie kościelnym, chrzcie i Wieczerzy Pańskiej, choć wysoko cenią te rzeczy, gdy są im dostępne. Mają jednak tylko jedną Wielką Głowę – jednego Pasterza, jednego naczelnego Biskupa – to jest Jezusa Chrystusa. Tylko On przez Swego Ducha przyjmuje członków Swego Kościoła, choć duchowni mogą wskazać drzwi. Jeśli On nie otworzy drzwi, żaden człowiek na ziemi ich nie otworzy, ani biskupi, ani prezbiterzy, ani zgromadzenia, ani synody. 

Gdy człowiek nawraca się i wierzy Ewangelii, w tej chwili staje się członkiem tego Kościoła. Jak w przypadku skruszonego przestępcy, może nie mieć możliwości przyjęcia chrztu, lecz ma coś znacznie lepszego od wodnego chrztu – chrzest Duchem Świętym. Może nie mieć możliwości przyjmowania chleba i wina podczas Wieczerzy Pańskiej; lecz spożywa ciało Chrystusa i pije krew Chrystusa przez wiarę każdego dnia swego życia, i żaden duchowny na ziemi mu tego nie zabroni. Ordynowani ludzie mogą go ekskomunikować, może też być odcięty od wszystkich zewnętrznych ustanowień wyznającego Kościoła; lecz wszyscy ordynowani ludzie z całego świata nie mogą wykluczyć go z prawdziwego Kościoła.

Istnienie tego Kościoła nie zależy od form, ceremonii, katedr, kościołów, kaplic, ambon, chrzcielnic, strojów duchownych, organów, wyposażenia, pieniędzy, królów, rządów, sędziów lub jakiegokolwiek aktu przychylności ze strony człowieka. Istniał i trwał, gdy wszystkie te rzeczy były mu odebrane. Jego istnienie nie zależy od niczego innego, jak tylko od obecności Chrystusa i Jego Ducha; od tego, że zawsze z nim są – taki Kościół nie może przestać istnieć. 

Jest to jedyny Kościół, którego cechuje prawdziwa jedność. Jego członkowie zupełnie zgadzają się w ważniejszych kwestiach religijnych, bowiem naucza ich jeden Duch. Wszyscy są jednej myśli odnośnie takich nauk, jak nauka o Bogu, Chrystusie i Duchu Świętym, o grzechu, o własnych sercach, o wierze, nawróceniu i o potrzebie świętości, o wartości Biblii, ważności modlitwy, o zmartwychwstaniu i o nadchodzącym sądzie. 

Nie jest to Kościół ograniczający się do jednego narodu lub ludu; jego członków można znaleźć w każdej części świata, w której ludzie przyjmują ewangelię i wierzą w nią. Nie mieści się w ramach granic jednego kraju, nie podlega jednej szczególnej formie ustroju. Nie ma w nim różnicy między Żydem a Grekiem, czarnoskórym a białym.

Jest to jedyny prawdziwie apostolski Kościół. Zbudowany jest na fundamencie położonym przez apostołów i trzyma się doktryn, które głosili. Dwa wielkie cele, do których zmierzają jego członkowie to apostolska wiara i apostolska praktyka; każdego, kto twierdzi, że naśladuje apostołów, a nie posiada tych dwóch cech, uważają za miedź dźwięczącą lub cymbał brzmiący.

Jest to jedyny Kościół, który na pewno wytrwa do końca. Nie ma nic takiego, co mogłoby go obalić i zniszczyć. Jego członkowie mogą być prześladowani, uciskani, więzieni, bici, ścinani, paleni; lecz prawdziwy Kościół nigdy całkiem nie będzie unicestwiony; podnosi się znowu po swych uciskach; przechodzi przez ogień i wodę. Kiedy zostaje skruszony w jednym kraju, rozkwita w drugim. Faraonowie, Herodowie, Neronowie i Krwawe Marie bezskutecznie starali się zniszczyć ten Kościół; zabijali tysiące ludzi, lecz potem przemijali i szli na swe miejsce. Prawdziwy Kościół przeżył ich wszystkich i ogląda ich groby. Kościół jest kowadłem, na którym w tym świecie wielu połamało młoty, i nadal będą je sobie łamać; jest krzewem, który płonie, lecz nie zostaje strawiony.

Jest to jedyny Kościół, którego żaden członek nie zaginie. Gdy grzesznicy już raz zostali wciągnięci na listę członków tego Kościoła, są bezpieczni na zawsze; nigdy nie będą odrzuceni. Wybranie przez Ojca, stałe wstawiennictwo Syna, codzienna, odnawiająca i uświęcająca moc Ducha Świętego otaczają ich i ogradzają, jak w otoczonym ogrodzie.

Ten Kościół wykonuje na ziemi dzieło Chrystusa. Jego członkowie są małą trzódką i jest ich niewielu w porównaniu z dziećmi tego świata: jeden lub dwóch tutaj, dwóch lub trzech tam – niewielu w tej dzielnicy, niewielu w tamtej. Lecz właśnie oni trzęsą wszechświatem; to oni za sprawą swych modlitw wpływają na losy królestw; to właśnie oni czynnie pracują na rzecz szerzenia czystej i nieskalanej religii; oni są duszą kraju, tarczą, ochroną, ostoją i wsparciem każdego narodu, do którego należą.

Ten Kościół będzie przy końcu prawdziwie chwalebny. Gdy przeminie wszelka ziemska chwała, wówczas ten Kościół stawi się jako nienaganny przed tronem Boga Ojca. Ziemskie trony, księstwa i władze zostaną unicestwione, godności, urzędy i przywileje przeminą; lecz Kościół pierworodnych będzie przy końcu świecił jak gwiazdy, i stawi się z radością przed pojawieniem się (Pana), gdy będą wyrabiane klejnoty Pańskie.

Czytelniku, oto prawdziwy Kościół, do którego człowiek musi należeć, jeśli ma być zbawiony. Dopóki do niego nie należysz, dopóty jesteś zgubioną duszą. Możesz mieć formę, otoczkę, powłokę i skorupę religii, ale możesz nie mieć jej istoty i życia. Tak, możesz dysponować nieskończoną liczbą zewnętrznych przywilejów; możesz mieć wielkie światło i wiedzę – lecz jeśli nie należysz do tego ciała Chrystusowego, twoje światło, twoja wiedza i twoje przywileje nie zbawią twej duszy.

Niestety, w tej kwestii panuje niewiedza! Ludzie wyobrażają sobie, że jeśli przyłączą się do tego, czy owego kościoła, biorąc udział w komunii i przestrzegając pewnych form, wówczas ich dusze będą bezpieczne. Jest to wielkie zwiedzenie; jest to wielki błąd. Uważaj! Możesz być wiernym episkopalnym, prezbiterianinem, kongregacjonalistą, baptystą, metodystą, wolnym chrześcijaninem – i mimo to nie należeć do prawdziwego Kościoła. A jeśli tak jest, to lepiej, gdybyś się nigdy nie urodził.

Za razemdlaewangelii.pl

Tłumaczenie: Szymon Matusiak

150 Prawdziwy Nowy Rok

..Odchodząc stamtąd, ujrzał Jezus człowieka, siedzącego przy cle, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: Pójdź za mną. A on wstał i poszedł za nim.
Ewangelia Mateusza 9,9

Pewien student, chrześcijanin, usilnie prosił swojego przyjaciela, aby się nawrócił i przyjął Pana Jezusa jako swego Zbawiciela. Tamten zaś śmiejąc się, odpowiedział: "Jestem młody i zdrowy. Jest przede mną jeszcze całe życie, chcę z niego korzystać".
Niedługo potem ten młody człowiek ciężko zachorował. To spowodowało, że zaczął zastanawiać się nad słowami, które wcześniej zlekceważył. Co zyskał dotychczas w swoim życiu? Jedynie krótkie przyjemności, które coraz bardziej oddalały go od Boga, prowadziły do grzechu i obciążały jego sumienie... Teraz jednak, w chwili swojej słabości, zwrócił się do Boga. Modlił się o pomoc i ratunek z nędznego stanu, do jakiego doprowadził go grzech. Bóg wysłuchał go i przyjął, a on stał się uczniem Jezusa.
Dlaczego jednak czekać z podjęciem tej decyzji, aż się zachoruje? Dlaczego czekać, aż grzech tak zniszczy nasze życie, że dla Zbawiciela nie pozostanie już nic? Z pewnością i wtedy potrafi On ratować i pomagać. Jak wielu Pan Jezus wyprowadził z najgłębszej nędzy!
Dlaczego jednak nie chcemy oddać Panu Jezusowi naszego młodego, zdrowego życia? Dopiero życie z Nim i dla Niego uczyni je prawdziwie szczęśliwym i wartościowym.
Pan Jezus chce stać się również i twoim Zbawicielem. Apeluje On dzisiaj do twojego serca, abyś przyjął i odwzajemnił Jego zbawczą miłość przez to, że zaczniesz Go naśladować i Mu służyć. Chce Ci darować NOWE ŻYCIE, prawdziwy NOWY ROK - najpierw pierwszy, potem drugi, potem następny i aż po wieczność. Już na zawsze z Nim!
Czy słyszysz Jego wołanie? Uczyń więc tak, jak uczynił celnik Mateusz - "wstał i poszedł za nim". Stał się apostołem, który napisał wspaniałą ewangelię nazwaną jego imieniem. Nie czekaj aż będziesz chory i biedny, odliczając czas, pomyśl ile go już zmarnowałeś.

151 Proroctwa
Biblijne proroctwa


Ludzie ciągle zadają sobie pytanie, co przyniesie im przyszłość. Kryzys gospodarczy i finansowy, upadek rządów, masowe demonstracje, inflacja, niepewność geopolityczna, kryzys surowcowy: dokąd to może nas zaprowadzić? Czego możemy się spodziewać? Czy świat upadnie, czy też osiągnie pełne zwycięstwo? Czy geniusz ludzki rozwiąże problemy ekonomiczne, polityczne i socjalne?

 

Pewną odpowiedź na te pytania znajdziemy tylko w Biblii. Bóg może napisać historię, zanim sie ona wydarzy „Ja od początku zwiastowałem to, co będzie, i z dawna to, co jeszcze się nie stało. Ja wypowiadam swój zamysł, i spełnia się on, i dokonuję wszystkiego, czego chcę” (Izajasz 46,10).

 

Biblia zawiera wiele wypowiedzi wyprzedzających fakty i wszystkie się wypełniły z niewiarygodną precyzją. Dlatego zachodzi pytanie: Co mówi Biblia o wydarzeniach, które nastąpią w przyszłości?

 

W niniejszym rozważaniu możemy jedynie zasygnalizować ten jakże szeroki temat. Wszystkie wydarzenia będziemy opisywać odpowiadając na pytania. Na końcu zamieściliśmy graficzne przedstawienie opisywanych wydarzeń.

 

  1. 1. Biblijne proroctwa

Na wstępie omawiania tematu „przyszłość” odpowiedzmy sobie na całkiem ogólne pytania dotyczące biblijnych proroctw.

1.1 Czym jest proroctwo?

Biblijnym proroctwem są słowa, które wypowiada mężczyzna, lub kobieta (znajdująca się na właściwym miejscu – por. Debora) – w imieniu Boga. Prorok otrzymuje wiadomość od Boga i przekazuje dalej odpowiedniej osobie. Tak na przykład Bóg powiedział kiedyś do Jeremiasza:„Oto wkładam moje słowa w twoje usta… Ty więc przepasz swoje biodra, wstań i mów do nich wszystko, co Ja ci każę” (Jeremiasz 1,9.17). Proroctwo często zaczynało się słowami: „Tak mówi Pan” (por. Izajasz 10,24).

1.2 Jaki jest cel proroctwa?

Proroctwo nie jest przekazywane po to, aby zaspokoić ludzką ciekawość dotyczącą przyszłych wydarzeń ono zresztą nie zawiera jedynie opisów dot. przyszłości ( por. Aggeusz 1). Zadaniem proroctwa było oznajmienie Bożych myśli, w celu wywołania w nas co najmniej dwóch reakcji:

● Zmiany naszego obecnego postępowania. Przykład: Jeśli Pan mówi do nas: „Ja przyjdę wkrótce”, to pragnie nas zmotywować, abyśmy w tym krótkim czasie do Jego przyjścia wiernie Mu służyli (Objawienie 22,12 ).

● Zajmowanie się osobą Pana Jezusa: Jego cierpieniami, Jego przyszłą chwałą i Jego rolą i pozycją, jaka zajmie w przyszłości. To jest kluczową sprawą proroctwa (1. Piotra 1,11).

 

1.3 Czy biblijne proroctwa rzeczywiście się wypełnią?

Dowody na wypełnianie się proroctw są przeogromne. Setki proroctw Starego Testamentu już się wypełniło.

Wiele z nich wypełniło się już w czasie starotestamentowym.

●  Proroctwo Jeremiasza o 70 letniej niewoli południowej części Izraela w Babilonii (Jeremiasz 25,11.12);

● Powrót z niewoli pokoleń z południowego królestwa Izraela do swojej ziemi (Jeremiasz 29,10; Ezdrasz 1,1);

● Proroctwo Izajasza o Cyrusie (Izajasz 44,28; 45,1);

● Proroctwo Daniela o czterech królestwach (Daniel 2; 4,7);

● Proroctwo Izajasza o Hiskiaszu (Izajasz 39,6.7) itd.

 

Wypełnienie się słów jakiegoś proroka dowodziło tego, że był on posłany przez Boga (5. Księga Mojżesza 18,22).

Wypełniło się także wiele proroctw dotyczących narodzenia, życia, cierpień, śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa, jak to opisano w ewangeliach (np. proroctwo  Micheasza 5,1; Daniela 9,26; Psalmu 22; Izajasza 53);

Również po wniebowstąpieniu Chrystusa wypowiedziano wiele proroctw:

● Zburzenie Jerozolimy w roku 70 po Chrystusie (Łukasz 21,20-24);

● rozwój chrześcijaństwa zapisany w Objawieniu 2-3

● wypowiedzi dotyczące końca okresu chrześcijaństwa

Żadna inna księga istniejąca na świecie nie może się poszczycić tak wielka liczbą wypowiedzianych i spełnionych proroctw. Ich dokładność i liczba nie pozostawiają żadnych złudzeń co do wiarygodności Biblii. Tak samo spełnią się wszystkie proroctwa dotyczące przyszłości.

1.4    Co mówi proroctwo o zgromadzeniu (kościele) Bożym?

Najpierw trochę inne pytanie: Co rozumie się pod pojęciem zgromadzenia, kościoła? Są to wszyscy wierzący czasu łaski (od dnia Zielonych Świąt, aż do ich pochwycenia). Należy do niego każdy, kto wierzy w Jezusa Chrystusa. Greckie słowo „ecclesia”, tłumaczone jako kościół, zgromadzenie, społeczność, oznacza „wywołany” lub „powołany” i wskazuje na charakter Bożego kościoła. Kościół jest wywołany z tego świata i należy do nieba.

Jeśli chodzi o wcześniej zadane pytanie: proroctwo zajmuje się tą ziemią i życiem, które się na niej toczy. Kościół ma jednak niebiański charakter i niebiański cel (Obj. 21,2.10). On znajduje się więc poza obszarem starotestamentowych proroctw. Jedynie w Objawieniu znajdujemy wzmiankę o kościele i jego powiązaniu z ziemią;

● oficjalne świadectwo kościoła w okresie chrześcijaństwa (Objawienie 2 i 3)

● rola kościoła w Tysiącletnim Królestwie Pokoju (Objawienie 21 i 22)

 

1.5 Czy dzisiaj jeszcze spotykamy nowe proroctwa?

Nie. Słowo Boże zostało „ w pełni rozgłoszone” (Kolosan 1,25), tzn. zostało ono zamknięte przez „prorockie pisma Nowego testamentu (Rzymian 16,26). Ponadto typowa prorocka księga Nowego Testamentu ostrzega nas przed dokładaniem: „Co do mnie, to świadczę każdemu, który słucha słów proroctwa tej księgi: Jeżeli ktoś dołoży coś do nich, dołoży mu Bóg plag opisanych w tej księdze” (Objawienie 22,18).

 

1.6 Czy dzisiaj są jeszcze prorocy?

Nie – w tym znaczeniu, że ktoś zwiastuje Boże wypowiedzi, które nie zostały zapisane w zapisanym Słowie Bożym (→1.5). Jednak służba skierowana do serc i sumień – bez wiedzy mówiącego o życiu słuchaczy - występuje jeszcze dzisiaj i dlatego posiada prorocki charakter

Za rlch.pl

152 Przeogromna Miłość

Przeogromna MIŁOŚĆ

 

Boże poselstwo – skierowane bezpośrednio do Ciebie

„Albowiem tak Bóg umiłował świat, niezmierzone miłosierdzie

że Syna swego Jednorodzonego dał, ← najwyższa cena

aby każdy, nieograniczona liczba

kto weń wierzy, najłatwiejszy warunek

nie zginął, ← najwartościowszy ratunek

ale miał żywot wieczny. ← najwspanialsze błogosławieństwo

 

 

W tym wierszu nazywanym często streszczeniem Biblii zawarte  jest sedno Bożej ewangelii skierowanej do człowieka, promieniującej jak błyszczący diament.

Biblijna ewangelia jest radosną nowiną dla każdego, kto ma odwagę stanąć w jej świetle.

„Albowiem tak Bóg umiłował świat…

W tych słowach możemy zauważyć coś z Bożej tęsknoty za nami, za Jego stworzeniem. Tę przeogromną miłość możemy jedynie podziwiać. My zniesławiliśmy Boga, wzgardziliśmy Nim, zraniliśmy Go. On jednak wykonał pierwszy krok, aby zgubieni grzesznicy mogli zostać uratowani!

…że Syna swego jednorodzonego dał…

Jest to najwyższa cena Bożej miłości - Jezus Chrystus, nieoceniony Boży dar. Sprawiedliwy Bóg udowodnił swoją miłość przez to, że zesłał swojego ukochanego Syna na krzyż Golgoty. Miłujący Bóg pospieszył nam z pomocą - Syn Boży stał się człowiekiem.

…aby każdy, kto weń wierzy…

Bóg zwraca się do każdego bez wyjątku. W miejsce słowa „każdy” możemy wstawić swoje imię! Czy człowiek musi coś uczynić, aby pójść na potępienie? Nie! Lecz musi coś uczynić, aby zostać zbawionym!

Człowiek nie może zasłużyć sobie na niebo dobrymi uczynkami, musi po prostu UWIERZYĆ. Uwierzyć w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, który wziął na siebie Boży sąd z powodu naszych grzechów. Jeśli to uczyni, z radością będzie mógł powiedzieć:

 

Tyś na Golgocie za mnie umarł,

Tyś za mnie podjął straszny bój!

Swą krwią nabyłeś mnie na własność,

Z radością mówię: jestem Twój!

 

…nie zginął…

W tych słowach Bóg ukazuje nam straszny los tych wszystkich, którzy nie przyjmą Jego oferty zbawienia - będą na wieki potępieni, znajdą się w wiecznej ciemności przeżywając męki, oddaleni od Boga: „Gdzie robak ich nie umiera, a ogień nie gaśnie”. Ewangelia Marka 9,44

 

Nie zrozum tego źle. Boże poselstwo jest radosnym poselstwem, nie jest to żadna groźba. Bóg nie chce śmierci grzesznika, lecz pragnie jego nawrócenia - pragnie, aby żył.

Bylibyśmy jednak winni przed Bogiem, gdybyśmy przemilczeli to, co On z wielką powagą mówi: Możesz pójść na wieczne potępienie.

 

…ale miał żywot wieczny”.

Nie oznacza to, że się będzie miało „coś z życia”, jak to niektórzy mówią. Byłoby to bardzo mało. Słowo Boże mówi:

„…lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym”.

List do Rzymian 6,23

 

„Kto ma Syna, ma żywot...”. 1. List Jana 5,12

Przecież to zuchwalstwo tak twierdzić! Nie! Tak mówi Słowo Boże! Jeśli ktoś uwierzy Jezusowi Chrystusowi, Zbawicielowi, ten otrzyma życie wieczne. Jest to pewne i prawdziwe. Kiedy się ono rozpocznie? W momencie nawrócenia! Może to stać się już dzisiaj!

„Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze”. 1. List Jana 4,10

za rlch.pl

153 Prześladowania dziś

Chrześcijanie są jedną najbardziej prześladowanych grup społecznych na świecie.

Rzadko trafiają jednak na czołówki gazet. Według organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie na cierpienia ze względu na wyznawaną wiarę narażonych jest 200 milionów wyznawców Chrystusa, a śmierć w wyniku prześladowań poniosło 170 tysięcy wiernych - często w brutalnych atakach. Czy te dane nie są przesadzone?
Zdaniem dr. Tomasza Korczyńskiego, socjologa z Uniwersytetu kard. Stefana Wyszyńskiego, są nawet zaniżone. Dr Korczyński, który pracuje również w organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (PKWP - filia niemieckiej organizacji Kirche in Not), zaznacza, że pod uwagę brane są jedynie te akty przemocy, które wymierzone są w daną grupę jedynie ze względu na wiarę w Chrystusa. Do ogólnej liczby prześladowanych nie wlicza się śmierci chrześcijan ginących w wyniku wojen domowych czy zabitych w celach rabunkowych.

Podpalili ją, bo przyjęła chrzest.

 

 

154 Prześladowania w Chinach

 

 

CHRZEST W KOŚCIELE DOMOWYM ZAKŁÓCONY PRZEZ NALOT POLICJI

Na początku czerwca policja i urzędnicy ds. religijnych i bezpieczeństwa wewnętrznego dokonali nalotu na nabożeń­stwo kościoła domowego w miejscowości Bajiahu w auto­nomicznym regionie Sinciang. Na nabożeństwie połączonym z chrztem zgromadzonych było ponad 20 chrześcijan. Sie­demnastu wierzących zostało zabranych do aresztu i zatrzy­manych tam do wieczora, po czym przewieziono ich do do­mów w eskorcie policji. Kościół został również wezwany do zaprzestania organizowania spotkań.

Wang Liii, przywód­czyni tego kościoła do­mowego, była nieobec­na na miejscu spotkania podczas nalotu. Skonfi­skowano jednak należą­cy do niej portfel, za­wieraj ący jej dowód osobisty, klucze i ponad 3600 juanów (około 1900 zł). Mąż jednej z zatrzymanych, który

sam nie jest chrześcijaninem, został zmuszony do podpisania zobowiązania, że jego żona nie będzie już uczestniczyć w spotkaniach kościoła domowego. Podobno bardzo rozgnie­wał się na żonę.

Chwalmy Pana za wierność tych chrześcijan. Módlmy się, aby nadal wzrastali w wierze w Jezusa Chrystusa. Módlmy się, aby Wang Li zwrócono skonfiskowane rzeczy. Módlmy się, aby ów niewierzący mąż zobaczył Chrystusa dzięki postępowaniu swojej żony (1 P 3,1).

LETNIE OBOZY

Dwa kościoły domowe w prowincji Jiangxi zorganizowały wspólnie letni obóz kościelny dla uczniów szkół podstawo­wych. 6 czerwca funkcjonariusze policji i urzędnicy Biura Bezpieczeństwa Publicznego, biura ds. religijnych, a także niektórzy dyrektorzy szkół podstawowych i średnich pojawi­li się na tym obozie, spisali nazwiska wszystkich obecnych oraz skonfiskowali komputer i projektor. Troje nauczycieli zabrano na przesłuchania uzasadniaj ąc to tym, że osobom niepochodzącym z danego rejonu nie wolno prowadzić dzia­łalności ewangelizacyjnej. Urzędnicy podkreślili też, że dzieci nie mogą stać się chrześcijanami. Kościołowi nakaza­no, aby zaprzestał udostępniania swoich pomieszczeń na za­jęcia biblijne. Zajęcia te uznano za nielegalne, gdyż prowa­dzący je kościół nie był zarejestrowany. W wyniku nacisków międzynarodowych władze zwróciły skonfiskowane mienie i kościół mógł kontynuować spotkania.

Na początku lipca w autonomicznym regionie Sinciang poli­cja dokonała nalotu na szkółkę niedzielną prowadzoną przez kościół domowy. 70 dzieci i ich nauczycieli zabrano na prze­słuchania, po czym siedmioro nauczycieli zamknięto w miej­scowym areszcie. Na przesłuchania wezwano także niektó­rych z rodziców tych dzieci oraz dyrektorów szkół i nauczy­cieli.

Módlmy się, by dzieci, które słuchaj ą ewangelii na zorgani­zowanych przez kościół obozach zaniosły poselstwo o zba­wieniu do swoich rodzin i środowisk. Módlmy się, by Bóg wzmocnił tych młodych wierzących, by podążali za przykła­dem wiary swoich przywódców (1 Kor 4,9-14;16). Módlmy się, by Bóg działał w sercach urzędników biorących udział w nalotach i doprowadził ich do poznania Swego Syna.

/źródło: China Aid Association/

155 Przymierza

Biblijne przymierza

Istnieją dwa rodzaje Bożych przymierzy:

  1. Bezwarunkowe: – Bóg sam w łasce coś czyni: „Ja będę ....” Przymierze to prowadzi do błogosławieństw nie żądając nic w zamian.
  2. Przymierze warunkowe: „Jeśli ty uczynisz to lub tamto, ...to otrzymasz to ...” Przymierze to daje błogosławieństwo przy wypełnieniu warunków i karę przy nie spełnianiu ich.

Przymierza bezwarunkowe spełnią się „dosłownie” i muszą się wypełnić. Są wieczne gdyż ich spełnienie zależy jedynie od Boga.

Za wyjątkiem jednego przymierza, które Bóg zawarł z Noe, Bóg zawierał przymierza tylko z Izraelem (Rzym. 9, 4) . Narody stoją poza związkami przymierza.

  1. Przymierze z Noe 1 Moj. 9.1-17
  2. Przymierze z Abrahamem 1 Moj. 12,1-3.7; 13,14-17; 15,4-18; 17,1-27; 22,15,15-18 Rzym 4,11; Gal. 3,14-16
  3. Przymierze Mojżeszowe 2 Moj. 19-34; 2 Moj. 19,8; 2 Moj. 19,8; Łuk. 10,27; 2 Moj. 24,8; 20,20; Rzym. 7,12; Gal. 3,24; 3,17.18;
  4. Przymierze palestyńskie 5 Moj. 30,1-10; Jest to potwierdzenie przymierza z Abrahamem.
  5. Przymierze z Dawidem 2 Sam. 7,12-16; Łuk. 1,32.33; Dan. 9,26; Zach. 11,12.13; Rzym. 11,11-32; Obj. 11,15; 19,11-21.
  6. Nowe przymierze Jer. 31,31-34; Hebr. 8 i 9; Ez. 36,24-28; 37,15-28; Łuk. 22,19.20; Rzym. 11,25-27;

Podsumowanie:

  1. Przymierze z Noe i całym stworzeniem 1 Moj. 9,1-17
  2. Przymierze z Abrahamem: obietnice bez warunków 1 Moj. 12-22
  3. Przymierze z Izraelem z góry Synaj 2 Moj. 19-34
  4. Przymierze palestyńskie z Izraelem w ziemi Kanaan 5 Moj. 30
  5. Przymierze z Dawidem 2 Sam 7,12-16
  6. Nowe przymierze przez krew Chrystusa, jako pośrednika w niebie Hebr. 8-9.

 

156 Przyozdabianie Krzyża

Pamiętam z dzieciństwa Zielone Świątki. W naszej wiejskiej parafii na Lubelszczyźnie było to święto, które dla mnie, małego wówczas chłopca, wiązało się głównie z majeniem wszystkiego, co popadnie. Dom, podwórze, kościół, plebanię, wszystko przyozdabialiśmy zielonymi gałązkami brzozy i charakterystycznie pachnącymi liśćmi tataraku. Bywało, że przynosiliśmy całe brzózki i wkopywaliśmy je na podwórzu, co znacznie podnosiło atrakcyjność Zielonych Świątek.
Od tamtych dni minęło ponad czterdzieści lat. Dziś Zielone Świątki mają dla mnie zupełnie inne znaczenie. Już ponad trzydzieści lat jestem człowiekiem świadomie wierzącym. Na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku trafiłem do zboru zielonoświątkowego i uwierzyłem w Pana Jezusa. Dostąpiłem przebaczenia grzechów. Zacząłem pojmować znaczenie krzyża Chrystusowego. Rozpocząłem nowe życie. Tak dane mi było dotrzeć do istoty świąt Zesłania Ducha Świętego.
Całe trzy dekady mojego życia wypełnione zostały życiem z Jezusem i służbą w Kościele. Setki nabożeństw i spotkań, obozy młodzieżowe, łzy pokuty, gorliwe modlitwy, wspólne śpiewanie i głoszenie Słowa Bożego. W całej Polsce, w rozmaitych zborach, wszędzie spotykałem się z prostą wiarą w Jezusa Chrystusa, a społeczność z Panem Jezusem okazywała się dla nas całkowicie wystarczającą atrakcją.
Jak sięgam pamięcią, w centrum zwiastowania naszych ojców w wierze, stał krzyż Chrystusowy! Do dzisiaj z wielkim wzruszeniem śpiewam hymn o krzyżu Chrystusa, który w refrenie staje się bardzo emocjonalny: O, jak kocham ten szorstki krzyż! Na nim Pan moc piekielną zmógł. Wszystko składam u Jego stóp, by się we mnie uwielbił Bóg. Oczywiście, nigdy poprzez tę pieśń nie czciłem krzyża w sensie materialnym. Śpiewając rozmyślam o krzyżu jako synonimie pokuty, umierania dla grzechu, umartwiania starej natury i uświęcania życia! Od pierwszych lat mojej świadomej wiary w Jezusa, było dla mnie jasne, że krzyż Chrystusowy oddziela chrześcijanina od świata. Ten świat jest za mną, a krzyż przede mną, jak to oddał autor innej, chętnie śpiewanej przed laty pieśni, wskazującej na całkowite porzucenie świeckiego stylu życia.
W świetle Słowa Bożego krzyż jest duchowym miejscem rozprawienia się z grzeszną naturą nawracającego się człowieka. Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus [Ga 2,20]. Ten kto naprawdę pojął okropność grzechu i ciążący z jego powodu gniew Boży, świadomie bierze swój krzyż i codziennie go niesie wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi; kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu [Rz 6,6r11;7]. Krzyż to nic miłego dla naturalnych zmysłów człowieka, bo nieodwołalnie oznacza umieranie dla grzechu. Lecz tym samym, krzyż to wielkie dobrodziejstwo, gdyż dzięki niemu następuje odrodzenie do nowego życia. Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo jego zmartwychwstania [Rz 6,5].
Lecz dziś już mało kto sam chce umierać dla grzechu, a tym bardziej narażać się i innym głosić prawdziwą pokutę. W Kościele zatriumfował ten sam rodzaj "pijaru", co w świecie. W wyniku rozmaitych zabiegów, duchowy kontur krzyża stał się bardzo niewyraźny. "Uczłowieczenie" nauki o krzyżu zaowocowało zeświecczeniem członków Kościoła. Usuwamy z życia zboru wszystko, co mogłoby okazać się nieprzyjemne, a przyjmujemy to, co wprowadza dobry nastrój i cieszy zmysły. Dbałość o zdrowie, rozwój osobisty i urozmaicona rozrywka, zdominowały życie niejednego zboru. Coraz rzadziej pytamy o wolę Bożą, a skupiamy się na poprawianiu własnego samopoczucia.
Duchowość zboru ustępuje świeckim trendom. Moda na globalizację, budowanie społeczeństwa obywatelskiego, ekologię, coaching osobisty itd., bardzo szybko znajduje swoje odzwierciedlenie w środowisku chrześcijańskim. Cały świat tańczy, więc i zbór słyszy swoje "you can dance"! Świat bzikuje na punkcie rozrywki, to i zbór dla swoich członków wymyśla coraz to nowsze atrakcje. Wezwanie "... nie upodobniajcie się do tego świata..." jakby zniknęło z Biblii wielu współczesnych przywódców chrześcijańskich. Krzyż mocno razi nieodrodzoną duszę, więc przyozdobiono go albo całkiem usunięto, aby przestał niepokoić i gorszyć tak wspaniałych przecież i wrażliwych ludzi.
Bracia i Siostry! Nauka o krzyżu musi zachować swą prostotę i ostrość wyrazu aż do końca. Słowo Boże głosi, że Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki [Hbr 14,8]. To znaczy, że ewangelia o Jezusie Chrystusie nie podlega żadnej modyfikacji. Nie wolno nam łagodzić jej radykalizmu, który jest podstawową cechą krzyża Chrystusowego i stanowi istotę jego skuteczności. Wszelkie próby upiększania krzyża grożą zafałszowaniem ewangelii i utratą Bożej marki!
Otwórzmy oczy! Wkradli się pomiędzy nas jacyś bezbożni ludzie, którzy łaskę Boga naszego obracają w rozpustę. [por. Judy 1,4]. Odwracają naszą uwagę od krzyża, od codziennego umierania dla świata i grzechu, od głoszenia innym konieczności pokuty! Za wszelką cenę i na skróty prowadzą nas do domu wesela i rozrywki. Bez głębokiej skruchy i upamiętania proponują nam taniec [do niedawna było to pląsanie dla Pana, a teraz już otwarcie mówi się o tańcu nowoczesnym] oraz inne formy aktywności, tak bardzo pożądanej przez naturalne zmysły i mile widzianej w świecie. Czy mamy poddać się tym trendom? Czy mamy je zaakceptować w Kościele jako słuszne? Czy to naprawdę Duch Święty inspiruje tak wszechobecne majenie krzyża?
Słowo Boże nie pozostawia w tym względzie żadnych wątpliwości. Zwróćmy uwagę zaledwie na kilka wyrazów apostolskiej troski o zachowanie krzyża bez żadnych upiększeń.
Po pierwsze, niebezpieczną ozdobą dla krzyża może stać się ludzka mądrość. Gdy mówiąc o krzyżu zaczynamy za bardzo przy tym filozofować, cytować rozmaitych mądrali nie pytając o ich własną śmierć dla grzechu, gdy próbujemy choćby trochę złagodzić ostrość poselstwa Ewangelii, wówczas krzyż traci swą moc. Nie posłał mnie bowiem Chrystus, abym chrzcił, lecz abym zwiastował dobrą nowinę, i to nie w mądrości mowy, aby krzyż Chrystusowy nie utracił mocy [1Ko 1,17].
Po drugie, zdarza się, że chrześcijanie skupiają się i fascynują rzeczami, które w życiu ludzi duchowych absolutnie nie powinny mieć miejsca. Słyszałem niedawno jak pewien kaznodzieja gloryfikował własne pragnienia o charakterze doczesnym i rozbudzał je w swoich słuchaczach. Jak na ironię swój wywód zatytułował "Krzyż Zbawiciela". Chlubił się tym, że jego dawne pragnienia wcale nie musiały umrzeć. Jak rozumiem, chciał przez to uspokoić słuchaczy, że krzyż nie tylko im niczego nie odbierze, ale wręcz ich pragnieniom wyjdzie naprzeciw. Czy naprawdę tak nauczyliśmy się Chrystusa od naszych ojców w wierze? Co zaś do mnie, niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata [Ga 6,14]. Krzyż żadnego ze świeckich marzeń nie pozostawia przy życiu! Chlubą prawdziwego chrześcijanina jest śmierć, całkowite umartwienie tego, co w naszych członkach jest ziemskiego!
Po trzecie, upiększanie krzyża nie tylko grozi utratą jego mocy i jest zafałszowywaniem poselstwa Ewangelii. De facto jest ono, mówiąc wprost, wrogością wobec krzyża Chrystusowego. Bądźcie naśladowcami moimi, bracia, i patrzcie na tych, którzy postępują według wzoru, jaki w nas macie. Wielu bowiem z tych, o których często wam mówiłem, a teraz także z płaczem mówię, postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego; końcem ich jest zatracenie, bogiem ich jest brzuch, a chwałą to, co jest ich hańbą, myślą bowiem o rzeczach ziemskich [Flp 3,17r11;19]. Kto w imię Jezusa ośmiela się podtrzymywać w ludziach przywiązanie do świata materialnego, kto głosząc Ewangelię stara się przypodobać ludziom ten jest wrogiem krzyża Chrystusowego!
Krzyża nie trzeba i nie wolno polerować ani przyozdabiać. Ma aż do końca pozostać takim, jakim ogłosili go i opisali apostołowie i prorocy na kartach Nowego Testamentu! Inaczej traci swą moc i przestaje być prawdziwym krzyżem. Duch Święty nie inspiruje działań oddalających grzesznika od dramatu krzyżowania starej natury. Duch Święty wciąż przypomina słowa Chrystusa Pana: Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną, nie może być uczniem moim [Łk 12,47]. Trzeba nam będzie nieraz się z tego powodu narazić i przeżyć rozmaitą krytykę. Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą [1Ko 1,18]. Nie upiększajmy krzyża! Nie rezygnujmy z jego prawdziwej mocy.

Marian Biernacki

za www.ewangelista.pl

157 Psalm 139

PSALM 139

Domine, probisti me et cognovisti ms

Tobie, rządźca niebieski, Tobie, mój Boże,
Rzecz namniejsza skryta być we mnie nie może;
Ty mię znasz, lubo siedzę, znasz, lubo stoję,
I z daleka rozumiesz wszytkę myśl moję.

Chód mój, odpoczynek mój Tobie wiadomy,
Wszytkich moich postępków jesteś świadomy;
Jeszczem ja nie wypuścił słowa z ust swoich,
A to, Panie, już dawno brzmi w uszu Twoich.

Tyś mię z tyłu i z przodku sam uformował,
Tyś około mnie ręki swej nie żałował,
Coś tak misternie sprawił, wieczny mój Boże,
Że tego żaden rozum pojąć nie może.

Gdzie mam uciec przed duchem Twym przeraźliwy
Gdzie się skryć przed obliczem Twoim straszliwym?
Jeśli do nieba wstąpię, najdę Cię w niebie,
Jeśli do piekła, piekło nie jest bez Ciebie.

Jeśli skrzydła oblokę różanej zorze
A lotem za ostatnie udam się morze,
I tam mię Ty wymacasz, i tam mię snadnie
Twoja nieuchroniona ręka dopadnie.

Jesliby też tak człowiek pomyślił sobie,
Żeby w nocnych ciemnościach miał ulec Tobie,
Myli się na swych myślach. Noc naciemniejsza
U Ciebie nad połudne światło jaśniejsza.

Ćma Tobie nic nie zaćmi, noc i ciemności
Wszytki są przeźroczyste Twej opatrzności.
Ty myśli wiesz, Ty moje znasz tajemnice,
Tyś mię w żywocie tworzył mojej rodzice.

Ten związek tak misterny ciała naszego
Cud jest niewysłowiony rozumu Twego.
Dziwne są czyny Twoje, o mocny Boże,
Tego nigdy przeć dusza moja nie może.

Żadna Tobie kosteczka tajna nie była,
Gdy mię jeszcze w żywocie matka nosiła,
Gdziem ja rósł osobliwym kunsztem wiązany,
Okiem jeszcze słonecznym nie oglądany.

Tyś pierwszą bryłę ciała, początki małe
I linije człowieka niedoskonałe
Widział; Tyś miał w swych księgach, co dnia którego
Przyróść miało, aniś tam chybił żadnego.

O Panie, jako wielce są znamienite
Rady Twoje, jako są wielce obfite!
Rychlej piasek we wszytkich morzach zrachuję,
A myśląc o nich mniej wiem, im więcej czuję.

Panie, by to wola Twa złośliwe stracić,
Ja z mężobójcą żadnym nie chcę się bracić
I z żadnym z tych, co Ciebie źle wspominają,
A Twojej wszechmocności nie uważają.

Izaż ja nieprzyjaciół Twych nie nawidzę?
Iżaz się przeciwnikiem Twoim nie brzydzę?
Brzydzę, przebóg! - I póki będę na ziemi,
Wiekuistą nieprzyjaźń powiodę z niemi.

Zmacaj serca, wytrząśni wszytki me rady,
Wszytki myśli, o Panie! Jeśli przysady
Najdziesz co we mnie spólnej z niepobożnymi,
Niechaj jednako będę osądzon z nimi.

Jan Kochanowski

158 Psalm 139

Psałterz Jana Kochanowskiego to przetłumaczona w roku 1579 z łaciny na język polski Księga Psalmów. Słowo "przetłumaczona" jest tu jednak mocno nieadekwatne. Psałterz ten jest bowiem pisany piękną, rymowaną polszczyzną. Wydaje się, iż dzięki temu w lepszy sposób od innych tłumaczeń oddaje klimat i piękno księgi Psalmów, która przecież w oryginale jest zbiorem poezji i pieśni.

 

PSALM 139

 

Domine, probisti me et cognovisti ms

 

Tobie, rządźca niebieski, Tobie, mój Boże,

Rzecz namniejsza skryta być we mnie nie może;

Ty mię znasz, lubo siedzę, znasz, lubo stoję,

I z daleka rozumiesz wszytkę myśl moję.

 

Chód mój, odpoczynek mój Tobie wiadomy,

Wszytkich moich postępków jesteś świadomy;

Jeszczem ja nie wypuścił słowa z ust swoich,

A to, Panie, już dawno brzmi w uszu Twoich.

 

Tyś mię z tyłu i z przodku sam uformował,

Tyś około mnie ręki swej nie żałował,

Coś tak misternie sprawił, wieczny mój Boże,

Że tego żaden rozum pojąć nie może.

 

Gdzie mam uciec przed duchem Twym przeraźliwy

Gdzie się skryć przed obliczem Twoim straszliwym?

Jeśli do nieba wstąpię, najdę Cię w niebie,

Jeśli do piekła, piekło nie jest bez Ciebie.

 

Jeśli skrzydła oblokę różanej zorze

A lotem za ostatnie udam się morze,

I tam mię Ty wymacasz, i tam mię snadnie

Twoja nieuchroniona ręka dopadnie.

 

Jesliby też tak człowiek pomyślił sobie,

Żeby w nocnych ciemnościach miał ulec Tobie,

Myli się na swych myślach. Noc naciemniejsza

U Ciebie nad połudne światło jaśniejsza.

 

Ćma Tobie nic nie zaćmi, noc i ciemności

Wszytki są przeźroczyste Twej opatrzności.

Ty myśli wiesz, Ty moje znasz tajemnice,

Tyś mię w żywocie tworzył mojej rodzice.

 

Ten związek tak misterny ciała naszego

Cud jest niewysłowiony rozumu Twego.

Dziwne są czyny Twoje, o mocny Boże,

Tego nigdy przeć dusza moja nie może.

 

Żadna Tobie kosteczka tajna nie była,

Gdy mię jeszcze w żywocie matka nosiła,

Gdziem ja rósł osobliwym kunsztem wiązany,

Okiem jeszcze słonecznym nie oglądany.

 

Tyś pierwszą bryłę ciała, początki małe

I linije człowieka niedoskonałe

Widział; Tyś miał w swych księgach, co dnia którego

Przyróść miało, aniś tam chybił żadnego.

 

O Panie, jako wielce są znamienite

Rady Twoje, jako są wielce obfite!

Rychlej piasek we wszytkich morzach zrachuję,

A myśląc o nich mniej wiem, im więcej czuję.

 

Panie, by to wola Twa złośliwe stracić,

Ja z mężobójcą żadnym nie chcę się bracić

I z żadnym z tych, co Ciebie źle wspominają,

A Twojej wszechmocności nie uważają.

 

Izaż ja nieprzyjaciół Twych nie nawidzę?

Iżaz się przeciwnikiem Twoim nie brzydzę?

Brzydzę, przebóg! - I póki będę na ziemi,

Wiekuistą nieprzyjaźń powiodę z niemi.

 

Zmacaj serca, wytrząśni wszytki me rady,

Wszytki myśli, o Panie! Jeśli przysady

Najdziesz co we mnie spólnej z niepobożnymi,

Niechaj jednako będę osądzon z nimi.

159 Pslam 130

„Jeżeli będziesz zważał na winy, Panie, Panie, któż się ostoi?  Lecz u ciebie jest odpuszczenie, Aby się Ciebie bano.” Psalm 130,3-4

Autor tego psalmu dobrze znał swojego Boga. On wiedział:, jeśli Bóg wziąłby pod uwagę nasze nieprawości, to nikt nie mógłby się przed Nim ostać. Musiałby go spotkać zasłużony sąd. Inny mąż Boży określił to w ten sposób: „Twoje oczy są zbyt czyste, aby mogły patrzeć na zło, nie możesz spoglądać na bezprawie” (Habakuk 1,13).

Psalmista wiedział jednak o swoim Bogu jeszcze więcej: „U ciebie jest odpuszczenie.” Jak bardzo bliskie sobie są te obydwa stwierdzenia – są one sednem Bożego zwiastowania. Ono brzmi mniej więcej tak:, Jeśli ktoś poznał Boga w swojej świętości i zauważył, że nie może się przed Nim ostać z powodu swoich grzechów, ten może i powinien wiedzieć, że Bóg pragnie także przebaczyć. ” W 1 Jana 1, 9 czytamy:, „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości.” Najpierw musimy dogłębnie zauważyć Bożą świętość i jej sprawiedliwe żądania. Wtedy jesteśmy w stanie doświadczyć szczęścia przebaczenia.

„…aby się Ciebie bano”, słowo to nie oznacza zwykłego strachu, lecz, głęboką bojaźń Bożą, głęboki szacunek, którego skutkiem jest osobiste zapoznanie się z Bogiem. Strach z powodu popełnionych grzechów może nas odwieźć od Boga, tak, jak to miało miejsce w przypadku Adama: „… zląkłem się, gdyż jestem nagi, dlatego skryłem się(1 Moj 3,10). Szczera bojaźń, wypływająca ze znajomości Bożej łaski i miłości, prowadzi do szukania Bożej obecności i sposobności do Jego uwielbienia. Taki jest Jego cel z nami, to odpowiada Jego istocie.

160 Płatki śniegu

Płatki śniegu

Śnieg powstaje, gdy w chmurach krystalizuje się para wodna tworząc kryształy lodu. Kryształki te łączą się w sześcioramienne gwiazdki tworząc płatki śniegu, które następnie spadają na ziemię. Po opadnięciu na ziemię, tworzą pokrywę śnieżną.

Istnieje przekonanie, że nie ma dwóch identycznych płatków. Faktycznie, w przypadku każdego makroskopowego obiektu jest niesłychanie mało prawdopodobne, żeby istniały we wszechświecie jego dwie identyczne kopie. W praktyce łatwość zauważenia nawet niewielkich różnic w symetrycznej strukturze kryształków śniegu sprawia, że jest mało prawdopodobne znalezienie dwóch śniegowych płatków, dla których różnice nie byłyby widoczne gołym okiem.

Naukowiec John Nelson z Ritsumeikan University w Kioto, który badał płatki śniegu przez 15 lat twierdzi, że rocznie na powierzchnię naszej planety spada ok. 28 316 846 711 688,312 m3 śniegu. Typowy kryształek waży mniej więcej jedną milionową grama. Tak więc rocznie powierzchnię ziemi pokrywa ok. 1 000 000 000 000 000 000 000 000 kryształów. Jeśli jakiś naukowiec powie, że pomyliłem się o jedno lub dwa zera, nie będę się sprzeczał.

Zima...

Czy obserwując padający śnieg nie zauważamy piękności Bożego stworzenia? Czy patrząc na zimowe krajobrazy nie widzimy wielkiego Stwórcy? Bóg mówi w księdze Joba: „Czy dotarłeś aż do składów śniegu albo widziałeś składy gradu?” (Job. 38,22).

To Stwórca wysyła na ziemię śnieg ze swoich „składów”. W jego rękach jest każdy pojedynczy płatek śniegu!

161 Religia i wiara

Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota.
1. List Jana 5,12

Religia i żywa wiara

Przed wieloma laty żona pewnego angielskiego oficera, chrześcijanka, płynęła statkiem z Bristolu do Cardiff. Podczas podróży rozdawała chrześcijańskie broszury, które mówiły o zbawieniu w Panu Jezusie. Wśród podróżnych znajdował się katolicki ksiądz, który odmówił przyjęcia broszurki, mówiąc: "Dziękuję pani, ale ja mam już swoją religię". Na to ta wierząca chrześcijanka odpowiedziała: "Ma pan religię? Ja mam Chrystusa".
Dwa lata później małżonka oficera znowu przemierzała tę samą trasę. Na pokładzie statku znajdował się również ów ksiądz, który od razu ją rozpoznał i zapytał: "Czy przypomina sobie pani, że kiedyś chciała mi pani dać broszurę, a ja odmówiłem jej przyjęcia, mówiąc, że mam swoją religię?". "Tak" - odparła - "dobrze pamiętam to wydarzenie". Ksiądz mówił dalej: "Nie mogłem zapomnieć pani słów. Prześladowały mnie dopóty, dopóki dzięki łasce Bożej nie mogłem powiedzieć jak pani: «Mam Chrystusa»". Ksiądz ten rzeczywiście przyjął Pana Jezusa jako swego Zbawiciela i znalazł pokój z Bogiem.
Pokój z Bogiem i życie wieczne są darem łaski Bożej przez Pana Jezusa Chrystusa, który zmarł za grzeszników i zmartwychwstał. Kto ma Jego, ma życie wieczne.

(C) Copyright "Dobry Zasiew" 2012

162 Rozmowa...

Zwróć się ku mnie i zmiłuj się nade mną, bom jest samotny i ubogi!
Psalm 25,16

W sposób, jak to przedstawia zacytowany powyżej werset z Biblii z Psalmu 25, może się modlić do Boga każdy, kto czuje się samotny lub znajduje się w trudnej sytuacji.
- Może twoi rodzice nie mają dla ciebie czasu, dlatego musisz sam rozwiązywać swoje problemy? Więc módl się do Boga! On ciebie słyszy i pragnie ci pomóc!
- A może zestarzałeś się i spędzasz wiele godzin zupełnie sam? Przygniata cię samotność? Módl się do Boga! On zawsze ma dla ciebie czas!
Być może jeszcze nigdy nie rozmawiałeś z NIM. Nie mamy na myśli wyuczonych formułek modlitewnych, ale ufną ROZMOWĘ z Bogiem! Pomimo, że jest On twoim Stwórcą, nie zwracałeś na Niego uwagi. Jednak zawsze możesz nawiązać z Nim kontakt, ponieważ On jest łaskawy. Nie będzie robił ci wyrzutów. Nawet więcej, wskaże ci, w jaki sposób możesz mieć z Nim właściwą relację.
Istnieje bowiem coś, co stoi pomiędzy Bogiem a człowiekiem - są to nasze grzechy. To one sprawiają, że często czujemy się, jakby nas nie słyszał. Muszą więc zostać usunięte. Jak może się to stać? Jedynie przez śmierć Pana Jezusa Chrystusa na Golgocie, gdzie dokonał On odkupienia za nasze grzechy.
Jeśli uwierzysz, że Pan Jezus poniósł sąd za twoje przewinienia, Bóg odpuści twoją winę i będziesz mógł mieć z Nim nową relację, bliską społeczność poprzez czytanie Biblii i modlitwę. On zaś będzie pomagał rozwiązywać twoje problemy i wypełni chwile samotności w twoim życiu.

163 Rudzik

Dla zbudowania gniazda rudzik wybrał sobie akurat ten koszyk, który powiesiliśmy na drzewie bezpośrednio obok drogi, przy wjeździe do naszego gospodarstwa. Mama rudzikowa myślała zapewne, że będzie to najlepsze miejsce i rozpoczęła znosić budulec na gniazdo. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że jest to najbardziej niespokojne miejsce na naszej działce. Później, gdy pojawiły się młode i trzeba je było ciągle karmić i doglądać, zauważyliśmy, że pani rudzikowa bardzo szybko stała się bardzo nerwowa.

Moja żona zauważyła w czym jest problem. Wzięła długi drążek, uniosła zawieszony koszyk i przeniosła go za dom. Zawiesiła go obok naszego balkonu w spokojnym miejscu.  Kiedy nasza upierzona przyjaciółka przyleciała do swojego domu, krzyczała na całe gardło i fruwała zagubiona i oszalała wokół swojego drzewa. Gdyby potrafiła mówić, powiedziałaby z pewnością: „Jak mogliście być tacy okrutni i zabrać moje gniazdo!” Kiedy się nieco uspokoiła i zaczęła oblatywać domostwo, znalazła swoje gniazdo na nowym miejscu. Wkrótce stała się spokojna i zadowolona. Przez całe lato mieliśmy wiele radości słuchając jej świergotania.

Często nam powodzi się bardzo podobnie jak tym rudzikom. Nie potrafimy niekiedy zrozumieć, dlaczego Pan prowadzi nas akurat taką drogą, lub dlaczego zamknął nam drogę wyjścia. Rozczarowani i zagubieni wołamy: „Panie, dlaczego do tego dopuściłeś?” Jeśli jednak przyjmiemy wszystko z ręki Pana, zauważymy, że posłużyło nam to ku dobremu.

A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani (Rzym. 8,28).

Wiemy o tym, a jednak często jesteśmy niespokojni jak ten rudzik. Ufaj i bądź szczęśliwy.

164 Skarb Persów

Weselę się z obietnicy twojej jak ten, który zdobył wielki łup.
Psalm 119,162

Złoto Persów 

Złoto perskiego króla Dariusza uchodziło za największy skarb wszechczasów. Aleksander Wielki zrabował jego niewielką część. Łup ten wynosił około 1000 ton złota. Z resztą - mniej więcej 20 000 ton złota - uciekł król Dariusz do swojej letniej rezydencji w Ekbatanie.
Kiedy Aleksander zdobył rezydencję króla Dariusza, nie trafił na żaden ślad złota. Kazał swoim żołnierzom szukać skarbu przez długie tygodnie. Ale bez sukcesu!
Okrągłe 250 lat później, rzymski wódz naczelny, Marcius Crassus, wyruszył w drogę do Ekbatany, w celu odszukania owego skarbu. Jednak i on nic nie znalazł. W późniejszych czasach szukał go także Juliusz Cezar i Marcus Antonius, w końcu nawet brutalny cesarz Neron - ale nadaremnie.
Na setki lat skarb ów poszedł w zapomnienie. Dopiero w 1973 roku na poszukiwania wyrusza znowu amerykańska ekspedycja na zlecenie Reza Pahlevisa, ówczesnego szacha perskiego. Jednak mimo nowoczesnego wyposażenia skarb dalej pozostał nieodnalezionym.
Znalezienie skarbu to marzenie wszystkich poszukiwaczy skarbów. Ale sukces jest zależny od tego, czy poszukiwacz znajdzie do niego właściwy drogowskaz - może mapę prowadzącą do ukrytego skarbu, a może kamień z tajemnymi napisami? A w końcu: czy będzie potrafił je odczytać?
Prawdziwą mapą, która zaprowadzi cię do skarbu - tak bardzo wartościową dla twojego życia - jest Biblia. Ona daje tobie tysiąc, a nawet więcej wskazówek, rad i prawdziwą pomoc, by odnaleźć ten jedyny, ważny skarb. Na kogo wskazuje Biblia? Na wielkiego, odwiecznego i jedynego Boga, do którego należy cały wszechświat i wszystkie ukryte w nim skarby. Otwórz tę mapę - Biblię i wyrusz na owocne poszu kiwania!

165 Skarby

Nie bój się, gdy się ktoś bogaci, gdy rośnie chwała domu jego, bo gdy umrze, nic z sobą nie weźmie i nie pójdzie za nim chwała jego.
Psalm 49, 17-18

Jules Mazarin (1602-1661), francuski kardynał i wybitny dyplomata, przez pewien czas sprawował władzę jako pierwszy minister. Dzięki licznym stanowiskom, jakie piastował, dorobił się znacznego majątku. W Paryżu na jego polecenie wybudowano mu piękny pałac, w którym znajdowała się wspaniała biblioteka i kolekcja bezcennych dzieł sztuki.
Krótko przed swoją śmiercią był już tak osłabiony, że nie mógł prawie chodzić. Pewnego razu Graf von Brienne był świadkiem tego, jak ten wybitny człowiek z wielkim trudem jeszcze raz powlókł się do swej galerii obrazów. Chodząc od obrazu do obrazu, zatrzymywał się i powtarzał: "I pomyśleć, że to wszystko muszę zostawić! Ileż wysiłku kosztowało mnie, aby to zdobyć! Tam, dokąd się udaję, nie zobaczę już nigdy żadnej z tych rzeczy".
Bogactwa, uznania, sławy, potęgi - żadnej z tych rzeczy nie zabierzemy ze sobą do wieczności. Dlatego Jezus Chrystus napomina nas tak usilnie:"Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną; ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. Albowiem gdzie jest skarb twój - tam będzie i serce twoje" (Ew. Mateusza 16,19-21).
Odpowiedzmy sobie więc na pytanie: z czym związane jest nasze serce? Co jest sensem i celem naszego życia? Czy moje serce jest blisko Chrystusa, który oddał za mnie swoje życie? Jeśli tak, On sam jest moim najdroższym "skarbem", a wraz z Nim wszystko, co do Niego należy. Ten "skarb w niebie" jest nienaruszalny!

166 Smutny "powrót" do Zboru

Smutny "powrót" do zboru

Dziś pogrzeb amerykańskiej piosenkarki Whitney Houston, która 11 lutego 2012 roku znaleziona została martwa, jak dotąd z nieznanych przyczyn, w łazience pokoju hotelowego w Beverly Hills, w Kalifornii.

Nabożeństwo pogrzebowe odbędzie się w baptystycznym zborze New Hope w Newark, gdzie gwiazda uczęszczała w dzieciństwie, gdzie śpiewała w chórze kościelnym pod kierownictwem swej matki, Cissy Houston i gdzie w wieku 11 lat po raz pierwszy wystąpiła solo, śpiewając piosenkę pt. "Prowadź mnie, o wielki Jahwe!"

Niestety, dziesięć laty później Whitney Houston była już z dala od swojego zboru i coraz dalej od Boga, w wirze rozkręcającej się kariery. Kontrakty, trasy koncertowe, występy w telewizji, nagrania studyjne, sesje zdjęciowe, rosnąca popularność i duże pieniądze. Wraz z tym coraz więcej alkoholu, a potem i narkotyki. Prośba z pierwszej piosenki jakby przestała być ważna.

Dziś jednak Whitney wraca do swojego miasteczka i zboru. Ciało piosenkarki zostało już przewiezione do Newark złotym karawanem, a niewielki zbór baptystów szykuje się do smutnej uroczystości. Ich dawna siostra w Chrystusie o godzinie osiemnastej naszego czasu znowu pojawi się w kaplicy, gdzie kiedyś śpiewała i gdzie się kiedyś modliła...

Coś ściska mnie za gardło i łzy napływają mi do oczu. Ileż zborów na świecie już przeżyło, a ile jeszcze przeżyje smutek takich powrotów?! Dlaczego blichtr świeckiej kariery tak łatwo odciąga wielu chrześcijan z drogi wiary? Co z tego, że Whitney Houston stała się tak popularna, że nawet flagi stanu New Jersey zostały dziś opuszczone do pół masztu? Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za duszę swoją? [Mt 16,26].

Każdemu może się przytrafić, że pobłądzi duchowo. Najczęściej wiąże się to z zaniedbaniem społeczności z Bogiem i porzuceniem swojej wspólnoty. Bóg jest jednak miłosierny i wspaniałomyślnie czeka na powrót. Niechby nie był to powrót poniewczasie, kiedy już za późno, żeby cokolwiek można było zmienić w wiecznym przeznaczeniu powracającego.

Poruszony przedwczesną śmiercią tej wspaniałej piosenkarki, apeluję do wszystkich braci i sióstr, którzy z różnych powodów są dziś z dala od Boga i od swojego zboru, jak to przedtem zostało powiedziane: Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych [Hbr 4,7].

Wracajcie tak, żeby - jak to jest w przypowieści o synu marnotrawnym - zbór Pański mógł się z tego weselić. Powrót w trumnie, to powrót spóźniony i już bez znaczenia

Marian Biernacki

167 Somalijscy piraci


Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie pozostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustkowiu, i nie idzie za zagubioną, aż ją odnajdzie?
Ewangelia Łukasza 15,4

Kiedy oddziały marynarki wojennej USA odbiły z rąk somalijskich piratów w kwietniu 2009 roku porwanego przez nich kapitana amerykańskiego statku, wzbudziło to powszechne uznanie. Kapitan Richard Philips przebywał uwięziony na łodzi ratunkowej przez kilka dni, podjął nawet próbę ucieczki, ale został schwytany. Siły marynarki wojennej uwolniły go, angażując do akcji statki, helikoptery i wysoko wykwalifikowanych żołnierzy. Silvio Bartoletti, właściciel jednej z kompanii przemysłu okrętowego, którego statek też został kiedyś uprowadzony przez piratów, pełen podziwu z powodu przebiegu akcji ratunkowej i de terminacji jej uczestników oświadczył: "Jestem zaskoczony tym, że wszystko to zrobiono z powodu jednego Amerykanina". Rzeczywiście, jesteśmy czasem zaszokowani tym, jak wiele wysiłku i determinacji wykazuje rząd Stanów Zjednoczonych, by uratować jednego człowieka.
Ta historia pokazuje jednak coś o wiele ważniejszego. Bóg, Stworzyciel wszechświata, tak nas umiłował, że aby uratować nas z naszych grzechów, oddał swego jedynego Syna. Pan Jezus powiedział: "Któż z was, gdy ma sto owiec..." - Bóg troszczy się o cały świat, ale troszczy się też o każdego osobiście. Czytamy, że "większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika, który się upamięta, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują upamiętania" (Łuk. 15,7). Biblia, Słowo Boże mówi, że wszyscy jesteśmy grzesznikami, i tak jak kapitan amerykańskiego statku zostaliśmy "uprowadzeni" przez moce ciemności i potrzebujemy ocalenia. Cho ć próbujemy uwolnić się sami poprzez religię i dobre uczynki, nasze wysiłki są daremne, bo jedynie Chrystus może nas uratować: "(...) nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni" (Dz. Ap. 4,12). Jeśli jeszcze jesteś w niewoli grzechu, zwróć się dziś do Chrystusa i skorzystaj z Jego uwolnienia.

168 Śpiesz się ....

Śpiesz się …

Gdyby dziś ktoś z naszych sędziwych braci i sióstr, którzy urodzili się na początku stulecia, zobaczyli, jak dziś żyjemy, to myślę, że oprócz przerażenia „rozmnożeniem się bezbożności”, wskazaliby na pośpiech, na szalony bieg naszego życia, jako na coś strasznego. Nigdy jeszcze nie trzeba było się tak spieszyć, tak gonić w poszukiwaniu zarobku, czy innych rzeczy, jak dziś. Chyba wszyscy się z tym zgodzimy. I każdy z nas, w większym, czy mniejszym stopniu poddaje się temu.

A poza tym modnie jest nie mieć czasu. Nawet młodzi ludzie nie mają czasu. Fakt, wymogi szkół i zajęć w pracy są nieporównywalnie większe, co zmusza nas do poświęcenia większej ilość czasu na naukę, na uczenie się nowych technik, nowych przepisów, itd.

Ale… nie dajmy się zwariować, nie dajmy wciągnąć się w ten szalony pęd. Oczywiście o ile to możliwe. Chrześcijanin powinien wiedzieć gdzie musi być, czego nie musi się uczyć i ile czasu powinien poświęcać na różne sprawy związane z codziennym życiem.

Przypominają się dwa wersety, w których Słowo Boże mówi do nas o tym, do czego powinniśmy biec lub spieszyć się. Pierwsze to znane wyznanie Pawła:

1 Koryntian 9:26 Ja tedy tak biegnę, nie jakby na oślep, tak walczę na pięści, nie jakbym w próżnię uderzał;

Świadomy celu Paweł mówi o biegu, o tym, że w naśladowaniu Pana Jezusa mamy być gorliwi, chętni, że nie mamy tylko chodzić z Panem, ale wręcz biec do Niego i za Nim.

Drugi miejsce to zachwyt Dawida nad Słowem Bożym w Psalmie 119.Wiersz 36 Biegnę drogą przykazań twoich, Bo dodajesz otuchy sercu mojemu. I 60 wiersz Śpieszę, a nie opóźniam się Wypełniać przykazania twoje. To jest cel wart wysiłku. Spieszmy się wypełniać przykazania Boże, bądźmy pełni zapału i chęci biegaczami za naszym Panem Jezusem Chrystusem.

GS

 

169 Sportowy samochód i cegła

Otwarte oczy

„Samochód sportowy i cegła – miej otwarte oczy!”

W artykule wstępnym pewnej chrześcijańskiej gazety młodzieżowej czytałem kiedyś o następującym zdarzeniu, które dało mi wiele do myślenia:

„Młody, osiągający sukcesy w życiu zawodowym mężczyzna, jechał swym nowo kupionym samochodem sportowym trochę za szybko na drodze na peryferiach miasta. Jadąc, ciągle obserwował luki między parkującymi samochodami, zwracając szczególną uwagę na dzieci, które czasami mogły w tych miejscach wylatywać na drogę.

Podczas gdy mijał parkujące samochody, nie pojawiało się żadne dziecko, za to z wielkim trzaskiem nagle trafiła cegła w drzwi jego drogiego samochodu! Natychmiast zahamował, wrzucił bieg wsteczny i wrócił do miejsca, z którego został rzucony kamień.

Zbulwersowany kierowca wyskoczył z samochodu, chwycił pierwsze lepsze dziecko, przycisnął je do parkującego samochodu i zawołał: „Co to miało oznaczać? Jak się nazywasz? Czy wiesz, co narobiłeś? To jest nowy samochód i to wgniecenie będzie dużo kosztować!. Dlaczego to zrobiłeś?”

Mały chłopiec przełknął ślinę i jąkając się odpowiedział: „Przepraszam, ... bardzo mi przykro. Nie wiedziałem, co robić. Rzuciłem ten kamień, bo nikt nie chciał się zatrzymać.” Podczas gdy łzy spływały mu po policzkach, pokazał na miejsce za parkującymi samochodami. „To jest mój brat, wyjechał z zakrętu i wypadł z wózka inwalidzkiego, a ja nie potrafię go dźwignąć”. Chłopiec szlochał i prosił zdumionego mężczyznę: „Pomógłby mi Pan posadzić go na wózek? Skaleczył się i jest dla mnie za ciężki.”

Kierowca do głębi poruszony  przełknął ślinę. Dźwignął niepełnosprawnego chłopca i posadził go na wózek, wyciągnął chusteczkę i wytarł mu plamy krwi z jego ran. Był tak poruszony, że tylko w milczeniu potrafił patrzeć za chłopcem, który pchał swojego brata w kierunku domu. Powoli i zamyślony wrócił do swego samochodu.

Aczkolwiek uszkodzenie było bardzo widoczne, kierowca nigdy nie usunął tego wgniecenia z drzwi. Zostawił je, by ciągle przypominać sobie: Nigdy nie przechodź przez życie tak prędko, by dopiero ktoś musiał rzucić w ciebie cegłą, zwracając na siebie twoją uwagę. Boży ,cichy głos przemawia do naszych serc i do naszych dusz. Czasami, gdy uważamy, że nie mamy czasu na słuchanie, ktoś musi rzucić w nas cegłą.

Słuchaj Jego cichego głosu ... i nie czekaj na cegłę!”

Czy jesteśmy gotowi pomóc naszemu bliźniemu?

Czytając to zdarzenie automatycznie pomyślałem o tym, co opowiadał sam Pan Jezus w Ewangelii Łukasza 10. rozdziale. Niejeden zna ją pod tytułem „Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie”. Chętnie czytamy tę przypowieść, gdyż pokazuje nam ona Pana Jezusa, który okazał wobec nas Swoje wielkie miłosierdzie, gdy zostaliśmy zbawieni. Ale czy pomyśleliśmy już o tym, że właściwym powodem słów Pana Jezusa było pytanie faryzeusza: „A kto jest bliźnim moim?”

Także w naszym życiu jest wiele „bliźnich”. Są to ludzie, którzy żyją obok nas, nasza rodzina, nasi koledzy ze szkoły, nasi koledzy uniwersyteccy, nasi koledzy z pracy, nasi sąsiedzi ... Są to ludzie, których może tylko raz w życiu spotkamy: mężczyzna na drodze, dziecko na placu zabaw, kobieta przy okienku informacyjnym, rodzina na urlopie ...

Wielu z tych ludzi żyje w samotności i w potrzebie i nikt nie ma dla nich czasu. Nikt ich nie widzi, nikt ich nie dostrzega i nikt im nie pomaga. Poza Panem Jezusem. A my? Czy podobni jesteśmy do tego młodego mężczyzny, któremu najpierw ważniejsze były jego praca i sportowy samochód? Czy nie chcemy uczyć się od naszego Pana, który chodził, „czyniąc dobrze i uzdrawiając” (Dz.Ap. 10,38)? On „ulitował się”, gdy widział potrzebę i nędzę tego, który wpadł w ręce zbójców.

Dzisiaj nawzajem możemy siebie zachęcać, abyśmy przez ten świat chodzili z otwartymi oczami, aby pomóc ludziom, którzy są w potrzebie. Przede wszystkim jednak, aby opowiedzieć im o tym Jednym, który ich kocha i chce uratować.

Ernst-August Bremicker

tłumaczone z „Folge mir nach”; 7/2005

170 Społeczność przy stole Pańskim

Myśli o społeczności przy stole Pańskim

Udział w łamaniu chleba przy stole Pańskim jest wielkim przywilejem, ale również wielką i poważną odpowiedzialnością.

„Zaprawdę powiadam wam: Cokolwiek byście związali na ziemi, będzie związane i w niebie; i cokolwiek byście rozwiązali na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie” (Mat. 18,18). Pan dał miejscowemu Zgromadzeniu, które zbiera się w Jego imieniu, autorytet, aby postanowienia które ono podejmuje, były uznane przez niebo. Wierzący nie może więc brać udziału w łamaniu chleba na podstawie własnej decyzji. Niestety, wielu tak właśnie myśli, bo niewłaściwie rozumie fragment z 1. Koryntian 11,28. Jest to wiersz wielokrotnie źle stosowane w chrześcijaństwie. Tylko miejscowe Zgromadzenie ma kompetencję do tego, by ktoś mógł brać udział w łamaniu chleba. Będzie o tym decydowało, na podstawie świadectwa dwóch lub trzech mądrych i posiadających zrozumienie Słowa Bożego braci, którzy pracują w Zgromadzeniu i są przełożonymi w Panu (1. Tes. 5,12.13). Decyzję podejmuje Zgromadzenie. Tą decyzje uznaje Bóg, i jest ona zobowiązująca dla wszystkich w Jego imieniu zgromadzonych na całym świecie. Praktycznie może to być zrealizowane przez listy polecające (Rzym. 16,1; Dz. Ap. 18,27). Pamiętać należy, że miejscowe Zgromadzenie, nie może nic robić według własnego uznania. Jest ono zobowiązane czynić wszystko, będąc  w społeczności z Panem (Mat. 18,19) i na podstawie Słowa Bożego.

„Ponieważ jest jeden chleb, my, ilu nas jest, stanowimy jedno ciało, wszyscy bowiem jesteśmy uczestnikami jednego chleba” (1.Kor. 10,17). W zasadzie, Zgromadzenie jest zobowiązane dopuścić do łamania wszystkich, którzy przez swoje życie udowadniają, że są  dziećmi Bożymi, i przez to członkami ciała Chrystusowego. Widać to wyraźnie, kiedy pokazują to przez posłuszeństwo wobec Słowa Bożego i przez miłość do braci (1. Jana 3,10).

„Lecz teraz napisałem wam, abyście nie przestawali z tym, który się mieni bratem, a jest wszetecznikiem lub chciwcem, lub bałwochwalcą, lub oszczercą, lub pijakiem, lub grabieżcą, żebyście z takim nawet nie jadali.” (1.Kor. 5,11). Jest oczywiste, że jeśli ktoś żyje w widocznych dla wszystkich moralnych grzechach, nie możemy mieć z nim w żadnym wypadku społeczności przy stole Pańskim.

„ Kto trwa w nauce, ten ma i Ojca, i Syna. Jeżeli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie. Kto go bowiem pozdrawia, uczestniczy w jego złych uczynkach” (2. Jana 9-11). Również ci, którzy błądzą, upierając się w sprawach fundamentalnych, nie mogą być przyjęci, muszą być odłączeni.

„Jeśli tedy kto siebie czystym zachowa od tych rzeczy pospolitych, będzie naczyniem do celów zaszczytnych” (2. Tym. 2,21). Nie jest również możliwe wyrażanie praktycznej społeczność przy stole Pańskim z osobą, żyjącą w społeczności z tymi, którzy sami czynią albo tolerują zło. Biblia naucza nas w wielu miejscach: Złe kontakty, wnoszą zanieczyszczenia do Kościoła . W nauce Nowego Testamentu czytamy  np.: „odrobina kwasu cały zaczyn zakwasza” (1.Kor. 5,6). „Nieczystego się nie dotykajcie, A Ja przyjmę was” (2.Kor. 6,17). „Kto bowiem pozdrawia, uczestniczy w jego złych uczynkach” (2.Jana 11). „Wyjdźcie z niego, ludu mój, abyście nie byli uczestnikami jego grzechów” (Obj. 18,4). Również w Starym Testamencie widzimy tą rzecz np. w 3. Moj. 7,19-21; 4. Moj. 19,11 i w Aggeusza 2,12.13. Wszystkie otwarte i niezależne od Biblii postawy i ich realizacja są całkowicie złe i dlatego musza być zdecydowanie odrzucone. „Albowiem gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mat. 18,20). Przez słowa Pana który obiecał, że będzie obecny pośród tych którzy zgromadzają się do Jego imienia, Zgromadzenia ma autorytet do podejmowania decyzji. Ale „autorytet” nie oznacza „nieomylności”. Możliwe jest, że Zgromadzenie podejmie złą decyzje. W tym przypadku musi być ona poprawiona lub wycofana. Jest to bardzo trudna, ucząca pokory i często długo trwająca sprawa. Ale gdy wszystko zostanie już rozpatrzone, to decyzja Zgromadzenia musi być uznana, bo inaczej każdy przez Boga dany autorytet zostanie zniszczony.

Niech każdy z nas poczuje całą powagę tej prawdy, którą nasz wierny Pan kładzie do naszych serc i sumień. Pragnijmy też przez Jego łaskę, aby w tym ciężkim czasie mogło pozostać na ziemi świadectwo Jego zgromadzenia, złączone z umiłowanymi braćmi i siostrami na całym świecie, ku Jego czci.

Max Billeter

 

171 Stary czy Nowy Testament ?

Do stoiska z Bibliami, w trakcie pewnego kiermaszu książkowego, podszedł młody mężczyzna, prosząc o Nowy Testament. Dodał, wyraźnie podkreślając, że nie chce całej Biblii, ponieważ uważa, że Stary Testament stracił swą aktualność. Czy rzeczywiście? 
Wiele stron Starego Testamentu zostało napisanych przeszło 3000 lat temu; już sam ten fakt jest zdumiewający. Z ust samego Pana Jezusa otrzymujemy pouczenie, jak mamy traktować Biblię: gdy niegdyś dwaj Jego uczniowie zniechęceni i przygnębieni śpieszyli do wsi Emaus, Pan podniósł ich na duchu, wykazując wyraźnie, w jaki sposób już Stary Testament mówił o Jego osobie.
Biblia składa się z wielu ksiąg, które łącznie tworzą dwie części: tzw. Stary i Nowy Testament. Złożona z tych obu części stanowi jednak jedną całość, ponieważ jej treścią i wzniosłym głównym tematem jest osoba Zbawiciela - Jezusa Chrystusa. W Starym Testamencie jest On przedstawiony pod postaciami pewnych osób: Izraela, Józefa, Dawida lub też jest ukazany przez sposób ustanowienia służby Bożej: kapłaństwo, świątynię z jej wyposażeniem, różne ofiary i święta.
W Nowym Testamencie mamy przywilej poznania prawdziwego znaczenia tych starotestamentowych obrazów - widzimy Jezusa jako człowieka, Jego doskonałe dzieło odkupienia na krzyżu Golgoty i Jego powrót do nieba. Możemy słusznie zauważyć, że Nowy Testament odsłania nam w całej pełni duchowe znaczenie Starego Testamentu. Pan Jezus często nawiązywał do Starego Testamentu, mówiąc o "Pismach". Tym bardziej więc my mamy wszelkie powody, aby go czytać i poznawać.

(C) Copyright "Dobry Zasiew" 2011

172 STOP

Niedawno wstrząsnęła nami tragedia na niestrzeżonym przejeździe kolejowym w Bratoszewicach k. Zgierza. Przepełniony bus Ford Transit wjechał wprost pod koła nadjeżdżającej lokomotywy. W wypadku zginęło 9 osób. Prawdopodobnie byli to jadący do pracy sezonowej Ukraińcy.

Przyczyna tej masakry ludzi w blaszanej puszce, pchanej kilkadziesiąt metrów po torach i bezlitośnie miażdżonej, wydaje się przerażająco oczywista. Kierowca busa nie zachował należytej ostrożności przed przejazdem przez tory i się nie zatrzymał. Gdyby się zatrzymał, wszyscy nadal by żyli.

To jest poważny problem. Bardzo wielu kierowców bagatelizuje znak STOP. Wydaje się im, że równie dobrze mogą wszystko zobaczyć bez tej uciążliwej konieczności zatrzymywania pojazdu. Zazwyczaj też się śpieszą i nie chcą tracić czasu na redukcję prędkości do zera. W rezultacie, każdego roku na samych tylko przejazdach dochodzi średnio do 250 podobnych wypadków, w których ginie kilkadziesiąt osób.

W takich chwilach na nowo przypominamy sobie i doceniamy trwającą od siedmiu lat kampanię społeczną pod hasłem "Zatrzymaj się żyj!" Dzięki Bogu za ludzi, którzy starają się rozbudzać w nas wyobraźnię i wyrabiać nawyk bezwzględnego stosowania się do znaku STOP.

Mnie przypominają się dziś mądre słowa piosenki autorstwa Haliny Kudzin:

Dokąd idziesz? Dokąd biegniesz? Tak ci czasu ciągle brak...
Dokąd spieszysz? O czym myślisz? Co w twym życiu wartość ma..?
Nie masz czasu na modlitwę, chociaż wokół pełno zła
I upadasz w tej gonitwie. Z pokusami walczysz sam

Ucisz się i skłoń kolana. Pomyśl dziś o życiu twym
Póki żyjesz, szukaj Pana! Jutro możesz spóźnić się
Prędko życie twe przeminie i przed Panem staniesz raz
Czy On będzie znał twe imię, czy odwróci Swoją twarz?


Potrzebujemy znaków STOP, także w sensie duchowym. Kto chce żyć wiecznie, nie może zatracać się w biegu doczesnego życia. Życie bowiem jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż odzienie [Łk 12,23]. Nie chodzi o to, żeby zdążyć ze wszystkim, co przychodzi nam do głowy i zdobyć wszystko, co wydaje się nam konieczne do życia. Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane [Mt 6,33].

Nie wszędzie musimy być i nie wszytko koniecznie trzeba nam osiągnąć. Bo cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, jeśli siebie samego zatraci lub szkodę poniesie? [Łk 9,25]. Trzeba nam przede wszystkim zadbać o pojednanie z Bogiem i codzienne życie w osobistej więzi z Jezusem Chrystusem.

Zwolnij. Wykreśl z kalendarza zaplanowaną kolejną, niekonieczną pracę, wyjście do kina, czy też nic nie wnoszącą do życia imprezę. Odszukaj Biblię i spokojnie poczytaj ją z modlitwą. Zatrzymaj się i żyj!

Marian Biernacki

173 Sumienie

SUMIENIE

Każdy zna cichy lub głośny głos sumienia. Zanim uczynimy coś niedozwolonego, jest on dosyć cichy, w trakcie czynu staje się prawie niedosłyszalny, ale potem jest coraz donośniejszy. Sumienie mówi nam, że mamy czynić dobrze, a zaniechać zła i nieustannie oskarża nas, gdy go nie posłuchamy - przynajmniej wówczas, gdy z reguły jesteśmy mu posłuszni.

Sumienie mówi człowiekowi, co jest dobre, a co złe. Jest ono jego moralną świadomością. Człowiek tym właśnie różni się od zwierzęcia. Pies może rozumieć, że nie wolno mu gonić kota i może być mu nawet przykro, jeśli się go na tym przyłapie, ale nie jest to następstwem obciążonego sumienia. Pies tylko dzięki tresurze nauczył się tego, co się nie podoba jego panu, jednak nie ma wewnętrznego głosu, świadczącego o prawości i nieprawości. W dodatku zwierzę nie posiada świadomości Boga, podczas gdy sumienie człowieka wskazuje na to, że będzie musiał on odpowiedzieć za swoje czyny przed wyższą istotą.

Skąd pochodzi sumienie?

Skąd człowiek ma sumienie? Przed upadkiem Adama i Ewy człowiek nie wiedział, czym jest sumienie. Żył on w stanie niewinności i nie potrafił rozróżnić dobra od zła (I Mojż. 3,5). Gdy Adam i Ewa zgrzeszyli, wszystko się zmieniło. Zaczęli wstydzić się swojej nagości i ukryli się przed Bogiem. Nagle pojawił się ten głos, uświadamiający im, że w takim stanie nie mogą pojawić się przed Bogiem. Już wiedzieli, co jest dobre, a co złe (I Mojż. 3,22).

Słowo „sumienie” wprawdzie nie występuje w cytowanych wierszach z I Mojż. 3 (tak, jak i w całym Starym Testamencie), ale można je odnaleźć w tych fragmentach. Również w II Sam. 24,10 jest napisane: „Lecz potem Dawida ruszyło sumienie [dosł. „uderzyło serce”], że kazał przeprowadzić spis ludności”. W miejsce słowa „serce” można wstawić słowo „sumienie” (co uczyniono w polskim tłumaczeniu).

Jak funkcjonuje sumienie?

W przeciwieństwie do Starego Testamentu, w Nowym Testamencie spotykamy słowo „sumienie” często. Czytamy między innymi, że sumienie może się o czymś dowiedzieć (II Kor. 5,11), że wydaje osądy (I Kor. 10,29) i składa świadectwo (Rzym. 2,15; Rzym. 9,1; II Kor. 1,12).

Sumienie, świadczące za nami albo przeciwko nam, nie daje jednak siły do wybrania właściwej drogi – ono jedynie wskazuje na dobro i przede wszystkim na zło. To właśnie jest podstawową funkcją sumienia, którą każdy zna z doświadczenia. Chociaż sumienie u każdego działa według tych samych zasad, to jednak jego oceny są całkiem różne. Dlaczego tak jest? Sumienie jest kształtowane przez różne wpływy, odmienne dla każdego człowieka. A jeśli komuś nieustannie wpaja się wartości, które są sprzeczne z Biblią, ten w końcu uzna dobro za zło, a zło za dobro (Iz. 5,20).

174 Świątynia Ducha

Bardzo mało mówimy o osobie, która mieszka w nas. O Bogu Duchu Świętym.

Rzymian 8:9  Ale wy nie jesteście w ciele, lecz w Duchu, jeśli tylko Duch Boży mieszka w was. Jeśli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten nie jest jego. Jeśli jednak Chrystus jest w was, to chociaż ciało jest martwe z powodu grzechu, jednak duch jest żywy przez usprawiedliwienie. A jeśli Duch tego, który Jezusa wzbudził z martwych, mieszka w was, tedy Ten, który Jezusa Chrystusa z martwych wzbudził, ożywi i wasze śmiertelne ciała przez Ducha swego, który mieszka w was.

Wynika z tego tekstu jasno, że Duch Boży mieszka w wszystkich tych, którzy nawrócili się i otrzymali usprawiedliwienie. To z pewnością przyznacie, że większość z nas wie i przyswaja. Ale… to rodzi konsekwencje.

Zbór w Koryncie był, jak czytamy wyposażony we wszystkie dary. I był wzorowym zborem. Czy tak czytamy? Nie. wręcz przeciwnie. Wiemy, że miał tam miejsce straszny grzech tolerowany przez Zbór. Więc problem nie do końca tkwi w obdarowaniu. Myślę, że oni byli nieświadomi tego co mają. Byli duchowo niedojrzali. I nie mam tu na myśli niedojrzałości typu, że ktoś nie widzi powiązania między ofiarą z płynów i ofiarą którą chciał złożyć Paweł dla zboru w Filipii. Tu chodzi o nieświadomość tego, kim się jest. W liście do Efezjan w 1 r 18 w Paweł modli się o oświecenie serce , abyście wiedzieli ! co mamy wiedzieć ? wiele rzeczy, ale dziś chciałbym się skupić na świadomości tego, że właśnie Duch święty mieszka  w nas.

Dla wielu chrześcijan Duch święty jest czymś nierealnym czyś duchowym, jakimś wpływem, oczywiście dobrym, ale tylko wpływem. Często myli się sumienie z Duchem. Sugeruje się, że to prawie to samo bo przywodzi nas do porządku, napomina i oskarża jeśli zgrzeszymy. Koryntianie byli cieleśni. Czy to oznacza że nie mieli Ducha Świętego ?  Na pewno go mieli, podobnie jak ma go każdy szczerze odrodzony człowiek. Ale oni nie byli świadomi kogo mają i kto w nich mieszka. Musieli sobie uświadomić kim jest Ten który w niech mieszka. Dlatego Paweł pisze :

1 Koryntian 3:16  Czy nie wiecie, że świątynią Bożą jesteście i że Duch Boży mieszka w was?

Myślę, że my też nie zdajemy sobie sprawy kto w nas mieszka. A kto mieszka . Bóg przecież. Co to za mowa ? Bóg w nas ? ależ tak ! Powiem szczerze, że kiedy myślałem nad w domu to minie to poraziło. Bóg we mnie, nie w nas, ale we mnie. Tak to lepiej brzmi. Niech sobie teraz każdy powie: Bóg mieszka we mnie. Nie jest to  żadna wynoszenie się, nie, tak mówi Słowo Boże i tak jest. Jak olbrzymi potencjał to niesie. Wszystkie troski i zmartwienie skończyłyby się od razu, gdybyśmy w pełni uwierzyli w to co czytamy. Ten skarb, który mamy w sobie jest przecież niewyobrażalnie wielki. Przecież ten skarb, który mamy w sobie wystarcza do zaspokojenia każdej naszej potrzeby. Duchowej przede wszystkim, ale materialnej też. Wierzysz w to ? tak mówi Bóg. Wierzysz czy nie ? powtarzam: my którzy narodziliśmy duchowo – nosimy Boga w swoich sercach !

Gdyby ta świadomość była w nas żywa to na pewno nie byłoby tyle lekkomyślności wśród nas. Co mam na myśli ? Coś takiego: kiedy mam w kieszeni 10 zł to idąc przez miasto, nie za bardzo się przejmuje. Idę swobodnie, nie rozglądam się, mogę  przystanąć, z kimś pogadać. Nawet gdybym zgubił moje 10 zł, to nie będzie to duża strata. Jeśli jednak będę miał przy sobie 10 000 zł to już będę taki beztroski. Będę się rozglądał czy ktoś nie chce mi ich ukraść, będę od czasu do czasu sprawdzał czy są na swoim miejscu w kieszeni. Będę się cieszył, że je mam, ale nie będę lekkomyślny. Tak jest z naszym bezcennym skarbem. Cieszymy się ogromnie że go mamy, ale świadomi jego wartości postępujemy odpowiedzialnie , nie jesteśmy lekkomyślni.

Inny przykład. W ST Izraelici mieli dużo namiotów. Pamiętacie jak wyglądał obóz Izraela an pustyni ? mnóstwo namiotów. Każdy robił w swoim namiocie co chciał. W granicach zakonu oczywiście. Ale mógł biegać , śmiać się pracować itd. Ale był jeden szczególny namiot, obok którego przechodząc każdy milknął, z powagą skłaniał głowę. Dlaczego ? Jak się domyślacie, dlatego  bo w tym namiocie, przybytku mieszkał Bóg , była to jego świątynia. Nie była to jego świątynią ze względu na to, że była taka piękna czy z super materiałów. Nie Bóg ją sobie wybrał i tyle. Dla mnie osobiści wielkim przykładem, który napawa mnie szacunkiem i powagą jest Uza 2 Samuela 6:7  I rozpalił się gniew Pana na Uzzę, i zabił go tam Bóg za to, że wyciągnął swoją rękę ku Skrzyni, i umarł tam przy Skrzyni Bożej. Nie dotknął – wyciągnął rękę by ją podtrzymać ! Cóż to za Bóg ! jaka świętość !

A teraz.  Czy zdajesz sobie sprawę że w chwili Twojego nawrócenia ten sam Bóg, wstąpił do Twojego i mojego serca i uczynił z niego swoją świątynię ? W ST mieszkał w namiocie, przybytku i świątyni z kamienia. Dziś mieszka w żywych wierzących. Gdy to sobie uświadomimy, jak wielka cześć powinna być w naszych sercach. Bóg w nas. Niech mu będzie chwała.

1 Koryntian 6:19  Albo czy nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga, i że nie należycie też do siebie samych? Drogoście bowiem kupieni. Wysławiajcie tedy Boga w ciele waszym.

Wiedząc już, że jesteśmy świątynią Boga , musimy wiedzieć to, o czym teraz czytaliśmy : nie należycie też do siebie samych. W ślad za objawieniem musi iść poświęcenie. Myślę, że czasami zazdrościmy jedni drugim. Nie rzeczy materialnych, ale zwycięskiego, pełnego życia z Bogiem. Czyż nie ? Ale takie życie nie zależy od tego, że jedni maja Ducha Świętego a inni nie, jedni są świątynią Boga a inni nie. Wszyscy to mamy.  Ale ilu z nas w pełni pozwoliło Duchowi Świętemu w pełni działać w sowim życiu ? Ilu z nas uznaje Jezusa Chrystus jako nie tylko Zbawcę ale Pana i Przewodnika ?

Pozwólcie, że po raz kolejny padnie stąd pytanie: dla kogo żyjemy ? Do kogo należy nasze życie ? Dla Pana czy dla siebie ? To kolejna powtórka, ale to szalenie istotna rzecz w naszym życiu. Ale to mało konkretne. Zapytam dokładniej: zastanów się: czy jest jakaś rzecz w Twoim życiu, którą Bóg chce od Ciebie a Ty nie chcesz mu dać ? Czy czasem nie kłócisz się z Bogiem i nie chcesz ustąpić, przez to zamykasz sobie drzwi błogosławieństwa Bożego ? Jeśli nie pozwolimy swobodnie działać Duchowi Świętemu w naszym życiu, to nasze życie będzie marne i żałośnie będzie odtwarzać życie Chrystusa.

U jednego może być to być wyparcie się własnego ja, u innego uzależnienie od jakieś rzeczy i Bóg, jako znawca doskonale wie co stoi na przeszkodzie i tego właśnie żąda abyśmy zostawili. Ktoś się oburzy: znowu te żądania. Przecież nie jesteśmy pod zakonem ! Jasne że nie, ale zgodziliśmy się przed chwilą, że nie należymy sami do siebie. To cóż wielkiego jeśli nasz prawowity właściciel żąda uporządkowania swojego terenu ?

Musimy nauczyć się mówić : „Panie nie pragnę niczego dla siebie; pragnę wszystkiego dla Ciebie”

Tak naprawdę dopóki nie staniemy na pozycji sługi, Zbawca nie będzie mógł się stać naszym Panem.

Jeśli jest Pan to musi być i sługa.

Pan Jezus znowu dzisiaj prosi: poddajcie się mojej woli. nie sprawie, nie działaniu, poddajcie się moje woli. Czy jesteś w stanie poddać się Mu się we wszystkim ? Dać mu wszystko czego zażąda ?

Możemy być jednak pewni, że Bóg dotknie i zażąda zawsze rzeczy, które są dla nas najbardziej trudne. Bo któż tak sobie lekko wyprze się swojego wizerunku swojego ja ?

Przykład : spór między braćmi. Kiedy w jakiejś sprawie bracia mają różne zdanie, a Biblia nie wypowiada się w tej sprawie jasno, to jest to problem. Jeśli tacy bracia, nie wykażą postawy sługi, właśnie może to być początkiem bardzo poważnych problemów. Ktoś musi się ugiąć, ustąpić. Jeśli nie ma argumentów, pozostaje dojście do porozumienia. Ale jak tu przyznać że nie miało się racji, ja taki duchowy brat, mam to przyznać ? Właśnie tak to będzie świadczyło o Twojej duchowości jeśli to przyznasz. Właśnie to jest miara wielkości ducha.

Musimy być świadomi, że mieszka w nas Bóg - Duch Święty, co powoduje że jesteśmy świątynią Boga żywego. Na przykładzie Uzy, widzieliśmy jak święta była Skrzynia przymierza. Czy Bóg się zmienił ? Wiemy, że nie. Działa dziś inaczej, ale jest ten sam. A my mamy go w sobie. Cóż za łaska ale i cóż za odpowiedzialność. Pamiętajmy o tym gdziekolwiek idziemy cokolwiek mówimy. Jak gdyby Bóg stał obok nas ( jest w nas ale tak dla przykładu) i słyszał wszystkie nasze słowa i widział wszystko co robimy więcej znał wszystkie nasze myśli ! Podejdźmy z powagą do naszego życia !

Jana 14:23  Odpowiedział Jezus i rzekł mu: Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy.

GS

175 Święto zmarłych

„A gdy w płomieniu cierpiał męki…” 

Ewangelia Łukasza 16,19-31

A był pewien człowiek bogaty, który się przyodziewał w szkarłatne szaty i kosztowne tkaniny i co dzień wystawnie ucztował. Był też pewien żebrak, imieniem Łazarz, który leżał u jego wrót owrzodziały, i pragnął nasycić się odpadkami ze stołu bogacza, a tymczasem psy przychodziły i lizały jego rany. I stało się, że umarł żebrak, i zanieśli go aniołowie na łono Abrahama; umarł też bogacz i został pochowany. A gdy w krainie umarłych cierpiał męki i podniósł oczy swoje, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. Wtedy zawołał i rzekł: Ojcze Abrahamie, zmiłuj się nade mną i poślij Łazarza, aby umoczył koniec palca swego w wodzie i ochłodził mi język, bo męki cierpię w tym płomieniu. Abraham zaś rzekł: Synu, pomnij, że dobro swoje otrzymałeś za swego życia, podobnie jak Łazarz zło; teraz on tutaj doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. I poza tym wszystkim między nami a wami rozciąga się wielka przepaść, aby ci, którzy chcą stąd do was przejść, nie mogli, ani też stamtąd do nas nie mogli się przeprawić. I rzekł: Proszę cię więc, ojcze, abyś go posłał do domu ojca mego. Mam bowiem pięciu braci, niechaj złoży świadectwo wobec nich, aby i oni nie przyszli na to miejsce męki. Rzekł mu Abraham: Mają Mojżesza i proroków, niechże ich słuchają. A on rzekł: Nie, ojcze Abrahamie, ale jeśli kto z umarłych pójdzie do nich, upamiętają się. I odrzekł mu: Jeśli Mojżesza i proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierzą.

 

Chrześcijanie na całym świecie obchodzą różne święta nie wiedząc o tym, że zostały one wprowadzone przez ludzi na przestrzeni wieków i nie maja one nic wspólnego z Biblią. W większości przypadków są z nią sprzeczne.

I tak np. w roku:

 

330 r. - wprowadzono kult czczenia zmarłych "świętych" i ich relikwii  
593 r. - papież Grzegorz I wprowadził wiarę w czyściec, dla uzdrowienia finansów kurii rzymskiej poprzez sprzedaż odpustów od kar czyśćcowych.   
1000 r. -ustanowiono uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny

 

Nigdzie w Piśmie Świętym nie czytamy o tym, aby Bóg ustanowił „święto zmarłych” lub „zaduszki.” Nie czytamy o tym ani w Starym ani w Nowym Testamencie. Ludzie modlą się za zmarłych w nadziei, że im pomogą - wyzwolą ich z mąk i kar, na jakie sobie zasłużyli za życia, lub do zmarłych (tzw. świętych) w nadziei, że to ci im pomogą w trudnych życiowych sytuacjach. Czy jedno lub drugie jest właściwe? Absolutnie nie! Podstawą mojego stwierdzenia jest Pismo Święte. Nigdzie nie czytamy o takich praktykach! Przeciwnie! Już w Psalmach czytamy: „Przecież brata żadnym sposobem nic wykupi człowiek, ani też nie da Bogu za niego okupu, bo okup za duszę jest zbyt drogi i nie wystarczy nigdy (Ps. 49,8-9).

Ani modlitwy, ani jakiekolwiek ofiary nie zmienią położenia tych, którzy umarli.

Niektórzy opierają się na historycznych Księgach Machabejskich, gdzie czytamy o tym, że Machabeusze zebrali składki i modlili się braci poległych w walce. W tym to czasie Bóg nie przemawiał do Izraela przez proroków – milczał, z powodu odstępstwa swojego ludu od czasu proroka Malachiasza. Pomysł Machabeuszy był całkowicie niezgodny z postanowieniami zakonu, Prawa danego przez Boga. Izrael był w tym czasie w głębokim odstępstwie i podobnych grzechów dopuścił się o wiele więcej. Wcześniej na przykład, czcił i spalał kadzidła miedzianemu wężowi, którego jeszcze podczas wędrówki Izraela po pustyni, Bóg kazał wykonać w ściśle określonym celu (4 Mojżeszowa 21,8-9). Lud izraelski wymyślił sobie po prostu, że tak będzie dobrze. Było to jednak wbrew Bożej woli i to bałwochwalstwo było kultywowane przez długie lata: „On to zniósł świątynki na wyżynach, potrzaskał słupy i rozkruszył węża miedzianego, którego sporządził Mojżesz; do tego bowiem czasu synowie izraelscy spalali mu kadzidło, nazywając go Nechusztan (2 Księga Królewska 18,4). Machabeusze wywołali powstanie „bez Boga” kierując się własnymi myślami i ponieśli klęskę. Modlitwa za umarłych była także ich złym, bezbożnym pomysłem.

Bóg po długim milczeniu, w swojej łasce, przemówił do Izraela i do nas, posyłając na ziemię Pana Jezusa Chrystusa – Zbawicielu świata.

 

Bóg dał człowiekowi życie na ziemi po to, aby mógł on przez Jezusa pojednać się z Bogiem. Jeśli człowiek nie uczyni tego w ciągu swego pobytu na ziemi, jeśli nie przyjmie Pana Jezusa do swojego serca i życia, jeśli NIE NARODZI SIĘ NA NOWO I NIE NAWRÓCI SIĘ SZCZERZE DO BOGA, TO PÓJDZIE NA WIECZNE POTĘPIENIE i żadne modlitwy, kadzidła, różańce, itp. nic mu nie pomogą. Czy nie lepiej tu i teraz zdecydować o swoim życiu? To takie proste! Uznaj, że jesteś grzesznikiem i zasługujesz na potępienie, wyraź skruchę z powodu swojego grzechu, uwierz, że Pan Jezus umarł za Ciebie i przyjmij Go, jako swojego osobistego Zbawiciela. Tak uczy Biblia!

 

Na pewno nie raz słyszałeś już słowa Biblii mówiące o bogaczu i Łazarzu (patrz wstęp). Między miejscem ich przebywania rozciągała się "wielka przepaść" (Łukasza 16,26) - tak mówi Biblia, Słowo Boże - i nie było między nimi żadnego połączenia, nie było możliwości przejścia. Przeczytaj te pouczające słowa. Po śmierci zamknięta jest droga dla każdego z nas. Dlatego pomyśl o śmierci za życia, a będziesz żył wiecznie po śmierci - szczęśliwy na wieki.

 

Poza tym w Biblii nie czytamy o żadnym czyśćcu. Jest to ludzki wymysł. Kiedy Pan Jezus przemawiał do ludzi zawsze przedstawiał „dwa stany, dwa miejsca.” Mówił o tym, czym jest dobro i zło. Mówił o zbawieniu lub potępieniu, o prawicy i lewicy, o piekle i niebie, o szerokiej i wąskiej drodze, o szerokiej i wąskiej bramie, o domu zbudowanym na piasku lub skale, o dwóch panach, którym można służyć itp. NIGDZIE NIE MA TRZECIEJ ALTERNATYWY! Jest ona wymysłem diabła, który zwodzi człowieka. Grzesznik słysząc takie słowa podświadomie godzi się na czyściec i ma nadzieję, że ktoś go stamtąd wybawi. Nic podobnego! Całkowite kłamstwo! Dlatego zastanów się, uwierz ewangelii, pojednaj się z Bogiem przez Pana Jezusa.

 

Mają Mojżesza i proroków, niechże ich słuchają…. A on rzekł: Nie, ojcze Abrahamie, ale jeśli kto z umarłych pójdzie do nich, upamiętają się. I odrzekł mu: Jeśli Mojżesza i proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierzą.

W tych wierszach jest mowa o tym, że człowiek powinien uwierzyć Słowu  Bożemu (Mojżesz i prorocy- Stary Testament). Jeśli ktoś chce się czegoś dowiedzieć o Bogu, to powinien czytać Biblię. Bóg dał człowiekowi możliwość poznania swojej istoty, swojej woli i myśli przez swoje Słowo. Tam zawarł także wskazówki dla człowieka, którego stworzył. To Słowo, stało się ciałem i zamieszkało pośród ludzi w Osobie Pana Jezusa. ON objawił Boga całkowicie – Jego łaskę, miłość, dobroć (Ewangelie i listy – Nowy Testament). W Jego Osobie Bóg darował człowiekowi to, co miał najdroższe. Nam pozostaje tylko wiara i przyjęcie Bożego daru.

„Dlatego, jak mówi Duch Święty: DZIŚ, jeśli głos jego usłyszycie, Nie zatwardzajcie serc... (List do Hebrajczyków 3,7-8)

 

„Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Ewangelia Jana 3:16).

za rlch.pl

176 Sympatie..

Sympatie... polityczne

Wielu współczesnych chrześcijan nie ukrywa swoich sympatii partyjnych i związków z konkretnymi ugrupowaniami politycznymi. Uważnie śledzą rozgrywki międzypartyjne, dyskutują o polityce, wzywają innych do takiej aktywności  i wykorzystują do tego nawet płaszczyznę kontaktów kościelnych. 

Grupa liderów kreujących się na apostołów i proroków nowoczesnego kościoła przyszłości, wyraźnie gloryfikuje tylko jedną partię PO to, by wzywać swoich zwolenników do głosowania na jej kandydatów i do modlitw o jej pomyślność. Część chrześcijan opowiada się po lewej stronie sceny politycznej, nie bacząc – o zgrozo – na to, że większość jej przedstawicieli, już z założenia, odrzuca światopogląd chrześcijański. Są też chrześcijanie, którym podobają się partie o bardziej skrajnych poglądach i sympatyzują właśnie z nimi.

Wobec powyższego stanu rzeczy spróbujmy dziś zobaczyć w świetle Biblii, czy rownież Jezus miałby jakieś swoje sympatie polityczne i czy angażowałby po stronie którejś z partii?

W czasach Jezusa scena polityczna była nie mniej złożona niż dzisiejsza. Było o czym dyskutować. Całymi wieczorami można było się zastanawiać, kogo popierać. Reprezentowaną przez prokuratora Piłata władzę rzymską? Heroda Antypasa, króla żydowskiego? Członków Wielkiego Sanhedrynu? A może raczej sekretnych powstańców, wciąż dotkliwie nękających rzymskiego okupanta? Czyż w tak skomplikowanej sytuacji nie należało dać ludziom dobrego przykładu i opowiedzieć się po którejś ze stron? 

Z ewangelii wynika, że Jezus miał spore szanse, by konkretnie zaistnieć na scenie politycznej i w ten sposób wpisać się w historię Izraela. Wtedy ludzie ujrzawszy cud, jaki uczynił, rzekli: Ten naprawdę jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Jezus zaś poznawszy, że zamyślają podejść, porwać go i obwołać królem, uszedł znowu na górę sam jeden [Jn 6,14–15].

Jednak Jezus celowo stronił od takiej aktywności. Nie uległ nawet namowie własnych braci.Rzekli więc do niego bracia jego: Odejdź stąd i idź do Judei, żeby i uczniowie twoi widzieli dzieła, które czynisz. Nikt bowiem nic w skrytości nie czyni, jeśli chce być znany. Skoro takie rzeczy czynisz, daj się poznać światu [Jn 7,3–4]. 

Piłatowi zdziwionemu Jego postawą odpowiedział Jezus: Królestwo moje nie jest z tego świata; gdyby z tego świata było Królestwo moje, słudzy moi walczyliby, abym nie był wydany Żydom; bo właśnie Królestwo moje nie jest stąd [Jn 18,36].

Od początku do samego końca swej publicznej działalności Jezus był skupiony na wzywaniu ludzi do upamiętania i opowiadaniu o królestwie Bożym. A potem, gdy Jan został uwięziony, przyszedł Jezus do Galilei, głosząc ewangelię Bożą i mówiąc: Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boże, upamiętajcie się i wierzcie ewangelii [Mk 1,14–15]. I stało się potem, że chodził po miastach i wioskach, zwiastując dobrą nowinę o Królestwie Bożym [Łk 8,1].

Tak oto Jezus nie został przewodniczącym żadnej partii, ani skutecznym reformatorem społecznym, ani mądrym mężem stanu, ani wielkim wodzem wojskowym, ani żadną inną gwiazdą tego świata. Zdaje się, że miał takie możliwości [Mt 4,8–9], ale je zdecydowanie odrzucił. On przyszedł zająć się ludzkimi sercami i zbawić lud swój od grzechów jego [Mt 1,21].

Z Biblii wynika, że Jezus nie spędziłby ani godziny w jakimkolwiek sztabie wyborczym. Czytając ewangelię ani razu nie widzimy Go przesiadującego w gronie politycznym i zajmującego się omawianiem, budowaniem czy popieraniem partyjnych strategii. Chyba szkoda Mu byłoby czasu na opowiadanie uczniom o "zielonej wyspie", która zaraz potem miałaby się okazać typowym grzęzawiskiem kryzysu...

Jezus był w stosunku do tego świata całkowicie apolityczny. Taki też winien pozostać poprzez świadectwo życia swoich naśladowców, bo Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki [Hbr 13,8].

Marian Biernacki

177 Synowie

Zawróćcie synowie odstępni, a uleczę wasze odstępstwa.
Księga Jeremiasza 3,22

Znany ewangelista Moody, żyjący i działający w XIX wieku, często wspominał bolesne przeżycie ze swego dzieciństwa: ucieczkę starszego brata z domu rodzinnego. Dzień w dzień matka czekała na list lub jakąś wiadomość od niego, ale na próżno. Gdy się budziła w nocy, wołała do Boga: "Ratuj mojego syna i przyprowadź go do domu!" Minęły lata, lecz cierpienie matki nie zmniejszyło się.
Pewnego dnia ktoś, wydawało się w pierwszej chwili nieznajomy, przechodził pod oknami. Zatrzymał się przed drzwiami, wahając się - wejść, czy nie wejść. Oczy wyczekującej matki już go jednak rozpoznały i z okrzykiem: "mój syn, mój syn!" wybiegła ona na zewnątrz, po czym próbowała wciągnąć go do domu. On wzbraniał się jednak i powiedział: "Mamo, nie prz estąpię twojego progu dopóty, dopóki mi nie przebaczysz." Jakże chętnie to zrobiła uszczęśliwiona matka! W domu zapanowała radość z powrotu syna do Boga i do matki.
Może powiesz: "To mnie nie dotyczy, nie opuściłem domu rodzinnego, aby żyć swoim życiem." Niektórzy mieszkają ze swoimi rodzicami, a jednak ich serca odwróciły się od nich i od Boga. Nie chcieli już słuchać Jego słowa.
Bóg prosi, abyś się nawrócił do Niego, On czeka na ciebie. On pragnie darować ci twoją winę i uczynić cię szczęśliwym. Jego Syn umarł za ciebie, ponieważ Bóg kocha cię najgłębszą, szczerą i prawdziwą miłością.

Dobry Zasiew

178 Synowie Korego

W 4. Mojż. 16 czytamy o buncie Korego, Abirama, Datana i Ona przeciw Mojżeszowi i Aaronowi. Kore należał do rodu Lewiego i w związku z tym były mu powierzone szczególne zadania – noszenie świętych części namiotu zgromadzenia podczas wędrówki po pustyni. Nie był on jednak z tego zadowolony. On chciał być kapłanem na równi z Aaronem.

 

Ponieważ zaatakowali oni pozycję Mojżesza i Aarona, uderzyli jednocześnie w autorytet samego PANA. To On wybrał tych mężów za przywódców swojego ludu, dlatego musiał zareagować sądem.

Zanim Korego i jego towarzysze dotknął sąd, Mojżesz zawołał do Izraelitów:  „…Odstąpcie od namiotów tych bezbożnych mężów. Nie dotykajcie niczego, co do nich należy, abyście nie zginęli przez wszystkie ich grzechy (4 Moj. 16,26). W tym momencie decyzję musieli podjąć także synowie Korego. Z całym przekonaniem oddalili się oni od złego postępowania swojego ojca i w ten sposób dostąpili Bożej łaski.

PAN oszczędził ich w czasie sądu, gdy rozstąpiła się ziemia i pochłonęła buntowników. Sposób myślenia i postępowania synów Korego wyrażają słowa psalmu: „Albowiem lepszy jest dzień w przedsionkach twoich, Niż gdzie indziej tysiąc; Wolę stać raczej na progu domu Boga mego, Niż mieszkać w namiotach bezbożnych (Ps. 84,11).

To zdecydowane postępowanie synów Korego przeciwko złu przyniosło w ich życiu wielkie błogosławieństwa. Bóg użył ich, aby napisali piękne psalmy (42,44-49,84,84,87).

Synowie Korego i ich potomkowie otrzymali funkcję odźwiernych u wejścia do namiotu zgromadzenia i świątyni, aby nie wkradło się tam nic nieczystego „Szallum, syn Korego, syna Ebiasafa, syna Koracha, i jego bracia z rodu Korachitów sprawowali służbę stróżów progów Namiotu, jak niegdyś ich ojcowie byli postawieni nad obozem Pana jako stróże wejścia doń” (1. Kron. 9,19; 26,1).

179 Szkoła? brr...

Szkoła ? brr..

Szkoła? brr...

Dla wielu młodych ludzi, rozpoczęły się wakacje, mogą odpoczywać od trudów szkolnych, od zaliczeń, sesji. Jest to dla Nich czas odpoczynku.

Każdy nawrócony człowiek, należy jednak do jeszcze jednej szkoły – szkoły Bożej. Każdy, kto narodził się na nowo, powinien chcieć wzrastać w „łasce i poznaniu Pana naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa” (2 P 3:18).

W czasie naszego życia na ziemi, żaden uczeń z tej szkoły nie wyjdzie – będziemy się w niej uczyć do śmierci, albo przyjścia Pana. Nie należy się jednak zniechęcać ponieważ ta szkoła ( w odróżnieniu od innych ) może nam podarować wielką radość i poczucie bliskiej społeczności z Panem.

Szkoła Pańska może nam jednak przysparzać także trudności. Każdy przecież wie, że w szkole jest się po to, aby się uczyć, zdobywać wiedzę, mądrość, dojrzewać, dorastać. Nie jest to łatwe, wzrost wymaga od nas wysiłku, determinacji i zaangażowania.

Oczywiście, znamy także osoby, które przeszły przez szkolne mury, starając się jak najmniej wysilać. Przez swoje lenistwo ledwo zaliczając kolejne klasy, ale chyba nikt z nas nie chce mieć w szkole Bożej miernych na świadectwie !

W 2 liście do Tymoteusza czytamy: „W wielkim zaś domu są nie tylko naczynia złote i srebrne, ale też drewniane i gliniane; jedne służą do celów zaszczytnych, a drugie pospolitych. Jeśli tedy kto siebie czystym zachowa od tych rzeczy pospolitych, będzie naczyniem do celów zaszczytnych, poświęconym i przydatnym dla Pana, nadającym się do wszelkiego dzieła dobrego.” (2 Tym. 2:20-21). Widać z tego fragmentu jasno, że Pan chce, abyśmy stali się osobami, które może używać do swoich zadań i celów, osobami, które są Mu wierne każdego dnia i w każdej chwili.

Wcześniej wspomniałem, że dobre wyniki w nauce otrzymujemy dzięki pilności i ciężkiej pracy. Myślę, że również w naukę w szkole Bożej musimy włożyć wiele wysiłku, żeby stać się „naczyniem zaszczytnym”. Dzięki Bogu, że siły do wzrostu, do zdobywania nowych szczytów i celów daje nam On sam.

Popatrzmy:

  • Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie.” (Mat. 11:28-30); - Pan pragnie, abyśmy oddali Mu nasze trudności, problemy, a zajęli się Jego Królestwem, a wtedy poczujemy Jego pokój, oddalenie od wszystkich naszym problemów;

  • Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka.” (Jan. 14:27);

  • Ale kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu.” (Jan. 4:14) – mowa tutaj o darze Ducha Świętego;

  • Odpowiedział im Jezus: Ja jestem chlebem żywota; kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie.” (Jan. 6:35);

  • Ja przyszedłem, aby [owce] miały życie i obfitowały.” (Jan. 10:10);

  • Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki. (…) Lecz Pocieszyciel Duch Święty, którego Ojciec pośle w imieniu moim, nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem. (Jan 14:16,26);

  • To wam powiedziałem, aby radość moja była w was i aby radość wasza była zupełna.” (Jan. 15:11);

180 Słowo

W sercu moim przechowuję słowo twoje, abym nie zgrzeszył przeciwko tobie.
Psalm 119,11


Na podstawie trzech pytań przyjrzyjmy się bliżej zacytowanemu wersetowi ze Słowa Bożego i spróbujmy przenieść ich głęboki sens na osobiste życie każdego z nas:

1) Co mam zachować?

"Słowo twoje" - mówi powyższy werset. Dzień w dzień, jesteśmy wręcz zasypywani potokiem informacji. Na większość z nich jedynie przelotnie rzucamy okiem. Jednakże Biblia jest zbyt ważna, abyśmy czytali ją tylko powierzchownie. Ona jest wiecznym, nieprzemijającym Słowem Bożym, które możemy przyswajać sobie przez intensywne czytanie, czego wynikiem powinno być właśnie zachowywanie tego Słowa.

2) Gdzie mam je przechować lub zachować?

"W sercu moim", mówi dalej przytoczony powyżej werset. Słowo Boże ma swoje miejsce nie tylko w głowie, lecz również w naszych sercach - miejscu, z którego wypływają uczucia. Serce jest również miejscem podejmowania decyzji. To właśnie w nim mamy przechowywać Słowo Boże. Widzimy zatem, że ten największy skarb, którym jest Słowo Boże, nie może być przechowywany w sejfie bezpiecznych, niezawodnych banków, w których szybko mogłoby ulec zapomnieniu. Nie, ono powinno wypełniać nasze serca, aby mogło wywierać bezpośredni wpływ na nasze życie.
3) Dlaczego mam je zachować?

To trzecie pytanie, na które Biblia daje nam jasną odpowiedź: "Abym nie zgrzeszył przeciwko tobie". Słowo Boże zachowujemy w naszych sercach nie po to, aby innym prawić kazania lub też mądrymi argumentami przekonywać sceptyków. Nie, w pierwszym rzędzie chodzi tu o nas samych. Czy staramy się jeszcze o to, aby nie zniesławiać Boga w naszym życiu przez grzech? Jeśli tak, to możemy być pewni, że Słowo Boże jest najlepszym środkiem zapobiegawczym, by tak się nie stało. Gdy zachowamy je w naszych sercach, stanie się ono dla nas wspaniałą pomocą w prowadzeniu bogobojnego życia, na które Bóg może patrzeć z zadowoleniem.

181 Słuchaj

Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!
Ewangelia Mateusza 11,15  


Gdy weszliśmy do młyna, nasze uszy ogłuszał huk maszyn, które kolejno prezentował nam jego właściciel. Oprowadzał nas po różnych urządzeniach, objaśniając ich czynności. Nie słyszałem kompletnie nic. Gdyby mnie przy wyjściu ktoś zapytał, czy właściciel mówił, a powiedziałbym, że nie, nie byłoby to prawdą. On mówił do nas, ale ja nic nie słyszałem, gdyż huk maszyn całkowicie zagłuszył jego głos. 
Podobnie rzecz ma się z tysiącami ludzi wokół nas. Bóg mówi do wszystkich ludzi, ale Jego głos zagłuszają różne rzeczy tego świata.
Już z samego rana, podczas śniadania włącza się radio i dochodzą do naszych uszu różne głosy tego świata, a głos Boży zostaje zagłuszony - głos, który przecież jest najważniejszy. Na stole leży gazeta, ileż tam szumu tego świata zagłuszającego głos Boży! Zanim ludzie znajdą czas na myśl o Bogu i o wieczności, już zaczyna ich otaczać huk własnego mły na! Stan ten często trwa tak do chwili, kiedy udadzą się na spoczynek. Potem przychodzi następny, bliźniaczo podobny dzień. 
A jak to wygląda u Ciebie? O, gdybyś znalazł dla siebie chociaż pół godziny, aby słuchać głosu Bożego mówiącego do Ciebie z Biblii! Bóg pragnie z nami rozmawiać, usiłuje oznajmić grzesznikowi Zbawienie, jakiego dokonał w Jezusie Chrystusie, Swoim Synu! Pragnie, byśmy byli szczęśliwymi, byśmy się stali przez Niego dziećmi Bożymi. Ofiarowuje nam pokój sumienia i serca, pokój Boży!

Znajdź wreszcie czas na czytanie Słowa Bożego i na modlitwę - ten czas nigdy nie będzie stracony!
Dobry Zasiew 2010 08 27

182 Słuchaj ..

… bo Pan usłyszał…

1 Mojżeszowa 16.11

Często odpowiadamy przyjacielowi przed tym, nim do końca go wysłuchamy, co może czasami prowadzić do różnego rodzaju nieporozumień czy konfliktów. Nie stanowi to natomiast problemu dla naszego wspaniałego Boga. Ponieważ jest On wszechwiedzący, wie dokładnie o co go poprosimy i często otrzymujemy odpowiedź, zanim zdamy sobie sprawę, że należy o to zapytać. „I zanim zawołają, odpowiem im, i podczas gdy jeszcze będą mówić, Ja już ich wysłucham” (Izajasza 65:24). Jakże wspaniałe zaopatrzenie znajdujemy w naszym niebieskim Ojcu! On słucha swej własności, Jego ucho nastawione jest na naszą drogę. Skoro On skupia Swoją uwagę na tobie kiedy mówisz do Niego, dlaczego ty nie skupisz swojej uwagi, kiedy On ci odpowiada?

- WM. Gustafson

183 Tatuaże- piercing

Co Biblia mówi o tatuażach / piercingu?

Zakon Starego Testamentu zakazywał Izraelitom nacinania swojego ciała czy robienia tatuaży: „Nie będziecie nacinać ciała na znak żałoby po zmarłym. Nie będziecie się tatuować. Ja jestem Pan!” (Księga Kapłańska 19.28). Tak więc nawet jeśli dzisiaj ludzie wierzący nie są pod zakonem Starego Testamentu (List św. Pawła do Rzymian 10:4; List do Galacjan 3:23-25; List do Efezjan 2:15), to fakt, że niegdyś istniał taki zakaz powinien wzbudzić naszą uwagę. Nowy Testament nie mówi nic o tym, czy wierzący mogą robić sobie tatuaże, czy też nie.



Jeśli chodzi o piercing i tatuaże, to dobrym sposobem sprawdzenia ich wartości jest rozważenie, czy możemy uczciwie i z czystym sumieniem prosić Boga o jego błogosławieństwo w tej sprawie i czy przynosi Mu to chwałę. „Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie” (1 List św. Pawła do Koryntian 10:31). Biblia nie zakazuje nam tatuaży czy piercingu, jak wielu innych rzeczy, ale nie daje nam też powodów, byśmy wierzyli, że Bóg chciałby, byśmy robili sobie tatuaże czy piercing. Gdyby chciał, to z całą pewnością kazałby to zapisać.

Ważna zasada biblijna w kwestii, o której Biblia nie mówi wyraźnie, to że jeśli mamy jakieś wątpliwości co do danej czynności - nie powinniśmy tego robić. Fragment z Rzymian 14.23 przypomina nam, że wszystko co nie wypływa z wiary jest grzechem. Musimy pamiętać, że nasze ciała, podobnie jak i dusze, zostały odkupione i należą do Boga. Mimo, że 1 List św. Pawła do Koryntian 6:19-20 nie odnosi się bezpośrednio do tatuaży i piercingu, to jednak wskazuje na pewną zasadę: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za /wielką/ bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele”! Jeśli mamy chwalić Boga w naszym ciele, to to ciało musi być też w pewnym sensie, zaakceptowane, zgodne z myślą i charakterem nowego Bożego życia, które mamy w sobie.Ta wspaniała prawda powinna odzwierciedlać się w tym, co robimy z naszym ciałem i gdzie przebywamy. Jeśli nasze ciała należą do Boga, po prostu nie są już nasze, powinniśmy o tym pamiętać zanim je „ozdobimy” tatuażami i piercingiem.

na podstawie www.gotquestions.org

opracował Grzegorz Staier

184 Telefon komórkowy

Gdyba nasz Biblia była komórką…

Szczęśliwy mąż, …który ma upodobanie w zakonie Pana I zakon Jego rozważa dniem i nocą.

(Psalm 1,1-2)

 

Gdyby =

Jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy ze swoją Biblią obchodzili się tak, jak z telefonem komórkowym?

- gdybyśmy naszą Biblię zawsze mieli przy sobie, bądź w podręcznej torbie bądź w kieszeniach spodni?

- gdybyśmy w przypadku jej zagubienia lub zapomnienia natychmiast jej szukali?

- gdybyśmy swoją Biblię otwierali kilkanaście razy w ciągu dnia?

- gdybyśmy używali swojej Biblii, aby odbierać wiadomości od Boga?

- gdybyśmy tak obchodzili się ze swoją Biblią, jakbyśmy nie mogli bez niej żyć?

- gdybyśmy zawsze używali swojej Biblii w podróży?

- gdybyśmy używali swojej Biblii w sytuacjach kryzysowych?

- gdybyśmy Biblii poświęcali tyle czasu, ile poświęcamy na pisanie SMS-ów i prowadzenie rozmów telefonicznych?

- gdybyśmy na ewangelizację wydawali co miesiąc tyle samo pieniędzy, co na opłaty związane z utrzymaniem telefonu komórkowego?

W życiu niejednego z nas nastąpiłaby radykalna zmiana. Czy Słowo Boże nie jest warte tego, aby je regularnie czytać? Dajmy pobudzić się do tego, aby codziennie brać swoją Biblię do ręki i czytać ją z modlitwą. Z pewnością, Bóg ma dla nas poselstwo na każdy dzień.

185 Ten, który mnie wzmacnia

„Wszystko mogę w Tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie.” Fil 4,13

W Kesick w Anglii żył kiedyś pewien chrześcijanin, George Sillwood. Przez wiele lat z powodu swej choroby był „przykuty” do łóżka. W ostatnich latach swego życia bardzo cierpiał, ale dzięki temu, że Chrystus wzmacniał go każdego dnia, był w stanie przezwyciężać ból.

Pewnego dnia jeden z ateistów posłał mu artykuł pod tytułem:, Kim był Jezus?”. Sillwood odpowiedział: nie mam już siły odpowiadać na wszystko, co w tym artykule jest napisane o Panu Jezusie. Tak naprawdę nie umiem odpowiedzieć na pytania w sposób dostatecznie satysfakcjonujący, ale chciałbym napisać w prosty sposób, co On znaczy dla mnie, gdy jestem złożony chorobą.

Każdego dnia doświadczam Jego pocieszenia i pokrzepienia. On pozwala mi wytrwać we wszystkich moich obawach i cierpieniach, które bez Niego byłyby niemożliwe do przeżycia. Podczas bezsennych nocy i pełnych bólu dni zawsze jest przy mnie, jako miłujący Zbawiciel. Kiedy czuję się lepiej, widzę Go takim, jak powiedział sam o sobie, a w chorobie i bezradności, jak nigdy dotąd odczuwam, że On żyje! Jeśli mogą zadać pytanie w odpowiedzi na Pańskie – czy był Pan kiedyś w sytuacji o krok od wieczności? Jeśli tak, to czy znalazł Pan wtedy pokrzepienie, takie jak ja mam teraz w Panu Jezusie?

Czym dla mnie jest teraz Pan Jezus, nie potrafię w pełni opisać słowami, ale nawet w obliczu śmierci mogę być szczęśliwy i pocieszony.

Czy może Pan to również powiedzieć?



186 Teraz albo.... nigdy

Teraz albo nigdy

Na północy, istnieją obszary, gdzie podstawowym wyżywieniem mieszkańców są jaja morskich ptaków. Ptaki te budują swoje gniazda na niedostępnych, wysokich skałach. Pewnego razu młody poszukiwacz ptasich gniazd zauważył duże gniazdo położone w szczelinie skalnej, zbudowane o kilka metrów poniżej miejsca, na którym się właśnie znajdował. Stał na występie skalnym, z którego nie można było zejść bez liny. Nie namyślają się, młody człowiek - przywykły do podobnych trudności - wbił w ścianę hak, umocował na nim linę, opuścił się na niej z nawisu skalnego i zawisł w powietrzu na wysokości upatrzonej szczeliny. Aby jednak się do niej dostać, musiał odpowiednio rozkołysać linę i potem skoczyć na małą półeczkę, tuż obok szczeliny z jajami. Zadowolony z udanej sztuki i perspektywy bogatego łupu, uśmiechnął się zwycięsko do siebie i wyciągnął rękę do gniazda, mruknął: "No, udało się". W tej samej chwili jednak uczynił jakiś nieopatrzny ruch i puścił koniec liny, na której miał się wydostać z powrotem. Lina odskoczyła i kołysząc się zawisła nad przepaścią, w odległości jakichś dwóch metrów od tkwiącego przy ścianie młodzieńca.

187 Tragedia dzisiejszego chrześcijaństwa

Tragedia dzisiejszego chrześcijaństwa

Kiedy pierwszy człowiek Adam, zgrzeszył, była to pierwsza i największa tragedia w historii ludzkości.

Dziś jesteśmy świadkami innej tragedii, być może nie tak brzemiennej w skutki, ale także bardzo poważnej. Mam na myśli nie korzystanie z wspaniałych rzeczy, które przeznaczył, przygotował Bóg dla swoich dzieci.

Ogólnie możemy nazwać je duchowymi błogosławieństwami niebios. Dla lepszego zrozumienia podzielmy je na trzy grupy.

Pierwszą z nich są te błogosławieństwa, które nabywamy bezpośrednio po naszym nawróceniu, takie jak: przebaczenie, usprawiedliwienie, odrodzenie, synostwo w Bogu i ochrzczenie w ciało Chrystusowe. Posiadamy je w Panu Jezusie zanim, tak naprawdę dowiemy się, że są one nasze. Ta wiedza przychodzi do nas później, poprzez poznawanie Słowa Bożego.

Drugą grupą są te bogactwa, które już posiadamy, ale którymi właściwie nie możemy się cieszyć, dopóki nie powróci nasz Pan. Dotyczy to zmiany naszych grzesznych ciał na uwielbione, przywrócenia boskiego podobieństwa w naszych odkupionych osobowościach i w końcu zbliżenia do obecności samego Boga. Te skarby są z taką pewnością nasze, tak jakbyśmy je posiadali już teraz, ale przecież nikt nie modli się o te rzeczy już teraz na ziemi. Bóg bardzo jasno pokazał, że są one zarezerwowane na czas „objawienia synów Bożych” (Rzymian 8,18-25).

Trzecia grupa błogosławieństw składa się z duchowych skarbów, które też są naszą własności, jednak wymagają od nas zdecydowanego wysiłku, aby je posiąść. Jest to uwolnienie od grzechów ciała, zwycięstwo nad samym sobą, stałe działanie Ducha Świętego w nas, owoce w służbie chrześcijańskiej, świadomość obecności Bożej, wzrastanie w łasce. Wymienione rzeczy nie przychodzą do nas automatycznie ani nie musimy czekać, aby posiąść w przyszłości. Są one dla nas tym, czym była Ziemia Obiecana dla Izraela, mamy w nie wchodzić, brać je, w miarę jak wzrasta nasza wiara i poznanie.

188 Trudne czasy

My jednak powinniśmy dziękować Bogu zawsze za was, bracia, umiłowani przez Pana, że Bóg wybrał was od początku, ku zbawieniu przez Ducha, który uświęca, i przez wiarę w prawdę. 
2. List do Tesaloniczan 2,13

Terroryzm, porwania, zabójstwa, trzęsienia ziemi, powodzie i polityczne wstrząsy, to rzeczy, o których codziennie słyszymy w wiadomościach. Co czeka jeszcze ten świat? Biblia mówi, że będzie gorzej, zanim będzie lepiej. Gdzie znajdą się ci, którzy zaufali Chrystusowi?
W 1. Liście Pawła do Tesaloniczan czytamy, że chrześcijanie byli zaniepokojeni o tych, którzy zmarli przed obiecanym przyjściem Pana (Jan 14,1-3). Paweł zapewnił ich, że czy żywi, czy umarli "porwani będziemy w obłokach w powietrze na spotkanie Pana" (1. Tes. 4,13-18), gdy On powróci po swój Kościół.
Następnie w 2. Liście do Tesaloniczan czyta my o ludziach, którzy próbowali ich przekonywać, że dzień Pański już nadszedł, a oni są w czasie ucisku. Szatan chciał pozbawić ich nadziei zabrania przez Pana, ale Paweł wytłumaczył Tesaloniczanom, że choć mogą przechodzić przez różne uciski, to jednak nie nadejdzie ten dzień, dopóki nie nastąpi wielkie odstępstwo (2. Tes. 2,3). Dalsze wersety mówią nam, że wierzący, zbawieni ludzie, będą zachowani od ucisku i od nadchodzącego gniewu, ponieważ uwierzyli prawdzie i zostali uświęceni przez Ducha Świętego.
Słowo Boże daje nam tę obietnicę, ale szatan próbuje ją zakwestionować, zwracając naszą uwagę na te straszne wydarzenia i zasiewając strach w naszym sercu przed tym, co ma jeszcze nadejść. On stale chce odebrać nam czuwanie i nadzieję w powtórnym przyjściu Pana Jezusa po nas.
Niesprzyjające okoliczności i trudne sytuacje na świecie wskazują nam, że nasz Pan nadchodzi, dlatego zgodnie z Jego obietnicą nie powinny one w nas wywoływać lęku czy zaniepokojenia o nas samych i o nasze rodziny. On weźmie nas i potem "na zawsze będziemy z Panem".
Trudne czasy ostateczne, w których żyjemy, są też ponagleniem dla tych, którzy jeszcze nie uwierzyli w Pana Jezusa, aby to uczynili jeszcze dzisiaj, by nie mieć udziału w strasznym okresie historii zwanego "wielkim uciskiem".

(C) Copyright "Dobry Zasiew" 2013

189 Trzech Króli ?

Święto Trzech Króli?

Nazwa święta "Trzech Króli"  budzi w uważnym czytelniku Biblii poważne rozterki. 

Po pierwsze, Ewangelia Mateusza wcale nie stwierdza, że byli to królowie, ani że było ich trzech. Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejemie Judzkim za króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest ten nowo narodzony król żydowski? Widzieliśmy bowiem gwiazdę jego na Wschodzie i przyszliśmy oddać mu pokłon [Mt 2,1-2].

Po drugie, Pismo Święte przestrzega: Bracia moi, nie czyńcie różnicy między osobami przy wyznawaniu wiary w Jezusa Chrystusa, naszego Pana chwały. Bo gdyby na wasze zgromadzenie przyszedł człowiek ze złotymi pierścieniami na palcach i we wspaniałej szacie, a przyszedłby też ubogi w nędznej szacie, a wy zwrócilibyście oczy na tego, który nosi wspaniałą szatę i powiedzielibyście: Ty usiądź tu wygodnie, a ubogiemu powiedzielibyście: Ty stań sobie tam lub usiądź u podnóżka mego, to czyż nie uczyniliście różnicy między sobą i nie staliście się sędziami, którzy fałszywie rozumują? [Jk 2,1-4]. W świetle tej biblijnej wskazówki rodzi się pytanie: Skoro świętuje się wizytę "Trzech Króli", to dlaczego nie ma np. święta Pasterzy, którzy też przyszli oddać pokłon Jezusowi? 

Czyż w tej nazwie nie zaznacza się duch tego świata, wg którego wyróżnia się możnych i ważnych, a pomija ludzi ubogich i zwykłych? Uczestnikom dzisiejszych pochodów-procesji rozdawać się będzie korony. Element dekoracyjny na poziomie przedszkola, a jednak tysiące ludzi dzisiaj się nim przystroi.

I po trzecie, to święto ma na celu uczcić uzdolnienie człowieka do rozumowego poznania Boga, czego rzekomym symbolem jest wizyta mędrców ze Wschodu w Betlejem. Ta myśl również nie znajduje oparcia w Biblii. Napisano bowiem: Wniwecz obrócę mądrość mądrych, a roztropność roztropnych odrzucę. Gdzie jest mądry? Gdzie uczony? Gdzie badacz wieku tego? Czyż Bóg nie obrócił w głupstwo mądrości świata? Skoro bowiem świat przez mądrość swoją nie poznał Boga w jego Bożej mądrości, przeto upodobało się Bogu zbawić wierzących przez głupie zwiastowanie [1Ko 1,19–21].

Jak najbardziej, należy doceniać fakt objawienia Bożego.  Epifanię odnosimy  jednak do osoby Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, lecz jednorodzony Bóg, który jest na łonie Ojca, objawił go [Jn 1,18]. Ludzie wierzący cieszą się z poznania Boga i pojednania z Nim poprzez Jezusa Chrystusa. Mędrcy ze Wschodu objawienia na tym poziomie nie otrzymali i dlatego też go nie reprezentują.

Krótko mówiąc, ewangeliczna wzmianka o wizycie mędrców ze Wschodu w Jerozolimie i Betlejem, nie stanowi dostatecznej podstawy biblijnej do ustanawiania odrębnego święta. 

Co więc tak naprawdę świętują dzisiaj Polacy?

Marian Biernacki

190 Tymoteusz

Duch Święty przedstawił nam w Słowie Bożym postać Tymoteusza. W historii jego życia znajdujemy wiele pouczeń, ale i zachęty. Tymoteusz żył na tak samo zepsutym świecie jak i my, miał w sercu podobne uczucia do naszych, był poddany tym samym pokusom, co i my, lecz Bóg mógł uczynić w jego życiu wspaniałe rzeczy, gdyż oddał się on bez zastrzeżeń do Jego dyspozycji!

Nieobłudna wiara

Tymoteusz mieszkający w okolicach Listry w Azji Mniejszej, był synem Żydówki i Greka (Dz. Ap. 16,1). Już jego babcię Loidę i matkę Eunikę charakteryzowała nieobłudna wiara. Przyjmowały one to wszystko, co otrzymały od Boga na podstawie zakonu i proroków (2. Tym. 1,5).

Wychowywały one Tymoteusza w świetle Słowa Bożego. Znał on więc „Pisma Święte” Starego Testamentu już od samego dzieciństwa (2. Tym. 3,15) i posiadał nieobłudną wiarę, która nie była jedynie martwą formą na pokaz i udawaną pobożnością, lecz była w nim zakorzeniona. Taka wiara rozjaśnia umysł i przenosi serce w bliską relację z Bogiem. Ten młody człowiek był gotowy przyjąć więcej światła Słowa Bożego i we wszystkim być posłuszny jego prawdzie.

 

191 U progu Kanaanu

U progu Kanaanu.

 

Księga Jozuego rozpoczyna się od wspaniałych słów wypowiedzianych przez Boga:

Mojżesz, mój sługa, umarł. Teraz więc wstań, przepraw się tu przez ten Jordan, ty i cały ten lud, do ziemi, którą Ja im, synom izraelskim, daję. Każde miejsce, na którym wasza stopa stanie, dam wam, jak przyobiecałem Mojżeszowi.” Joz. 1:2-3

Po ponad czterystu latach od momentu zawarcia przymierza z Abrahamem obietnica wreszcie ma się wypełnić! Wszystkie błogosławieństwa dostępne w Ziemi Obiecanej są już na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko przekroczyć Jordan...

Izraelici już przed 40 laty stali u progu Kanaanu, ale nie potrafili zaufać Bogu, że pomoże im pokonać wszystkie narody zamieszkujące „kraj mlekiem i miodem płynący”, co spowodowało, że kolejną szansę na przekroczenie granic Ziemi Obiecanej otrzymało dopiero następne pokolenie:

Nie wejdziecie do ziemi, w której poprzysiągłem was osiedlić, z wyjątkiem Kaleba, syna Jefunnego i Jozuego, syna Nuna. Lecz dzieci wasze, o których mówiliście, że staną się łupem, te wprowadzę i one posiądą ziemię, którą wy pogardziliście. Wasze trupy zaś legną na tej pustyni. Lecz i synowie wasi będą koczowali na pustyni przez czterdzieści lat i poniosą karę za waszą niewierność, aż zniszczeją wasze trupy na pustyni.” 4 Moj. 14:30-33

W ziemi kananejskiej znajduje się wiele obwarowanych miast, zamieszkują ją liczne i zbrojne narody, ale Pan mówi do Jozuego : „Każde miejsce, na którym wasza stopa stanie, dam wam”. Bóg już wszystko darował, On wszystko uczynił i przygotował, ale to po stronie izraelitów pozostaje konieczność „postawienia stopy”. W ich odpowiedzialności leży konieczność zaufania obietnicy i zawierzenia Panu i Jego mocy, która jedynie może pokonać wszystkich wrogów. Bez podjęcia działania ze strony Jozuego i Izraela obietnica przejęcia ziemi kananejskiej nie może zostać zrealizowana. Inaczej mówiąc, z Bożego punktu widzenia Ziemia Obiecana jest JUŻ własnością izraelitów (sam Pan jest z nimi, więc mają wszystkie potrzebne do jej zdobycia „narzędzia”) i tylko od nich samych zależy czy będą chcieli w pełni skorzystać ze wszystkich przygotowanych specjalnie dla nich błogosławieństw. Wiemy z historii opisanej w księgach Mojżeszowych i Jozuego, że nie wszyscy izraelici byli zainteresowani Bożą ofertą i dobrowolnie z niej zrezygnowali:

Gdyż połowa plemienia Manassesa oraz Rubenici i Gadyci otrzymali już swoje dziedzictwo, które dał im Mojżesz z tamtej strony Jordanu na wschodzie, gdy przydzielał im je Mojżesz, sługa Pana.” Joz. 13:8

Skutki tej decyzji wymienione plemiona (połowa plemienia Manassesa oraz Rubenici i Gadyci) musiały po wielu latach ponieść na sobie.

Wiele odniesień z księgi Jozuego możemy znaleźć w Nowym Testamencie w Liście do Efezjan. Tutaj również znajdujemy obietnice:

...Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który nas ubłogosławił w Chrystusie wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios. Efez. 1:3

I nas, którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem - łaską zbawieni jesteście - I wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie. Efez. 2:5-6

Pytanie brzmi: na ile uświadamiamy sobie te FAKTY? Jaki mają one wpływ na nasze życie? Czy robimy wszystko, aby korzystać z niebieskich błogosławieństw? Czy w ogóle wiemy, że coś powinniśmy robić?

To co zostało przygotowane dla wykupionych krwią Chrystusa, nowo narodzonych dzieci Bożych, przerasta zdolności pojmowania umysłu człowieka, ale wcale nie oznacza to, że korzystanie z niebieskich błogosławieństw czy przebywanie w okręgach niebieskich jest dzisiaj nieosiągalne. Efez. 1:13 mówi: W nim i wy, którzy usłyszeliście słowo prawdy, ewangelię zbawienia waszego, i uwierzyliście w niego, zostaliście zapieczętowani obiecanym Duchem Świętym. A więc każdy kto uwierzył (na skutek słuchania słowa prawdy i ewangelii zbawiania przez łaskę, por Efez. 2:8-9) ZOSTAŁ zapieczętowany Duchem Świętym. W 2 liście do Tymoteusza 2:19 jest to wyrażone tak:

Wszakże fundament Boży stoi niewzruszony, a ma tę pieczęć na sobie: Zna Pan tych, którzy są jego, i: Niech odstąpi od niesprawiedliwości każdy, kto wzywa imienia Pańskiego. 2 Tym. 2:19

Możemy tu zaobserwować kilka rzeczy:

  1. Fundament.

    Istnieje fundament, coś stałego, pewne oparcie, podwalina pod wszystko co następuje później.

  2. Fundament Boży.

    Ten fundament jest założony przez samego Boga. To jest gwarancją jego niezniszczalności i pewności. Żaden inny „fundament” w tym świetle nie ma sensu.

    Albowiem fundamentu innego nikt nie może założyć oprócz tego, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus. 1 Kor. 3:11

  3. Fundament Boży stoi niewzruszony.

    Ten fundament nigdy nie straci wartości. Jego wartość i pewność nigdy się nie zmieni.

  4. Zna Pan tych, którzy są Jego.

    Nie ma lepszej gwarancji Bożej opieki dla wierzącego człowieka. Bóg wszystko przygotował i dał zapewnienie. Boże błogosławieństwa są przez Niego zagwarantowane i są „na wyciągnięcie ręki”. Boża strona JEST wykonana.

  5. i niech odstąpi od niesprawiedliwości każdy, kto wzywa imienia Pańskiego.

    Ten werset zawiera także odpowiedzialność człowieka. Bóg czegoś od nas wymaga: „odstąp od niesprawiedliwości”. Nie będziesz korzystał z pełni niebieskich błogosławieństw, jeżeli „twoja strona” pieczęci nie będzie twoją codziennością.

Wróćmy do listu do Efezjan.

Bóg przygotował wszystko i dodatkowo wyposażył chrześcijanina w potrzebne „narzędzia”. Rozdział 6 tego listu mówi o zbroi Bożej, która jest niezbędna do codziennego życia. Ta zbroja jest dla nas! Ale musimy ją przywdziać (Efez 6:11). I to całą. To jest niezbędny warunek powodzenia. Zbroja, którą rycerz zostawił w domu nie ochroni go w bitwie. Jeżeli nałoży tylko przyłbicę nadal może zostać trafiony w tułów. Tylko w całej zbroi możemy zdobywać cele dla nas przygotowane. Mamy co zdobyć i mamy jak. Tylko musimy chcieć podjąć walkę. Nie bądźmy jak Rubenici i Gadyci, którzy nie chcieli wejść do ziemi w mleko i miód płynącej. Bądźmy raczej jak Kaleb, który w podeszłym wieku ciągle spoglądał na góry i wierzył, że może je posiąść. Zasiadajmy jak najczęściej w „okręgach niebieskich”, aby móc korzystać z pełni błogosławieństw niebieskich. Nie pozostawajmy przed Jordanem. Wchodźmy do niebieskiego Kanaanu. Bóg go dla nas przygotował.

J.C.

192 Ubezpieczenie

Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia.
2. List do Koryntian 6,2

Jeden z agentów ubezpieczeniowych w USA opowiadał kiedyś pewną historię. Jego bogaty sąsiad postanowił kupić duży dom z wszelkimi udogodnieniami. Aby ubezpieczyć swój dobytek, zdecydował się na polisę ubezpieczeniową. Kiedy wszelkie formalności były już załatwione, agent ubezpieczeniowy zadzwonił, by klient podpisał polisę. Lecz on ciągle zwlekał. Często spotykali się przypadkowo, więc agent ubezpieczeniowy przypominał swojemu klientowi o dokończeniu formalności.
Niestety, ten ciągle zwlekał z podpisem, gdyż składka ubezpieczeniowa była dość wysoka.
Następnego ranka jego prywatny samolot rozbił się i właściciel zginął. Kilka dni później jego żona dokładała wszelkich starań, aby ustalić sumę odszkodowania, lecz niestety - umowa nie by ła podpisana.
Ten życiowy przykład ma jednak nam do powiedzenia coś znacznie poważniejszego - ma na celu ostrzeżenie nas przed opieszałością i zwlekaniem w sprawie życia wiecznego. Musimy uregulować swoje sprawy z Bogiem jeszcze za naszego życia. Dziś jeszcze jest na to czas. "Oto teraz dzień zbawienia". Nie łudźmy się, nie ma innej drogi ani innego, dogodnego czasu, wypatrywanego tak chętnie momentu, określanego mianem "po śmierci".
Bóg nie wymaga od nas żadnej składki ubezpieczeniowej, więc dlaczego by nie zwrócić się do Niego? Wszak Jezus Chrystus zapłacił całą wymaganą przez Boga cenę przez swą męczeńską śmierć na krzyżu Golgoty. To, że teraz na tej podstawie możliwe jest życie pod Bożym kierownictwem, powinno zachęcić każdego, aby przyjął tę ofertę. W rzeczywistości jest to jedyny wybór, który może sprawić, że życie będzie miało prawdziwy sens.

193 Ubodzy

WSPIERANIE UBOGICH

Albowiem ubogich zawsze macie pośród siebie i gdy zechcecie, możecie im dobrze czynić [Mk 14,7]
Odpłata [Łk 14,12–14].
Chociaż całkowita likwidacja ubóstwa wydaje się mało prawdopodobna, to jednak ważne, abyśmy - wręcz programowo - zauważali ludzi w potrzebie.

Biblia od wieków nie widzi alternatywy dla wspierania ubogich przez tych, którzy sami chcą się upodabniać do Jezusa i którzy wzywają do tego innych, głosząc im ewangelię.
Wynika to jasno ze świadectwa apostoła Pawła, złożonego zborom w Galcji:

mieliśmy tylko pamiętać o ubogich, czym się też gorliwie zająłem i co starałem się wykonać [Ga 2,8–10].
W Liście Jakuba Duch Świety wręcz orzeka ścisły związek troski o ubogich z pobożnością. Czystą i nieskalaną pobożnością przed Bogiem i Ojcem jest to: nieść pomoc sierotom i wdowom w ich niedoli i zachowywać siebie nie splamionym przez świat [Jk 1,27].

W Liście Jana zaś stwierdza: Po tym poznaliśmy miłość, że On za nas oddał życie swoje; i my winniśmy życie oddawać za braci. Jeśli zaś ktoś posiada dobra tego świata, a widzi brata w potrzebie i zamyka przed nim serce swoje, jakże w nim może mieszkać miłość Boża? Dzieci, miłujmy nie słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą [1Jn 3,16–18].
Okazuje się też, że powyższa nauka apostolska stoi w całkowitej zgodności z pouczeniami udzielonymi wiele wieków wcześniej narodowi Izraelskiemu:  Jeśliby jednak był u ciebie jakiś ubogi spośród twoich braci w jednej z twoich bram, w twojej ziemi, którą Pan, twój Bóg, ci daje, to nie zamkniesz swego serca i nie zaciśniesz swojej ręki przed twoim ubogim bratem. Lecz otworzysz przed nim swoją rękę i pożyczysz mu pod dostatkiem tego, czego mu będzie brakowało [5Mo 15,7–8].

Podsumowując, cała Biblia zgodnie naucza, że ani prawdziwa miłość chrześcijańska, ani prawdziwa pobożność, nie istnieją bez wrażliwości na niedostatek bliźniego i praktycznej troski o ubogich. Kto więc chce się duchowo rozwijać, ten nie ma innej drogi, jak tylko otwierać serce i rękę przed bliźnim w potrzebie.

194 Ukryta komunikacja

Ukryta komunikacja wiary

Dawno temu podczas inwazji na Szkocję wrogowie opanowali przedmieście pewnego warownego miasta. Zainstalowali tam silne stanowiska do ataku z zamiarem rychłego zdobycia tego grodu. W przeciwieństwie jednak do ich oczekiwań miasto stawiało im zażarty opór. Mijały miesiące, a obrońcy nie zamierzali się poddać. Agresorzy, przeświadczeni, iż miasto będzie niebawem dotknięte głodem, wysłali pokojowego posłańca, który podjechał konno aż pod same mury miasta. Odpowiedź obrońców była odpowiedzią bez słów: obrzucili posłańca włóczniami. Po kilku kolejnych dniach, agresorzy, próbując rozgryźć tajemniczą zagadkę silnego oporu obleganych, dowie- dzieli się, że w mieście jest dużo mięsa, świeżych ryb i wiele innej żywności. Oznaczało to, że miastu nie brakowało żywności, lecz wręcz przeciwnie - miało jej pod dostatkiem i to dlatego nie zamierzało w żadnym wypadku skapitulować. Okazało się bowiem, że dysponowało długimi podziemiami, które pozwalały mu na zaopatrywanie się w żywność przez wiele kolejnych miesięcy. Na próżno wrogowie usiłowali odkryć tajemnicze przejście i w końcu odstąpili od murów miasta. 
Podobnie ma się rzecz z wierzącymi, którzy napastowani przez diabła, stają w obliczu różnych trudnych sytuacji; jednak nie muszą się niczego obawiać, gdyż dzięki modlitwie dysponują, podobnie jak tamci obrońcy, niewidocznym, niedostępnym dla wroga przejściem, prowadzącym do nieskończonych źródeł zaopatrzenia u swego miłosiernego Boga.

Kalendarz Dobry Zasiew 2011

195 Umorzenie długów

Umorzenie długów

OGROMNE długi

Wiele państw utraciło kontrolę nad swoimi finansami z powodu posiadania ogromnych długów. Zaciągnięte miliardowe kredyty wraz odsetkami sprawiły, że nie są one w stanie normalnie funkcjonować. Ich deficyt budżetowy jest coraz większy. Czy wyjdą z tej trudnej sytuacji finansowej czy czeka ich bankructwo?

Przestępca siedzi nas ławie oskarżonych. Zarzut: napad rabunkowy z bronią w ręku, ciężkie zranienie jednego z pracowników banku. Świadkowie i zebrany materiał dowodowy jednoznacznie potwierdzają winę oskarżonego. Sędzia skazuje go na wieloletnie pozbawienie wolności. Jest to właściwa kara za popełniony czyn.

MAŁE długi

Może pomyślisz sobie: cóż mnie obchodzą tego rodzaju problemy - wielkie przestępstwa i grzechy innych? Ja tak nie postępuję.

Może i tak jest. Ale czy w twoim życiu rzeczywiście wszystko jest w porządku? Czy naprawdę nie popełniłeś nic złego? Na przykład:

● powiedziałeś coś niemiłego bliskiej ci osobie,

● byłeś nieuczciwy w pracy,

● zazdrościłeś sąsiadowi pomyślności w interesach,

● złośliwie zemściłeś się z powodu czyjejś krytyki?

Te wszystkie małe uchybienia również czynią Ciebie winnym – winnym przed ludźmi, i winnym przed Bogiem.

Winny PRZED BOGIEM

Bóg stworzył człowieka po to, aby żył on według Jego woli, według Jego przykazań. On żąda od nas:

Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej siły swojej. …lecz będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. 5 Księga Mojżeszowa 6,5; 3Księga Mojżeszowa 19,18;

Jednak my, ludzie, zamiast uczcić Boga poprzez swoje posłuszeństwo, znieważyliśmy Go swoimi grzechami. Zamiast kochać innych ludzi, zawiniliśmy wobec nich, a przez to przekroczyliśmy Boże przykazania.

 

OGROM naszych win

Bóg wie o wszystkim, wie o czym myślimy, co mówimy i co czynimy. On widzi każde nasze przewinienie. Dlatego też te wszystkie „małe grzeszki” tworzą dla Niego ogrom naszych win.

Lecz wasze winy są tym, co was odłączyło od waszego Boga, a wasze grzechy zasłoniły przed wami jego oblicze. Księga Izajasza 59,2

Tego ogromu win nie jesteśmy się w stanie pozbyć ani poprzez pobożne życie, ani poprzez wypełnianie jakichś praktyk religijnych. Sami nie jesteśmy w stanie pozbyć się choćby jednego grzechu. Jedyne co możemy zrobić, my ludzie grzeszni, będący dłużnikami Boga, to  bezwzględnie podporządkować się Jego żądaniom. W zamian otrzymamy uniewinnienie, darowanie każdej nawet najmniejszej naszej winy.

Dekret w sprawie DAROWANIA długów

Siedzimy przed Bogiem na ławie oskarżonych. Bóg, który jest doskonale sprawiedliwy, żąda kary na nasze długi - nasze grzechy. Karą jest wieczne potępienie. Jednak istnieje droga wyjścia: każdemu, kto zaufa Panu Jezusowi, Bóg chce wszystko darować.

Jezus Chrystus umarł na krzyżu, aby uratować nas przed wiecznym sądem. On został ukarany za grzechy tych wszystkich, którzy uwierzą w Jego dzieło zbawienia.

Lecz on zraniony jest za występki NASZE, starty za winy NASZE. Ukarany został dla NASZEGO zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni. Księga Izajasza 53,5

SPŁACONY dług!

Pan Jezus był sądzony na krzyżu Golgoty za winy wszystkich ludzi. Jeśli ktoś przyjmie osobiście tę dobrą nowinę, może być pewien, że jego grzechy, jego długi, zostaną spłacone.

Bóg potwierdza to słowami:

Starłem jak obłok TWOJE WYSTĘPKI,  A TWOJE GRZECHY jak mgłę: Nawróć się do mnie, bo cię odkupiłem. A grzechów ich i ich nieprawości NIE WSPOMNĘ WIĘCEJ.

Księga Izajasza 53,5;  List do Hebrajczyków 10,17

Boża oferta spłacenia długów jest aktualna i dzisiaj.

Skorzystaj z niej! Twój dług zostanie umorzony, a ty otrzymasz nową relację z Bogiem.

Zmiłuj się nade mną, Boże, według łaski swojej, według wielkiej litości swojej zgładź występki moje! Księga Psalmów 51,3

196 Upamiętajcie się

„Bóg (…) wzywa wszędzie wszystkich ludzi, aby się upamiętali.” Dzieje Apostolskie 17,30

Kim jest Bóg? Nie jest On istotą, która jest wytworem wyobraźni, fantazji czy ludzkich spekulacji. Możemy znać Boga jedynie na tyle, na ile On sam się nam objawił: jako Tego, który jest Wszechmocnym, Wszechwiedzącym, Wszechobecnym i Odwiecznym oraz przede wszystkim naszym Stwórcą. Ten Bóg mówi sam o sobie: „Ja uczyniłem ziemię i stworzyłem na niej ludzi, moje ręce rozciągnęły niebiosa i Ja daję rozkazy wszystkiemu ich wojsku”.

A kim jest człowiek? Jesteśmy stworzeniem tego odwiecznego Boga. On stworzył nas w określonym celu. W Biblii, w Księdze Izajasza 43,7 Bóg mówi o nas ludziach: „(..) których ku swojej chwale stworzyłem, których ukształtowałem i uczyniłem”. Jednakże nasuwa się pytanie, gdzie podziała się ta chwała? Wskutek upadku w grzech, Bóg został jedynie zniesławiony.  Przed opisanym w Biblii zesłaniem potopu na ziemię, Bóg musiał stwierdzić, „wielka jest złość człowieka na ziemi i wszelkie jego myśli oraz dążenia jego serca są ustawicznie złe”. Czy do czasów dzisiejszych się coś poprawiło? A jeśli nie, to czy Bóg pozostawi to bez konsekwencji? Nie! On pociągnie nas do odpowiedzialności. Każdy musi przed Nim stanąć. Jak wtedy wytłumaczymy się przed Nim? Takimi, jakimi jesteśmy, nie będziemy w stanie udzielić Mu ani jednej odpowiedzi na tysiąc pytań postawionych z Jego strony i będziemy zmuszeni bez zastrzeżeń przyjąć Jego sprawiedliwy wyrok!

Jedynym ratunkiem przed tym sprawiedliwym sądem jest przyjęcie jedynej drogi wyjścia, jaką oferuje nam sam Bóg. Jest to droga wiodąca poprzez szczery i dogłębny wgląd we własną winę, uznanie jej, wyznanie przed Bogiem oraz radykalne odwrócenie się od życia nacechowanego sprzeciwianiem się Bogu. Jest to jednocześnie droga wiary w darowanego przez Boga Zbawiciela – Pana Jezusa Chrystusa.

 

197 Usposobienie Chrystusa


W Chrystusie oglądamy cechy kogoś, kto okazał doskonałą pokorę, kto odrzucał na bok każdą myśl o sobie samym, kto jako sługa szedł ścieżką posłuszeństwa aż do śmierci. Kiedy apostoł opisuje tę drogę, nie ukazuje nam jedynie każdego pojedynczego, prowadzącego ku zupełnemu uniżeniu, kroku, lecz usposobienie,charakter, jaki był w Chrystusie  – usposobienie pełne pokory. Nie jest możliwe podążanie wszystkimi Jego śladami, ponieważ nigdy nie byliśmy na takiej pozycji, z której On zszedł. Również nie zostaliśmy powołani do tego, aby uniżyć się tak jak On. Lecz jesteśmy zachęceni, aby być takiego usposobienia, charakteru, jakie było w Panu Jezusie.

Najpierw nasza uwaga skierowana jest na Chrystusa, znajdującego się na najwyższej z możliwych pozycji – „był w postaci Bożej.” Wtedy to powziął zamiar, stać się „niczym.” Nie miał żadnego względu na samego siebie. Chciał wypełnić wolę Ojca i zabezpieczyć błogosławieństwa swojego ludu, był gotowy zająć najniższe miejsce. W związku ze swoim przyjściem na ten świat, mógł powiedzieć: „Oto przychodzę, aby wypełnić Twoją wolę o Boże” (Hebr. 10,7).

Po drugie, Pan Jezus w tym usposobieniu przyjął postać sługi. Kiedy był na ziemi, mógł powiedzieć swoim uczniom: „Ja jestem wśród Was jako ten, który usługuje” (Łuk. 22,27). Jeden z braci kiedyś powiedział: „Chrystus nie tylko stał się sługą, lecz On nigdy nie chciał przestać nim być... Kiedy w Jana 13 nadchodził czas, w którym Pan Jezus miał wkrótce wejść do swojej chwały, moglibyśmy powiedzieć: Teraz Jego służba się zakończyła. Tak się jednak nie stało. Pan Jezus powstał od stołu, przepasał się i począł umywać uczniom nogi; i jest to czynność, którą wykonuje również dzisiaj … W Łuk. 12,37 zauważamy, że tę służbę będzie On kontynuował również w chwale – On się przepasze, posadzi ich przy stole i przystąpiwszy, będzie im usługiwał. …On nie przestanie usługiwać. Egoizm człowieka dąży do tego, by być „obsługiwanym”. Miłość przeciwnie, cieszy się, kiedy może usłużyć;  tak też Chrystus nie przestanie usługiwać, gdyż On nie pozbędzie się swojej miłości.

Po trzecie, Chrystus nie tylko przyjął rolę sługi, lecz „stał się także człowiekiem” Mógł On stać się także sługą w podobieństwie anioła, gdyż byli oni wysyłani, aby służyć; On stał się jednak mniejszym od aniołów (Hebr. 2,9) – „stał się podobny ludziom”.

Po czwarte, kiedy Pan przyszedł na ziemię w postaci człowieka, to nie czynił starań o to, aby być uwielbianym lub wywyższanym przez ludzi. Jego pokorne usposobienie powodowało, że sam się uniżył. On narodził się w żłobie i żył wśród najuboższych tego świata.

Po piąte, nawet, jeśli On tak bardzo się uniżył, że przebywał wśród najuboższych tego świata, mógł przejąć panowanie nad światem – mógł zająć miejsce, które mu się prawnie należy. Jednak będąc pokornym „stał się posłuszny”. Kiedy przychodzi na ten świat mówi: „Oto przychodzę, Aby wypełnić wolę twoją, o Boże” (Hebr. 10,7). Kiedy przemierzał ten świat, powiedział: „Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba” (Jana 8,29). Kiedy opuszczał ten świat, mógł powiedzieć: „Nie moja ,lecz Twoja wola niech się stanie” (Hebr. 22,42).

Po szóste: Będąc takiego usposobienia był nie tylko po prostu posłuszny, lecz posłuszny aż do śmierci.

Po siódme: Pan nie tylko zetknął się ze śmiercią, lecz poddał się najbardziej haniebnej śmierci, jaką człowiek mógł umrzeć – śmierci krzyżowej.

Kiedy rozważamy tę cudowna drogę, która prowadziła naszego Pana w coraz to głębsze uniżenie, od najwyższej chwały do haniebnej śmierci krzyżowej, to nie chciejmy być jedynie tak po prostu zadowoleni z tego, że możemy być ludźmi podziwiającymi Go za wyjątkową moralną postawę, ponieważ taka postawa może charakteryzować każdego naturalnego człowieka. Potrzebujemy łaski, abyśmy nie tylko mogli to wszystko podziwiać, lecz abyśmy też mogli stosownie do napomnień apostoła, wyciągnąć z tej postawy naukę dla naszego praktycznego życia: „Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie.” W świetle tego pokornego usposobienia, które widzimy w Panu Jezusie, powinniśmy zapytać siebie poważnie w swoim sercu, jak dalece osądziliśmy będącą w nas, próżną żądzę chwały? Dążmy do tego, aby zapomnieć o samych sobie, aby służmy innym w miłości, aby chociaż cośkolwiek objawić z pokory i łaski Chrystusa.

198 Ustawy...

Dobrze mi, żem został upokorzony, abym się nauczył ustaw twoich.
Psalm 119,71

Niemalże w każdym wierszu obszernego psalmu 119 wymienione jest Słowo Boże w różnorodnych określeniach. Czy może istnieć dla nas coś bardziej stosownego, coś przydatniejszego w licznych sytuacjach, przez które musimy przejść, coś przewyższającego wartość stosowania Pisma Świętego? Niestety, często jesteśmy zbyt ufni w nasze rzekome własne siły i nie bierzemy tego dostatecznie pod uwagę, że to właśnie Słowo Boże winno przemawiać do nas we wszystkich sprawach codziennego życia. Niedobrze jest używać Słowa ustami, podczas gdy uprzednio nasze serce nie zostało wyćwiczone pod jego wpływem. A jeśli takiego rodzaju uchybienia mnożą się w sprawach życia codziennego, o ileż więcej dotyczy to duchowego posłuszeństwa na drodze jednej wiary, którą winni śmy podążać - przeciwko rozłamom i burzeniu jedności chrześcijańskiego świadectwa! Niestety zbyt często także i pod tym względem uważamy się za mocnych, wykazujemy gorliwość w sprawach zewnętrznych uczynków, nie będąc w rzeczywistości gotowi, by pełnić służbę miłą Bogu. To, co czynimy, przez ludzi może być wysoko oceniane, ale nie zapominajmy, że prawdziwy sługa ma swojego Pana. Połączenie charakteru sługi i Pana w jednej osobie to sprzeczność. Dlatego niezbędne jest, abyśmy najpierw i my przyłączyli się szczerze do słów psalmisty: "Dobrze mi, żem został upokorzony, abym się nauczył ustaw twoich." Jeśli ktoś posiada gorliwość do badania Pism, należy się z tego cieszyć, lecz ważne jest przy tym nie to, abyśmy pojęli umysłem Słowo, lecz aby to Słowo ujęło nas za serca i swobodnie je kształtowało.
Młodzi ludzie potrzebują szczególnie, by bacznie na to uważać. Aby to najpierw ich własne serca zostały ukształtowane, zanim podejmą się publicznej działalności. W przeciwnym razie dochodzi przeważnie do bezużytecznego dla Pana łączenia biblijnej wiedzy z cielesną gorliwością, tj. poddaną własnej woli i pożądaniom. Wszystkiego winniśmy uczyć się od naszego Pana. Jego serce było pokorne i całkowicie przygotowane do wykonywania każdej służby, a jednak zawsze dostrzegamy, jak Pan Jezus czekał na wskazówkę pochodzącą z góry.

(C) Copyright "Dobry Zasiew" 2012

199 Vancouver - dalej, szybciej, celniej

Vancouver - dalej, szybciej, celniej

Zakończyły się zimowe igrzyska olimpijskie. Wielu sportowców miesiącami przygotowywało się do nich. Przygotowania wymagały wielu wyrzeczeń, poświęceń, czasu i samozaparcia. Teraz wielu ryzykuje nawet swoim życiem, aby wygrać sportowe zawody, aby zdobyć olimpijski medal, olimpijski laur.

W Słowie Bożym również wiele czytamy na temat zawodów sportowych. Są one przedstawione jako przykład dla nas wierzących: „Czy nie wiecie, że zawodnicy na stadionie wszyscy biegną, a tylko jeden zdobywa nagrodę? Tak biegnijcie, abyście nagrodę zdobyli. A każdy zawodnik od wszystkiego się wstrzymuje, tamci wprawdzie, aby znikomy zdobyć wieniec, my zaś nieznikomy” (1 Kor. 9:24.25).

Ten, który bierze udział w zawodach, musi niekiedy stosować ścisłą dietę, wstrzymywać się od wszystkiego, co mogłoby obciążyć jego organizm w czasie biegu. Dla wierzącego człowieka, jeśli chodzi o życie moralne, sprawa przedstawia się podobnie. „… złożywszy z siebie wszelki ciężar i grzech, który nas usidla, biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami (Hebr. 12,1).

Każdy biegacz wkłada w swój bieg wszystkie siły, zadaje sobie wiele trudu, aby zdobyć nagrodę, która kiedyś straci swoją wartość i chwałę, która przeminie. Wierzący biegną jednak po to, aby zdobyć nieprzemijająca koronę, nagrodę, która będzie błyszczeć przez całą wieczność. Z jakąż gorliwością powinniśmy starać się ją zdobyć!

A Ty, drogi Czytelniku, który być może po raz pierwszy odwiedziłeś tę stronę! Czy pomyślałeś już kiedyś o tym, według jakich reguł Ty „biegniesz” w swoim życiu? Jakie stosujesz zasady? Czy są to zasady wymyślone przez Ciebie, zasady, które stosują inni ludzie, czy może nie stosujesz żadnych zasad – żyjesz tak, jak ci wyjdzie?

Wszechmogący  i wszechwiedzący Bóg pozostawił człowiekowi Słowo Boże (Biblię), w którym zawarł swoje myśli dotyczące życia człowieka na ziemi. Jezus Chrystus, Zbawiciel świata, którego życie opisuje Biblia, żył kiedyś na ziemi według nich. O Nim Słowo Boże mówi, że nie popełnił żadnego grzechu, że żyjąc na ziemi był On radością dla Boga. On pomagał ludziom, On modlił się za drugimi. On ujmował się za biednymi, pocieszał strapionych i chorych - nikogo nie odprawił z kwitkiem. Czy nie chciałbyś żyć według takich zasad ?

On wreszcie leczył obarczone grzechem serca. Jeśli ktoś przyszedł do Niego obciążony grzechami i wyznawał je, to On go przyjmował, przebaczał je i czynił szczęśliwym. Ty także możesz spróbować. Przyjdź do Niego! On Ci na pewno pomoże!

pb

 

200 W kim masz upodobanie ?

W KIM MASZ UPODOBANIE??

No i już prawie po wakacjach. Niestety, powiedzą niektórzy ( a raczej większość :). Może to dobra chwila by się zastanowić, jak było?

Zazwyczaj, z powodu natłoku obowiązków szkolnych i zawodowych, użalamy się na brak czasu na zaangażowanie się w działalność naszego kościoła w ciągu roku. Wakacje mają być dobrym momentem na nadrobienie zaległości. Czy tak było? Czy wykorzystałeś wiele możliwości spędzenia kilku chwil w towarzystwie innych chrześcijan? Wczasy zborowe, zjazdy, obozy chrześcijańskie, cokolwiek by to nie było, ważne, aby po roku codziennego, ciągłego przebywania z ludźmi niewierzącymi w środowisku szkolnym i zawodowym, mieć kilka dni bliskości duchowej wśród osób też „niebędących stąd”.

Jeśli nawet trochę w mniej komfortowych warunkach, ale za to w społeczności świętych, a nie na jakimś duchowym odludziu komercyjnego kurortu. Czy wykorzystałeś czas, by pojawić się wreszcie na nabożeństwie w środku tygodnia, by pomyśleć o praktycznym, Twoim osobistym, udziale w budowaniu zboru? Nawet nigdzie nie wyjeżdżając, można w wakacje odnowić kontakty chrześcijańskie, umówić się na wspólny obiad, czy spacer, świadomie przeznaczyć sobotę czy niedzielę na regenerację sił duchowych w społeczności ludzi wierzących.
Niektórzy z nas, nie przykładają do tej sprawy większej wagi. Przecież na przestrzeni lata każdy potrafi wygospodarować czas na sprawy Pańskie! Potrafi, jeśli chce, jeśli uzna, że to dla niego ważne i przedstawia dla niego jakąś wartość! Jeśli nie mamy upodobania, nie cieszy nas społeczność wierzących, to powinna w naszych sercach zapalić się lampka alarmu: coś jest z nami nie tak, coś tu nie pasuje. I nie szukajmy wymówki, że to oni nas nie chcą, to oni są tacy dziwni.

W kim masz upodobanie?  W ludziach, którzy nie znają Boga i żyją po swojemu, według własnych koncepcji, czy w ludziach, których odkupił Bóg, którzy są Twoimi braćmi i siostrami.  Czy masz upodobanie, czy lubisz, przebywać tam gdzie zgromadzają się chrześcijanie, aby modlić się, czytać Słowo Boże i mieć społeczność z Panem i z sobą nawzajem?

To wiele pytań, ale jeśli nie odpowiesz sobie na nie szczerze i jeśli trzeba, nie zmienisz swoich upodobań, pozostaniesz smutny, daleki i nieszczęśliwy.

Przyjdźmy do Pana i przede wszystkim miejmy w Nim upodobanie, to nam da radość, zadowolenie i szczęście.